Reklama

Drobne namiętności Ignacego Korwina- Milewskiego, czyli skąd biorą się wielkie dzieła w muzeach

Drobne namiętności Ignacego Korwina- Milewskiego,  czyli skąd biorą się wielkie dzieła w muzeach

W Martwej naturze z wędzidłem Zbigniew Herbert w kilku słowach ujął to, co miłośników materialnej strony sztuki najpełniej opisuje. Kolekcjonerstwo należy bowiem do specyficznego rodzaju ludzkich namiętności. Jest przejawem miłości wobec rzeczy. Jego źródła sięgają najzwyklejszej potrzeby gromadzenia wokół siebie przedmiotów, czy też ozdabiania nimi swojego miejsca na ziemi. Historia kolekcjonowania sięga zapewne początków istnienia rzeczy, a przywiązanie do rzeczy bywało siłą tak potężną, że zamawiano u malarzy portrety ulubionych przedmiotów, aby przedłużyć ich trwanie, potwierdzić istnienie. Można z owej pasji pokpiwać, ale to dzięki kolekcjonerom, nie instytucjom państwowym, zachowano na świecie najwięcej skarbów kultury, dzieła największych twórców.

Trudno byłoby w historii polskiego kolekcjonerstwa odnaleźć postać, która zapełniłaby tak gęsto muzealne galerie, wiodąc przy tym równie barwne i burzliwe życie jak Ignacy Korwin- Milewski. Chcąc jego postać opisać hasłami, powinno użyć się przed wszystkim słów: wielkie pieniądze, liczne romanse, polityka, wyspa Santa Catarina na Adriatyku, Aleksander Gierymski, Józef Chełmoński, Józef Pankiewicz, Leon Wyczółkowski, Alfred Wierusz- Kowalski, Anna Bilińska- Bohdanowicz, Jan Stanisławski, Jacek Malczewski, Jan Matejko i tak dalej… Jednak nie każdy rodzi się bogaczem, koneserem i kolekcjonerem! Jak to się zaczęło?

Ignacy Korwin-Milewski, MNW

Ignacy Korwin-Milewski, źródło: konwentpolonia.pl

Ignacy Korwin-Milewski urodził się w 1846 roku. Jego dziadek jeszcze nic nie znaczył, dopiero ojciec żeniąc się z bajecznie bogatą Weroniką Wołłk Łaniewską wprowadził rodzinę Milewskich na nowe tory.Staranne wykształcenie Ignacego odebrane w samym sercu ówczesnego świata kultury i sztuki, Paryżu, natchnęło go do działań artystycznych. Na studia ruszył do Monachium, by tam sposobić się do kariery malarza.Rozgoryczenie i zawód był wielki w sercu możnego młodzieńca, gdy pięć lat studiów uświadomiło mu, że Bóg odmówił mu talentu malarskiego. Chcąc osłodzić sobie osobisty zawód ruszyć miał ponoć do Rzymu, by tam za gotówkę matki uzyskać z papieskiej ręki dziedziczny tytuł hrabiowski. Matczyne pieniądze przybyły w sama porę, bo mając 34 lata Ignacy Korwin- Milewski zabrał się do zbierania obrazów na wielką skalę. Dla swej pasji ukuł szlachetną, aż nieprawdopodobną teorię. Uważał, że w pierwszej połowie XIX stulecia Polska wydała wybitnych żołnierzy i poetów, zaś ostatnie trzydziestolecie wieku to czas wielkich polskich malarzy, którzy już nie będą mieli równie wybitnych następców. Jego kolekcja miała być biblijną arką przenoszącą w przyszłość to, co w polskim malarstwie najlepsze. Owymi „ratowanymi gatunkami” stali się wyłącznie ci malarze, którzy należeli do tak zwanej „szkoły monachijskiej”. Nie bez znaczenia przy tworzeniu kolekcji było własne doświadczenie Milewskiego z plastyczną uczelnią w Monachium. W świecie wielkich fortun znajduje się czasem miejsce na sentymenty…

Być kolekcjonerem to nie tylko umiejętnie dysponować pieniędzmi, sprawnie nimi obracając. Kolekcjoner, tak jak palce musi mieć wrażliwe na dotyk pieniądza, tak oko wyczulone na sztukę. Hrabia z nieomylnym instynktem rozpoznawał w artystach iskrę bożą i bez omyłki zatrzymywał oko na obrazach wybitnych twórców, będąc przy tym szczodrym, ale i wymagającym klientem. Co, dzięki swej determinacji i intuicji kolekcjonera zgromadził Korwin- Milewski?

Płótna, które dziś są swoistym kanonem. Dzieła, dla których miłośnicy sztuki udają się do przestrzeni muzealnych, a które fundował Milewski to między innymi Plac Opery Paryskiej nocą, Piaskarze, Droga w polu Aleksandra Gierymskiego, Targ na konie na Groblach w Krakowie Juliusza Kossaka, Babie lato Józefa Chełmońskiego, Pocztylion Wierusza- Kowalskiego, Łowienie raków Leona Wyczółkowskiego czy Aktorzy przed Hamletem pędzla Władysława Czachórskiego. Większość z nich można dziś podziwiać w Muzeum Narodowego w Warszawie.

Władysław Czachórski, Aktorzy przed hamletem, 1872-1875, MNW

Władysław Czachórski, Aktorzy przed hamletem, 1872-1875, MNW

Leon Wyczółkowski, Rybacy lub połów raków, 1891 rok, MNW

Leon Wyczółkowski, Rybacy lub połów raków, 1891 rok, MNW

 

Aleksander Gierymski, Plac Opery Paryskiej nocą, 1891 rok, MNW

Aleksander Gierymski, Plac Opery Paryskiej nocą, 1891 rok, MNW

Jednakże największą miłością kolekcjonera, miłośnika sztuki, darzył Milewski Aleksandra Gierymskiego, którego dzieła miał nie tylko sumiennie zbierał, ale także płacił za nie, zdaniem artysty, po królewsku. Aleksander Gierymski odwdzięcza się swojemu artystycznemu opiekunowi szczerym oddaniem i obietnicą, iż wszelkie dyspozycje Korwina- Milewskiego będą wprowadzane do kompozycji obrazów.

Aleksander Gierymski, Piaskarze, 1887 rok, MNW

Aleksander Gierymski, Piaskarze, 1887 rok, MNW

 

Aleksander Gierymski, Anioł Pański, 1890 rok, MNW

Aleksander Gierymski, Anioł Pański, 1890 rok, MNW

Większej surowości doznał natomiast Józef Pankiewicz. Podczas Międzynarodowej Wystawy Paryskiej miała mieć miejsce sytuacja, kiedy to Milewski raczy odwiedzić artystę w jego pracowni. Józef Pankiewicz pokazał mu rozpoczętą pracę nad Targiem na kwiaty. Milewski długo patrzył na obraz w milczeniu, aby orzec:

Zrobi pan takie samo płótno, ale nieba musi być o 40 centymetrów więcej i, przejeżdżając paznokciem po obrazie, musi być malowany zupełnie gładko !”. Takie anegdoty uświadamiają, iż Ignacy Korwin- Milewski był nie zawsze uprzejmym i pełnym wyrozumiałości dla wrażliwości artystycznej pasjonatem, ale także zarozumiałym i pysznym zbieraczem o silnie sprecyzowanych wymaganiach. Wszak, wykładając środki finansowe na działalność polskich twórców czuł, że ma prawo narzucać im własną wizję, nie respektując świeżych nurtów europejskich. Czy słusznie?

Józef Pankiewicz, Targ na kwiaty, 1890 rok, MNP

Jawnym konformistą był z pewnością Józef Chełmoński, darzący patrona wielkim szacunkiem. Jeżeli w drugiej połowie XIX wieku znane było przysłowie „nie gryź ręki, która cię karmi” to malarz z pewnością często je sobie w  duchu powtarzał. Wszelkie zagadnienia kompozycyjne oraz konserwatorskie konsultował z Milewskim z bardzo prostej przyczyny- niejednokrotnie dzieła tworzone przez Chełmońskiego były zleceniami kolekcjonera i do jego wyobrażeń musiał się po prostu dostosować. A że, jak pisał Hipolit Milewski, brat zbieracza,  był to „oryginał, warchoł, człowiek o szerokim geście, wściekły ryzykant”, więc postawa twórcy była ostrożniejsza…

Józef Chełmoński, Babie lato, 1875 rok , MNW

Jan Matejko! Tak kochany przez Polaków ! Sale matejkowskie w Warszawie czy Krakowie zawsze zapełnione po brzegi, ale tłumem odwiedzających! Chłodne uczucia żywił Milewski do tego „narodowego wieszcza malarstwa”. Kupił Milewski jedynie Stańczyka, a na zamówienie zbieracza Jan Matejko niechętnie namalował słynny dziś  Autoportret w fotelu. Być może Jan Matejko nie dał się zdominować przez temperament niespełnionego bogacza?

Jan Matejko, Stańczyk, 1862 rok, MNW

Jan Matejko, Stańczyk, 1862 rok, MNW

Bardzo ważną inicjatywą kolekcjonerską, podjętą przez Korwina-Milewskiego była chęć zgromadzenia galerii autoportretów malarzy. Zbieracz pragnął je mieć w tym samym formacie i tej samej pozie portretowanego. Każdy z twórców miał stać na wprost, namalować swój wizerunek w wielkości naturalnej, ujętej do kolan z paletą w dłoni, czyli nieodłącznym atrybutem zawodu malarza. Tylko Jan Matejko nie podporządkował się tej narzuconej konwencji, portretując siebie w obszernym fotelu. Jednakże pozostali „podopieczni” ową konwencję wykorzystali, realizując zamówienie. Autoportretów zamawiający zgromadził blisko dwadzieścia, a wśród nich były dzieła autorstwa Teodora Axentowicza, Anny Bilińskiej- Bohdanowicz (artystka nie zdążyła ukończyć obrazu), Aleksandra Gierymskiego, Alfreda Wierusz-Kowalskiego, Jacka Malczewskiego, Józefa Piotrowskiego, Wincentego Wodzinowskiego i Franciszka Żmurki. W tym przypadku idea była równie górnolotna. Galeria autoportretów została stworzona na wzór kolekcji Uffizich we Florencji.

Autoportret Anny Bilińskiej- Bohdanowicz, 1892, MNW

Autoportret Anny Bilińskiej- Bohdanowicz, 1892, MNW

Autoportret Jana Matejki, 1892 rok, MNW

Autoportret Jana Matejki, 1892 rok, MNW

Autoportret Jacka Malczewskiego, 1892 rok, MNW

Autoportret Jacka Malczewskiego, 1892 rok, MNW

Autoportret Alfreda Wierusza- Kowalskiego, ok., 1900, MNW

Autoportret Alfreda Wierusza- Kowalskiego, ok., 1900, MNW

 Około 1883 roku, gdy Milewski przybywa do Galicji, pragnął wspaniałomyślnie swą bogatą kolekcję ofiarować polskiemu społeczeństwu. Nie wie tylko, czy dar złożyć w Krakowie, czy raczej we Lwowie. Brak odpowiedniej lokalizacji dla kolekcji i brak zaufania hrabiego do państwowej opieki nad obrazami sprawia , że wkrótce jednak rozmowy z władzami obydwu miast zostają zerwane, a obrażony fundator wyjeżdża wraz ze zbiorami do Wiednia, gdzie w  1895 roku zorganizował wystawę, cieszącą się ogromnym zainteresowaniem. Odwiedził ją sam Franciszek Józef! Rusza dalej w swoista grand tour ze zbiorami, by publiczność także w Berlinie, Monachium mogła podziwiać talent „polskich monachijczyków”. Wpada tez na niesamowity pomysł zakupu wyspy i zbudowania tam pałacu, w którym eksponować by mógł obrazy i ich widokiem cieszyć własną dumę. I to uczynił! Od arcyksięcia Karola Stefana Habsburga z Żywca kupuje wyspę Santa Catarina na Adriatyku. Wielkim  kosztem wznosi na niej ów wspaniały pałac, który stanie się, jak się okaże, tymczasowym domem dla jego kolekcji.

Dostatnie życie, drogie inicjatywy społeczne i kosztowne podróże wpędzają Korwina- Milewskiego w poważne kłopoty finansowe. Traci majątki ziemskie i ruchomości pozostałe na terenach objętych przez Rosję. Jego papiery wartościowe warte są teraz niewielką część tego co przed wojną. W 1922 r. przychodzi ostateczna katastrofa. 5 lutego wylew krwi do mózgu częściowo sparaliżował 76-letniego hrabiego. Skłócona żona, wierzyciele i byłe kochanki usiłują wyrwać jak najwięcej z jego majątku, nie cofając się przed nawet przed szantażem. Sądy blokują więc konta hrabiego w bankach, zakładają sekwestry na jego nieruchomości, zajmują także obrazy zdeponowane wcześniej w wiedeńskich magazynach. Tymczasem Ignacy Korwin- Milewski nie ma za co żyć, a żyć zwykł na ponad stan. Podejmuje ostateczną decyzję, która pomoże mu ratowaniu swojej tragicznej sytuacji. Postanawia sprzedać swą kolekcję polskiego malarstwa! Marzy o sprzedaniu całej kolekcji w jedne ręce. To okazuję się jeszcze trudniejsze, ponieważ odrzuca pomysł sprzedaży obrazów Zbiorom Państwowym w Warszawie. Hrabia miał sarkastycznie opisać tę sytuację:

Nie dość, że stać je tylko na zaproponowanie śmiesznie małych pieniędzy, to będą próbowały odwoływać się do jego patriotyzmu, żeby zbić cenę”.

Ruszyła więc wyprzedaż kufrów. Gdy tylko wieść rozniosła się po ówczesnym środowisku kolekcjonerskim, handlarze sztuki ruszyli na aukcję w pełnej ekstazie. Warszawski antykwariusz o nazwisku Gutnajer wybiera na aukcjach kolekcji Milewskiego dzieła najlepsze, takie jak płótna Gierymskiego, by wystawić je w swym warszawskim Salonie. Od niego część zbiorów nabyło także Muzeum Narodowe w Warszawie, a resztę przejął adwokat wiedeński dr Emil Merwin i sprzedawał dalej, a część nie sprzedana została w rodzinie. Tak jedna z ważniejszych i piękniejszych polskich kolekcji świadomie gromadzona, rozpierzchła się na wszystkie strony świata, grzebiąc pamięć swego twórcy .

zdjęcia użyte w publikacji pochodzą z cyfrowych zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie

Paulina Barysz

RynekiSztuka.pl

portal_rynekisztuka_portal

 

Reklama

5 odpowiedzi na Drobne namiętności Ignacego Korwina- Milewskiego, czyli skąd biorą się wielkie dzieła w muzeach

  1. Magda Odpowiedz

    13 lutego 2013 na 14:23

    Gdzie można uzyskać więcej informacji na temat relacji Milewskiego z Matejką?

    • Paulina Barysz Odpowiedz

      13 lutego 2013 na 17:56

      Proszę spróbować w pamiętnikach, spisanych przez Stanisławę Serafińską, może tam się co nie co znajdzie…

    • Paulina Barysz Odpowiedz

      13 lutego 2013 na 17:58

      Proszę spróbować poszukać w pamiętnikach spisanych przez Stanisławę Serafińską, może tam się co nie co znajdzie…

  2. Paulina Barysz Odpowiedz

    13 lutego 2013 na 18:01

    Proszę poszukać w pamiętnikach spisanych przez Stanisławę Serafińską, może tam się coś znajdzie…

  3. Ewelina Odpowiedz

    3 lipca 2014 na 14:16

    Skąd czerpała Pani informacje o Milewskim?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>