szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
Aukcja Sztuki Współczesnej – FaceToFaceArt

Japońska Manggha w Krakowie. Rzecz o kolekcji Feliksa Jasieńskiego

25.02.2013

Kolekcje, Polskie

Rok 1894. Władysław Podkowiński i jego wierny opiekun Feliks Jasieński wpatrują się długo w swoje oczy. Oczy Jasieńskiego błyszczą od zachwytu, oczy Podkowińskiego od łez i goryczy. Nagle malarz gwałtownie zrywa się i pędzi w amoku w stronę „Szału uniesień” z sobie tylko znanym zamiarem. W ostatniej chwili Jasieński wyrywa obraz z rąk Podkowińskiego, gdy ten zaczął go ciąć nożem, załamany niepochlebnym przyjęciem obrazu przez warszawską publiczność w Zachęcie. Feliks Jasieński ocalił tym samym jeden z najpopularniejszych obrazów w historii, kanoniczny obraz, który niczym błyskawica zwiastował burzę polskiego modernizmu. Jasieński płótno troskliwie odrestaurował i powiesił na ścianie swojego krakowskiego mieszkania, jako najcenniejszy obiekt w jego bogatej kolekcji.

 Kim był człowiek, który tak odważnie stawał naprzeciw żywiołowi sztuki? Jaki umysł posiadać musiał człowiek, który śmiało wystąpił naprzeciw „kołtuństwu” polskiemu, nie rozumiejącemu siły zmian w malarstwie? I czemu z ikony krakowskiej inteligencji stał się zapomnianą postacią z odległej przeszłości początków XX wieku?

 Historia rozpoczyna się banalnie. Feliks Aleksander Jan Zdzisław Józef Onufry Jasieński urodził się 8 lipca 1861 w Grzegórzewicach, niedaleko Mszczonowa, w położonej na terenie ówczesnego zaboru rosyjskiego wsi, jako potomek dwóch bogatych ziemiańskich rodzin – Jasieńskich i Wołoskich. Jak na Familię przystało Feliks został otoczony ogromną troską w kwestii edukacji. Rodzice posyłali go do najlepszych możliwych szkół.  Błyskotliwy młodzian kształcił się w Warszawie, Dorpacie, Berlinie i Paryżu. To właśnie w stolicy Francji po raz pierwszy doszło do spotkania, które będzie brzemienne w skutki za kilka lat. Oczytany młodzieniec w Paryżu odkrył piękno ukryte w sztuce japońskiej. A przecież jednym z nurtów ożywiających artystyczne życie ówczesnej europejskiej stolicy sztuki była właśnie fascynacja sztuką dalekiego Wschodu i uwielbienie dla sztuki japońskiej. Jasieński ciekawy wszystkich nowości w sztuce uległ temu szaleństwu i zaczął kupować na aukcjach i w antykwariatach barwne drzeworyty ukiyo-e, wyroby z laki, brązy, ceramikę, tkaniny, malowidła, drobne rzeźby z kości słoniowej oraz samurajskie militaria. Wiedział, że dany mu czas musi dobrze wykorzystać. Kariery w dziedzinach ścisłych, do których miał ogromny talent, nie zrobi z uwagi na bezlitośnie postępujące kalectwo. Natura podarowała jednak Jasieńskiemu wielką wiedzę, intuicję i zaangażowanie, odbierając w odwecie wzrok, który tracić miał w bardzo szybkim tempie. Od momentu podroży do Paryża prym w duszy i wyobraźni Feliksa Jasieńskiego zaczęła odgrywać muzyka, literatura i historia sztuki. Rozpoczęła się japońska odyseja kolekcjonerska, która, co zabawne, pozbawiła młodego uczniaka prawie wszystkich funduszy, otrzymywanych z rodzinnego domu na naukę.

W roku 1889 Feliks Jasieński powrócił z zagranicznych wojaży do Warszawy. Nie sam. Ze Sztuką, bezpiecznie złożoną w kufrach i skrzyniach. Należało więc zrobić z kolekcji należyty i powszechnie służący użytek. Najpierw publikacje. W roku 1901 Feliks Jasieński wydał książkę pod tytułem „Manggha”, która stała się podstawą jego autorytetu i koneserstwa w dziedzinie sztuki japońskiej. Sam tytuł książki był także znamienny. Nawiązywał do tytułu serii tomików drzeworytniczych szkiców pejzażowych japońskiego artysty Katsushika Hokusai, a z czasem stał się ulubionym pseudonimem kolekcjonera, którym podpisywał swoje artykuły i publikacje. Zyskawszy „nową tożsamość” Manggha rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę działalność zapoznawania polskiej publiczności ze sztuka japońską. Publikował krytyki literackie, muzyczne i malarskie. Pisywał dla słynnego czasopisma „Chimera”. Jeździł po Królestwie Polskim i Galicji, wygłaszając radykalne i odważne teorie o modernistycznej sztuce. Uprawiał historie sztuki bez nazwisk. Usilnie wkładał do głów słuchaczy światły pogląd, iż sztuka się zmienia, ulega ewolucji i zmianom, które są niepohamowane. Nie istnieją autorytety i nie istnieją nazwiska niezbywalne. Głosił dobre słowo, iż sztuka jest dla samej idei sztuki, absolutnie nie dla realizacji społecznych czy politycznych celów. Jasieński krytycznie odnosił się do tradycyjnych malarzy swej epoki, którzy, ze względu na ich łatwą w odbiorze tematykę, cieszyli się powodzeniem u publiczności, jak na przykład Jan Styka, Franciszek Żmurko, Alfred Wierusz-Kowalski. Jasieński nazywał ich „kłusownikami sztuki.” Te odważne poglądy przysporzyło jednak kolekcjonerowi wielu wrogów. Zaczął padać ofiarą drwin i pośmiewisk. Zadziorny charakter i wrodzony sarkazm nie pozwalał Felixowi na bierne przysłuchiwanie się tej intelektualnej rzezi. Nie pozostawał więc dłużny, tym których poglądy przysparzały go o śmiech i zdziwienie. Bezlitośnie i celnie wytykał środowisku warszawskiemu zaściankowe poglądy i brak przygotowania do kontaktu z nową sztuką. Określał polskich widzów mianem „kołtuństwa”. W roku 1901 , podczas wystawy w nowoutworzonym Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie, Jasieński oburzony drwiącym przyjęciem przez publiczność jego kolekcji japońskich drzeworytów, wywołał skandal wywieszając napisy: „Trzeba zrozumieć, że herbata chińska a sztuka japońska to są dwie rzeczy odmienne” oraz „Nie dla bydła.” Rozczarowanie Globtrotera tym było większe, ponieważ głęboko wierzył, iż wystawa jego zbiorów okaże się sukcesem. Twarda skorupa na zewnątrz skrywała wrażliwego człowieka. Niedługo po tym incydencie Manggha przeprowadził się do Krakowa, gdzie miał zacząć obracać się w zupełnie innej rzeczywistości.

W Krakowie zamieszkał w skromnym mieszkaniu na rogu ulicy Świętego Jana i Rynku wraz ze swoja największą miłością. Bynajmniej nie była to kobieta. Feliks Jasieński, jak sam mawiał, pomieszkiwał kątem u Sztuki, u swoich bogatych zbiorów. W Krakowie rozwijał swoje pasje artystyczne i talenty towarzyskie jako gość salonów i antykwariatów, także bibliotek, galerii i wernisaży, teatralnych premier i koncertów. Jego ciasne lokum szybko stało się w Krakowie jednym z ulubionych spotkań tamtejszej bohemy. W tym mauzoleum sztuki, wypełnionym po brzegi zbiorami, znalazło się jeszcze miejsce na fortepian i fisharmonię, na których przy gościach Feliks grywał z pamięci Chopina, Schumanna i Paderewskiego. Muzykowanie przy lampce wina należało niemal do rytuału spotkań w Musée Jasieński, do którego Manggha zapraszał amatorów doznań estetycznych. Tam narodziła się również przyjaźń z Leonem Wyczółkowskim, który stał się jego przewodnikiem po krakowskich pracowniach malarskich artystów, tworzących sztukę Młodej Polski. Kraków był najwyraźniej szczęśliwym miejscem na ziemi dla „polskiego Japończyka”, ponieważ tu też powstała wspaniała inicjatywa edytorska. Manggha pragnął stworzyć pierwszą monografię malarstwa modernizmu, co udało mu się już w 1903 roku. W listopadzie nakładem 500 egzemplarzy w księgarniach ukazał się pierwszy zeszyt, z serii piętnastu, stanowiący rys życia i twórczości najwybitniejszych przedstawicieli malarstwa polskiego. „Sztuka polska. Malarstwo” stała się pierwszym historycznie opracowaniem dziejów malarstwa polskiego modernizmu z uwzględnieniem jego szeroko rozumianej genezy i podkreśleniem wyjątkowej w tym roli Jana Matejki. Publikacje traktowały między innymi o postaciach Józefa Chełmońskiego, Wojciecha Gersona, Aleksandra i Maksymiliana Gierymskich, Juliusza Kossaka. Na choćby wzmiankę oczywiście nie mieli co liczyć malarze „oficjalni” jak Henryk Siemiradzki czy Józef Brandt. Wykształcony i doświadczony kolekcjoner czuwał nie tylko nad koncepcją albumów, ale również sam pisywał artykuły i opracowania, zaopatrywał teksty w bogatą część ilustracyjną oraz dbał o dystrybucję publikacji na terenie całego kraju. Ta edytorska inicjatywa Jasieńskiego stała się w przyszłości wzorem dla kolejnych tego typu przedsięwzięć wydawniczych. Niebagatelny wpływ na kształt i treść naukowych zeszytów miały przyjaźnie Jasieńskiego z wielkimi malarzami tamtych czasów: Władysławem Podkowińskim, Józefem Pankiewiczem, Stanisławem Wyspiańskim, Leonem Wyczółkowskim, Janem Stanisławskim, Jackiem Malczewskim, Wojciechem Weissem, Teodorem Axentowiczem, Julianem Fałatem, Konradem Krzyżanowskim, Stanisławem Dębickim. Niektórych wspomagał pieniężnie, innych prace sprzedawał na koncertach, wykładach i przyjęciach. Czy bycie przyjacielem Feliksa Jasieńskiego było przywilejem? Można te sprawę osądzić w dwójnasób. Patronat kolekcjonera był niezaprzeczalnie pomocny i nobilitujący, jednakże sposób w jaki Felix wzbogacał swoje zbiory był co najmniej kontrowersyjny. Najlepiej oddaje to sporządzona przez Kazimierza Sichulskiego w 1902 roku karykatura Feliksa Jasieńskiego. Naszkicował w niej postać o semickich rysach twarzy, z wydrążonymi oczodołami, nawiązującymi do wady wzroku Jasieńskiego, o pochylonej postawie, targającej na swoich plecach ciężki wór wypchany po brzegi cennymi przedmiotami o orientalnym wzorze. Zbieracz zapewne wraca ze swojego rytualnego polowania z jednej z pracowni artysty, może Wyczółkowskiego? Kolekcjoner miał w zwyczaju uzupełniać zbiory okradając, uroczo i niewinnie, pracownie krakowskich malarzy. Piękne obrazy i przedmioty po prostu przywłaszczał sobie, nie bacząc na względy dobrego wychowania. Z czasem owo nieetyczne działanie stało się w kręgach artystów swoistym wyróżnieniem, gdyż Manggha nieomylnie miał wybierać same dzieła sztuki. Skoro Feliks Jasieński szczególnie upodobał sobie malarstwo Leona Wyczółkowskiego, ten był niestety najczęściej obrabowywany.

Ktoś, kto pragnął polskie kołtuństwo odmienić i wyedukować na nowo w zakresie sztuki nie mógł zamknąć w „wieży z kości słoniowej” ani siebie ani swojej kolekcji. Zamysł ofiarowania polskiemu społeczeństwu własnych zbiorów dojrzewał w umyśle Jasieńskiego już od 1903 roku. Jednak ten wielkoduszny plan zrealizowany został dopiero w 1920 roku, kiedy to Manggha podarował całą kolekcję Muzeum Narodowemu w Krakowie. Jasieński początkowo planował przekazać swoje zbiory Muzeum Narodowemu w Warszawie, lecz ze względu na serię napastliwych artykułów zamieszczonych w tamtejszej prasie po wystawie jego zbiorów w  Zachęcie ostatecznie zerwał ze stolicą. Kraków szlachetnym gestem zyskał ponad 20 tysięcy zabytków o tematyce japońskiej. 11 marca 1920 roku aktem notarialnym potwierdzona została darowizna na rzecz Muzeum Narodowego w Krakowie. Kolekcja miała „po wieczne czasy stanowić nierozerwalną całość”.

Feliks Manggha Jasieński zmarł w Krakowie, wśród swoich zbiorów, 6 kwietnia 1929 roku. Został pochowany na cmentarzu Rakowickim. Do Japonii, kraju własnych marzeń,  Feliksowi Jasieńskiemu nigdy nie dane było dotrzeć…

Paulina Barysz

Portal RynekiSztuka.pl

portal_rynekisztuka_portal

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

2 komentarzy do “Japońska Manggha w Krakowie. Rzecz o kolekcji Feliksa Jasieńskiego”

  1. mru

    dobry tekst !

  2. gga

    Byłam wczoraj, tj. 8-go na pięknej wystawie Jego zbiorów.jeden człowiek pełen pasji potrafi dać społeczeństwu tak dużo….jego duch dał początek idei pana Wajdy..są wspaniali ludzie w naszym kraju.

Pozostaw odpowiedź gga Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: