szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
STALOWA

„Niemiecki rynek sztuki jest konserwatywny, nie ma miejsca na eksperymenty” – wywiad z kuratorką sztuki Ewą Nowik

21.08.2015

Magazyn, Wywiady

Doradca i znawca niemieckiego rynku sztuki. W wieku 25 lat została najmłodszym kuratorem sztuki w Hesji. Od lat angażuje się w projekty pośrednictwa między biznesem a sztuką. W rozmowie z naszą redaktorką Magdaleną Kaźmierczak Ewa Nowik – dyrektorka salonu wystaw „Bestregarts” we Frankfurcie nad Menem zdradza jaka jest specyfika niemieckiego rynku sztuki, kim jest niemiecki kolekcjoner i dlaczego interwencjonizm państwa w rynek sztuki może go zniszczyć.

Magdalena Kaźmierczak: Jest Pani szefem i kuratorem salonu wystaw „Bestregarts” we Frankfurcie nad Menem. Jaki jest profil Pani galerii? Jaką sztukę, jakich artystów możemy zobaczyć?

Ewa Nowik

Ewa Nowik

Ewa Nowik: Przyznam szczerze, że raczej staram się unikać określania „Bestregarts” mianem galerii, czy salonem wystawowym. My jesteśmy takim miejscem, które co prawda spełnia funkcję galerii, bo faktycznie organizujemy wystawy, sprzedajemy sztukę, promujemy artystów, ale z drugiej strony w tym roku doszło do zmiany konceptualnej i „Bestregarts” bardziej staje się agencją dla artystów, promowania pewnych nurtów. To w zasadzie forma consultingu skierowana do określonej branży – branży deweloperów, którzy budują we Frankfurcie nad Menem biurowce, hotele, czy inne duże obiekty architektoniczne. Naszym celem jest, aby powstawały takie projekty architektoniczne, które będą integrowały dzieła sztuki tworzone przez promowanych przez nas artystów, w budynki architektoniczne, w przestrzeń publiczną. Chodzi o to, by zaplanować już na etapie projektu architektonicznego, powstanie dzieł sztuki, które będą zdobiły wnętrza budynków. Sztuka ma się stać częścią architektury. Dodatkowo, we Frankfurcie jest mnóstwo budynków, które w stanie deweloperskim są niewykorzystywane. Dlatego współpracując z władzami miasta staramy się zagospodarować takie przestrzenie organizując w nich wystawy, tworząc atelier dla artystów, miejsca ich spotkań. Zwłaszcza, że Frankfurt jest bardzo drogim miastem i młodzi artyści bardzo często nie mogą sobie pozwolić na to, by samemu wynająć atelier. Naszym zadaniem jest szukanie takich miejsc, gdzie artyści mogliby powiedzmy przez rok, czy półtora stworzyć miejsce dla swojej sztuki. Ogólnie, „Besregarts” jest ciekawym konceptem połączenia sztuki z biznesem, tworzenia kontaktów między branżą nieruchomości, a artystami. To jest o tyle ciekawe, że nasza działalność nie jest wyłącznie handlem, gdzie klient przychodzi do galerii i kupuje wybrany obraz. Tu chodzi o coś więcej, o to, by sztukę uczynić częścią przestrzeni publicznej, by ją z tą przestrzenią zharmonizować. To co nas odróżnia dodatkowo od tradycyjnej galerii sztuki to fakt, że artyści, z którymi współpracujemy, dla których jesteśmy managerem, zmieniają się, wciąż pojawiają się jacyś nowi.

Jacy to są artyści?

W tej chwili jesteśmy bardzo zainteresowani artystami, którzy pracują przestrzennie, którzy tworzą głównie instalacje, artyści młodzi, ale jednak mający już jakieś doświadczenie, często to artyści, którzy już wygrali jakieś konkursy i zaistnieli. W tym momencie jesteśmy w trakcie realizacji kilku bardzo ciekawych projektów z niemieckim artystą pochodzącym z Berlina – Hansem Kotterem. Jeśli chodzi o polskich artystów to ustalamy warunki współpracy z warszawską grupą NeSpoon. Właśnie z nimi chcielibyśmy zrealizować świetlne instalacje w ramach organizowanego we Frankfurcie Luminale, czyli swego rodzaju biennale światła, gdzie wszystkie budynki we Frankfurcie są iluminowane.

Skoro już mówimy o polskich artystach, to zdaje się, że w kontekście promowania za granicą, głównie w Niemczech młodych, polskich artystów „Bestregarts” ma znaczący udział. Chodzi mi tu o Centrum Młodej Polskiej Sztuki, które zostało zainicjowane w 2006 roku. Na czym polegała działalność centrum? 

Ewa Nowik

Ewa Nowik

Centrum Młodej Polskiej Sztuki to stworzone przeze mnie archiwum, w którym każdy kurator lub inne instytucje artystyczne z Niemiec, które planowały wystawę z udziałem polskich artystów, mogły bez dodatkowych kosztów zasięgnąć języka, który z artystów byłby warty zainteresowania. Taką bazę artystów udało mi się stworzyć dzięki licznym podróżom i rozmowom z galeriami w Warszawie, Krakowie, a także z innymi kuratorami sztuki, dyrektorami muzeów, w rozmowach z którymi zawsze padało jakieś ciekawe nazwisko. Zebrane w ten sposób dane o artystach posortowaliśmy według uprawianej przez artystę sztuki, np. video, malarstwo, instalacje, rzeźba. W ten sposób ktoś, kto miał zamiar robić wystawę z udziałem polskich artystów mógł się do nas zgłosić i poprosić o informację, z którym artystą w danym temacie warto byłoby podjąć współpracę. To było wielu artystów promowanych przez naprawdę dobre, polskie galerie, ludzie którzy pokazywali się w Zachęcie, w Bunkrze Sztuki, ale także laureaci nagród np. nagrody Gepperta z Wrocławia. Wśród artystów, z którymi współpracowaliśmy byli np. Bartosz Kokosiński, Kornel Janczy, Michał Kotula, czy Michał Zawada. Centrum Młodej Polskiej Sztuki było punktem informacyjnym zarówno dla kuratorów, jak i artystów czy ludzi ze świata sztuki. W czasie, kiedy Centrum powstało, czyli w 2006 roku, miało naprawdę duże znaczenie, bo ludzie byli tak naprawdę niedoinformowani, zarówno ze strony polskiej jak i niemieckiej. Większość kuratorów z Niemiec miało wówczas poważny problem z kontaktem z instytucjami artystycznymi w Polsce. To były też czasy, kiedy rynek w Polsce był trochę zagubiony, każda galeria miała swoje własne reguły gry i kontaktów z zagranicznymi instytucjami, które nie były globalne. Każda galeria miała inne zasady współpracy chociażby w kwestii procentów ze sprzedaży dzieł sztuki. I właśnie projekt Centrum Młodej Polskiej Sztuki miał ten chaos informacyjny niwelować. W naszej bazie danych artystów można było znaleźć portfolia, artykuły o artystach, czyli kompleksową wiedzę o działalności artysty.

Jak w tym momencie wygląda działalność Centrum Młodej Polskiej Sztuki?

Wnętrze salonu wystaw "Bestregarts" we Frankfurcie nad Menem, fot. Ewa Nowik

Wnętrze salonu wystaw „Bestregarts” we Frankfurcie nad Menem, fot. Ewa Nowik

Generalnie, sytuacja się zmieniła przez to, że polskie galerie i polski rynek sztuki otworzył się. Ta wymiana i dialog między galeriami a instytucjami zagranicznymi jest już zupełnie inny, polskich artystów jest już łatwiej pokazać na zagranicznych targach, wystawach, dlatego też nie widziałam już takiej potrzeby, by takie centrum pośredniczące między artystami a kuratorami sztuki było potrzebne. Globalizacja, otwarcie granic to wszystko spowodowało, że te bariery nie były już takie jak w 2006 roku kiedy zaczynaliśmy, dlatego w tej chwili centrum jest zamrożone. Wciąż jednak jesteśmy do dyspozycji, w każdej chwili możemy udzielić informacji i polecić polskich artystów niemieckim kuratorom sztuki, choć dane te nie są już tak na bieżąco aktualizowane, jak jeszcze kilka lat temu. Nie zmienia to jednak faktu, że Centrum przyczyniło się do tego, by o młodych, polskich artystach usłyszano w Niemczech.

Porozmawiajmy teraz o specyfice niemieckiego rynku sztuki, któremu jako kurator, wykształcony w Niemczech, przygląda się Pani już od wielu lat. A skoro rozmowę zaczęłyśmy od młodych artystów, to proszę powiedzieć jak wygląda sytuacja młodych artystów i jakie są możliwości wejścia przez nich na niemiecki rynek? Jaki to jest rynek – zamknięty, czy raczej otwarty?

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat zaszły pewne zmiany na rynku niemieckim, co też wymusiło pewną zmianę zachowań artystów. Jest im na pewno bardzo trudno przebić się przez ten rynek i zrobić karierę, ponieważ konkurencja jest bardzo duża. W Niemczech jest wiele naprawdę dobrych akademii sztuk pięknych, mają świetnych, ściąganych z całego świata profesorów. Młody artysta, który wychodzi po studiach musi bardzo postarać się i ciężko pracować nad swoim portfolio, by zaistnieć na niemieckim rynku. Kiedyś wizerunek artysty był dość romantyczny – zadaniem artysty było głównie tworzyć, artysta zostawał odkryty przez przypadek i robił niesamowitą karierę. Dzisiejszy rynek niemiecki oczekuje od artysty dużej dyscypliny, ciężkiej pracy, by sam sobie był managerem, a do tego by miał za sobą już jakieś etapy kariery np. wygrane konkursy, by potrafił sam mówić o swojej sztuce i o tym jaki ma koncept. Na niemieckim rynku już samo dzieło sztuki nie wystarcza, sam artysta też musi już umieć się sprzedać. I tego też już zaczęły uczyć młodych artystów niemieckie uczelnie artystyczne, które do normalnych zajęć artystycznych dodają zajęcia na temat rynku sztuki – jak się na nim pokazać, kiedy na rynek wkroczyć. Co ciekawe, w tej chwili jest taki trend, że doradza się młodym artystom by właśnie zbyt szybko nie wkraczali na rynek, nie brali udziału we wszystkich wystawach tylko wybierali te wartościowe, by od początku wyrabiać sobie dobry wizerunek. Co charakterystyczne dla niemieckiego rynku, wielu artystów jest też kuratorami, którzy potrafią sami zorganizować sobie wystawę. Mówiąc więc ogólnie, dla młodych artystów to na pewno jest rynek trudny, wymagający.

Czy jeszcze coś poza tymi cechami charakteryzuje niemiecki rynek sztuki, co go wyróżnia na tle innych państw i jaka jest ogólna kondycja tego rynku?

Wnętrze salonu wystaw "Bestregarts" we Frankfurcie nad Menem, fot. Ewa Nowik

Wnętrze salonu wystaw „Bestregarts” we Frankfurcie nad Menem, fot. Ewa Nowik

O wiele łatwiej byłoby odpowiedzieć na te pytania jeszcze 10 lat temu, ponieważ wtedy rynek był zdecydowanie bardziej przejrzysty, nawet znaczących galerii, które określały kierunek rozwoju tego rynku było niewiele. W tej chwili, rynek jest bardzo heterogeniczny – jest wiele galerii, co powoduje że konkurencja między nimi jest silna. Galerie w ostatnim czasie stały się również agencjami, same w sobie stały się markami. Coraz większe znaczenie zaczyna nabierać hasło mówiące o tym, że każdy artysta jest tak dobry, jak jego galeria. W tej chwili jakość sztuki zaczyna być mniej ważna niż marka galerii, która promuje tę sztukę. Jeśli galeria jest dobra i dobrze pozycjonuje się na rynku, przestaje mieć powoli znaczenie co i kogo wystawia. Z drugiej strony, rynek niemiecki charakteryzuje pewna nierówność – obok wielu, znaczących galerii są tysiące takich, które zupełnie nic nie zarabiają. Są albo bardzo bogate, albo bardzo biedne i tej średniej klasy galerii w Niemczech niemalże nie ma. Według statystyk z 2012 roku obroty galerii w Niemczech szacuje się na 250 milionów euro. Ale zaledwie 7-8% galerii ma obroty powyżej miliona euro rocznie. Co ciekawe, chociaż nowym galeriom jest trudno, wciąż powstają nowe, rynek jest w zasadzie przepełniony.

Jaki w takim razie jest wizerunek niemieckiego kolekcjonera sztuki? Kto kupuje sztukę w Niemczech?

Niemiecki rynek sztuki cechuje silny konserwatyzm i bardzo mała skłonność do eksperymentowania. Każdy chce kupować te same nazwiska. Dla niemieckich kolekcjonerów kupowanie sztuki nie jest formą wspierania młodych, nowych artystów, a formą inwestycji, lokaty kapitału, stąd zdecydowana skłonność do kupowania dzieł sztuki artystów o już ugruntowanej pozycji. I tak, jak młody artysta wychodzący dopiero na rynek ma bardzo trudną sytuację, tak samo galerii, która dopiero co wchodzi na rynek, jest trudno przebić się przez tę skostniałą strukturę. Mogłabym pokusić się o stwierdzenie, że niemiecki rynek przekształcił się w swego rodzaju show business, co oznacza, że jest kilka znaczących nazwisk na rynku, które decydują o kształcie rynku i mają na nim monopol.

Jak wygląda zainteresowanie ogółu społeczeństwa niemieckiego rynkiem sztuki, czy Niemcy chętnie uczestniczą np. w takich wydarzeniach jak targi sztuki, przeglądy?

Zdecydowanie! Niemcy są krajem, w którym to zainteresowanie społeczeństwa sztuką i generalnie kulturą, jest naprawdę duże. Te wszystkie wydarzenia, które mamy w Niemczech, takie jak targi Art Cologne, które co roku gromadzą tłumy, czy doCUMENTA w Kassel, to wydarzenia światowe, które potwierdzają co roku ogromne zainteresowanie społeczeństwa sztuką. Sama, będąc we Frankfurcie, gdzie jest mnóstwo galerii i 3-4 razy w tygodniu można pójść na otwarcie kolejnej, nowej wystawy, obserwuję, że ludzie naprawdę na te wystawy chodzą, oglądają, interesują się.

A jakie ma to przełożenie na sprzedaż?

O, to już wygląda zupełnie inaczej! Muszę przyznać, że zainteresowanie sztuką jest, ale jeśli chodzi o zakup i kolekcjonowanie sztuki to jest naprawdę kropla w morzu. To jest bardzo mała klientela, bardzo elitarna, hermetycznie zamknięta. Owszem, Niemcy jako całość są bogatym krajem i przeciętny Niemiec, który kupił samochód, wybudował dom kupi może jakiś obraz w celach dekoracyjnych. Mówiąc z kolej o prawdziwych kolekcjonerach, ludziach którzy zbierają sztukę, to jest ich niewielu, jak na tak duży kraj. Moim zdaniem rynek jednak powinien bardziej otworzyć się na taką klientelę, która należy do średniej klasy, bo wydaje mi się, że przeciętny Niemiec trochę boi się galerii, woli pojechać do Ikei i kupić jakiś plakat. Dlatego też wizerunek niemieckiego kolekcjonera jest z jednej strony dość konsekwentny, są to najczęściej ludzie biznesu, którzy w sztuce lokują swój duży kapitał, co też powoduje, że rzadko kiedy porywają się na zakup dzieła pod wpływem emocji. Co więcej, większość kolekcji niemieckich ma też jakiś swój koncept, każdy kolekcjoner kupując kolejne dzieło bierze pod uwagę to, czy pasuje do całości jego zbiorów i zdaje się dodatkowo na miejsce danego artysty w rankingach popularności.

Jaka w takim razie sztuka najlepiej sprzedaje w Niemczech? Którzy artyści są najwyżej w rankingach?

Wnętrze salonu wystaw "Bestregarts" we Frankfurcie nad Menem, fot. Ewa Nowik

Wnętrze salonu wystaw „Bestregarts” we Frankfurcie nad Menem, fot. Ewa Nowik

Biorąc pod uwagę rankingi międzynarodowe, w których zwykle jest 10-15 pozycji z najważniejszymi artystami z całego świata, zawsze minimum dwa, trzy nazwiska to artyści niemieccy, co też świadczy o tym, że niemieccy artyści są poważnie traktowani na rynku międzynarodowym. W tej chwili, jeśli weźmiemy pod uwagę komercyjną sprzedaż, najlepiej sprzedającym się artystą jest oczywiście Gerhard Richter. Wysoko w rankingach jest też Rosmarie Trockel, Anselm Kiefer, Neo Rauch – absolwent Wyższej Szkoły Grafiki i Sztuki Książki w Lipsku. Dobrze sprzedaje się też fotografia Thomasa Strutha, czy prace Thomasa Schutte oraz dzieła Andreasa Gursky’ego. Z klasyków dobrze sprzedaje się oczywiście Georg Baselitz, Gunter Uecker. Właśnie te nazwiska przewijają się od lat we wszystkich rankingach i są rozchwytywane przez kolekcjonerów. To jest światowa czołówka, która świadczy też o tym, że poziom rozwoju sztuki w Niemczech jest naprawdę wysoki.

Niemców najbardziej interesuje malarstwo. Jakie jest zainteresowanie innymi gałęziami sztuki?

Po tym względem niemiecki rynek zaczyna się robić bardzo ciekawy. O ile jeszcze w latach 90. XX wieku był wielki boom na kupowanie fotografii, później nastąpił nawrót do malarstwa, rysunku, a przez ostatnie parę lat dominowało video i instalacje. W tej chwili obserwując rynek, czy targi sztuki, widoczna zaczyna być równowaga, bez zbędnego nacisku na jakiś kierunek.

Odniosę się jeszcze do ostatnich informacji z niemieckiego rynku sztuki i ostatnich pomysłów Ministerstwa Kultury, by ograniczyć zagraniczną sprzedaż dzieł sztuki rodzimych artystów. Czy to jest w Pani opinii propozycja, która ma rację bytu i jest możliwa do realizacji?

Zdecydowanie nie ma to racji bytu. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale w Niemczech od dłuższego czasu jest polityczne parcie, by ze sztuki uczynić dodatkowe dochody dla państwa. Nie wiadomo czy propozycje pani minister zostaną przyjęte, ale debata już trwa, jest mnóstwo protestów. W 2014 roku został podwyższony VAT na sprzedaż sztuki z 7% na 19% i to jest bardzo duży wzrost. Ta podwyżka, podobnie jak dzisiejsze propozycje wywołały mnóstwo protestów zarówno galerii jak i samych artystów, choć bezskutecznie, bo ustawa weszła w życie. To, co my na dzień dzisiejszy jako galerzyści płacimy w Niemczech to są bardzo duże sumy, ponieważ poza 19% VAT, jest jeszcze tak zwana kasa chorych dla artystów, gdzie się płaci 5,6% od każdego sprzedanego dzieła. W takim układzie ponad 25% ze sprzedaży musimy oddać państwu, a przecież klient kupujący od nas obraz nie widzi tych opłat, niesamowitych wydatków. To ewidentnie pokazuje, że ciągle rynek sztuki jest w jakiś sposób penetrowany przez system i obawiam się, że jeśli dalej będzie szło to w tę stronę, w którym momencie nie będzie się już czym dzielić z samym artystą, który generalnie dostaje 50% ze sprzedaży. Właśnie przez wszystkie te dodatkowe opłaty i podniesione podatki, ceny obrazów wydają się być horrendalne, kiedy człowiek wchodząc do galerii widzi cenę 10 czy 20 tys. euro. Dlatego też prowadzona wobec rynku sztuki polityka rządu tworzy klimat nieprzyjazny dla rozwoju. Uczestnicy takiego rynku zaczną w końcu szukać nielegalnych dróg sprzedaży, a wówczas rynek stanie się nie do opanowania również dla kolekcjonerów, bo nie będzie wiadomo ile obrazów się sprzedaje, ile jest dzieł danego artysty w obrocie, rynek będzie zasypywany skoro żeby zarobić, galerie będą musiały sprzedawać masowo, co spowoduje, że spadek jakości rynku sztuki będzie nieunikniony. Problem polega na tym, że rząd widzi wciąż te 250 milionów euro obrotów rocznie na całym rynku, ale nie widzi tego, że te naprawdę wysokie obroty dotyczą niewielkiego procenta galerii. Taka polityka wyniszczy wyłącznie te mniejsze, które niewiele zarabiają. W moim przekonaniu polityka niemiecka powinna dążyć do tego, by kulturę i sztukę jednak odciążać, a nie dodatkowo obciążać galerie, z których 90% ledwo wiąże koniec końcem.

Dziękuję za rozmowę. 

Portal Rynek i Sztuka
LOGO RiSi

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rabort Rynek i Sztuka

Raport Rynek Sztuki 2016

Szósta edycja Raportu Rynek Sztuki, przygotowana przez redakcję największego serwisu dla kolekcjonerów i inwestorów – Rynekisztuka.pl

Zobacz więcej Pobierz (pdf)
MENU: