szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
ASW – FaceToFaceArt

Jestem artystą. Wywiad z Piotrem Pasiewiczem

18.12.2013

Wywiady

Natura chce żyć, ona nie zakończyła jeszcze swego procesu życiowego i za wcześnie grzebać ją na cmentarzu! Czystą logiką nie można przezwyciężyć natury! Logika widzi trzy możliwości, podczas gdy tych możliwości jest milion. Milion ten zostaje odcięty i wszystko redukuje się do kwestii komfortu. Zaiste, bardzo łatwe rozwiązanie. Jest ono kusząco proste i nie trzeba przy tym myśleć. Najważniejsze jest to, że nie trzeba myśleć!

F. Dostojewski

Tymi słowy można by opisać trzydzieści prac Piotra Pasiewicza, które 24 stycznia przedstawi w Muzeum w Częstochowie na wystawie „Egzist”. Artysta z Łodzi w bezkompromisowy i konsekwentny sposób realizuje swój sprzeciw wobec hegemonii sztuki zachowawczej, ładnej, jak i tej pretensjonalnie brzydkiej i komercyjnej. Trudno znaleźć odpowiednie słowo, ujarzmiające terminem, klasyfikujące i upraszczające działania i sztukę Pasiewicza. W nieposkromieniu swojej wyobraźni, energii zaczerpniętej jakby z pierwotnej jaźni, zawiera się wciąż niegasnący potencjał tej sztuki.

Czy będzie można przejść obojętnie wobec tych prac? Wyciszyć się, nasycić i rozkoszować wrażeniami, a może zaniepokoić kontrastem barw, dzikością form? Czy warto poszukiwać objaśnień, nici porozumienia z samym twórcą? A może należy posłuchać pulsującego zmiennym rytmem życia prac Piotra, zatracić się w chaosie tych dźwięków linii i kształtów? Możliwości jest wiele, jeszcze więcej tajemnic, ale natura jest jedna, chociaż z niewyczerpaną swoich ilością oblicz, każde z nich ukazuje jednakowo – gwałtownie i szczerze.

Katarzyna Tchórz: Egzist – co znaczy to słowo w kontekście Twojej wystawy ?
Piotr Pasiewicz: Jednym słowem: egzist oznacza istnieć. Wszystko opiera się na współistnieniu i na relacji z tym, co przed tobą. Tak naprawdę nie istniejesz sam, musi istnieć jeszcze jakiś punkt odniesienia, relacja pozwalająca wymienić się energią.

K.T.: Relacja z kim, czym ?
P.P.: Relacja z otoczeniem odzwierciedlająca stany emocjonalne i myśli w języku plastycznym.

K.T.: Jakie jest twoje otoczenie?
P.P.: Mój krajobraz jest przetarty szarą mgłą, niekiedy tętni życiem i kolorem. Nieustannie rozpada się, tworząc nowe porządki. Stymuluje mnie rozszarpana przez czas tkanka miasta, lawa wylewająca się spod jej skorupy. To wszystko jest dobrym materiałem, budulcem tworzącym moje Egzist.

K.T.: Prace, które zaprezentujesz na wystawie są agresywne, krwiste, niepokojące. Czemu akurat te chcesz zaprezentować?
P.P.: Z prostej przyczyny: Muzeum w Częstochowie ma piękną galerię w której będę mógł ten obszerny cykl zaprezentować z możliwością zestawienia modułowego obrazów.

K.T.: Piotrze powiedziałeś kiedyś w pewnej rozmowie, że nie chcesz być do końca odkrytym artystą, a czy wystawy, wywiady, teksty innych ludzi o Tobie i o tym, co robisz nie są takim odkrywaniem siebie, tylko poprzez innych?
P.P.: Robię wystawy, rozmawiam z ludźmi dla osadzenia mojej twórczości i udokumentowania jej w czasie i przestrzeni. Rozmowy, teksty dają możliwość poznania przez innych mojej twórczości. Nie czuję bym profanował swoją twórczość, z natury nie jestem wylewny, więc te rozmowy nigdy nie są ekshibicjonistyczne. Są raczej pomostem między twórczością, a mną i światem. Dopóki żyję mam możliwość decydowania o swojej sztuce.

K.T.: Po, co ten pomost? Utarło się, że artyści raczej palą mosty, nie szukają porozumienia ze światem, dążąc raczej do pokazania tego, co nie przystaje do ogólnego porządku, tego, co jest nie do pogodzenia…
P.P.: Pomosty nie mają służyć – przynajmniej mi porozumieniu się ze światem, ale pokazaniem światu nowej, innej rzeczywistości. Sztuka jest formą dialogu i tworzenia nowych porządków. Nigdy nie było łatwo jej przemycić w zastaną, skostniałą rzeczywistość, oprócz samej idei, trzeba jeszcze wejść w rzeczywistość i zaznaczyć się w niej.

K.T.: Zaznaczyć się w jaki sposób? Podobno dzisiaj jedyna droga dla sztuki to twórczość na wskroś intymna, zgadzasz się?
P.P.: Nie wyobrażam sobie jak można tworzyć powierzchownie. Twórczość to rodzaj rozmowy ze światem, który cię otacza. Za dużo jest wtórności na rynku sztuki, a za mało samej sztuki. Twórczość to rodzaj rozmowy ze sobą i światem. Myślę, że o wiele łatwiej mają twórcy szablonowi, mało oryginalni, nie wnoszący niczego nowego. Dlaczego? – To bezpieczne. Łatwiej jest prezentować twórców, podróżujących utartymi ścieżkami, wzorujących się na przeszłości.

K.T.: Jak według Ciebie odróżnić kiepską sztukę od tej dobrej?
P.P.: Prawdziwa sztuka moim zdaniem to taka, której nie można oddzielić od życia. Wtedy szczerość wypowiedzi daje nam prawdziwy ładunek emocjonalny do przeżycia.

K.T.: Do tego potrzebna jest odwaga i siła?
P.P.: Odwaga i bezkompromisowość, a niekiedy szaleństwo. Wierzę, że wszystko, co prawdziwe się obroni, a nieszczere zginie.

K.T.: Piotrze tworzysz od 17 lat, czy dzisiaj jest Ci łatwiej wyrazić siebie niż na początku swojej drogi twórczej? Co zmieniło się w Tobie przez ten czas?
P.P.: Kilkanaście lat tworzenia, poszukiwania siebie – nie daje lekkości, ani mojej twórczości ani mojej osobie, wręcz przeciwnie – obciąża świadomością. Życie nadaje charakteru twórczości, a artysta jest tylko przekaźnikiem, spowiednikiem siebie i czasu w jakim żyje. W świecie w którym żyjemy nie ma nic stałego. Istniejemy w ”procesie tworzenia”. Stanowimy cząstkę większej całości, trudnej do opisania słowami. Złudna stabilność tego, co nas otacza jest wyłącznie efektem niewielkiego wycinku czasu przez, który możemy patrzeć na ten świat. Nad martwym skrapla sie żywe …i tak bez końca.

K.T.: Jak opisałbyś czas w którym Ty żyjesz?
P.P.: Mogę wypowiedzieć się o swoim pokoleniu: dryfującym na powierzchni wrażliwości, które nie ma najmniejszej ochoty żeby zajrzeć pod falującą taflę wody. Przerażająca większość jest usatysfakcjonowana, spoglądając wyłącznie w lustro wody, które, co prawda pięknie lśni w promieniach słońca, ciekawie deformuje rzeczywistość, jednak z samej istoty nie daje nic nowego, a taki stan rzeczy zawsze sprowadza marazm i zwątpienie. Aż w końcu już nawet nie pomyślimy, że głębiej może się coś kryć.

K.T.: Ryba, gad, czy ssak – jakim zwierzęciem jest lub czuje się Pasiewicz?
P.P.: Pani Kasiu myślę że wiele we mnie istot i natur, pływam, wychodzę na ląd, by poczuć słońce, nagrzewam się, by później ogrzać najbliższych. Z uwagą wsłuchuję się w czas, który jest mi dany.

K.T.: Intrygująco, a jak wygląda „zwykły” dzień Piotra Pasiewicza?
P.P.: Każdy zwykły dzień jest tak naprawdę niezwykły, tylko zależy od ciebie czy tą niezwykłość dostrzeżesz. Zazwyczaj dzień Pasiewicza zaczyna się od ciszy i kubka kawy.

K.T.: Co może być tą niezwykłością?
P.P.: Dostrzeganie, odczuwanie, bycie tym na, co się patrzy. Współistnieć i przeobrażać rzeczywistość.

K.T.: Czy właśnie to odczuwanie niezwykłości – zwykłości najbardziej stymuluje Cię do pracy twórczej?
P.P.: Praca twórcza jest procesem, który trwa nieustannie, zmieniają się natomiast elementy, które inspirują: co napotkasz, jakie słowa wyszeptane przez bezdomnego usłyszysz, to właśnie stymuluje.

K.T.: Słowa bezdomnego? Co przez to rozumiesz?
P.P.: Spacerując po Łodzi często słyszę szepty ludzi, być może to wynik osamotnienia? Jakby rozmowa w tłumie ze sobą. Kiedy przemysł w Łodzi upadł, nagle tysiące ludzi straciło swoje miejsca pracy, a nawet domy. Przemysł się nie podniósł, ale odnawiane są kamienice, główne ulice po których spacerują ci sami ludzie. O nich nie zadbał nikt, byli jedynie trybem w maszynie, który ich wypluł. Miasto się zmienia, a życiu tych ludzi trudno przywrócić sens i ład. Mam wrażenie, że bolesna historia Łodzi, wyjałowiła tą ziemie.

K.T.: A Ciebie również dotknęła i w jakiś sposób wyjałowiła? W Twojej sztuce widać rozkład, śmierć, obumieranie, to bardziej wpływ tej sytuacji czy Twoja osobista fascynacja?
P.P.: Dotyka mnie swoim istnieniem i charakterem, bardziej rozbudza moją wyobraźnię. Miejski kontrast nadaje dynamikę moim pracom. Może dusza miasta wybiera niektórych mieszkańców, by się im wyspowiada?

K.T.: Twoje prace są pełne niepokoju, siły instynktów, żywiołów, czerpiesz z natury, obcujesz z nią?
P.P.: Szukam w naturze źródeł tożsamości. Natura mnie wycisza, pozwala być tu i teraz, ale też prowokuje i pozwala nabrać dystansu do świata.

K.T.: Co jest największą przeszkodą na twórczej drodze i jakie Ty napotkałeś lub napotykasz?
P.P.: Jak każde zajęcie o nienormowanym czasie pracy, wymaga dyscypliny i całkowitego oddania się sprawie. Im więcej rozdrabniania, tym dalej, od tego, co się robi. Ale tak naprawdę największą przeszkodą na twórczej drodze jest sam twórca.

K.T.: Gdybyś nie był artystą byłbyś…
P.P.: To już następne życie. Jestem artystą.

Rozmawiała Katarzyna Tchórz

Profil artysty w Katalogu Rynku i Sztuki

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

4 komentarzy do “Jestem artystą. Wywiad z Piotrem Pasiewiczem”

  1. Łodzianin

    Obyś kiedyś zdechł malując swoje kolejne „arcydzieła” w opuszczonych budynkach. Może jakiś żul cie młotkiem walnie, strop się zawali cokolwiek byleś przestał tworzyć swoją „sztukę” (teraz niestety nawet gówno przepuszczone przez wiatrak można tak nazwać). A i żeby ci się żona z murzynem puściła (lub facet z artystami nic nie wiadomo).

  2. gość

    Te bazgroły zwane sztuką są niczym innym jak wandalizmem. Za takie niszczenie klimatu w opuszczonych miejscach chętnie bym ozdobił Tobie twarz sprayem. Ile razy musiałem kombinować, jak z kadru te gnioty wywalić.

    1. -ox

      to se usun w fotoszopie frajerze

      1. blu

        daj spokój człowiekowi…fotoszopem to sobie życie upięknij, a wrażliwym ludziom daj czuć, Ty mainstreemowy geek-u bez wrażliwości.Toż to straszy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: