szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
Niepodległa Suwerenna – Fabryka Sztuk

Ulica według Krzysztofa Saja – wywiad z artystą

17.09.2014

Wywiady

Krzysztof Saj – historyk sztuki z wykształcenia – fotograf i artysta z zamiłowania. Urodził się w 1982 roku i mimo młodego wieku odnosi znaczące sukcesy w Polsce i za granicą. Jest członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików, brał udział w wielu wystawach zbiorowych i indywidualnych m.in. we Wrocławiu, Łodzi, Berlinie i Lwowie.

Prace Krzysztofa Saja charakteryzują się specyficznym stylem  w obrazowaniu miejskich scen ulicznych, zestawionych w układzie dyptyków, ukazujących asocjacje miedzy różnymi miejscami, przefiltrowanych przez subiektywne podejście w kadrowaniu, wydobywaniu dynamicznych elementów danego obrazu, a będących zarazem zapisem zastanej sytuacji.

Zafascynowany przestrzenią miejską wyłapuje w niej dysonanse i w ten sposób tworzy katalog własnych ulicznych osobliwości. Jaki jest współczesny piewca ulicy? Z artystą rozmawiała Joanna Mazur – redaktorka portalu Rynek i Sztuka.

Ferrara 2004

Ferrara 2004

Joanna Mazur: Jaka jest ulica według Krzysztofa Saja?
Krzysztof Saj: Ulica jest dla mnie kwintesencją miasta, tu dużo spraw dzieje się na wielu płaszczyznach. Jest to taki rodzaj miejskiego gesamtkunstwerk, w tym wypadku to akurat połączenie ludzkiej energii swoistego „elan vital” z ulicznym sztafażem w postaci architektury, reklam, świateł i dynamiki miejskiej komunikacji. Większość ciekawych ujęć fotograficznych znajduje właśnie w tym obszarze. Tu nikt nie udaje, ludzie spieszą się, rozmawiają przez telefon, konsumują w biegu streetowe jedzenie, w zależności od pogody pojawiają się różne „rekwizyty” typu parasolki. Jest dużo bardzo różnej energii, która czasami sprawia, że można znaleźć ciekawy kadr, który w pewnych momentach układa się dla mnie właśnie w swoistą „scenę ulicy” .W fotografii ulicznej ważne jest, aby efekt końcowy był zaskakujący również dla autora, wtedy można stwierdzić, że fotografia jest istotnie udana i wartościowa.

JM: Ulice których miast zobaczymy na wystawie? Czym różnią się one od przestrzeni miejskich Wrocławia?
KS: Na wystawie można obejrzeć 62 fotografie z kilkudziesięciu miast Europy, od takich metropolii jak np. Berlin, Londyn czy miast historycznych jak Wenecja, Lyon, Lwów, aż po małe miasteczka jak Paczków, Prudnik czy włoska Mantua. Zależało mi, żeby pokazać pewien uniwersalizm europejskich miast tak, by uświadomić fakt, że zarówno architektura jak i ludzie mają na tym kontynencie pewien wspólny mianownik. Dlatego prace dla czytelności zestawione są w formie dyptyków.
A dlaczego jest sporo fotografii właśnie z Wrocławia? Bo nie przypadkowo Norman Davies pisał o tym mieście, że jest to mikrokosmos. Wrocław jest bardzo zróżnicowany i ta różnorodność doskonale koresponduje z innymi miastami. Można powiedzieć, że we Wrocławiu jesteśmy w stanie w pigułce poznać architekturę Europy od sztuki romańskiej po modernizm i to w naprawdę światowym wydaniu. Jeśli chodzi o różnice, to na pewno miasta zachodniej Europy różnią się od Wrocławia. Przede wszystkim większą harmonią urbanizacyjną, ale jest to wynik wojennego okaleczenia, jakiego doznała stolica Dolnego Ślaska.

JM: Skąd wzięło się zainteresowanie fotografią uliczną?
KS: Wzięło się ono z czystego pragnienia pokazywania „prawdy” miejskiej scenerii, co jest dosyć przewrotne. Czasami wchodząc za kulisy tej scenerii, sam jako uliczny fotograf jestem oszukiwany przez miejską rzeczywistość. A rezultaty tych miejskich „oszustw” pojawiają się po wywołaniu na negatywach i plikach cyfrowych. Tu dobrym przykładem jest fotografia z Ferrary, zrobiona dokładnie 10 lat temu, na której poziom powiązań i anegdot na zdjęciu sięgnął pewnego absurdu. Otóż zdziwiłem się, że moja koleżanka z wycieczki, która jest na fotografii prowadzi u boku psa. Przecież to niemożliwe! Dopiero po chwili zauważyłem jest  on częścią billboardu… Zostałem nabrany przez własną fotografię…

Berlin 2007

JM: Część fotografii widzieliśmy na wystawach poprzednich, choćby te z cyklu „Reflexcity”. Na ile „Sceny ulicy” są projektem zupełnie nowym?
KS: Tak, część z fotografii była prezentowana już wcześniej w różnych galeriach w Polsce i za granicą, np. w Gorzowie w Galerii Sztuki Najnowszej pokazywany był cały cykl ze znanej serii „Galleria del Tasso” z Ferrary z roku 2004, ale dopiero na wystawie „Sceny w ulicy” we wrocławskim Ratuszu ta prezentacja jest na tyle duża i w takiej formie, na jakiej mi zależało, aby przekazać całościowy koncept. Chciałem też w pewien sposób podsumować ten etap mojej 14-letniej przygody z „miastem”.

JM: Na wystawie zaprezentowano dzieła z lat 2003-2014, znajdziemy tam fotografie zarówno kolorowe, jak i czarno-białe. Czy ideą wystawy miała być właśnie różnorodność i zobrazowanie artystycznego doskonalenia na przestrzeni lat?
KS: W pewnym sensie tak.  Zależało mi, żeby fotografie kolorowe i czarno-białe współgrały i nawet korespondowały ze sobą na ekspozycji. Dla mnie istotny zawsze był obraz, sama technika wykonania zdjęcia staje się mniej ważna – liczy się efekt końcowy. Bo czy dla widza ma znaczenie, na jakim podłożu i jakim sprzętem została wykonana fotografia? Nieustanne debaty nad wyższością różnych sposobów fotografowania nie są dla mnie istotne. Bo często zamiast skupiać się na wykrojeniu ciekawego kawałka rzeczywistości, zbyt obciążamy nasz umysł techniką i wtedy umyka nam to, co najważniejsze w fotografii – jej aura.

Wrocław 2003

JM: Andreas Gursky, najdroższy obecnie fotograf na świecie, swoje fotografie wywołuje z użyciem popularnych programów obróbki graficznej. Ty tego nie robisz, dlaczego?
KS: Bo nie lubię w jakikolwiek sposób ingerować w fotografię miejską, uliczną. Chcę, żeby rzeczywistość była naturalnym programem graficznym, która samoistnie zmienia i wpływa na ostateczny kształt fotografii.

JM: Jakich fotografów cenisz sobie najbardziej? Dlaczego?
KS: Może to nie będzie dosyć oryginalne, jeśli powiem, że dla mnie ojcem światowej fotografii ulicznej jest Henri Cartier Bresson. Ale on potrafił wyłapywać nieoczywiste fragmenty z życia, dodatkowo często na jego fotografiach było to podane w bardzo abstrakcyjny i humorystyczny sposób. Bardzo cenię także Bogdana Konopkę za swego rodzaju charakterystyczny klimat fotografii, cenię jego cykle zdjęć z Francji i Europy Środkowej. Jeśli chodzi o podejście do koloru to dla mnie wybitnym fotografikiem jest niewątpliwie Czech Vladimir Birgus. A fotografem filozofem zawsze był i będzie dla mnie Jerzy Lewczyński – twórca niesamowitej „archeologii fotografii”.

JM: Jak oceniasz współczesny rynek fotografii kolekcjonerskiej?
KS: W Polsce widać, że powoli sytuacja nabiera rozpędu. Jeśli chodzi o sposób w myśleniu o fotografii kolekcjonerskiej. Coraz chętniej kupowani są klasycy polskiej fotografii, nie są to oczywiście ceny tak zawrotne jak na rynku malarstwa współczesnego, ale jest szansa, że ta gałąź kolekcjonerskiej sztuki będzie się rozwijać w dobrym kierunku.

JM: Jakie są Twoje plany na przyszłość? Kolejne projekty? Wystawy?
KS: Zawsze poza fotografią uliczną fascynował mnie portret w fotografii, mam w planie jeszcze dwie wystawy o tej tematyce we Wrocławiu. Zdradzę, że jedna będzie dotyczyć portretów mieszkańców włoskich miast, druga zaś bardzo ważna dla mnie to prezentacja portretów dolnośląskich artystów, ale w bardzo subiektywnym ujęciu. Można powiedzieć, że teraz coraz częściej dostrzegam na ulicy „ludzkie portrety”…

JM: Dziękuję za rozmowę.

———————————————————————

Portal Rynek i Sztuka poleca fotorelację z wernisażu prac Krzysztofa Saja „Sceny ulicy”:

Krzysztof Saj: Sceny ulicy
Muzeum Miejskie Wrocławia (Stary Ratusz), rynek
Otwarcie wystawy w piątek 29 sierpnia 2014 roku o godz.17.00
Wystawa czynna do 5 października
———————————————————————

Portal Rynek i Sztuka

portal_rs_adres_www_wb

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: