szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
Magazyn RiSZ

Dziewczęce fantazje Małgorzaty Maciaszek

25.01.2013

Wywiady

Koszmary i potwory w dzieciństwie rodzą się pod wpływem otaczającej nas rzeczywistości – niedopowiedzeń, które docierają do świadomości dziecka ze świata dorosłych, np. ze zdjęć z gazet, obrazków z telewizji. Poznańska artystka Małgorzata Maciaszek w swoich realizacjach prezentuje nam prywatny świat zabawek i projekcji z dzieciństwa, które przenoszone do świata dorosłych i do świata sztuki balansują gdzieś pomiędzy tym, co akceptowalne, a tym co odrzucone czy wstrętne (abject).

Małgorzata Maciaszek jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Głównym motywem jej twórczości jest człowiek, który coraz częściej ukazywany jest w kontekście płci i seksualności.  Malarka, autorka krótkich form prozatorskich i kilku wierszy, dużo czasu poświęca na szycie i szydełkowanie, czego daje wyraz w swoich, nietypowych pracach.

Małgorzata Maciaszek, Poduszkowiec, 2012, fot.M.Maciaszek

Małgorzata Maciaszek, Poduszkowiec, 2012, fot.M.Maciaszek

Prawdopodobnie proszę Cię o sięgnięcie pamięcią daleko wstecz. Jednak patrząc na kreowane przez Ciebie obiekty, chciałabym abyś opowiedziała o tym, co kształtowało Twoją wrażliwość artystyczną?

W dzieciństwie marzyłam o zostaniu pisarką lub poetką. Pisałam wiersze i krótkie opowiadania. Ogromne wrażenie robiła na mnie poezja Mirona Białoszewskiego i Tadeusza Różewicza, pamiętam fascynację „Murami Hebronu” Andrzeja Stasiuka. Pierwszą wystawą jaką zobaczyłam była ekspozycja prac Władysława Hasiora. A po tym, jak dowiedziałam się o istnieniu dadaizmu i ready mades, zrozumiałam, że sztuka to nie tylko obrazy. Ale to było dawno, w szkole podstawowej. Przed pójściem na Akademię Sztuk Pięknych szczególnie interesował mnie body art: akcje Chrisa Burdena i Giny Pane’y, jako poszukiwanie granic sztuki i granic ciała. To, co kręciło się wokoło człowieka i człowieczeństwa interesowało mnie najbardziej. Moją uwagę przyciągało to, co skrajne, trudne i co wymagało od odbiorcy zaangażowania emocjonalnego. Jednak chyba największą rolę odegrały prace Judy Chicago „The Dinner Party” i Miriam Schapiro z cyklu femmages. To działało mi na wyobraźnię najbardziej, a w połączeniu z książką „Biegnąca z wilkami” dało cykl „Demoludy” z 2011 roku.

Laleczka, 2012  fot. M.Maciaszek

Małgorzata Maciaszek, Laleczka, 2012 fot. M.Maciaszek

No właśnie. Demoludy są już dobrym przykładem wykorzystywanej przez Ciebie techniki – swoja drogą, rzadko w sztuce polskiej prezentowanej. Skąd pomysł na tego typu działanie?

Po pierwsze, w myśl idei punkowej – DIY (Do It Yourself) chciałam tworzyć prace samodzielnie, bez pomocy kogokolwiek, bez udziału introligatorów, drukarni czy informatyków. Lubię pracować sama. Po drugie, chciałam tworzyć prace na granicy sztuki wysokiej i sztuk użytkowych – połączyć malarstwo i szycie, które jest aktywnością uznawaną za typowo kobiecą. Chciałam zobaczyć, w jaki sposób łączą się ze sobą i współgrają farby i tkaniny. Prace z cyklu „Demoludy” miały nawiązywać do archaicznych bóstw (np. Lud nr1, Zwierzątko, Gwiazdor) i do dziecięcych zabawek – miękkie materiały, widoczne ściegi i nici naturalnie do tego pasowały. Szycie pociągnęło za sobą robienie na drutach i na szydełku oraz eksperymenty z różnymi tkaninami, drutem i klejem. Mam słabość do futer i do folii, a ostatnio do motywu moro. Staram się łączyć ze sobą przytulność i przyjemność z tym, co źle się kojarzy i z kiczem. Lubię wykorzystywać różnego rodzaju znaleziska – stare ubrania, resztki nici, papierki po cukierkach. Wykorzystuję przedmioty niepotrzebne, porzucone. Gromadzę dużo rzeczy, bo wszystko może się w przyszłości przydać.

Kucyk, 2012, fot. M.Maciaszek

Małgorzata Maciaszek, Kucyk, 2012, fot. M.Maciaszek

Pomimo tego, że sztuka Twoja jest stosunkowo oryginalna, to na pewno posiadasz swoich mistrzów… a przynajmniej artystów, których postrzeganie i sposób myślenia jest Ci szczególnie bliski. Opowiesz o tym?

Oddziałuje na mnie przede wszystkim to, co mnie otacza. Chciałabym tworzyć sztukę o człowieku, o jego problemach, o tym, co go kształtuje. Wpływa na mnie zarówno styczność ze sztuką wysoką – głównie sztuki plastyczne, ale też codzienność – filmy, reklamy, czasopisma, muzyka. Do moich ulubionych artystów należą Maria Pinińska-Bereś, Pipilotti Rist, Judy Chicago, Katarzyna Kozyra, Katarzyna Górna, Andy Warhol, Zbigniew Libera. Jestem pod dużym wrażeniem filmów „Kids” Larry’ego Clarka, „Drawing Restraint 9” Matthew Barney’a,  „Possession” Andrzeja Żuławskiego, „Kobiety bez mężczyzn” Shirin Neshat. Uwielbiam animacje braci Quay. Chcę opowiadać odbiorcy o rzeczywistości, która nas otacza, ale w taki sposób, w jaki ja ją widzę, na moich zasadach. Duży wpływ wywiera na mnie literatura – Julia Kristeva „Potęga obrzydzenia. Esej o Wstręcie”, Simone de Beauvoir „Druga płeć”, Charlotte Roche „Wilgotne miejsca” itd. Przyglądam się ludziom, ich reakcjom, przysłuchuję ich rozmowom i układam to w całość z moją rzeczywistością, z moimi wspomnieniami, przeżyciami i emocjami. Sztukę i to, co mnie otacza odbieram przede wszystkim emocjonalnie, nie staram się dogłębnie analizować i rozkładać na części. „Interpretacja stanowi zemstę intelektu na sztuce” (S. Sontag). To, co robi na mnie wrażenie i to, co mnie inspiruje przede wszystkim porusza mnie emocjonalnie. Chciałabym aby moje prace działały w taki sposób i aby były odbierane całościowo, a nie po rozbiciu na cząstki.

Małgorzata Maciaszek, Zakładniczka, 2012, fot. M. Maciaszek

Małgorzata Maciaszek, Zakładniczka, 2012, fot. M. Maciaszek

I teraz czas na jedno z bardziej nielubianych pytań, na które już po części odpowiedziałaś. Jakie treści przekazujesz w swoich pracach?

Najdawniejszą symboliczną aktywnością kobiet było przędzenie, szycie, haftowanie, tkanie. Jest pewna indiańska legenda o Babce Pająk. Babka Pająk to stwórca i praprzodek wszystkich ludzi. Na koniec swojego dzieła uczy ludzi sztuki tkania. Są też Mojry – bóstwa losu, które plotą dolę ludzką. Staram się w swoich pracach dużo szyć, przyszywać, zeszywać, splatać. Moja sztuka jest „utkana”, uszyta, a nie koniecznie namalowana. Szycie jest mi w naturalny sposób bliskie. Dlatego chciałabym aby odbiorca zwracał uwagę na sposób wykonania, a nie tylko doszukiwał się głębokich, metafizycznych sensów. Moje prace są często z pozoru przytulne. Są jak maskotki, laleczki z dziewczęcego pokoju. Miłe, niewinne i czyste – takie cechy przypisujemy dzieciom, częściej dziewczynkom aniżeli chłopcom. Do tego odnosi się cykl „Dziewczęce fantazje”. Czy nie ulegamy mylnej idealizacji? Czy dziewczynka nie może być okrutna? Dzieci tak jak i dorośli obracają się w rzeczywistości mediów – telewizji, internetu. I to na nie oddziałuje. W jaki sposób i jakie to skutki przyniesie w przyszłości? Warto czasem przyjrzeć się samemu sobie i swoim wspomnieniom. Nie ma piękna bez brzydoty, nie ma podmiotu bez abjectu. Co jeśli naruszy się granice „ciała” zrobionego na szydełku misia, a głowę królika obszyje workiem? Wcale nie powoduje to wykluczenia przedmiotu. Wywołuje ciekawość lub ewentualnie niepokój wywołany brakiem zrozumienia. A jeśli do farby została dodana prawdziwa krew, czy ta wiedza wywoła nagłe odrzucenie? Tego poszukuję… mojej własnej granicy i granicy u odbiorcy. Jakie emocje będziemy czuli patrząc na daną pracę? Nie musimy jej interpretować, bo „na początku było uczucie”. Moja twórczość jest dla mnie samej jak wentyl bezpieczeństwa – pozwala mi wyrzucić z siebie to, co mnie niepokoi, moje refleksje i zmartwienia.

Małgorzata Maciaszek, Motyl, 2012, fot. K. Wróbel

Małgorzata Maciaszek, Motyl, 2012, fot. K. Wróbel

 Z Małgorzatą Maciaszek rozmawiała Kama Wróbel

Portal Rynek i Sztuka
Portal Rynek i Sztuka

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2016
MENU: