szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
STALOWA

Ryzyko i bezkompromisowość sztuki – wywiad z Janiną Wierusz-Kowalską

18.11.2015

Magazyn, Wywiady

Janina Wierusz-Kowalska jest jedną z nielicznych polskich artystek, którym mimo niesprzyjających okoliczności Polski Ludowej, udało się osiągnąć międzynarodowy sukces. Malarka i pedagog, autorka licznych opracowań z dziedziny historii sztuki i teorii designu, członek A.P.A.J.T.E., Polskiego Stowarzyszenia Autorów, Dziennikarzy i Tłumaczy z siedzibą w Paryżu – biografia artystki obfituje w zrządzenia losu, jak choćby bogate tradycje artystyczne rodu Wierusz, sięgające jeszcze szkoły monachijskiej, czy studia pod okiem Tadeusza Brzozowskiego. W rozmowie z Anną Niemczycką-Gottfried artystka opowie o samotności twórcy, konieczności pozostawania wolnym w pracy twórczej i oczywiście o kulisach powstawania swoich imponujących, geometrycznych abstrakcji.

_T6A0034b JPG SMALL

Janina Wierusz-Kowalska, fot. Małgorzata (Rita) Lorenc

Tytuł rozmowy zaczerpnęłam z wypowiedzi Marka Rothko. Podobnie jak on twierdzi Pani, że nie ma sztuki bez wspólnoty, która byłaby w stanie ją docenić, że wielka sztuka bez świadomego widza jest tylko kaprysem. Dojrzałych odbiorców sztuki jest coraz coraz więcej, czy coraz mniej?

Odbiorca jest zwierciadłem sztuki i wydaje mi się, że to właśnie miał na myśli Rothko. Niezauważana sztuka, która jednak reprezentuje konkretne wartości, nie umiera, lecz raczej usypia na jakiś czas w oczekiwaniu na ludzkie oko, które będzie w stanie ją docenić. Tak było z muzyką Bacha, dziełami Piera della Francesca, zapomnianymi przez stulecia. Wielka sztuka pozostaje ponadczasowa i myślę, że artysta tworząc ją, zmagając się z różnymi problemami, doskonale to rozumie. Musi tylko znaleźć odpowiedź na pytanie, czy jego sztuka istotnie jest wielka. Tej odpowiedzi próżno będzie szukał u krytyków, opiniotwórców i potencjalnych nabywców. Kierują się oni bowiem nieoczywistymi pobudkami. Młyn sztuki miele każde ziarno, a ziarno od plew może oddzielić w tym wypadku jedynie czas.

Mój wielkoformatowy rysunek „Eksplozja”, zwinięty w rulon, zapakowany, niedostępny nawet dla moich oczu, od dziesięciu lat wędruje wraz ze mną do kolejnych pracowni. Jakie znaczenie, dla mnie, która doznałam uczucia szczęścia, spełnienia i satysfakcji podczas jego wykonywania, miałby ten rysunek, gdybym nie mogła w przyszłości podzielić się z kimś jego wyglądem i emocjami?Artysta jest samotny w pracowni, podczas procesu tworzenia, ale swoich dzieł nie chce skazywać na zapomnienie. Dzieło artysty jest częścią jego życia. Trudno się z nim rozstać, ale jeszcze trudniej patrzeć na jego odtrącenie. Artysta walczy o akceptację również dlatego, że pragnie zyskać szacunek dla swojej sztuki oraz usprawiedliwienie dla życiowego wyboru.

Na ile wspomniani odbiorcy są świadomi i czego są świadomi? Czy przeważa wrażliwość, czy kalkulacja finansowego zysku? Ile jest zamiłowania, a ile wyrachowania? Czy na aukcjach sztuki kontempluje się jeszcze urodę dzieła, czy sprawdza jedynie rozpoznawalność nazwiska twórcy? Dziś nadal nie znam odpowiedzi na te pytania. W Polsce kilka powojennych pokoleń wyrastało z piętnem bylejakości życia, pod rządami reżimowych decydentów o niewybrednych gustach. Wyjałowienie naturalnie nijak ma się do rozwoju kultury duchowej. Trudno mi ocenić, czy ta sytuacja zmienia się dzięki możliwościom, jakie niesie współczesność, ponieważ ludzie poinformowani o sztuce za sprawą wszechobecnych mediów, niekoniecznie stają się jej odbiorcami.

Z pewnością sztuka konceptualna, minimalistyczna, redukująca swój formalny kształt jest rodzajem twórczości trudnej w odbiorze, której kołem zamachowym jest wyobraźnia widza. Jak Pani sztuka postrzegana jest poza środowiskami artystycznymi?

Janina Wierusz Kowalska, Bills, 205 x 110 cm

Janina Wierusz Kowalska, Dzioby (Bills), akryl na płótnie, 205 x 110 cm, 2013

„Ludzie kochają rąbanie drewna – bo rezultaty pracy widać od razu” – jak mawiał Einstein. Cóż, paradoksalnie najłatwiej szczere emocje wykrzesać z odbiorcy nie funkcjonującego w obiegu artystycznym. Taki człowiek przeważnie wysyła klarowne komunikaty. Środowiska artystyczne zakładają przeróżne maski i o szczery dialog tu o wiele trudniej. Obrazy, które maluję, są tylko pozornie minimalistyczne. Zawierają akurat tyle formy, ile potrzeba do uzyskania maksymalnej siły wyrazu. To permanentna walka z nadmiarem i wciąż doskonalona sztuka rezygnacji z niepotrzebnego. Leonardo da Vinci uważał, że „prostota jest ostatecznym wyszukaniem”, ale zręczne jej wyrażenie, kontrola nad nią wymaga niesłychanej cierpliwości i czasu. Takie podejście w w prostej linii nobilituje, czyni obraz przejrzystym lecz nie pretensjonalnym. Jeśli pracuję nad jakąś formą malarską, to wybierając ją z rzeczywistości, lub modelując, projektując, już jej dalej nie upraszczam. Synteza następuje w myślach, decyzjach i przywoływanych doświadczeniach. Świat wizualny, podobnie jak muzyka, posiada swój ukryty porządek, harmonię kształtów, perspektywę, proporcje, podziały. Wszystkie istnieją w naturze, skąd przeniknęły do matematyki i sztuki. Cenię szczerych artystów i szczerą sztukę. Geometria bez konieczności nazywania czegokolwiek potrafi oddać pierwotny sens tych prostych w gruncie rzeczy układów. W podobny sposób odczytuje je również ludzkie oko, które otwiera się na widok ukazanych, bliskich mu kształtów, w których intuicyjnie rozpoznaje piękno.

Jaką artystką jest Janina Wierusz-Kowalska?

Jestem artystką bezkompromisową. Tworzę w zgodzie z samą sobą i wierzę w uniwersalne wartości zaszczepione na gruncie sztuki. Jestem dumna, że moje dzieła nigdy nie dały się upolitycznić – nie służyły celom, do których nie byłam przekonana. Dlatego jestem tu, gdzie teraz jestem. Ja i moje obrazy istniejemy „poza cywilizacją”, którą się nie fascynuję i nie chcę dokumentować. Interesują mnie raczej te wartości i prawdy, których cywilizacja się wyrzekła. Kiedyś malowałam bardzo ekspresyjnie, intuicyjnie, lecz przez następne lata, również za sprawą konieczności doskonalenia się dla potrzeb mojej szkoły, nabywałam wiedzę i doświadczenia z dziedziny geometrii przestrzeni i praw natury. Im więcej wiedziałam, tym wnikliwiej spoglądałam na świat, zaczynając rozumieć, jak bardzo jest skomplikowany i doskonały w swej strukturze. Płatki śniegu, plastry miodu, nasiona granatu, ikra pstrąga, wszystkie te i inne struktury są zaskakująco precyzyjne, regularne, geometryczne. Zaczęłam myśleć o harmonii, którą można wyrażać na różne sposoby, ale trzeba nauczyć się ją dostrzegać. Zrozumiałam, jaka odpowiedzialność ciąży na artyście, skoro nabył już świadomość swojej profesji.

Studiowała Pani na Wydziale Form Przemysłowych i na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Czy sztuka i projektowanie to przypadkiem nie dwa zupełnie różne bieguny kreatywności? Pani zdaniem design i myślenie projektowe bardziej pomaga, czy przeszkadza twórcy?

Janina Wierusz Kowalska, Gentle Wind, acrylic on canvas

Janina Wierusz Kowalska, Delikatny wiatr (Gentle Wind), akryl na płótnie, 204 x 110 cm, 2013

Tak, pozornie są to różne światy, a nawet różne formy komunikacji. Łączy je jednak silne ogniwo – potrzeba twórczości w obrębie świata wizualnego. Baldassare Castiglione mawiał, „jakąkolwiek dziedziną byś się nie zajmował, przekonasz się, że rzeczy dobre i pożyteczne zawsze obdarzone są pięknem”. Design to też forma sztuki i to często właśnie dobrze zaprojektowany mebel, czy inny przedmiot staje się furtką do świata sztuki wysokiej. Artysta może być kreatywny na wiele sposobów; może malować, rysować, projektować, teoretyzować. Czyż Michałowi Aniołowi przeszkadzał fakt bycia jednocześnie rzeźbiarzem, malarzem i architektem? Studiowanie na tych dwóch wydziałach było jednym z najlepszych wyborów mojego życia. Wydział projektowy solidnie wykształcił podstawy mojej wiedzy. Duży nacisk kładziono na pracę i szacunek dla rzemiosła. Te aspekty ukształtowały moją dzisiejszą postawę twórczą. Miałam również to szczęście, że dany mi był bezpośredni kontakt z wielkimi osobowościami: Brzozowskim, Strumiłłą czy Nowosielskim. Te rozmowy w barku na antresoli w głównym budynku Akademii… Profesor Strumiłło na przykład fundował nam fasolkę po bretońsku i opowiadał o swoich artystycznych podróżach, a u Jerzego Nowosielskiego byłam w domu, na herbacie: przytulna skromność domu, parkiet w jodełkę i pierniczki alpejskie na cepeliowskim bieżniku. Pod ścianą ustawione małe obrazki. Przejęta wizytą, zapamiętałam tylko dwa zdania wypowiedziane przez profesora: „a po co tam lecieć do Argentyny” i „ ja bym teraz wiedział, jak malować”. Dojrzałe malarstwo, do którego wreszcie jestem przekonana, nadeszło jednak o wiele później.

Stąd wzięła się fascynacja kształtem?

Wszyscy jesteśmy zafascynowani kształtem. Ciało, rośliny, karoseria samochodu – zawsze coś się znajdzie. Mnie raczej intrygują możliwości jego modyfikacji, przy zachowaniu reguł perspektywy i światłocienia. Bogactwo tych przeobrażeń zapiera dech w piersiach. Wystarczy zgiąć kawałek metalu, papieru, tkaniny i podziwiać nowy kształt. Prawa natury są demokratyczne, bo obdarzają takimi samymi możliwościami zarówno greckie kolumny i wspaniałe gzymsy, co przedmioty zupełnie zwyczajne, kamyk czy kawałek tasiemki. To właśnie im się przyglądam. Zastanawiam się, jak zmienia je światło i cień.

W Pani rodzinie od wielu pokoleń obecne były tradycje artystyczne – wystarczy wspomnieć o Alfredzie Janie Maksymilianie Kowalskim, uczniu Józefa Brandta i wybitnym przedstawicielu szkoły monachijskiej. Jak historia rodziny wpłynęła na Pani późniejszą karierę artystyczną?

Janina Wierusz Kowalska; Painting, “Red and blue ribbons

Janina Wierusz Kowalska, Czerwona i błękitna wstęga (Red and blue ribbons), akryl na płótnie, 204 x 140 cm, 2012

Owszem, moim atenatem był wybitny polski malarz Alfred Jan Wierusz Kowalski. Jestem z tego dumna i szczęśliwa, że noszę również to nazwisko. W rodzinie od pokoleń było wielu artystów i architektów. Po II Wojnie Światowej wielu z nich wyemigrowało z kraju pod presją reżimu komunistycznego. O swoim pochodzeniu dowiedziałam się bardzo późno. Ojciec o tym ze mną prawie nie rozmawiał – nie chciał budzić we mnie poczucia straty, tęsknoty za życiem jakie powinno być naszym udziałem. Poza tym, istniało niebezpieczeństwo, że będę o tym opowiadała, a władza ludowa nie tolerowała innego pochodzenia, niż proletariackie. Rodzinna scheda długo zatem pozostawała tajemnicą, może i słusznie, bo dzięki temu od początku polegałam jedynie na własnych siłach. Wrażliwości uczył mnie mój ojciec, który malował, wykonywał skrzypce, a nawet na nich grał. Karany za nieugiętość, potrafił sobie stworzyć świat pełen poezji, uwielbienia dla natury i zwierząt. Tym światem się ze mną podzielił.

Jakie emocje i wrażenia stara się Pani przekazać publiczności?

Wyłącznie pozytywne. Pragnę przybliżać duchowy wymiar ludzkiej egzystencji i sygnalizować fakt, że otaczający nas świat jest mistrzowsko zaprojektowany w każdym najmniejszym szczególe.

Pani dzieła pokazywane były w różnych zakątkach świata, m.in. w Argentynie, USA, Belgii, Francji, wielokrotnie również w Polsce. Emocje te docierały do widzów?

No cóż, za sprawą różnych decydentów, przedstawicieli „władz lokalnych”, którzy z ogromnym zapałem sabotowali moje podróże to pytanie na zawsze pozostanie dla mnie  bez odpowiedzi. Urzędnicy skutecznie blokowali dotacje, nawet tę przyznaną mi przez Ministerstwo Kultury w ramach mojej indywidualnej wystawy w  Buenos Aires. Te kafkowskie absurdy są już na szczęście za mną. W Brukseli na wernisażu obecni byli przedstawiciele Konsulatu RP, a znajomość z Panią Wicekonsul zaowocowała długotrwałą współpracą. Moje prace zawisły na ścianach Konsulatu.W Polsce natomiast, fantastycznym i naprawdę niepowtarzalnym wydarzeniem był wernisaż mojej indywidualnej wystawy na Starym Zamku w Żywcu. Była to wystawa portretów Katarzyny Figury, poprzedzona emocjonującą współpracą z aktorką, która trwała z przerwami przez kilka lat.

Gdzie poszukuje Pani inspiracji?

Janina Wierusz Kowalska, Ropes, acrylic on canvas, 200 x 120 cm

Janina Wierusz Kowalska, Liny (Ropes), akryl na płótnie, 200 x 120 cm, 2011

Ja nie szukam, ja znajduję. To słowa Pabla Picassa. Podpisuję się pod nimi również. Nieoczekiwane spostrzeżenie może być impulsem do rozpoczęcia projektu. Obrazy przychodzą do mnie same, z różnych stron. Ja wybieram tylko motyw, który staje się kontynuacją myśli nadrzędnej.

Poza aktywną działalnością twórczą jest Pani również wieloletnim pedagogiem, z kilkoma autorskimi programami kształcenia na koncie. Jaki Pani zdaniem kierunek powinny przyjąć szkoły artystyczne, aby wspierać młodych twórców i rozwijać ich umiejętności?

To właśnie kształcenie innych pochłaniało przez dziesięciolecia mój czas, którego już nie wystarczało na pracę twórczą. Wtedy szkoła była moim Opus Magnum, największym z moich dzieł. Nie lubię określenia pedagog, bo nie lubię szkół – one blokują rozwój indywidualności. Właśnie dlatego opracowywałam własne programy kształcenia, oparte na twórczym dialogu i rozwoju osobowości. To było raczej wskazywanie drogi i ciężka praca. Rozbudzanie w ludziach pasji, wiary we własne siły. Rozmowy o sztuce, dyskusje, obopólny szacunek. Eksplozje pomysłów, przenikanie wpływów. Ja tak właśnie widzę szkołę artystyczną i jeśli szkołami kierują autorytety, ludzie wybitni, to oni już wiedzą, co robić. Jeśli jest inaczej, to nie pomogą żadne programy.

Czy szkoły powinny pracować nad kształtowaniem wrażliwości estetycznej, czy może warto tą decyzję pozostawić każdemu z osobna, weryfikując w ten sposób prawdziwy entuzjazm względem sztuki?

Nikt sam z siebie nie wykształci wrażliwości estetycznej, bo już w zamierzchłych czasach zaniknęło atawistyczne wyczucie piękna, to, które jeszcze udaje nam się zobaczyć współcześnie w afrykańskich szatach, maoryskich ozdobach, indiańskich czapkach – zawsze wysmakowanych, choć nikt tych ludzi nie uczył estetyki. Cywilizacja zabiła atawizm i dlatego musimy uczyć się tego, co powinniśmy naturalnie wyczuwać. Dlatego potrzebne są wzorce. Uprawianie sztuki wymaga odpowiedzialności jak każdy inny zawód. Nie wystarczy chcieć być artystą, trzeba na to jeszcze zapracować i nauczyć się warsztatu. Nie istnieją bowiem lekarze-amatorzy, ani budowniczowie-amatorzy. Twórca mostów jest odpowiedzialny za zdrowie i życie osób, które będą przekraczać rzekę. Podobna reguła tyczy się artysty, którego prace mają zwracać uwagę widza i wprowadzać go do świata estetyki, a nie oddalać go od niej.

Janina Wierusz Kowalska; Painting, Highway

Janina Wierusz Kowalska, Autostrada (Highway), akryl na płótnie, 100 x 70 cm, 2011

Pani zdaniem nie ma lepszych i gorszych form wypowiedzi artystycznej, jest tylko temperament twórcy i pasja, która nadaje sens istnieniu wielkiego twórcy. Za jaką sztuką warto dziś podążać? Czy żyjemy w czasach wielkich artystów?

Człowiek subtelny podąży za dobrą sztuką, a jak wiadomo, sztuka „wysoka” jest z natury swej elitarna i wcale nie musi zaspokajać oczekiwań ogółu. Warto przyjrzeć się sztuce, która widza szanuje, należy do klarownej dyscypliny i nie usiłuje nikogo i niczego poniżać, traktując to poniżenie jako usprawiedliwienie dla pustki przekazu. Portrety Modiglianiego, obrazy Gerharda Richtera z londyńskiej Tate… Ilekroć widzę znakomite dzieła powstające obecnie, działa to na mnie nieodmiennie krzepiąco. Cieszę się i wierzę, że sztuka znów się odradza. Być może żyjemy w czasach wielkich artystów, ale my jeszcze o tym nie wiemy.

Co myśli Pani o współczesnym rynku sztuki?

Myślę, że w Polsce istnieje już rynek sztuki na przyzwoitym poziomie, ale nie mam kompetencji, żeby autorytatywnie wypowiadać się na ten temat. Salony i kuluary współczesnego rynku sztuki są poza zasięgiem mojej wiedzy, a nawet poza zasięgiem mojej wyobraźni.

Więcej:
www.janinawieruszkowalska.com

Anna Niemczycka-Gottfried

Fot. (góra) Janina Wierusz-Kowalska, fot. Małgorzata (Rita) Lorenc

Portal Rynekisztuka.pl
LOGO RiSi

 

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2016
MENU: