szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
STALOWA

O polskich targach sztuki słów kilka

15.11.2012

Dla galerzystów, Kolekcjonowanie, Magazyn

Targi sztuki w Polsce niemalże nie istnieją, chociaż zauważa się coraz więcej inicjatyw do tego miana aspirujących. Wydarzenia te dumnie noszą nazwę „targi sztuki”, będąc w rzeczywistości małymi, najczęściej lokalnymi przedsięwzięciami, które organizowane są przeważnie przez grupy – zwyczajowo młodych – zapaleńców.

W rzeczywistości jednak prym wiodą najdłużej istniejące i przez to największe w Polsce Warszawskie Targi Sztuki, które jednak – co dziwne – nie mają wielkiego rozgłosu medialnego. I można by powiedzieć, że wina stoi po stronie narodu, który nie do końca jeszcze sztuką się interesuje, lecz czy tak jest naprawdę?

Pomijając pomniejsze inicjatywy, takie jak: pierwsza edycja Krakowskich Targów Sztuki czy innych krakowskich Targów Sztuki ArtExpo i Sztukobranie (Targów Młodej Sztuki), jak i lokalne inicjatywy jak wrocławskie Sztuka dla domu, dom dla sztuki (wymienić można jeszcze kilka) , pragnę skupić się na tych największych i poddać analizie ich funkcjonowanie.

Targi Kraków ArtExpo 2012, Dwór w Tomaszowicach, Źródło: rynek-sztuki.pl

Targi Kraków ArtExpo 2012, Dwór w Tomaszowicach, Źródło: rynekisztuka.pl

Warszawskie Targi Sztuki po raz pierwszy zorganizowane zostały dziesięć lat temu przez dom aukcyjny Rempex i była to wówczas pierwsza tego typu impreza w Polsce. Zapewne trud i ogrom pracy, jak został włożony w organizację wczesnych edycji, konstytuowany dodatkowo marką domu aukcyjnego, pozwolił wydarzeniu temu wyrobić sobie niepodważalną opinię najważniejszych targów sztuki w Polsce – bo największych i w zasadzie jedynych. Nawet wtedy, gdy w Polsce zaczęły pojawiać się nowe galerie i inne, ciekawe inicjatywy kulturalne,  Warszawskie Targi Sztuki utrzymywały się – i w zasadzie do tej pory utrzymują się – na najwyższej pozycji, dzięki czemu w ramach imprezy można oglądać intersujące obiekty ciekawych wystawców z całej Polski, a także – nielicznie – innych krajów europejskich. Impreza przyciąga także szereg ludzi zainteresowanych sztuką, nawet jeśli nie w aspekcie komercyjnym, to z pobudek czysto hobbystycznych.

Pomimo tego, że największe polskie galerie nie wystawiają się na krajowych targach, to i tak na Warszawskich Targach Sztuki można oglądać dzieła z najwyższej półki, co wskazuje na stosunkowo wysoki poziom prezentowanej oferty.  Niby więc wszystko jest w porządku, dlaczego więc o samym wydarzeniu mówi się mało, a galerzyści nie osiągają realnych z niego korzyści?

Targi Sztuki w Krakowie

Z punktu widzenia ekonomicznego, pokazanie się na warszawskiej imprezie jest inwestycją, która kosztuje – tu trzeba wspomnieć, że nie każdą polską, galerię stać na wykupienie stoiska i elementów dodatkowych. Oczywiście inwestycja – jak to inwestycja – albo się zwróci, albo też nie, jednak w ramach tej opłaty powinna być przynajmniej zagwarantowana konkretna promocja, z której wystawcy mogliby faktycznie skorzystać. I tu napotykamy się na pewną rozbieżność, która zauważalna jest pomiędzy wydarzeniami odbywającymi się zagranicą, a wydarzeniami, które mają miejsce w Polsce.

Szereg osób zapewne chciałoby mieć możliwość dostępu do informacji o sprzedażach, jakie odbyły się na organizowanych w Polsce targach, czy po prostu o ogólnym obrocie. Nie wiem czy brak oficjalnych podsumowań ma  związek z niedopatrzeniem organizacyjnym czy z niewywiązującymi się z obowiązków patronackich portali, które poproszone zostały o patronat medialny nad wydarzeniem. W kontekście tym wystarczy przytoczyć chociażby portal artinfo.com, na którym rzetelnie referowane są rekordy sprzedażowe czy po prostu kwoty zanotowane przy sprzedażach w trakcie trwania targów. Tego typu dane dają realną informację dla potencjalnych wystawców o tym, co na tego typu imprezie się dzieje – lub też dziać się może. Mało tego, dlaczego na oficjalnych portalach patronackich, jedyna informacja jaka dotyczy tego wydarzenia to skonstruowana przez organizatorów notatka prasowa, która nijak ma się do realnego przebiegu wydarzenia? A gdzie fotorelacja? Tekst krytyczny? Czy chociażby komentarz dziennikarza, który pofatygował się na imprezę? W zasadzie brak. A szkoda. Organizatorom tego typu imprez nie powinno wystarczać także umieszczenie notki informacyjnej o wystawcach i ich ofercie jedynie na stronie internetowej – których projekty zazwyczaj, odstając od europejskich standardów, nie są najkorzystniejsze pod względem designu, czytelności, jak i samego odbioru.

Warszawskie Targi Sztuki, fot, Kama Wróbel

Warszawskie Targi Sztuki, fot, Kama Wróbel

Dodatkowo zastanawiam się nad formułą organizowanych w Polsce imprez, które są jakaś takie niejasna, a może po prostu bezpłciowe. Brak jakichkolwiek wyjątkowych towarzyszących wydarzeń specjalnych, wypowiedzi wybitnych ekspertów czy światowych kolekcjonerów, interesujących i niepowtarzających się pod względem tematycznym wykładów czy paneli dyskusyjnych. Nie wiem też, czy przestrzeń – w przypadku Warszawskich Targów Sztuki – jaką są – bądź, co bądź  piękne i ekskluzywne – Arkady Kubickiego, sprawdza się przy tego typu imprezie, która przecież zawsze powinna być zaaranżowana w ciekawy sposób, tak by prowokować odbiorców do wejścia czy eksplorowania jej. Arkady nie dają dużych możliwości do popisu. Warto też zastanowić się także nad tym, dlaczego większość targów zagranicznych posiada swego kuratora i aranżera? Czy nie jest lepiej jeśli stoiska trzymają się pewnej linii, założeń programowych i aranżacji na wysokim poziomie zaakceptowanym przez organizatora? Oczywiście nie chodzi mi tutaj o ograniczanie galerzystom dowolności wyboru prac, jednak aranżacja stoisk czy ich układ mogłyby być ustalane znacznie wcześniej, dzięki czemu sam ich wygląd byłby mniej chaotyczny, zróżnicowany stylistycznie i elegancki.

Być może, kiedy – mała jeszcze, ale zawsze – konkurencja w postaci  Krakowskich Targów Sztuki (pierwsza edycja miała miejsce w wrześniu tego roku, pod linkiem tekst o nich) zmobilizuje organizatorów omawianych imprez (i innych także) do większego przyłożenia się do działań – szczególnie marketingowo-promocyjnych – co  i tak – zapewne – wyjdzie im na dobre.

Kama Wróbel
Portal Rynek i Sztuka
Portal Rynek i Sztuka

 

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

2 komentarzy do “O polskich targach sztuki słów kilka”

  1. Andrzej

    Szczerze mówiąc nie wiem jak się zachować na Targach Sztuki. Słowo ” Targi” sugeruje możliwość zakupu i negocjacji cen /żeby nie używać słowa „targowania”/. Słowo ‚Sztuka'” z kolei sugeruje coś wielkiego i nieuchwytnego, wręcz tajemniczego dla przeciętnego klienta z ulicy. Wchodzę więc na Warszawskie Targi Sztuki z chęcią nabycia jakiejś pracy, która pasowałaby do klimatu mojego mieszkania, albo nawet ze zwykłej chęci posiadania oryginału.
    Nie jestem znawcą sztuki, więc nie potrafię zdecydować się na konkretne dzieło.
    Muszę też pamiętać o moich możliwościach finansowych.
    Cały problem polega na tym, że prace wystawione w poszczególnych stoiskach nie posiadają opisu, ani ceny. Nie wiem więc, czy są to prace wybitne, ogólnie znane, a więc przez to cenne i dla mnie niedostępne, czy tę mogę myśleć o kupnie. Sytuacja jest ogólnie niezręczna, bo czy mam zacząc od pytania o cenę /przecież to dzieło sztuki, a nie marchewka na targu/, czy o autora /jeśli to b.znane nazwisko, to jestem ignorantem w oczach wystawcy/.
    Targi Sztuki są też okazją dla wystawców do wymiany poglądów, oraz do spotkań z autorami prac, oczywiście wspólczesnych. Jak zauważyłem, zajmuje im to sporo czasu i trudno mi za każdym razem, kiedy podoba mi się jakiś obraz podchodzić do stolika gdzie rozmawiają, czy też szukać osoby wystawcy gdzieś na hali tylko po to żeby zapytać o cenę tego czy innego dzieła.
    Czy tak trudno jest profesjonalnie przygotować ofertę w sumie niewielu prac, bo przecież na Targach galerie pokazują wybrane prace, aby potencjalni kupcy nie byli stawiani w roli petentów i ignorantów ?
    Wolałbym sam na podstawie opisów i podanych cen zdecydować o jakiej pracy mogę rozmawiać z wystawcą w kontekście zakupu.
    Pod pojęciem rozmowy mam na myśli poświęcenie mi czasu, bez przerywania na witanie się ze znajomymi i udzielanie w międzyczasie informacji innym, co ile kosztuje.
    Ja staram się zrozumieć poczucie wyższości ludzi sztuki nad przeciętnym zjadaczem chleba, ale bez przesady.
    Jeżeli chcę kupić zwykły obrazek w OBI czy PRAKTIKERZE  za 50 zł, to nie mam wielkich wymagań. Po prostu idę, wybieram i kupuję.
    Nabycie pracy galeryjnej wymaga innego podejścia do klienta i traktowania go na zasadzie partnerskiej bez okazywania zniecierpliwienia – zawraca głowę, a sam nie wie czego chce.
    Takie czasy – połową sukcesu sprzedaży jest tzw. otoczka, która towarzyszy zbyciu dóbr było nie było, ale luksusowych.
    Można też odwrócić sytuację i powiedzieć – ma parę złotych i koniecznie chce wejść do kręgu ludzi kultury.
    Można – tylko bez tych ludzi, twórcy będą tworzyć swoje dzieła tylko dla siebie, a w galeriach będziemy mieli oddziały banków.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rabort Rynek i Sztuka

Raport Rynek Sztuki 2016

Szósta edycja Raportu Rynek Sztuki, przygotowana przez redakcję największego serwisu dla kolekcjonerów i inwestorów – Rynekisztuka.pl

Zobacz więcej Pobierz (pdf)
MENU: