szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
Niepodległa Suwerenna – Fabryka Sztuk

Co słychać u „Jeżusa” z Borji?

17.03.2015

Aktualności, Na deser, Wywiady

Pamiętacie jeszcze rozsławionego na cały świat „Jeżusa” z małego hiszpańskiego miasteczka Borja, zwanego także „Ecce Mono”? Można bez mrugnięcia okiem powiedzieć, że to najgorzej wykonana renowacja malowidła ściennego ostatniej dekady, ale trzeba przyznać, że należy ona także do najciekawszych w skutkach.

Fresk „odnowiony” przez Cecilię Gimenez, stał się rozpoznawalny w niemal każdym zakątku świata. Taką sławą nie mógł poszczycić się schowany pod nową warstwą oryginał. Elias’a Garcię Martineza, pierwotnego autora dzieła znało zaledwie kilku zainteresowanych tematem historyków sztuki. Dzisiaj natomiast tłumy turystów przybywają do tego zagubionego w prowincji Saragossa miasteczka, aby spojrzeć na „odrestaurowane” dzieło z bliska, za co skrupulatnie pobierane są opłaty. Co akurat jest godne podziwu, autorka całego zamieszania pani Gimenez wywalczyła, aby część dochodów przeznaczyć na cele charytatywne. Wejściówki do świątyni to jeszcze nie koniec, Sanktuarium Miłosierdzia, w którym znajduje się malowidło organizuje co roku konkurs na własną interpretację Ecce Homo, a prace konkursowe przybywają nawet z Chin. Zbiór prac ma być zaczątkiem tematycznego muzeum.

Tak przedstawia się sytuacja obecnie, ale jak to wszystko wygląda od kulis? Zaledwie kilka dni temu miałam okazję porozmawiać z osobą, która została swego czasu wyznaczona do, poprawnego tym razem, odrestaurowania dzieła. Mowa o pani profesor Marii Gomez z Uniwersytetu w Walencji, która jest jednocześnie wziętą konserwatorką dzieł sztuki i artystką. Poniżej fragment przeprowadzonego przeze mnie wywiadu:

Milena Rudzińska: Jak wygląda sytuacja w miasteczku Borja?

Profesor Maria Gomez: Bez zmian. Być może w końcu będą starali się podjąć renowacji. Ale dotychczas próbowali jedynie wydobyć z tego fenomenu jak największą ilość pieniędzy. Z pewnością czekali też, aż minie okres własności intelektualnej spadkobierców artysty oryginału. Rodzina ta jest podzielona i ten brak decyzyjności to największy problem. Jedna część chce odrestaurowania dzieła i to oni zgłosili się do mnie dosłownie w dzień po całym zajściu, domagając się natychmiastowego usunięcia tego „dziwactwa”, ale druga część naciska, żeby póki co wyciągać profity z całego zamieszania. A tymczasem minęło 80 lat od śmierci artysty i tym samym prawo do dziedziczenia własności intelektualnej jego dzieł również.

Czy to oznacza, że nic nie można już w tej sprawie zrobić?

Oczywiście, że można. Każdy obywatel Hiszpanii może wnieść wniosek o odrestaurowanie dzieła.

Wygląda na to, że nikomu na tym nie zależy, prawda?

Całe to wydarzenie, przede wszystkim jego skala, to fenomen z punktu widzenia socjologicznego. Ludzie robią rożne głupoty jeżeli chodzi o konserwację sztuki, ale tym razem wszystkich ogarnęła jakaś dziwna choroba. Przecież do Borji zaczęły ściągać tłumy ciekawych turystów.

Właśnie, fenomen socjologiczny to jedno, ale jest to także fenomen w dziedzinie turystyki…

Z całą pewnością. Mówimy tutaj o miasteczku zagubionym gdzieś w górach, a teraz znają je nawet w Chinach. Rozwój turystyczny tego regionu jest niesamowity. Aczkolwiek wydaje mi się, że nie wykorzystują sytuacji z należyty sposób. Byłam tam ostatnio i brakuje podstawowych elementów turystycznej infrastruktury, nie ma gdzie spać, nie ma gdzie dobrze zjeść. A przecież nie muszą bazować tylko na biletach do Sanktuarium.

Była Pani wyznaczona do odrestaurowania dzieła, czy to trudne do wykonania zadanie?

Nie. Ecce Homo namalowanego przez Cecylię Gimenez można z łatwością zdjąć. Szczególnie teraz póki jest to jeszcze stosunkowo świeża warstwa malarska. Zrobiłam już nawet niewielką próbę na miejscu. Schodzi bez żadnego problemu. Wymagałoby to jednak zniszczenia jej „dzieła”. A na to władze Borgii nie chcą się zgodzić. Marzy im się zachowanie obydwu warstw. To niemożliwe. Jedynym sensownym rozwiązaniem byłaby renowacja przy obecności kamer, tak aby cały proces został sfilmowany krok po kroku.

Czy podjęłaby się Pani tego zadania?

Nie wiem. To proste zadanie, ale przy tym całym zamieszaniu byłabym nieco zestresowana. Bałabym się szczególnie przed kamerami, bo przecież chodzi tutaj o tak rozpoznawalny na świecie przypadek. Poza tym wiem jak funkcjonuje prasa. Już i tak zdążyli przeinaczyć moje wypowiedzi zaraz „po”. Nawet ogłosili sensacyjną wiadomość, że Cecilia Gimenez to moja matka. Szukają sensacji, a ja raczej od niej uciekam.

Rozmawiała Milena Rudzińska, Rynekisztuka.pl

portal_rynekisztuka_portal

 

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

3 komentarzy do “Co słychać u „Jeżusa” z Borji?”

  1. Henryka Milczanowska

    Szanowni wydawcy Rynku i Sztuki. Kto u Was pracuje? Znów błąd i znów we wstępie artykułu. Jakie Ecce Mono ?! Uznam, że się komuś palec ześliznął . Poprawcie to, migiem!

    1. Rynek i Sztuka

      Szanowna Pani,

      nieudolnie odnowiona wersja Ecce Homo została ochrzczona „Ecce Mono” (łac. „oto małpa”). Tak więc wszystko się zgadza. Dziękujemy za uwagę i pozdrawiamy!

  2. Halo

    Hahahahaaaa, ale się obśmiałam komentarzem pani Henryki.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: