szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
Niepodległa Suwerenna – Fabryka Sztuk

„Potrzeba jest powodem” – rozmowa z Maciejem Olekszym

10.08.2015

Magazyn, Wywiady

Jak bliskim można być drugiemu człowiekowi? Jak dobrze można go poznać, nie patrząc głęboko w oczy i nie zamieniając nawet jednego słowa? Malarstwo Macieja Olekszego​ jest jak kronika, w której zapisane zostają odciski ludzkich przeżyć – ślady jego obecności, kroki, nadzieje, obsesje i metamorfozy – ale nigdy on sam. Robert Brzęcki porównywał podejście to z wrażliwością Francisa Bacona i cenną zdolnością do wyrażania dramatów ludzkiej egzystencji. Artysta żyje i pracuje w Poznaniu, gdzie udało nam się zamienić z nim kilka słów.

Joanna Mazur: Jak długo zajmujesz się malarstwem?

Maciej Olekszy: Odkąd pamiętam, oczywiście w dzieciństwie nie było to świadome działanie, chyba jak u każdego człowieka, jednak ta potrzeba jest ze mną od początku. Pierwsze wspomnienia są związane z samą czynnością malowania – zamalowywałem kartki na gładki, jednolity kolor i podobało mi się właśnie to przeciąganie pędzla od prawej do lewej i odwrotnie. Oczywiście w tym czasie marzyłem o tym, żeby zostać żołnierzem, albo kierowcą ciężarówki, jednak bezwarunkowa potrzeba malowania towarzyszyła mi zawsze i z czasem stała się priorytetem, wpływając na praktycznie każdy aspekt mojego życia.

Joanna Mazur: Twoim zdaniem to wystarczający czas, by zdać sobie sprawę z natury własnej twórczości? Innymi słowy, czy uważasz się za artystę dojrzałego? Takie wrażenie ma się po kilku spojrzeniach na twoje dzieła, jak jest w rzeczywistości?

Maciej Olekszy: Będąc w szkole podstawowej wydawało mi się, że gdy dostanę się do liceum plastycznego, to będę już artystą, a gdy dostanę się na studia malarskie, to będę już wielkim artystą. Wydawało mi się, że kiedyś obudzę się rano, wstanę z łóżka i czując niezwykłą siłę i pewność powiem sobie, że oto jestem artystą. Oczywiście te infantylne marzenia nigdy się nie spełniły i niewiele miały wspólnego z rzeczywistością. Na każdym etapie czuje jakieś niedostatki, zarówno własne jak i środowisk, w których się znajduję. Myślę, że jeśli nawet udaje się stworzyć coś istotnego, to ten stan twórczy jak i umiejętność tworzenia nie jest dana raz na zawsze. Sprawność twórcza bardzo łatwo przemija i bardzo łatwo samemu można się uwstecznić. Trzeba dużo wysiłku i samodyscypliny aby osiągnąć coś, co i tak nie jest pewne. Nie wiem czy jestem dojrzałym artystą, ale na pewno jestem artystą w progresie.

Joanna Mazur: Co ukształtowało cię jako artystę?

Maciej Olekszy: Mój wujek od strony mamy miał krótki epizod malarski w młodości, namalował kilka obrazów, które nigdy nie wyszły poza rodzinny krąg. Obrazy wisiały w domu dziadków. Najczęściej widywałem je rano, tuż po przebudzeniu. Jedne malowidła były zdecydowanie przedstawieniowe, inne zdecydowanie abstrakcyjne, a na innych te dwie cechy mieszały się ze sobą. Pejzaż, który wisiał nad drzwiami na wprost mego łóżka, w chmurach na horyzoncie miał namalowane jakieś niebieskie plamy. Z czasem zacząłem dostrzegać w nich twarz, leżący profil, autoportret mojego wuja. To było dla mnie bardzo dziwne, że dopiero po długim czasie obcowania z tym obrazem dostrzegam coś, co cały czas tam było. W tym samym domu, na zagraconym strychu, a takie miejsca budziły moją największą ciekawość, znalazłem stare tuby z farbami, zaschnięte palety i pędzle. Widok i kontakt z tymi rzeczami, a zwłaszcza ich zapach, utrwaliły moją chęć malowania.

Joanna Mazur: Którzy artyści, a może raczej jakie nurty artystyczne wywarły na tobie największe wrażenie?

Maciej Olekszy: Uwielbiam postawy bezkompromisowe, gdzie twórca nie bacząc na społeczne gusta stawia na jakość swojej sztuki. Egon Schiele był pierwszym artystą, który mnie tym zachwycił, łączył bezwstydny naturalizm i czułą empatię wobec swych modeli. Myślę, że podobnie postępował Lucian Freud, którego podziwiam nie tylko za jego dociekliwe kontemplowanie natury, ale za poświęcenie się swej twórczości, której w zasadzie oddał wszystko. W sztuce również zdumiewa mnie fakt, że obrazy takich artystów jak Rembrandt czy Vermeer potrafią w dalszym ciągu poruszać czułe struny współczesnych odbiorców. Być może człowiek nie zmienia się tak szybko i tak mocno jak to nam się dziś wydaje.

Joanna Mazur: Wiem, że inspiracji poszukujesz w najbliższym otoczeniu. Nie czułeś nigdy potrzeby pożegnania rodzinnej wielkopolski i wyjechania w poszukiwaniu nowej perspektywy twórczej?

Maciej Olekszy: Lubię odwiedzać nowe miejsca i odczuwać ich aurę bezpośrednio, ale jednocześnie nie lubię opuszczać swojej pracowni, a już na pewno nie na dłuższy czas. Do pracy potrzebuję intymnej przestrzeni. Zmiana pracowni zawsze wprowadza lekki dysonans, który zabiera mi trochę czasu koniecznego do oswojenia nowego miejsca. Jestem trochę jak zwierzę, które musi mieć swoją norę, swój prywatny schron. Jednak odwiedzając kilka miejsc w zachodniej Europie zauważyłem, że w tamtych społeczeństwach pytanie o to, czy sztuką warto jest się zajmować, traci sens.

Joanna Mazur: Zatem nie warto?

Maciej Olekszy: Oczywiście, że warto. Myślę, że twórczość i kreacja jest bezwarunkową potrzebą człowieka. W Polsce jednak artyści przebijając się przez praktycyzm społeczny pytanie: „Czy warto?” potrafią sobie zadawać po kilka razy dziennie i niestety sporo z nich w konfrontacji z rzeczywistością czasem dochodzi do wniosku, że nie warto. Mam wrażenie, że w zachodniej Europie ta bezwarunkowa potrzeba twórcza jest bezdyskusyjna i artysta nie traci czasu na to, aby ją usprawiedliwiać przed społeczeństwem. Mentalność Polaków na przestrzeni ostatnich lat i tak zmieniła się na lepsze. Na ogół sztuka nie jest traktowana jak potrzeba, lecz jak fanaberia. W naszym społeczeństwie cały czas krąży żartobliwe przekonanie o tym, że najlepsza sztuka to sztuka mięsa.

 

Joanna Mazur: Co właściwie przedstawiają twoje prace?

Maciej Olekszy: Tak proste pytanie, a tak trudno znaleźć na nie odpowiedź. W większości są to akty i portrety, które często są są moimi autoportretami.

Joanna Mazur: Jakie emocje i wrażenia próbujesz przekazać publiczności?

Maciej Olekszy: W trakcie pracy staram się nie nazywać ani nie oceniać swoich emocji. Zazwyczaj pracuję intuicyjnie i dopiero po jakimś czasie z dystansu próbuję w jakiś całościowy sposób opisać, bądź określić stworzony materiał. Przyznam, że w myśl zasady, odkryj ranę, aby się zabliźniła, nakierowuję się na tematy niedostatków własnych, bądź zaobserwowanych. W naturze jak i w sztuce zawsze interesowały mnie te sfery, które nie są do końca opisane, widoczne, a które skłaniają do refleksji. Czasem bardziej interesuje mnie to, co czuje odbiorca, niż moje własne emocje. Kiedyś pewna kobieta patrząc na moje prace z cyklu „Żelazny piec” powróciła do dręczących ją wspomnień z przeszłości. Wspomnienia cały czas były żywe. Ponowna konfrontacja z nimi pomogła tej osobie uporać z przeszłością. Po kilku tygodniach owa kobieta kupiła dwa moje obrazy.

Joanna Mazur: Czy w takim razie sam proces realizacji dzieła jest skomplikowany?

Maciej Olekszy: Twórczość nigdy nie jest prosta, a to co na początku wydaje się łatwe zazwyczaj podczas pracy okazuje się niewiarygodnie trudne.

Joanna Mazur: Jaki jest twoim zdaniem współczesny odbiorca sztuki?

Maciej Olekszy: Historycznie największymi narodowymi artystami byli pisarze, więc myślę że polski odbiorca w sztuce wizualnej szuka narracji, pewnej opowieści, która jest przekazana w obrazie. Jednocześnie wydaje mi się, że widzom brakuje kunsztu w pracach, które zazwyczaj spotykają w galeriach. Myślę, że przede wszystkim odbiorca chce aby sztuka była podana w zrozumiały i przystępny dla niego sposób.

Joanna Mazur: Wypada nam z tym walczyć i edukować własnych odbiorców, czy może poddać się brutalizacji sztuk wizualnych?

Maciej Olekszy: Walczyć nie ma sensu. Ktoś kto z gruntu ma już określony stosunek do sztuki czy kultury, bez odpowiedniej motywacji przeważnie nie zmienia zdania. Wydaje mi się, że społeczny stosunek do kultury tworzy się przez dekady, jego zmiany są płynne i długotrwałe, dlatego jakiekolwiek próby wymuszenia radykalnych zmian w społecznym odbiorze sztuki są mało znaczące. Jedyne co artysta może zrobić to na serio zająć się swoją twórczością, na resztę ma ograniczony wpływ.

Joanna Mazur: Brałeś udział w wielu projektach artystycznych, którą wystawę wspominasz jako przełomową? Czy nagroda Salted Candy 2009, przyznawaną przez Galerię Nowa w Poznaniu, coś zmieniła w Twoim życiu?

Maciej Olekszy: Do czasu przyznania nagrody Salted Candy byłem anonimowy w środowisku twórczym. Dzięki temu wyróżnieniu zorganizowano trzy indywidualne wystawy moich prac, którym towarzyszyło wydanie katalogu. Wsparcie tego typu otwiera przed artystą szereg możliwości, ułatwia organizację kolejnych wystaw, co często nazwać można przełomem w karierze twórcy. Dla mnie każda wystawa pozostaje przełomowa. Mimo powtarzalności pewnych motywów i dzieł, aranżacja i główne ogniwa wystaw zawsze były tworzone specjalnie z myślą o galeriach, w których były pokazywane. Począwszy od Galerii Baszta w Zbąszyniu, gdzie warowna architektura miejsca nasuwa skojarzenia z zamknięciem i odizolowaniem, poprzez Gdańską Galerię Pionova, która umiejscowiona jest w byłej kotłowni, częściowo pod ziemią, do Toruńskiej Wozowni, gdzie czarne, drewniane stemple w głównych salach nasuwają mi skojarzenie z wnętrzem lasu, wszystkie te miejsca pasowały do charakteru mych prac i we wszystkich tych miejscach próbowałem odnaleźć się na nowo. Indywidualne podejście do każdego wnętrza sprawia, że każdy kolejny krok może być przełomowy.

Joanna Mazur: Jakie są twoje plany na przyszłość?

Maciej Olekszy: Obserwując własną twórczość zauważyłem, że z czasem coraz bardziej zmierzam ku klasycznemu, figuratywnemu malarstwu i w zasadzie zawsze miałem ku temu ciągoty. Sądzę, że w kolejnych pracach będę łączyć rozlewność organicznych plam barwnych z nieco bardziej wystudiowanymi elementami, bądź zdecydowanymi impastami. Jako dopełnienie w dalszym ciągu pojawiać się będzie kaligrafia.

15. widok wystawy – Żelazny Piec – Poznańaka Galeria Nowa 2011r. Maciej Olekszy

Joanna Mazur: Jakiej rady udzieliłbyś młodym artystom, którzy dopiero rozpoczynają swoją działalność na rynku sztuki?

Maciej Olekszy: Artystom, nie tylko młodym, czasem się wydaje, że jakaś prestiżowa galeria sama się dowie o ich istnieniu i zaprosi ich do współpracy. Niestety tak nigdy się nie stanie, bo nie ważne jakie są przekonania o relacjach w świecie sztuki, to zawsze artysta musi wykonać pierwszy krok, zwłaszcza gdy jest na początku swej drogi.

Joanna Mazur: Dziękuję za rozmowę! Pozostaje mi tylko życzyć dalszych sukcesów.

 

Maciej Olekszy – studia na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Dyplom w Pracowni Malarstwa profesora Jana Świtki. Zajmuje się malarstwem, głównie w technice akwarelowej. Laureat Salted Candy 2009. Żyje i pracuje w Poznaniu.

Więcej obrazów Macieja Olekszego oraz szczegóły dotyczące jego twórczości znajdziecie na stronie:
www.maciejolekszy.com

znak-maciej-olekszy-png-150x150

Joanna Mazur

Fot. Maciej Olekszy, Krewni, olej na płótnie, 80 x 50 cm, 2013 r.

Portal Rynek i Sztuka
LOGO RiSi

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

2 komentarzy do “„Potrzeba jest powodem” – rozmowa z Maciejem Olekszym”

  1. Anna K.

    Piękne!

  2. Adam Drabiel

    czy prace można zobaczyć gdzieś w Warszawie?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: