szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
Niepodległa Suwerenna – Fabryka Sztuk

„Buy art not cocaine” – rozmowa z Michałem Borowikiem

06.06.2013

Wywiady

Próbowałeś być artystą, menedżerem młodych malarzy, marszandem, by wreszcie odnaleźć się w kolekcjonowaniu. Skąd wzięła się u ciebie pasja związana z kolekcjonowaniem i promowaniem sztuki?

To kwestia uzależnienia. Nie da się tego ukryć – sztuka uzależnia, a koszulki z napisem „Buy art not cocaine” głoszą szczerą prawdę. Jeśli fascynujesz się sztuką, ale świadomie rezygnujesz z ASP, z malowania, bo uznajesz, że to co robisz nie jest do końca tym, czego szukałeś, to rozbijasz się o klasyczny, powodujący dotkliwą alienację, rozziew między pragnieniami, a możliwościami ich realizacji. Przechodzisz wszystkie symptomy odstawienia i głodu sztuki – brakuje ci terpentyny, materii sztuki, uświadamiasz sobie, że potrzebujesz jakiejś formy ekspresji. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że kolekcjonowanie, eksploracja pola sztuki, wybieranie z całego ogromu istniejącej sztuki jest formą kreacji. Że można w ten sposób pozostawić ślad, sygnaturę, która będzie niezaprzeczalnie twoja. Kolekcja to ja, ja to kolekcja – w pełni się z nią identyfikuję.

Jesteś właścicielem jednej z najciekawszych kolekcji młodej sztuki współczesnej. Jak duża jest twoja kolekcja?

Kolekcja liczy kilkaset prac. Pierwsza odsłona w BWA w Zamościu to zaledwie jej 10 procent. Jej wielkość może być też rozumiana inaczej – pod względem efektu jaki wytwarza, oddziaływania, rozprzestrzeniania idei. Od tej strony docenił ją Arinfo.com, Modern Painters Magazine, Independent Collectors, oraz przewodnik po najważniejszych upublicznionych kolekcjach prywatnych – BMW Art Guide. Wydawnictwo tworzył międzynarodowy zespół krytyków i kuratorów oraz omawia zbiory, których chociaż część jest dostępna publicznie. Z Polski, w pierwszej edycji pojawiły się dwie kolekcje, moja i Grażyny Kulczyk. Zostałem wyróżniony nie ze względu na obecność w kolekcji artystów pierwszoligowych, którzy są częścią układu scalonego sztuki, ale za samą ideę kolekcji. Ideę bardzo prostą – da się kolekcjonować nie będąc finansowym potentatem. Co więcej, relacje jakie wówczas panują między kolekcjonerem a artystami są znacznie bliższe zaangażowanej kooperacji, aniżeli relacji klient – producent.

 Od jakiego dzieła sztuki rozpocząłeś swoją kolekcję?

Obiecywałem co prawda Stachowi Szabłowskiemu, że już tej historii nie będę nigdy opowiadał…

Zaczęło się od tego, że następnego dnia po tym jak oblałem egzaminy na krakowską ASP obudził mnie pies i wyciągnął na spacer. Po czym zwiał pod śmietnik, gdzie szukając psa znalazłem blejtram – lniany! Ja malowałem wtedy na bawełnianych bo na taki nie było mnie stać. Była na nim nabita jakaś tkanina – służył jako tablica, do której przyczepia się pinezkami jakieś informacje. Pod tkaniną odkryłem w domu obraz wyglądający na… Dwurnika.

 Czy mógłbyś powiedzieć, o czym jest twoja kolekcja? Co mówi zbiór dzieł, który stworzyłeś?

Przede wszystkim, że warto kupować młodych, obiecujących artystów. Że kolekcjonowanie nie jest czymś, co dla zabicia czasu robią bohaterowie „Dynastii”.

Tekst towarzyszący wystawie w Zamościu nie przez przypadek otwiera zdanie „Kolekcja to ja a ja to kolekcja – w pełni się z nią identyfikuję”. Jest oparta na wyrzeczeniach – decyzjach dotyczących mojego życia. Również w tym sensie, że ani nie chcę, ani nie mogę mieć „wszystkiego”. Oparta jest na bardzo subiektywnych, osobistych kryteriach. To trochę kronika towarzyska, trochę kufer wspomnień z pamiątkami z podróży po Polsce w poszukiwaniu ciekawej sztuki, spotkań z artystami, rozmów, wystaw, lektur… Między pracami istnieją relacje, które tworzyły się latami. Wciąż jest dokumentem mojego życia – momentów dramatycznych i radosnych – wszystko w niej się odbiło.

 Co ostatnio kupiłeś? Jaki obraz?

Akurat nie obraz. Ostatnim nabytkiem był „Sen o…” – sound art Aleksandry Hirszfeld zamówiony jako dźwiękowe środowisko dla prezentacji kolekcji w Zamościu.

Z czego jesteś najbardziej dumny? 

Charles Saatchi, kiedy zadano mu podobne pytanie, odpowiedział: „Nie jestem dumny. To nie oznacza oczywiście, że nie mam ego wielkości hangaru samolotowego, ale to także nie jest powód do dumy.”

Czym się kierujesz wybierając obraz? Co determinuje decyzję o zakupie konkretnego dzieła?

Macham wahadełkiem!

Każdy zakup to potwierdzenie moich osobistych gustów i wyborów. W ten sposób opisuję siebie i dlatego w nazwie kolekcji widnieje moje nazwisko przypominając, że kolekcja odzwierciedla fragment mojego życia. Przez kolejne prace, które powiększają kolekcję filtruję myśli, poglądy, stosunek do otaczającego świata. Kolekcja jest medium kanalizacji mojego potencjału. Pytanie o czynniki determinujące zakup przypomina pytanie malarza, dlaczego dobiera, kreuje i łączy elementy swojego dzieła w taki a nie inny sposób?

Korzystasz czasem z podpowiedzi kuratorów, krytyków, galerzystów? Kto jest dla ciebie największym autorytetem w tych sprawach?

Każdy kolekcjoner musi korzystać z tych podpowiedzi. Znajomość literatury i kontekstu jest zasadnicza dla rozpoznania dzieł, ich zrozumienia i odczucia.  Kupowanie dzieł bo pasują do tapicerki kanapy w jadalnym nie ma nic wspólnego z kolekcjonowaniem, bo w ten sposób można stworzyć pokaźny zbiór artykułów wyposażenia wnętrz, nie kolekcję.

Kiedy moja kolekcja zaczęła niepostrzeżenie rosnąć współpracowałem z Desą, potem z Anetą Marcinkowską-Muszyńską z galerii Program, od której bardzo wiele się nauczyłem, zarówno na temat sztuki, jak i funkcjonowania rynku artystycznego. Niezwykle istotne były też rozmowy z Dawidem Radziszewskim – twórcą Galerii Pies – czy Michałem Lasotą z galerii Stereo.

Jakie są twoje zasady jako kolekcjonera?

 Można by sformułować zasady uczciwego handlu w stosunku do rynku sztuki. Taki fair trade dla kolekcjonerów!

Najważniejsze jest dla mnie nie tylko posiadanie dzieł, ale ich upublicznianie i pomaganie artystom. Kolekcja jest rodzajem platformy, sceny na której mogą zaistnieć młodzi, jeszcze szerzej nie znani artyści. Jej upublicznienie ma podwójny cel – promocji artystów i edukacji społeczeństwa. Sztuka powinna być dostępna dla wszystkich – nawet jeśli nie jako wyłączna własność. Samo istnienie kolekcji, do której powstania posłużył jedynie kapitał w postaci pasji a nie miliardów we frankach szwajcarskich potwierdza tę tezę.

 Stąd kolekcja istnieje w formie wirtualnej jako strona internetowa na której można obejrzeć poszczególne prace i znaleźć informacje o artystach. Przy realizacji wystawy w Zamościu wyzwaniem było między innymi przetłumaczenie tej wirtualnej struktury na fizyczną przestrzeń galerii.

Jakie dzieło sztuki jest dla ciebie szczególnie ważne?

Posiadane czy w historii sztuki? W historii sztuki to „Łóżko” Roberta Rauschenberga z 1955 roku. Już sam opis materiałowy jest wspaniały – „Olej i ołówek na poduszce, kocu i poszewce na drewnianym stelażu”.

Czy można mieć taką pasję nie mając wielkich pieniędzy do wydania? Kupowanie dobrych prac za niewielkie pieniądze nie jest proste. Jak dałeś sobie z tym radę?

Z trudem. Tworzenie kolekcji to sztuka odejmowania. Jak w tej anegdocie o Gertrudzie Stein pouczającej Hemingwaya jak kupować sztukę; kupuję ze świadomością, że na większość prac nawet tych bliskich mi pokoleniowo po prostu mnie nie stać. Zasady doboru są wręcz intymne. Konkretne prace są dla mnie formą zapisu odczuć – zmaterializowanych cudzą ręką.  Równie ważna jak umiejętność dodawania nowych elementów do tego puzzla, jakim jest kolekcja, jest umiejętne odejmowanie. Pozbywam się tych prac, które zaczynają mnie denerwować, przestają pasować do całości, która się wyłania, tych które z czasem stają się zbędne, znaczeniowo wyeksploatowane, puste.

Jakie rady i wskazówki dałbyś początkującym kolekcjonerom sztuki?

 I to pytanie zadano kiedyś guru galerzystów – Charlsowi Saatchiemu. Odpowiedział, że osoba która wie jeszcze bardzo mało o współczesnej sztuce, ale ma 1000 funtów do zainwestowania, powinna kupić obligacje. Sztuka to nie inwestycja o ile nie jest się ogromnym szczęściarzem i umie się pobić profesjonalistów w ich własnej grze. Należy więc kupić coś, co nam się podoba. Da nam to przyjemność wartą 1000 funtów na lata. Warto też poświęcić trochę czasu na wyszukanie czegoś naprawdę specjalnego, bo wyszukiwanie to już połowa zabawy.

Kto dzisiaj rządzi sztuką?

Tajemnicze składy komisji oceniających podania o granty… Władza kolekcjonera polega na tym, że ponosi także największe ryzyko – faktycznie finansowe – gest zakupu jest gestem promocji choćby z tego powodu. Działanie ekonomii w środowisku sztuki jest dzisiaj, może nie tyle silniejsze niż kiedykolwiek, ale dobitniejsze, bardziej widoczne. Neoekspresjonizm tak naprawdę stał się modny i kupowany wbrew opinii krytyków i do dzisiaj nie znalazł żadnej wspierającej go teorii poza silną predylekcją konsumentów… Ogromna popularność wspaniałych prac Aleksandry Waliszewskiej doskonale to ilustruje.

Co jest twoim zdaniem najważniejsze w kolekcjonowaniu?

Przyjemność. Parafrazując: „Cel kolekcji byłby osiągnięty, gdyby komuś oglądającemu ją ze zrozumieniem sprawiła przyjemność”.

Drugą najważniejszą:  pomoc i promowanie artystów. Jesteśmy w momencie, kiedy promocyjna rola galerii się kończy, a ciężar tych działań spada na artystów, instytucje… i kolekcjonerów.

Na czym wg ciebie polega fenomen sztuki i kolekcjonerstwa? Dlaczego kolekcjonowanie jest sexy?

Idealiści zawsze są seksowniejsi od realistycznych cyników – o coś im chodzi, o coś walczą zamiast narzekać na kanapie.

Kolekcjonowanie stało się sexy za sprawą młodych ludzi. To konsumenci bardzo wybredni i bardzo świadomi, ukształtowani przez różnicujący się na specjalistyczne nisze kapitalizm. To pokolenie łowców, którzy wiedzą, że chcą czegoś nietuzinkowego i unikalnego, autentycznego w swojej niepowtarzalności. Z całej produkcji kulturowej tylko dzieła sztuki spełniają te wymagania.

Całe nasze pokolenie zbierało kiedyś historyjki obrazkowe z gum do żucia, potem karteczki z notesów, vlepki, resoraki. Teraz tworzy swoje pierwsze świadome kolekcje. Kultura stwarza niewyczerpane pole do eksploracji i jest naprawdę złotonośnym terenem. Przygotowały nas do tego inne dziedziny rynku – złote czasy młodych designerów i projektantów mody są znakiem tej samej przemiany.

Rozmawiała Anna Niemczycka-Gottfried

Portal RynekiSztuka.pl

LOGO RiSi

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

2 komentarzy do “„Buy art not cocaine” – rozmowa z Michałem Borowikiem”

  1. ZuZa

    GENIALNY WYWIAD!!!!!!!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: