szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:

Zobaczyć kolor światła – wywiad z Marią Mamczur

21.11.2013

Wywiady

Co dziś dla artysty plastyka oznacza być zauważonym oraz dlaczego warto „buszować w przyrodzie”? Z Marią Mamczur rozmawia Alicja Karłowska z galerii artpower.pl. 

Alicja Karłowska, artpower.pl: Powtarzające się motywy Pani prac to pejzaż, przyroda. Co w niej jest, że także Pani uległa czarowi tych klasycznych motywów?

Maria Mamczur: Myślę, że nie tyle tu chodzi o tzw. klasyczne motywy, co o uniwersalność. Pejzaż, który odczuwamy nie jest zwykłym widoczkiem, drzewkiem przy drodze, namalowaną łąką. Jest raczej ciągłym i bardzo emocjonalnym próbowaniem przetworzenia tego co można odnaleźć w naturze, zmierzeniem się z jej tajemnicą. W przyrodzie znajduję bogactwo form, barw materii organicznej i światła. Intensywność doznań wielozmysłowych oraz niezmienną zmienność i naturalność. Naturalność to tutaj bardzo ważne słowo, bliskie pojęciu szczerości, ale jednak nie to samo. Szczerość zakłada także walkę o własne racje i ocenę, ociera się czasami o ekshibicjonizm, jest zdominowana przez ego. Naturalność nie skupia się na walce, lecz na akceptacji tego, co w życiu dostajemy. Zawiera w sobie element symbiozy ze środowiskiem, poczucie integralności i dążenie do emocjonalnej harmonii, którą można porównać do organicznej homeostazy.

Czy nigdy nie obawiała się Pani swoistych powtórzeń? Bardzo trudno być zauważonym, zwłaszcza, gdy posługujemy się motywami klasycznymi. Dla niektórych „klasyczny” może oznaczać „powszedni” – mało oryginalny.

Hmm, ale co to znaczy być zauważonym? Wywołać kontrowersje tzw. antysztuką, by mieć swoje pięć minut, wzbudzać emocje za wszelką cenę, podkręcać skalę turpizmu, szokować brzydotą? To też już było. Podobnie jak malowanie własną krwią, czy ekskrementami, łamanie tabu, dorabianie rozbudowanej ideologii do namalowanego na białym płótnie czarnego kółka i krzyżyka. To marketing. Hołdowanie zasadzie, że wszystko, co odmienne lub krzykliwe się sprzeda. Pewnie się sprzeda, ale to, co robię także ma swojego odbiorcę. Niedawno, podczas wernisażu, podeszła do mnie poetka i powiedziała: „Pani Mario, pani jest odważna. Trzeba być bardzo odważnym artystą, by w dzisiejszych czasach malować piękne obrazy i jeszcze przy tym ujawniać swoją niezwykłą wrażliwość”. To fakt, że wielu artystów boi się piękna, utożsamianego z tanim, łatwym landszaftem, kiczem, bohomazem. I takie pejzaże bywają. Ale w tym momencie warto zwrócić uwagę na to, co oprócz autentycznego przeżycia jest tak ważne w sztuce: warsztat doskonalony przez ciężką i systematyczną pracę.

Pyta Pani, czy nie boję się powtórzeń. Nie boję się, bo ich nie robię, przynajmniej świadomie. Buszuję więc w tej przyrodzie. Znajduję skarby, czynię odkrycia na własny użytek, zostawiam swoje ślady. Nie wiem, dokąd mnie to zaprowadzi, ale dopóki przyroda będzie mnie w tak świeży i intensywny sposób zachwycać i wzbogacać, będę ją malować. A może… to ona będzie malować mną…

Gra światła, pastele, zachęta do refleksji, albo chociaż krótkiego odpoczynku. Tworzy Pani bardziej dla kogoś czy dla siebie?

Nie myślę o tym w ten sposób. Maluję, bo mam taki imperatyw, bo to jest mój sposób odreagowania intensywnych doznań, bo to moja rozmowa ze światem. A, że przy okazji to, co maluję, ma swojego odbiorcę – to już jest naprawdę bardzo fajna sprawa. Bardzo mnie cieszy i wzrusza, gdy pokazuję obraz, np. w internecie, a ktoś odnajduje dzięki niemu uśpione głęboko emocje. Mówi na przykład: „to łąka mojego dzieciństwa”. A przecież to nie znaczy, że łąka się zmieniła. On tylko znowu spojrzał na nią oczami dziecka.

Światło ma dla mnie bardzo duże znaczenie. Widzę jego kolor. Nie wiem, czy to sprawa synestezji, czy mojego silnego astygmatyzmu, ale naprawdę widzę kolor światła. Bardzo długo myślałam, że to jest takie oczywiste. Aż do chwili, kiedy fotografowi współpracującemu ze mną przy reportażu prasowym powiedziałam: „Popatrz, jakie piękne światło, wrzosowe, z rozproszonymi kropelkami miedzi”. On spojrzał na mnie podejrzliwie. Pomyślał, że może mam gorączkę i dopadły mnie jakieś majaki, ale zrobił zdjęcie. Wywołał je i powiedział: Miałaś rację!

Oprócz świata przyrody, pojawia się także motyw cielesności. Natura i nagość – te dwa czynniki ściśle łączą się ze sobą. To rodzaj przypomnienia: gdzie mamy swój początek?

Natura i nagość w kobiecym akcie, który maluję, mają wspólny pierwiastek: intymność i tajemnicę. Intymność jest dzisiaj towarem deficytowym, a przecież tak cudownie jej doświadczać. Kiedy brodzę w wysokiej trawie, czuję tak niezwykle intensywnie ruch, światło, zapach, słyszę dźwięki, staję oko w oko z sarną i nie ma w tym spotkaniu lęku. To intymność. Podobnie jest z kobietą z mojego aktu. Jej subtelna nagość to tylko punkt wyjścia do intymnej opowieści o odczuwaniu. Początek baśni z tajemnicą w tle. Resztę dopowie widz.

Po co człowiekowi dzieło sztuki? Jakie są Pani obserwacje, jak twórcy?

To bardzo trudne pytanie. Bo pewnie ilu odbiorców sztuki, tyle definicji określającej jej użyteczność. Inaczej powie kolekcjoner, dla którego obraz to taka sama inwestycja, jak akcje na giełdzie. Inaczej kolekcjoner – poszukiwacz skarbów i niebanalnego piękna. Inaczej marzyciel, który miesiącami ciuła na obraz, by na niego patrzeć tuż po przebudzeniu i wchodzić w tamtą rzeczywistość. Jeszcze inaczej ktoś, kto traktuje obraz jak ładny bibelot, który dekoruje mu mieszkanie i pasuje kolorem do kanapy. Moje obrazy kupują ludzie wrażliwi, emocjonalni, poszukujący harmonii, doceniający kolorystyczne niuanse, grę światła i nastrój oraz lubiący przyrodę. Jestem przekonana, że amatorzy moich obrazów, podobnie jak ja, kochają muzykę Bacha i ambientowe dźwięki Eno albo natchnione opowieści muzyczne Lisy Gerard.

Maria Mamczur – malarka, dziennikarka, socjolog. Członek Związku Polskich Artystów Malarzy i Grafików.
 Uprawia malarstwo sztalugowe.

Obrazy Marii Mamczur są dostępne w galerii internetowej artpower.pl: http://www.artpower.pl/maria-mamczur/galeria/25/

 

Fot. Maria Mamczur, „Ona i gile”, olej na płótnie, 82×100 cm, artpower.pl

Artykuł sponsoruje Artpower.pl

logo

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Jeden komentarz do “Zobaczyć kolor światła – wywiad z Marią Mamczur”

  1. Wiesław Ciesielski

    Może jestem śmieszny, ale dlaczego nie można odpisać sobie od podatku kwoty wydanej na sztukę? Niech możliwość odpisu obejmie chociaż tych zarabiających do 3 tys. zł. Właśnie wśród tych niewiele zarabiających jest wielu entuzjastów sztuki.
    Ludzie chcą mieć w domu oryginalne obrazy, a świadczy chociażby o tym fakt kupowania obrazów drukowanych. Sam mam takie, a byłbym dumny, gdybym miał obrazy oryginalne – marzę o tym. Może lobby zbliżone do świata sztuki opracuje projekt takiej właśnie ustawy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: