szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
STALOWA

Podróż do Muzeum Wyobraźni – wywiad z Tomkiem Sętowskim

24.05.2012

Wywiady

Architektoniczna, Tomek Sętowski, Źródło; Setowski.com

Architektoniczna, Tomek Sętowski, Źródło; Setowski.com

Tomek Sętowski jest obecnie jednym z najbardziej rozpoznawalnych twórców, spełniających się w nurcie zwanym realizmem magicznym. Artysta od lat odnosi spektakularne sukcesy na międzynarodowej scenie artystycznej, porywając publiczność swoimi bajkowymi, marzycielskimi wizjami. Jego odrealniona Fabryka Snów, zrobiła na redakcji Rynku-i-Sztuki ogromne wrażenie, zaś sam twórca zachwycił nas niekłamaną otwartością i błyskotliwym żartem. Co Tomek Sętowski mówi na temat swoich niezwykłych obrazów, gdzie szuka natchnienia i czy czuje się spełniony jako artysta? Uchylamy rąbka jego czarodziejskiej tajemnicy.

Rynek-i-Sztuka: Pana obrazy są niesamowite, mówi się, że to realizm magiczny. Zatem co jest dla Pana magią, która inspiruje? Czy faktycznie maluje Pan to, o czym śni, marzy?

Tomek Sętowski: Fabryką snów, którą uruchamiam podczas tworzenia, jest mój umysł. Uważam, że prawdą jest określenie, że artystą się bywa – ja też czasem bywam artystą (śmiech). Wówczas, chwytam za ołówek i szkicuję. Szkic na ogół na początku nic konkretnego nie przedstawia, dopiero później go rozwijam, uszczegóławiam. Na tej podstawie powstaje obraz olejny.

RiSz. A bodźce zewnętrzne? Czy one też mogą być trybikami w Pana fabryce?

T.S. Bywa, że czerpię inspirację z pracy innych artystów. Nierzadko zdarza się, że natchnienie znajdę w książce bądź filmie. Namalowałem wiele obrazów, często do nich wracam i to właśnie one napędzają mnie do artystycznego działania. Istnieje grupa motywów, które wciąż można odnaleźć na moich pracach, choć oczywiście stale poszukuję nowych rozwiązań, które są próbą tworzenia pewnych innowacji. To jest najbardziej twórcze.

RiSz. Zawsze malował Pan obrazy fantastyczne, czy miał Pan przygodę również z rodzajem sztuki nieco mniej odrealnionej?

T.S. Tak, były to czasy studiów, kiedy zajmowałem się malarstwem symbolicznym. To właśnie ono w pewien sposób mnie ukształtowało. Wiedziałem, że w tym kierunku będę próbował się wypowiadać. W tamtych czasach były to jednak ciągłe próby, nie byłem jeszcze ukierunkowany, nie miałem swojego stylu. Z czasem oczywiście dojrzałem do tego, aby się określić i żeby jako artysta stać się rozpoznawalny.

RiSz. Pomogli w tym Panu jacyś konkretni malarze? Istnieją twórcy, którzy mieli wpływ na to, co Pan

Księżycowe miasto, Tomek Sętowski, Źródło; Setowski.com

Księżycowe miasto, Tomek Sętowski, Źródło; Setowski.com

tworzy dzisiaj?

T.S. Oczywiście wielu jest takich artystów. Marcin Bolldorf, Max Ernst czy nie szukając daleko Hieronim Bosch. Z malarzy współczesnych także Gustav Klimt. Proszę zwrócić uwagę na motywy sukien, zdobień na moich obrazach; zamieniłem jego formy abstrakcyjne, na formy przestrzenne.

RiSz. No właśnie, w Pana dziełach podobnych form można znaleźć bardzo wiele. Czy architektura jest dla Pana szczególnym rodzajem inspiracji?

T.S. Studia, które ukończyłem sprawiły że mam bardzo duży zakres wiedzy zarówno w kwestii historii sztuki, jak i architektury. To sprawia, że chętnie i często wykorzystuję ją w swoich pracach. Barokowe wnętrza, bogactwo form, draperii; lubię tak malować.

RiSz. Oprócz fantastycznych postaci, czy nieszablonowych architektonicznych rozwiązań, zauważyłam, że wśród swoich kompozycji, bardzo często umieszcza Pan również… samego siebie. Co Pana do tego skłania?

Tak, to prawda (śmiech). Chodzi głównie o to, że chcę przetrwać w swoich dziełach, zachować nieśmiertelność. A wszystko zaczęło się od obrazów Malczewskiego. Kiedy zobaczyłem na ilu obrazach on występuje, pomyślałem sobie, czemu nie – też się trochę poumieszczam! Poza tym kiedy zapuściłem bródkę i wąsik, stałem się niejako bohaterami swoich obrazów. Inspiruje mnie wizerunek Don Kichota i Barona Mauthausena, do których jestem nieco podobny. Oczywiście zawsze zamieszczam swoją podobiznę w jakiejś określonej fabule, nie maluję klasycznych autoportretów; to mogłoby być źle odebrane (śmiech)

RiSz. Praca artysty jest pracą niepewną, niełatwą. Czy był moment, w którym Pan się zawahał i pomyślał, że może lepiej będzie zacząć robić coś innego?

T.S. Muszę przyznać, że nie miałem takich wątpliwości, ponieważ bardzo szybko zacząłem sprzedawać swoje prace. Łatwo zyskałem psychiczny komfort, ponieważ wiedziałem, że mogę utrzymać się z tego co robię. Było to jeszcze na etapie mojego artystycznego rozwoju i ani się obejrzałem, a już zacząłem współpracować ze znaczącymi galeriami.  To było bardzo płynne i szybkie przejście. Muszę przyznać, że szybko się rozwinąłem… chociaż może nie aż tak szybko jak Mozart (śmiech).

Uroczyste otwarcie Wieży Babel, Tomek Sętowski, Źródło; Setowski.com

Uroczyste otwarcie Wieży Babel, Tomek Sętowski, Źródło; Setowski.com

RiSz. Jak Pan postrzega dzisiejszy rynek sztuki w Polsce i jak Pan się na nim odnajduje?

T.S. Myślę, że jest naprawdę nieźle. Wielu ludzi bardzo spontanicznie zaczyna kupować obrazy, otaczać się sztuką. Rynek idzie w dobrą stronę; powstają nowe galerie i potrafią się utrzymać. Jeżeli natomiast chodzi o mnie i o moją twórczość, polski rynek sztuki jest dla mnie zbyt ciasny. Dlatego też udzielam się w galeriach światowych, np. w Dubaju, w Nowym Jorku, czy w Kolorado; mam bardzo szerokie pole działania. Oczywiście w Polsce jestem najbardziej znany, ponieważ artysta największą sławę zawsze zyskuje tam, gdzie tworzy. Jednak z czasem przekonałem się, że sztuka nie zna granic. Swoje obrazy mam nawet w Australii, czyli w miejscu, w którym mieć ich zupełnie bym się nie spodziewał. Tutaj chodzi przede wszystkim o przekaz, wrażliwych ludzi nie brakuje. Co prawda są miejsca gdzie mnie jeszcze nie było; nie wystawiałem nigdy np. w Laponii u Eskimosów (śmiech). Ale tam warto jechać, oni są podobno bardzo gościnni.

RiSz. Jeśli zatem miałby Pan sprecyzować główną grupę swoich odbiorców, na kogo by Pan wskazał? Kim są Pana klienci, w jakim są wieku?

T.S. Sztuka jest dziedziną, która nie zna granic płci czy wieku. Odbiorcą moich dzieł może być każdy. Słyszałem kiedyś, że nie sztuką jest namalować obraz, sztuką jest się nim zachwycić. Dlatego ja, jako twórca, wymagam głównie od odbiorcy, aby się zatrzymał, poświęcił czas mojemu dziełu, bez względu na to jaki zawód wykonuje, jaki ma charakter i ile ma lat. Wiek artysty natomiast to ciekawa sprawa… Otóż, artysta się nie starzeje, artysta dojrzewa… (śmiech). Artysta nigdy nie przechodzi na emeryturę; dopóki może tworzyć, to to robi, a kiedy przestaje, po prostu umiera. Dlatego uważam, że wiek zarówno u widza, jak i u artysty nie gra roli. Najlepszym tego przykładem są twórcy, którzy odkryli u siebie powołanie artystyczne dopiero w średnim wieku, chociażby Gauguin, który za pędzel chwycił dopiero po czterdziestce.

RiSz. Czy ma Pan stały kontakt z kolekcjonerami Pańskich dzieł?

T.S. Tak, oczywiście. Nierzadko są to także osoby, które po prostu interesują się moją twórczością. Przyjeżdżają, oglądają. Często już nic nie mogą kupić, ponieważ mają zapełnione całe ściany. Jedną z największych kolekcji moich obrazów w Polsce, ma pewien producent filmowy; jest w posiadaniu około 40-50 dzieł. Traktuje moje płótna jak kadry filmowe, które opowiadają jakąś historię.

RiSz. Przeczytałam, że jest Pan bardzo mocno przywiązany do swoich dzieł, że trudno się Panu z nimi rozstawać. Czy istnieje grupa obrazów, których nigdy Pan nie sprzeda?

T.S. Tak, mam takie obrazy, do których jestem szczególnie przywiązany. Z żadną transakcją nie jest łatwo, jednak przez lata nauczyłem się sobie tłumaczyć, że przecież taka jest rola obrazu; żeby cieszył oczy innych, żył swoim życiem gdzieś poza pracownią. Jeśli ktoś zachwyci się tym, że będzie miał moje dzieło, to świetnie. Przecież nie mogę mu tego odmówić.

RiSz. Pana prace znajdują się nie tylko w galeriach sztuki i prywatnych kolekcjach, można było zobaczyć je również na łamach pisma „Fantastyka”. Jak do tego doszło?

T.S. W czasach gdy jeszcze byłem na studiach, marzyłem o tym, żeby się tam znaleźć. Nigdy jednak nie zdobyłem się na to, aby wysłać im swoje prace; bałem się że mnie odrzucą, sądziłem, że to jeszcze nie ten czas. W końcu sama „Fantastyka” zwróciła się do mnie z propozycją współpracy. Muszę przyznać, że to było bardzo fajne doświadczenie, współdziałaliśmy przez lata; odwiedzałem nawet zjazdy miłośników pisma. Sam kupowałem „Fantastykę” głównie po to, żeby oglądać to, co malują inni. Po latach okazało się, że tych, których podziwiałem najbardziej, mogłem poznać osobiście.

Malarz i modelka, Tomek Sętowski, Źródło; Setowski.com

Malarz i modelka, Tomek Sętowski, Źródło; Setowski.com

RiSz. Gdzie w Polsce  można oglądać Pana prace?

T.S. Współpracuję w galerią w Warszawie, znajdującą się na Mokotowie. Jest to komercyjne centrum sztuki, które co roku pod koniec czerwca organizuje mi wystawę. Można również odwiedzić galerię w Poznaniu, jednak większość swoich prac prezentuję w częstochowskim Muzeum Wyobraźni, do którego serdecznie zapraszam.

RiSz. Usłyszałam dzisiaj, że malarstwo dla wielu miłośników kunsztów artystycznych jest dziedziną nadrzędną. Wynika to m.in. z tego, że obrazy dzięki zmieniającemu się światłu bądź różnej pogodzie, za każdym razem wydają się być inne, podczas gdy w np. utworach literackich niełatwo jest dostrzec coś nowego. Co Pan o tym sądzi?

T.S. Istnieją różne dyskusje na temat wyższości jednej sztuki nad drugą. Osobiście uważam, że nie można tego rozgraniczać. Sztuka muzyczna, teatralna, filmowa, to zupełnie inne bajki. Każda z nich oscyluje w obrębie sztuki, dlatego daleki byłbym od wywyższania malarstwa nad innymi dziedzinami. Niektóre z nich często się przenikają. Ja też inspiruję się filmem czy literaturą, a może zdarzyć się odwrotnie – ktoś zainspiruje się oglądając mój obraz, który okaże się być dla niego jakąś szczególną opowieścią.

Dziwna pracownia, Tomek Sętowski, Źródło; Setowski.com

Dziwna pracownia, Tomek Sętowski, Źródło; Setowski.com

RiSz. Wielu artystów traktuje sztukę jako pewnego rodzaju terapię. Czy Pan też malując czuje ulgę, uwalnia emocje?

T.S. Malując zapomina się o bożym świecie i oczywiście nierzadko jest to pewien rodzaj ulgi. Jednak paradoksalnie sztuka powoduje również stres, często rodzi się w bólach. To też jest cena, którą artysta musi zapłacić malując swoje dzieła. Bywa, że najlepsze obrazy powstawały w nieludzkich trudach, wielu malarzy niszczyło swoje prace podczas tworzenia, co jest dowodem na to, że artysta wciąż czuje się niedoskonały, rozczarowany. Jednak to właśnie napędza jego byt artystyczny. Jest takie stare, wyświechtane powiedzenie; najlepszy obraz to ten, którego jeszcze nie namalowałem. Ale tak to właśnie wygląda, pragniemy kolejną pracą zaskoczyć przede wszystkim samych siebie, a potem dopiero odbiorcę.

RiSz. A zatem czy w ogóle można zaryzykować stwierdzenie, że istnieje ktoś taki, jak spełniony artysta?

T.S. Artysta bardzo rzadko osiąga swój panteon. Może być spełniony pod względem udanego działania, komfortu pracy, wiernych odbiorców, jednak zawsze będzie czuł twórczy niedosyt. Oczywiście, w pewnym sensie jest to naprawdę wartościowe uczucie, ponieważ wciąż motywuje twórcę do działania, stosowania nowych technik, świeżego spojrzenia na sztukę.

RiSz. A czy Pan czuje się spełniony?

T.S. Pod tymi względami? Jak najbardziej.

R. SZ: W takim razie gratulujemy i życzymy Panu jak największej dozy satysfakcji i ciągłej motywacji twórczej. Bardzo dziękujemy za rozmowę!

Rozmawiała: Olga Pisklewicz

Portal Rynek-i-Sztuka.pl

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

2 komentarzy do “Podróż do Muzeum Wyobraźni – wywiad z Tomkiem Sętowskim”

  1. Baron

    Zapraszam wszystkich miłośników polskiego malarstwa współczesnego do odwiedzenia strony : http://www.artinfo.cdx.pl/ – Pozdrawiam.

  2. Artinfo Kontakt

     Zapraszam – http://www.artinfo.cdx.pl

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rabort Rynek i Sztuka

Raport Rynek Sztuki 2016

Szósta edycja Raportu Rynek Sztuki, przygotowana przez redakcję największego serwisu dla kolekcjonerów i inwestorów – Rynekisztuka.pl

Zobacz więcej Pobierz (pdf)
MENU: