szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:

Czasem choć fizycznie blisko jesteśmy w końcu tak daleko… – rozmowa z Julitą Malinowską

01.12.2015

Aktualności, Wywiady

Jedna z najbardziej rozpoznawalnych artystek młodego pokolenia, z dużym dorobkiem malarskim, znajdująca się w czołówce prestiżowego rankingu Kompas Młodej Sztuki, gdzie w 2014 roku odnotowując najszybszy progres z dziewiętnastego miejsca trafiła na siódme. W wywiadzie z Magdaleną Kaźmierczak – redaktorką portalu Rynek i Sztuka, Julita Malinowska opowiada jakie znaczenie w jej twórczości mają podróże i dlaczego w swoich dziełach tak chętnie zabiera widza na plażę. 

Magda Kaźmierczak: Trwająca obecnie w Galerii STALOWA wystawa Pani prac pt. „Pierwsza miłość” jest Pani kolejną indywidualna wystawą w tej warszawskiej galerii. W 2013 roku odbyła się wystawa pt. „Girls on the beach”. Czym różnią się obrazy przedstawione teraz od tych z wystawy sprzed dwóch lat? Czy w tym czasie coś zmieniło się w Pani malarstwie?

Wernisaż wystawy "Pierwsza miłość" w Galerii Stalowa, źródło: materiały prasowe

Wernisaż wystawy „Pierwsza miłość” w Galerii Stalowa, źródło: materiały prasowe

Julita Malinowska: Obecna wystawa wyraźnie rożni się od pokazywanej dwa lata temu „Girls on the beach”. Na pokaz w 2013 roku składały się prace z lat 2004 – 2013, więc było to swoiste podsumowanie 10 lat pracy twórczej. Do obecnej wystawy przygotowywałam się rok. W związku z nią w lutym 2015 roku odbyłam podróż na Kubę. Była to podróż po inspiracje, ponieważ chciałam by najnowsze obrazy wyraźnie różniły się od poprzednich. Podczas pracy nad ekspozycją stwierdziliśmy, że dobrze by było pokazać zmiany jakim uległo moje malarstwo od ostatniej wystawy. Dlatego poza cyklem kubańskim pokazujemy również cykl tajlandzki z 2013 i 2014 roku. Otóż tuż po pierwszej wystawie w Galerii Stalowa wyjechałam na dwa miesiące do Tajlandii. Była to moja druga podróż w to samo miejsce, niezwykle ważna i ekscytująca, ponieważ pierwszy wyjazd do Tajlandii określił moje malarstwo na dobrych kilka lat. Byłam ciekawa jak tym razem, po 10 latach od pierwszej wizyty, zareaguję na atmosferę Tajlandii. Jak widać na wystawie w Stalowej powstały całkiem inne obrazy. Obrazy namalowane na podstawie moich kolaży fotograficznych i wideo, gdzie na płótnie reżyseruję nowe sytuacje. Obrazy są „gęstsze” emocjonalnie. Wcześniej często malowałam jedną, czy dwie postacie w szczególnej proporcji do syntetycznego tła. Obecnie na płótnach czy to na zasadzie przeciwieństwa, czy podobieństwa umieszczam wiele osób, par, grup, a nawet psów, czy małp… Chciałam by te obrazy tętniły życiem, były naładowane emocjonalnie. Jeszcze inna historia to obrazy kubańskie. Od razu wyróżnia je intensywniejsza kolorystyka, ale też większy ładunek emocjonalny. Tym razem udało się uzyskać ten efekt nie przez nagromadzenie motywów i postaci, ale poprzez dokładniejsze oddanie fizjonomii osób, a przede wszystkim scharakteryzowanie ich twarzy. Wcześniej świadomie wystrzegałam się dosłownego portretowania
figur. Wiedziałam, że dzięki temu zabiegowi oglądający może łatwiej utożsamić się z namalowaną postacią, która staje się figurą uniwersalną, symbolem. Tym razem na Kubie to właśnie mowa gestów, ciał i wymowa mimiki mnie urzekły, tak bardzo inna i wymowniejsza od naszej. Nie mogłam się powstrzymać przed tym, by w obrazach oddać, a czasem wręcz przerysować, tę mowę ciała i mimiki. Efekt zaskoczył mnie samą, sprawił, że w tym kierunku chcę podążać. Postacie zyskały na wymowie, obrazy stały się jeszcze bardziej nasycone emocjonalnie i paradoksalnie uniwersalne. Bo czy tych wszystkich sytuacji z obrazów nie znamy z własnego życia? Czy nie są one wyrazem uniwersalnych, towarzyszących nam, niemal w porządku cyklicznym, stanów emocjonalnych, stadiów relacji?

Skąd tytuł wystawy – „Pierwsza miłość”? Jaka jest pierwsza miłość zaprezentowana w Pani
dziełach?

Julita Malinowska, Pierwsza Miłość I, rok: 2015, 70 x 100 cm, źródło: Galeria Stalowa

Julita Malinowska, Pierwsza miłość I, rok: 2015, 70 x 100 cm, źródło: Galeria Stalowa

Tytuł wystawy „Pierwsza miłość” to tytuł pierwszego obrazu z tej serii i potem kolejnych. Spodobał mi się… Jest w nim coś pozytywnego, ekscytującego… Czy w końcu każda wielka miłość nie wydaje się być pierwszą? Tytuł „Pierwsza miłość’ ma również odniesienie do mojej twórczości. Tą pierwszą miłością było słońce, plaża i woda. Okazuje się, że choć obrazy nieustannie się zmieniają, pojawiają się kolejne cykle to wciąż w obrazach czuć powiew morskiej bryzy, pełne słońce i w domyśle gdzieś tam niedaleko jest plaża… Jaka jest pierwsza miłość w moich obrazach?… Myślę, że bardzo różna, pokazuję jej różne oblicza, czy stadia… W obrazie pierwszym to dosłownie pierwsze zauroczenie, para gimnazjalistów idących niemal cukierkową uliczką w pełnym słońcu. W obrazie drugim („Pierwsza miłość II”) zauroczenie w jeszcze młodszym wieku, typowo przejawiające się zamiast adoracją nawet agresją, lekceważeniem. W obrazie trzecim pierwsza miłość to pierwsze spotkanie, może zaczepka na ulicy, podryw, a może wymówki o wieczorne wyjście z kolegami, a ona znów musi siedzieć z dziećmi w domu… Miłość już nieco mniej cukierkowo. W „Pierwszej miłości IV” jeszcze inne oblicze: kobieta zmęczona życiem, może tylko pracą, gorącem, a może znudzona swoim mężczyzną, a on? Cóż, tak samo zapatrzony, zakochany, z oczami pełnymi troski i miłości… „Pierwsza miłość V” pokazuje sytuację, która zdarzyła się naprawdę, której świadkiem byłam. Piękna, młoda Kubanka szła po plaży za rękę ze starszym mężczyzna, a za nimi, jak cień, krok w krok szedł młody, rosły Kubańczyk z dużą butelką rumu, wyraźnie zdesperowany sytuacją. Czy to nie jeszcze jedno oblicze silnej miłości? Wreszcie obraz szósty: miłość macierzyńska. Zapewne jest to również pierwsza taka miłość…

W swoich pracach chętnie podejmuje Pani tematykę pejzażu i to szczególnego, bo pejzażu morskiego, ale w specyficznej formie, gdzie to jednak człowiek i jego emocje są głównym tematem. Skąd taka kombinacja tematyczna?

Głównymi bohaterami moich obrazów są zawsze ludzie i relacje jakie zachodzą między nimi. Pejzaż stanowi jedynie tło, do tego by relacje te wyszły na plan pierwszy. Pejzaż morski, plaża wydały się niezwykle ciekawym socjologicznie miejscem. Po pierwsze, do zbierania inspiracji. Na plaży, choć jest to miejsce publiczne zachowujemy się inaczej niż w życiu codziennym w podobnych miejscach. Jesteśmy zrelaksowani, lekko „otumanieni” słońcem, zachowujemy się naturalniej.Długie przebywanie w jednym miejscu i jednej pozycji sprawia, że zapominamy o tym, że możemy być obiektem obserwacji i dlatego tak łatwo zaobserwować sytuacje, które trudno spotkać na ulicy, czy w wielkim mieście. Poza tym na plaży występują fenomeny, które w specjalny sposób oddają relacje społeczne danego kraju. Mam tu na myśli polskie parawany (które są specjalnymi „zagrodami”, naszymi małymi podwórkami, gdzie panuje specjalny porządek i choć w miejscu całkowicie publicznym, traktujemy tą przestrzeń jak prywatną) czy niemieckie plecione kosze (które z kolei są jak luksusowe samochody, „chronią od wszystkiego”: wiatru, oczu innych, hałasu, a nawet słońca, mają specjalne schowki na plażowe gadżety, aby na plażę można było pójść jedynie z ręcznikiem). Plaża jest też miejscem symbolicznym, GRANICĄ między dwoma światami: tym który jest nam dobrze znany- lądem, a nieznanym, niebezpiecznym- wodą. Ponadto ma inne symboliczne znaczenia, wykorzystywane przez rożne kultury od zarania dziejów, takie jak oczyszczenie czy samoświadomość. Dodam tylko, że tak jak na plaży w kontakcie z linią horyzontu, kresem lądu mamy inne myśli, refleksje na temat siebie, świata, przemijania i czasu, tak mam wrażenie obraz, w którym ujęta jest linia horyzontu również przenosi nas w inne rejony myślowe… Stąd niezwykle mocno podoba mi się ta kombinacja- człowiek i bezmiar wody, lądu.

Julita Malinowska, Pierwsza miłość III, First love III, 2015, olej na płótnie, 100x150cm, źródło: Galeria Stalowa

Julita Malinowska, Pierwsza miłość III, First love III, 2015, olej na płótnie, 100x150cm, źródło: Galeria Stalowa

Zatrzymajmy się chwilę na bohaterach Pani obrazów. To co jako pierwsze rzuca się w oczy to fakt, że postaci te są niezwykle emocjonalne, często są to dzieci o orientalnej, czasem ciemnej karnacji. Skąd tyle egzotyki w Pani dziełach? Skąd czerpie Pani inspiracje? Zdaje się, że zwłaszcza w przypadku trwającej wystawy jest sporo kubańskich odniesień…

Moim marzeniem zawsze było malować i podróżować, i jak na razie udaje mi się łączyć te dwie pasje. Bardzo lubię, kiedy ktoś wchodząc do pracowni mówi: czuję się jak na wakacjach. I jak pewnie wszyscy podróżujący wiemy nie jest to „kiczowate”, jedynie słodkie doświadczenie. To w końcu na wakacjach często mamy dopiero czas by skontaktować się z samym sobą, najbliższymi, pomyśleć nad życiem, sensem, naszymi decyzjami, a czasem wręcz spotkać się ze swoimi barierami, granicami (np. podczas podróży do krajów Trzeciego Świata). Cóż dodam tylko, że na okres powakacyjny przypada największa ilość rozwodów. To właśnie tam spotykamy się ze sobą poza obowiązkami, poza firmą pod tytułem: „sprawnie działający dom” i dla niektórych to spotkanie jest niezwykle gorzkie. Mówi, że już nie mamy ze sobą o czym rozmawiać, że nasze drogi się dawno rozeszły.

To co wyróżnia Pani styl to wyraźny kontur przy jednoczesnej harmonii i raczej spokojnej tonacji,
chłodnej kolorystyce. Co więcej, Pani obrazy są stworzone jakby na zasadzie kolażu – wyciętych z
pewnego kontekstu postaci i zestawionych ze sobą w jednym dziele. Czy takie połączenie to celowy
zabieg?

Tak, takie połączenie to celowy zabieg. Na miejscu, w podróży zbieram materiał: filmy wideo i zdjęcia, a po przyjeździe spędzam długie, spokojne godziny na oglądaniu i analizowaniu całości, szukaniu odpowiedzi na pytanie: co mogę z tym zrobić? Tak rodzą się pomysły na obrazy. Często wiążę ze sobą osoby, które w rzeczywistości się ze sobą nie spotkały. Często postaci grupuję lub rozgrupowuję. Niekiedy postaci drugiego planu, na który nie zwróciłam uwagi na żywo, stają się motywem obrazu. W obrazie „używam” figur, mogę dowolnie zmieniać ich karnację, czasem ją ujednolicam, a czasem wręcz odwrotnie, jeszcze mocniej podkreślam różnice karnacji i oświetlenia, by zintensyfikować wrażenie osobności postaci. Czasem choć fizycznie blisko jesteśmy w końcu tak daleko… Podoba mi się to, że w obrazie jako twórcy tworzymy swoją własną historię, reżyserujemy obraz od początku do końca (oczywiście pozostawiając miejsce na twórczy przypadek).

Co chce Pani wyrazić poprzez swoje obrazy? Jaka mądrość życiowa z nich płynie?

Stając przed pustym płótnem, czy przeglądając materiał nie zastanawiam się jaką mądrość życiową chcę przekazać innym. Myślę, że obrazy nie są od tego, by spełniać rolę moralizatorską. Buduję pewien nastrój, pewną rzeczywistość, czasem swoisty rebus, zagadkę. Tworzę obrazy, z którymi sama chcę przebywać tak podczas pracy, jak i potem w domu. Lubię je. Jeśli miałabym określić o czym są moje obrazy, to są o witalności, sile człowieka, radości z życia pomimo jego ciężaru i smutków.

Ma Pani na swoim koncie ponad dwadzieścia wystaw indywidualnych za granicą – Austria,
Finlandia, Hiszpania, Stany Zjednoczone i kilkadziesiąt wystaw zarówno indywidualnych jak i zbiorowych w Polsce. Jakie widzi Pani różnice w sposobie organizacji wystaw za granicą i w Polsce?

Odpowiem krótko. Za granicą jest dużo lepsza organizacja i większe poszanowanie artysty i jego pracy. Z tym się spotkałam… Oczywiście w Polsce też są pozytywne wyjątki, np. Galeria Biała w Lublinie. Jest też szereg galerii i instytucji w Polsce, z którymi jeszcze nie współpracowałam, a które na pewno reprezentują wysoki poziom.

W zeszłorocznym rankingu Kompasu Młodej Sztuki zajęła Pani wysokie – siódme miejsce. Co dla młodego artysty oznacza wyróżnienie w takim rankingu?

Julita Malinowska, Pierwsza miłość IV, First love IV, 2015, olej na płótnie, 100x150cm, źródło: Galeria Stalowa

Julita Malinowska, Pierwsza miłość IV, First love IV, 2015, olej na płótnie, 100x150cm, źródło: Galeria Stalowa

Siódme miejsce w rankingu Kompas Młodej Sztuki było dla mnie nie lada zaskoczeniem, ale i wyróżnieniem. Ponadto podczas gali ogłoszenia wyników dostałam specjalne wyróżnienie za najszybszy progres w roku 2014, z miejsca dziewiętnastego przeszłam na miejsce siódme. Było to dla mnie szczególnie ważne, ponieważ z racji na wiek, w Kompasie Młodej Sztuki brałam udział po raz ostatni. Myślę, że wyróżnienia są niezwykle ważne dla samych artystów. Artysta jest osobą wrażliwą, pozostającą przez większość czasu w odosobnieniu ze swoją pracą. Choć niektórym wydawać się może, że podczas wernisaży błyszczymy w świetle jupiterów i na tym polega nasza praca, to jednak główna jej część to samotny, mozolny czas w pracowni. Długie godziny spędzone na rozmyślaniu,malowaniu, kontemplowaniu, oglądaniu obrazu w procesie, czy już po zakończeniu pracy, kiedy zastanawiamy się czy to już…czy obraz jeszcze czegoś się od nas domaga… Często praca ta związana jest z niepewnością, osamotnieniem- czy w dobrą stronę idę? Czy ktokolwiek będzie chciał oglądać moje obrazy? Dlatego tak ważne są nagrody, dowody uznania naszej pracy. Dodają one pewności nam artystom, co pozytywnie wpływa na obrazy i dalszą twórczość. Wysoka pozycja w rankingu przekłada się na większą sprzedaż obrazów, co ma też dobry wpływ na twórczość artysty. W końcu artysta najedzony, zaopatrzony we wszystko czego mu potrzeba, „ze spokojną głową”, wolną od zmartwień, jak zapłacić rachunki za kolejny miesiąc, to artysta gotowy do nieskrępowanej, nieobciążonej presją czasu, czy pieniądza, pracy i ekspresji. Choć muszę dodać, że pomimo niekiedy doskwierających warunków materialnych, każdy z nas artystów we własnej pracowni ulega oderwaniu od świata materialnego, musi stworzyć sobie przestrzeń mentalną, gdzie wszystkie troski przyziemne przestają istnieć, cały świat zewnętrzny przestaje istnieć. Tylko wtedy można tworzyć… Udaje się to bez względu na nagrody, aplauz czy jego brak, czy wreszcie stan konta.

Jakie są Pani artystyczne plany na przyszłość? Może w kolejnych obrazach „zejdzie Pani z plaży”?

Planuję kolejną podróż, a potem zobaczymy. Na pewno zamierzam kontynuować cykl kubański, ponieważ jeszcze nie wysyciłam motywów. Mam kilka pomysłów, które koniecznie muszę zobaczyć na płótnie. Bardzo interesującym kierunkiem jest dla mnie większa emocjonalność postaci, mimika, ale nadal chciałabym się skupić na relacjach, a nie pojedynczych portretach. Myślę, ze tło nadal będzie pełnić rolę drugoplanową, dlatego czy będzie to plaża, pusta przestrzeń, czy pejzaż miejski, pozostaje to dla mnie sprawą mniejszej wagi.

Dziękuję Pani za rozmowę. 

Dziękuję.

Portal Rynekisztuka.pl

LOGO RiSi

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: