szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:

Odnaleźć przyjemność w sztuce: wywiad z Joanną Tokarczyk, pomysłodawcą i założycielem SISTO Gallery

17.05.2012

Wywiady

Joanna Tokarczyk, "Czerwony Kapelusz"

Joanna Tokarczyk, „Czerwony Kapelusz”, Źródło: SztukaPozytywna.pl

Malować to, co pozwala osiągnąć stan wewnętrznej harmonii, wpływać inspirująco na umysł odbiorcy, koić duszę barwami; tak w kilku słowach można określić misję krakowskiej SISTO Gallery. I rzeczywiście, odwiedzając jej stronę internetową SztukaPozytywna.pl, natychmiast dostrzeżemy energetyczne kolory, ciekawe formy i dużą dozę optymizmu, jakie emanują z płócien. Niektóre z dzieł gościły na krakowskich targach Art Expo 2012 – to właśnie tam udało nam się porozmawiać z Joanną Tokarczyk, właścicielką galerii, która opowiedziała m.in. o tym, dlaczego warto kupować sztukę pozytywną, kto robi to najchętniej i czemu Polacy wciąż obawiają się wyjść naprzeciw kolekcjonowaniu dzieł sztuki.

Rynek-i-Sztuka: Skąd wziął się pomysł na sprzedawanie sztuki pozytywnej?

Joanna Tokarczyk: Głównie z wewnętrznej potrzeby. Obecnie jestem mamą dwuletniego brzdąca, a ta rola nierzadko skłania do refleksji. Nie jest rzeczą łatwą wyjść z dzieckiem do muzeum czy galerii – niektóre wystawy bywają niepokojące, czasem nawet przytłaczają, a na sztukę pozytywną, każdy, nawet najmłodszy odbiorca chętnie rzuci okiem. Dobre obrazy zostają w naszej głowie, bo nie da się ukryć, że to co widzimy często mocno zapada w pamięć i kreuje naszą rzeczywistość. Wierzę, że poprzez sztukę, która budzi dobre emocje możemy sprawić, że nasz świat stanie się przyjemniejszy.

RiSz: Na wystawionych dziś obrazach dominuje czerwień. Czy artyści, którzy tworzą tego typu sztukę, specjalnie stawiają na tę barwę? Ma ona wzbudzać w widzu konkretne emocje?

J.T.: Nie, nie robią tego z rozmysłem. Na targach Art Expo specjalnie wystawiłam te obrazy, które najsilniej przyciągają uwagę intensywnymi barwami. Jednak na naszych wspólnych wystawach można często zobaczyć obrazy spokojne, bardziej stonowane, nawet nostalgiczne. Krzykliwość to nie reguła, choć rzeczywiście, radosne, energetyczne obrazy mogą stać się swoistym rodzajem „koloroterapii”. Na przykład popularny w ostatnich latach kolor różowy łagodzi relacje międzyludzkie. Spróbuj nakrzyczeć na kogoś ubranego w tym kolorze, szybciej Cię rozbawi niż zdenerwuje.

RiSz: Jak ocenia pani współczesnych odbiorców sztuki, jak Pani galeria odnajduje się na obecnym rynku?

J.T.: Nie można ukrywać, łatwo nie jest. Tyczy się to jednak nie tylko Polski, za granicą w moim odczuciu sytuacja jest podobna. Idąc myślą cztery lata wstecz, było znacznie lepiej, obrót w sztuce był znacznie większy. Nie wiem jakie tendencje rynkowe pojawią się w przyszłości, wolę nie prorokować, bo bywa naprawdę różnie. Ostatnio – czego się nie spodziewałam – zwiększony popyt odnotowaliśmy w styczniu. Teoretycznie w miesiącach letnich i jesiennych sztuka powinna znaleźć więcej klientów.

Stoisko SISTO Gallery na krakowskich Targach Sztuki Art Expo 2012

Stoisko SISTO Gallery na krakowskich Targach Sztuki Art Expo 2012

RiSz: Do kogo skierowana jest sztuka, którą możemy znaleźć w galerii SISTO?

J.T.: Do wszystkich – w tym względzie nie ma absolutnie żadnych ograniczeń. Jednak obserwując naszych klientów, z reguły są to ludzie młodzi w przedziale wiekowym 30-40 lat, głównie kobiety. Część osób które odwiedza naszą galerię, pragnie wejść w posiadanie dzieła sztuki, nie z pobudek czysto estetycznych, ale ze względu na opłacalną inwestycję. Lokowanie pieniędzy w obrazach staje się obecnie co raz lepszą alternatywą.

RiSz: Czy osoby, które bywają u państwa, to stali klienci, czy może większość bywa przypadkowa?

J.T.: Mamy swoją wierną grupę klientów, którzy co jakiś czas robią u nas zakupy. Zdarzają się też osoby, które przypadkiem trafiły do naszej galerii i zakupiły obraz, który przywołał wspomnienia i przypadł im do serca. Najczęściej działa tu jednak tzw. poczta pantoflowa; zadowoleni klienci nas polecają, wymieniają się uwagami ze znajomymi, ci przychodzą zapoznać się z ofertą i nierzadko coś kupią. Nabywcy dzieł sztuki są przeważnie wzrokowcami, kiedy widzą, że u przyjaciół na ścianie wisi obraz, który wygląda naprawdę świetnie, rodzi się w nich potrzeba posiadania czegoś podobnego.

RiSz: A co sądzi Pani o galeryjnej działalności internetowej? Czy można nabyć państwa dzieła również drogą wirtualną?

J.T.: Osobiście jestem zwolenniczką oglądania „sztuki na żywo”,na zdjęciu trudno idealnie uchwycić charakter obrazu. Niemniej jednak SISTO Gallery – SztukaPozytywna.pl jest z założenia galerią internetową. Podążając za dzisiejszymi trendami i korzystając ze wszelkich możliwych innowacji prowadzimy sprzedaż w Internecie. Czasem odbiorca polubi dzieło od razu i kupi go opierając się na prezentacji w Internecie, czasem zobaczy obraz na zdjęciu i przyjedzie do nas lub na wystawę, żeby zapoznać się z nim osobiście.

Janusz Kawecki, "Pole kaczeńców", Źródło: SztukaPozytywna.pl

Janusz Kawecki, „Pole kaczeńców”, Źródło: SztukaPozytywna.pl

RiSz: Jako galeria sztuki współczesnej podążacie również za trendem wypożyczania obrazów?

J.T.: Myśleliśmy o tym, jednak nie jestem pewna, czy ten trend sprawdzi się w przypadku SISTO. Jako, że nie jesteśmy galerią stacjonarną, nie mamy możliwości składowania dzieł. Żeby wypożyczyć klientowi konkretny obraz, najpierw musiałabym wypożyczyć go od artysty. Oczywiście, jestem w posiadaniu wielu prac, jakie sprzedajemy, jednak nie wszystkich. Poza tym nie jestem jeszcze do końca przekonana do takiego rodzaju działalności. Wypożyczenie dzieła na wystawę to zupełnie co innego. Oczywiście znam galerie, które wprowadziły tę opcję do swojej oferty. Najważniejsze, żeby wszystkie zainteresowane strony były zadowolone z takiego rozwiązania.

RiSz: Na jakiej zasadzie dobierała Pani twórców, z którymi chciała nawiązać współpracę?

J.T.: Zaczęłam od grupy artystów, których znałam. Kolejno poznawałam ich przyjaciół. Bywało, że zgłoszenia napływały przez Internet, jednak trzon naszej współpracy wiąże się z historią dłuższych znajomości i jest oparty na zaufaniu. Obecnie nasza grupa liczy 19 artystów, natomiast przy współpracy wystawowej, która w bieżącym roku zaowocowała zbiorową wystawą „Ogrody Polskie Ogrody Japońskie”, działa 10 osób. Sądzę, że przy takich przedsięwzięciach łatwiej jest pracować w bardziej kameralnym gronie, choćby przez wzgląd na zebranie wszystkich obrazów w konkretny cykl.

RiSz: Czy wdrażacie w strategię salonu narzędzia z zakresu PR-u i marketingu?

J.T.: Z wykształcenia jestem również marketingowcem, dlatego łatwiej poruszać mi się w świecie reklamy i łączyć ją w określony sposób z filozofią galerii. Działamy na portalach społecznościowych, mamy stały kontakt z mediami, na bieżąco tworzymy informacje prasowe. Oczywiście, fajnie byłoby zatrudnić specjalistę, jednak na dzień dzisiejszy tego nie planujemy. Nie ukrywam, taki zabieg powinien się po prostu opłacać, a my nie realizujemy aż tylu projektów, żeby nie ogarnąć ich samemu.

RiSz: Czy w ramach promocji galerii organizujecie Państwo wernisaże, wystawy, hepeningi?

J.T.: Oczywiście. Przez ostatni rok robiliśmy to praktycznie co miesiąc. Nasze obrazy wędrują po Polsce, oprócz Krakowa odwiedziły m.in. Kielce, Myślenice, Suchą Beskidzką, Zakopane. Mamy zamiar rozszerzyć swój zasięg. Szukamy ciekawych miejsc na ekspozycje naszych wystaw w zachodniej i centralnej części kraju.

RiSz: W Polsce pokutuje pogląd, że kupowanie sztuki jest tylko wybranych, co Pani o tym sądzi?

Jerzy Treit, "Mleczna droga", Źródło: SztukaPozytywna.pl

Jerzy Treit, „Mleczna droga”, Źródło: SztukaPozytywna.pl

J.T.: Niestety, wiele osób boi się kupowania obrazów, obawiając się bajońskich cen. To absurd, zwłaszcza, że już za 500 złotych można sobie kupić ciekawą, wartościową estetycznie rzecz. A poza tym, bądźmy wybranymi, nie odmawiajmy sobie przyjemności kupienia pięknego i unikalnego obrazu na własną ścianę! Osobiście mam wrażenie, że wciąż robimy mało, aby kształcić się w kwestii pojmowania sztuki. Dzieciaki nie są zabierane na wystawy, a jeśli już, to dzieje się to bardzo rzadko, na dodatek w okrojonej formie. Niestety nasze społeczeństwo nie ma nawyku odwiedzania galerii czy muzeów, a zamiast oryginalnego obrazu kupujemy drukowane masowo plakaty.  Udało się nam Polakom stosunkowo szybko włączyć finansowo i mentalnie w zachodni styl życia ale na zawód artysty plastyka nadal patrzymy poprzez stereotypy. Mam nadzieję, że i to uda się jeszcze większej części z nas wkrótce nadrobić.

RiSz: Jako portal promujący kunszty artystyczne rozumiemy Pani pogląd i na pewno będziemy starać się wychodzić ze sztuką naprzeciw współczesnemu odbiorcy. Bardzo dziękujemy za rozmowę i życzymy powodzenia w dalszym ubarwianiu świata.

Rozmawiała: Olga Pisklewicz

Portal Rynek-i-Sztuka.pl

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: