szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
Niepodległa Suwerenna – Fabryka Sztuk

O polskich galeriach sztuki – Galeria Miejska we Wrocławiu

12.03.2015

Analiza rynku sztuki, Wywiady

W marcu ruszamy z nowym cyklem, tym razem razem wywiadów, dzięki któremu postaramy się przybliżyć funkcjonowanie poszczególnych galerii i muzeów państwowych. Porozmawiamy o sukcesach, ale też i o porażkach. Będzie o polskim rynku sztuki, o kulturze z różnych punktów widzenia. Podpytamy dyrektorów o to, co należałoby zmienić, a co się do tej pory sprawdza. Jak wygląda budowanie kolekcji? Jak kształtuje się zainteresowanie poszczególnymi wystawami? Czy można określić precyzyjnie program artystyczny galerii?

Jako pierwsza na nasze pytania odpowie Galeria Miejska we Wrocławiu, której dyrektorem jest Mirosław Jasiński.

Mirosław Jasiński, fot. Galeria Miejska we Wrocławiu

Mirosław Jasiński, fot. Galeria Miejska we Wrocławiu

Karolina Przybylińska: Galeria Miejska przechodziła wiele różnych transformacji i zmian od początku swojego istnienia we Wrocławiu, od kiedy można mówić o tej Galerii Miejskiej, która funkcjonuje w obecnym jej kształcie?

Mirosław Jasiński: Z całą pewnością każdy dyrektor i zespół buduje jedyny niepowtarzalny charakter instytucji kulturalnej. Po swojej poprzedniczce otrzymałem świetny zespół oraz Galerię mającą na koncie wiele udanych przedsięwzięć i wystaw, która wrosła w artystyczny krajobraz miasta. W obecnym kształcie programowym Galeria funkcjonuje od września 2013 roku i wystawy Derealizm. Niemniej nie odżegnuję się od tradycji, czego najlepszy dowód stanowi planowane na przyszły rok przedsięwzięcie z okazji 25-lecia istnienia Galerii Miejskiej we Wrocławiu. Zamierzamy przedstawić historię Galerii i organizowanych w niej wystaw, a także przypomnieć Jerzego Ryby – jej założyciela oraz wybitną postać w artystycznej historii miasta.

KP: Galeria Miejska prezentuje w większości sztukę współczesną (właśnie skończyła się świetna wystawa mniej znanych prac Romana Opałki), sztukę najnowszą (m.in. młodych polskich twórców), ale też na koncie ma jedną z najważniejszych wystaw nie tyle w skali Polski, co w skali Europy – Rodzinę Breughelów, czyli sztukę mistrzów dawnych. Czy istnieje możliwość precyzyjnego określenia programu artystycznego GM?

MJ: Program Galerii Miejskiej we Wrocławiu obejmuje dwie sfery działalności. Promujemy i wspieramy współczesnych artystów – zarówno tych już uznanych i cenionych jak i dopiero rozwijających swoje skrzydła i talenty. Przede wszystkim są to twórcy polscy, także wrocławscy. Ponadto, poprzez angażowanie się we współpracę z innymi galeriami i instytucjami, również zagranicznymi, organizowaliśmy wystawy takich artystów jak: Jiři Kolář i Béatrice Bizot czy Pavel Brázda. Staramy się wciągnąć do współpracy jak największą ilość galerii, zarówno publicznych jak i prywatnych, dążąc do wspólnego celu jakim jest prezentacja najlepszej współczesnej sztuki. Co więcej, to właśnie z myślą o promocji polskich artystów galeria przywiązuje ogromną wagę do jakości, kształtu i dwujęzyczności przygotowywanych przez nią katalogów wystaw.

Wspomniana przez mnie kooperatywa przekłada się na drugą sferę działalności, czyli duże projekty, takie jak na przykład Rodzina Brueghlów, w których zwykle pełnimy rolę łącznika między instytucjami zajmującymi się pozyskaniem prac, a gospodarzami wystaw. Należy pamiętać, że tworzenie wystaw, przy których pracuje kilku partnerów jest zawsze skomplikowane. Niemniej, dzięki takim przedsięwzięciom, zbieramy doświadczenia, ciągle uczymy się i nawiązujemy kontakty z kontrahentami z całego świata, pośredniczącymi miedzy nami a kolekcjonerami dzieł sztuki. Wydaje mi się, że doświadczenie nabyte we współpracy z takimi instytucjami jak Succession Picasso czy Casa Natal w Maladze zaprocentują w bliższej przyszłości, zwłaszcza w sferze kontaktów z partnerami spoza granic Polski.

Fot. Galeria Miejska we Wrocławiu

Fot. Galeria Miejska we Wrocławiu

KP: Przy Galerii Miejskiej działa też Fundacja Galerii Miejskiej. Jaka jest jej rola? I na jakich zasadach obie instytucje współpracują ze sobą, uzupełniają się?

MJ: Promocja artystów ma dwa aspekty. Ten klastyczny i jak najbardziej licujący z profilem działalności Galerii opiera się na organizacji wystaw. Oprócz tego należy pamiętać, że artyści są nie tylko twórcami dzieł, lecz również ludźmi, którzy muszą z czegoś żyć. Artysta nie jest artystą od grantu do grantu. Musi żyć na co dzień. Niestety, system funkcjonujący w Polsce, zwłaszcza podatkowy, pomija tę sferę. Rolą Fundacji Galerii Miejskiej jest właśnie dbanie o ten, zdawałoby się, banalny aspekt, a więc sprzedaż prac i opiekę nad artystami. Jednym z filarów działalności Fundacji jest program „Artyści Galerii Miejskiej we Wrocławiu”, którego celem stała się promocja współpracujących z nią twórców oraz ich promocja, nawiązywanie kontaktów z kolekcjonerami, wreszcie wypłata stypendiów. Nie spoglądamy na artystów z wyżyn olimpijskich, tylko chcemy, aby byli partnerami. Galeria Miejska, jako instytucja publiczna, nie może zajmować się sprzedażą dzieł – tu więc otwiera się pole dla Fundacji jako uzupełniającego naszą działalność i wspomagającego drogę do celu partnera. Wspólnie podejmowaliśmy i wciąż będziemy działać na polu wspierania działalności galerii prywatnych, borykających się niejednokrotnie z różnymi trudnościami, pełniąc rolę łącznika między artystami i odbiorcami, także w aspekcie ekonomicznym. Co więcej, razem z Fundacją, staramy się prezentować naszych artystów na międzynarodowych targach sztuki. Ponadto, tylko w 2014 roku wspólnie zorganizowaliśmy 17 różnych przedsięwzięć, dzięki czemu nasi artyści byli promowani przez Fundację Galerii Miejskiej w Pradze, Kownie, Nowym Yorku, Stambule, Sarajewie, Dreźnie. Warto też zwrócić uwagę, że w Galerii pracuje pięć osób, a w Fundacji Galerii Miejskiej jeszcze mniej. W zestawieniu z tymi liczbami, skala działań powinna zyskać uwagę.

KP: Czy Galeria Miejska kupuje dzieła i buduje własną kolekcję prac? Jak to wygląda?

MJ: Galeria Miejska we Wrocławiu, jako instytucja publiczna nie zajmuje się tym aspektem. To Fundacja Galerii Miejskiej, poprzez współpracę z artystami w ramach programu „Artyści Galerii Miejskiej”, skupuje ich dzieła, wchodzące następnie w skład budowanej kolekcji. Miejmy nadzieję, że w najbliższych latach będzie się ona rozrastać.

KP: Czy odwiedzający galerię może wybrane dzieło nabyć? Gdzie dokładnie powinien się zgłosić?

MJ: Bylibyśmy bardzo zadowoleni, gdyby chciał nabyć. Wtedy powinien zgłosić się do Fundacji Galerii Miejskiej, która, jak już nadmieniłem, zajmuje się tymi sprawami. Przy tej okazji warto podkreślić, że nabywanie i sprzedaż dzieł sztuki w Polsce to problem wymagający zmian systemowych i prawnych w kierunku standardów europejskich. Mam tu na myśli rozwiązania z zakresu systemu podatkowego związanego z zakupem dzieł, możliwość odpisania podatku, itd. Ponadto konieczne, już z perspektywy artystów, jest rozwikłanie problemu ich zabezpieczenia socjalnego i emerytalnego. Nie do końca jasna wydaje się także kwestia praw autorskich. Prawdopodobnie artyści plastycy są w jednej z najgorszych sytuacji spośród polskich artystów. Z tego względu nasze działania mogą być traktowane jako donkiszoteria uprawiana w nienaturalnych i niezdrowych warunkach. Tym bardziej, czym możemy się w kontekście przytoczonych problemów pochwalić, że jesteśmy jedną z niewielu galerii, która płaci artystom za udział w wystawach. Uważamy, że jest to praca, która powinna zostać doceniona, jak każda inna. Mam nadzieję, że nie dojdzie do tego, że Unia Europejska wprowadzi dotacje dla artystów, aby nie produkowali dzieł sztuki ponad limit, jak stało się już w przypadku rybaków czy rolników.

DSC_8012

Fot. Galeria Miejska we Wrocławiu

 

KP: Jestem też ciekawa, jak kształtuje się liczba odwiedzających galerię? Czy można stwierdzić konkretne zależności np. który kwartał jest najlepszy, która wystawa była najchętniej odwiedzana? W skrócie – co interesuje wrocławian najbardziej.

MJ: Nie prowadzimy dokładnych statystyk, gdyż wstęp do Galerii jest wolny i bezpłatny. Jestem zdania, że zdrowsza byłaby sytuacja, gdybyśmy mogli pobierać niewielką opłatę. Choćby dlatego, że istnienie naszej Galerii stanowi realny koszt ponoszony przez podatników, którzy często nie wiedzą, że finansują sztukę. Pod względem mentalnym, jeśli się odwołać do doświadczenia codziennego, widziałbym to tak, że wejście do galerii osiągałoby cenę biletu tramwajowego. Jak ceny biletów wzrosną, u nas też.

Co to da? Obecny system darmowych wejść jest de facto wymierzony w artystów i tworzy poczucie, że to tania sprawa. Po drugie, udaremnia możliwość realnego monitorowania frekwencji. My się nie boimy konkurencji, ale chętnie byśmy wiedzieli, ile osób odwiedza, które galerie. Powracając do pytania – z perspektywy półtora roku prowadzenia działalności wystawienniczej w Galerii Miejskiej we Wrocławiu, największe zainteresowanie wywołała wystawa Pavla Brazdy, co może było związane z tym, bo wystawa miała miejsce w okresie poświątecznym a przed Nowym Rokiem – wtedy zauważyliśmy nad wyraz spory napływ widzów. Dużym powodzeniem cieszyły się również wystawy zbiorowe, na których obecni byli wrocławscy artyści, zwłaszcza Układ Planetarny oraz Pięciu muszkieterów.

W kontekście zwiedzających chciałbym jeszcze powiedzieć nad czym boleję. Mianowicie, nie istnieje obecnie zjawisko, które jeszcze pamiętam z lat 80., czyli zwyczaj odwiedzania wystaw przez inne środowiska artystyczne: aktorów, muzyków itd. To nie tylko kwestia pewnego kalectwa kulturalnego, ale też tego, co istniało w latach 80., czyli synergii miedzy różnymi punktami widzenia. Próbujemy to przełamać, organizując zawsze koncerty na wernisażach. Jestem zdania, że ze zderzenia różnych sztuk wynika zawsze coś pozytywnego.

KP: A jak mają się statystyki w przypadków dwóch największych wystaw – wspomnianej Rodziny Breughelów i Tauromachii.

MJ: Oddzielając kwestię liczby widzów od sprzedanych biletów, bo to są dwie odrębne sprawy, to, o ile dobrze pamiętam, na wystawę Rodzina Brueghli kupiono około 65 tysięcy biletów. Z tego co udało nam się monitorować, 20% kupujących stanowili cudzoziemcy. Na wystawie Tauromachia sprzedano 43 tysiące biletów. Według tzw. metodyki kanadyjskiej w Europie przyjmuje się, że przyjazd widza w sprawach wystawy  przynosi każdemu miastu ok. 120 euro dochodu (hotele, restauracje, pamiątki). I na całym świecie, duże wystawy przyciągające ludzi spoza miasta są traktowane jako element biznesu, stąd wykraczają poza sferę sztuki. Dlatego jestem przeciwnikiem, aby rozpatrywać organizację wystaw jedynie z uwzględnieniem kwestii przeznaczonego nań budżetu i jego stosunku do liczby sprzedanych biletów – to znaczenie szerszy problem, zupełnie inaczej postrzegany na Zachodzie. Co więcej, miasto Mediolan podpisało umowę z panią Durrbach, córką madame de la Baume Durrbach, opiewającą na kwotę 800 000 euro na możliwość wystawienia prezentowanego również we Wrocławiu kartonu z Guernicą w trakcie Expo w Mediolanie. To kwota znacznie przewyższająca koszty wystawienia wszystkich prac, wliczając karton, przy okazji wystawy Tauromachia w Muzeum Architektury we Wrocławiu.

Fot. Galeria Miejska we Wrocławiu

Fot. Galeria Miejska we Wrocławiu

KP: Tauromachia wzbudziła wiele kontrowersji – w mediach pojawiło się bardzo dużo komentarzy, których nie ma potrzeby cytować. Interesuje mnie jednak, czy Galeria Miejska planuje w przyszłości współpracę (albo jej nie wyklucza) z kuratorkami Serenellą Bacciaglini i Moniką Burian Jourdan?

MJ: Nie wykluczamy. Inna rzecz, że w naszej ocenie dobrze by było, aby we Wrocławiu 2015 roku odbyła się duża wystawa tak, aby zachować ciągłość przed ESK. Zarówno Galeria jak i Fundacja zgłosiły poważne projekty na 2016 rok do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, dotyczące zresztą nie tylko Europy. Mamy nadzieję, że dostaniemy dotacje i uda się je nam zrealizować, co przy pięciu pracownikach będzie obciążające. Trzeba przypomnieć, że mamy ograniczone możliwości i nie jesteśmy fizycznie i finansowo w stanie zastąpić instytucji od nas znacznie większych, stąd w kooperacje wchodzić musimy.

KP: Wszyscy skupiają się tylko na najbardziej aktualnych osiągnięciach Galerii Miejskiej, ale gdyby sięgnąć trochę do historii, do lat 90., to które wydarzenie, wystawę wspomina się z największym sentymentem?

MJ: Na pewno wielkim zainteresowaniem cieszyły się prace Elżbiety Terlikowskiej, przez znajomych nazywanych Lalką. To wyjątkowa artystka, tworząca niesamowity projekty scenografii, za co zgarniała wiele nagród. Wielu osobom te wystawy zapadły w pamięć, co potwierdził Robert Nagler wieloletni i bardzo zaangażowany pracownik Galerii Miejskiej we Wrocławiu.

KP: A czy były po drodze jakieś porażki, zdarzenia, które zaowocowały konkretnymi zmianami, przeformułowaniem dotychczasowej wizji?

MJ: Powiem tak –  jeśli się coś buduje, to trzeba w głowie czy własnej mentalności znaleźć miejsce na to, aby obok tej budowy była też przestrzeń na cmentarz dla wszystkich nieudanych pomysłów. Tym bardziej, że zajmuje on znacznie więcej miejsca niż udane przedsięwzięcia.

DSC_7146

Fot. Galeria Miejska we Wrocławiu

KP: Co Wrocławiowi pokaże Galeria Miejska w trakcie imprez kulturalnych związanych z Europejską Stolicą Kultury 2016? Z pewnością duża część wrocławian liczy na to, że narodził się pomysł na kolejną wystawę na tak dużą skalę.

MJ: W związku z tym, że chcemy zrobić parę niespodzianek, nie będę zdradzał programu. Z jednym może wyjątkiem – dostaliśmy propozycję zorganizowania pierwszej polskiej edycji Europejskiego Biennale Twórczości Młodych. Ta prestiżowa impreza funkcjonuje już od kilkunastu lat, bierze w niej udział kilkanaście krajów – do tej pory Polska nie była włączona. Z przyczyn lokalno-patriotycznych osobiście jestem zainteresowany, aby Wrocław w to zaangażować. Zwłaszcza, że partnerzy pokroju Paryża, Brukseli i Hamburga wydają nam się godni współpracy.

KP: Już 13 marca otwiera się kolejna wystawa Ciała a rzeczy. Co nowego, oryginalnego w stosunku do tego, co już powiedziano o cielesności człowieka, będzie można na niej zobaczyć?

MJ: Idea wystawy zrodziła się z mojej osobistej niezgody na tezy Richarda Schustermanna z zakresu jego somaestetyki. Uważam, że w Europie zaczyna się zbyt dużą uwagę przywiązywać do cielesności, co prowadzi do urzeczowienia człowieka. Stąd tytuł jest bardzo ambiwalentny. Niemniej pierwotny zamysł został poddany obróbce kuratora, a jej efekty będzie można zobaczyć już w piątek 13 marca od 10:00 rano.

KP: Dziękuję za rozmowę!

 

Portal Rynek i Sztuka

portal_rs_adres_www_wb

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: