szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
Magazyn RiSZ

Dzieła rekordowe – „Detal 3 065 461 – 3 083 581” Romana Opałki

20.02.2017

Magazyn, Rekordy aukcyjne

W ramach cyklu pt. „Dzieła rekordowe”, przybliżającego historię powstania, charakterystykę oraz cechy świadczące o unikatowości najdroższych polskich, a także światowych prac z zakresu sztuk wizualnych, pragniemy zaprezentować Państwu obraz „Detal 3 065 461 – 3 083 581”. Realizacja pochodząca z serii liczonej Romana Opałki w grudniu ubiegłego roku sprzedana została za imponującą kwotę 2,3 milionów złotych, ustanawiając tym samym rekord aukcyjny za dzieło artysty.

Roman Opałka

Co wyjątkowego może zawierać w sobie rząd kolejno malowanych na płótnie cyfr? O swoim cyklu liczonych obrazów Roman Opałka nierzadko mówił, iż dosłownie uratował mu on życie. Wydaje się, że to właśnie w tym fakcie tkwi największa siła „Detali” ze słynnego „Programu” artysty. Jak widać, zbawienny wpływ liczonych dzieł doceniają również kolekcjonerzy. W 2010 roku podczas aukcji w londyńskim Sotheby’s trzy dzieła z cyklu obrazów liczonych zostały nabyte przez anonimowego kolekcjonera za ponad 713 tysięcy funtów, mianując w ten sposób Opałkę najdroższym wówczas żyjącym polskim artystą. W 2014 roku twórca jedną z prac wchodzącą w skład serii, wylicytowaną za 2 miliony złotych, ustanowił swój aukcyjny rekord. 15 grudnia 2016 roku natomiast pobił go, sprzedając „Detal 3 065 461 – 3 083 581” za pośrednictwem domu aukcyjnego DESA Unicum za 2,3 miliony złotych. W ten sposób realizacja malarza zyskała status najdroższego dzieła polskiej sztuki powojennej.

Roman Opałka, Detal 3 065 461 – 3 083 581, 1965, źródło: DESA Unicum

Roman Opałka lata wojenne spędził w Niemczech, do Polski powracając dopiero w 1946 roku. W 1950 roku ukończyła studia na łódzkiej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych, natomiast w 1956 roku obronił dyplom warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Pierwotnie artysta tworzył kwasoryty, w skład których wchodzi między innymi ukończona w 1968 roku seria „Opisanie świata”, nawiązująca do motywów biblijnych. Realizował także kompozycje przestrzenne z płótna, zwane „poduszkowcami”. Koncept na swój cykl liczonych obrazów Opałka opracował zupełni przypadkowo. W 1965 roku, podczas gdy czekał w kawiarni warszawskiego hotelu Bristol na swoją ówczesną partnerkę, rzeźbiarkę Halszkę Piekarczyk, z nudów zaczął on zapisywać na serwetce kolejne ciągi cyfr. W wywiadzie przeprowadzonym niedługo przed śmiercią artysty o tym decydującym dla rozwoju swojej twórczości momencie, opowiedział w ten sposób: „Miałem już 33 lata i dojrzały stosunek do swojego życia. Pomyślałem, że to wszystko nie ma sensu. Byłem na skraju samobójstwa. Ten program mnie uratował. […] Halszka przyszła spóźniona, bardzo zdenerwowana, myślała, że zrobię jej scenę, a ja powiedziałem: „Jesteś genialna!”. […] Ten stolik wciąż znajduje się w Bristolu w tym samym miejscu… Kiedy bywam w Warszawie, staram się tam zajrzeć…” [1]. Słowa te z pewnością oddają fakt, jak ogromne znaczenie posiadała dla Opałki przypadkowo odkryta twórcza koncepcja, której poświęcił on resztę spędzonego we Francji życia.

Roman Opałka, źródło: Galeria Miejska we Wrocławiu

Od momentu tego pamiętnego wydarzenia artysta postanowił rozpocząć proces zapisywania cyfr na płótnie, połączony z dokumentowaniem zmian zachodzących na przestrzeni lat w nim samym. Dlatego też praca nad każdym z obrazów była nagrywana – twórca rejestrował na taśmie magnetofonowej swój głos odliczający kolejno nakładane na płótno liczby. Natomiast zawsze przed rozpoczęciem malowania dzieła i zaraz po jego skończeniu Opałka wykonywał bardzo oszczędne w wyrazie zdjęcie swojej twarzy.

Proces realizacji każdego z dzieł twórcy polegał na nabieraniu pędzlem dużej porcji farby i stawianiu za jego pomocą kolejnych cyfr, aż do momentu zupełnego zużycia barwnej emulsji. To powtarzalne działanie Opałki trwało dopóty, dopóki twórca nie pokrył szczelnie liczbami płótna zawsze o identycznych wymiarach 196 cm x 135 cm. Wraz z powstawaniem kolejnych dzieł malarz rozjaśniał również szare tło, dzięki czemu doszedł do okresu, kiedy detale były wyliczane niemal bielą na bieli. Jego artystycznym celem, którego realizację uniemożliwiła śmierć w sierpniu 2011 roku, było postawienie pędzlem na płótnie liczby 7 777 777. Według obliczeń twórcy właśnie w tym momencie osiągnąłby on całkowitą biel obrazu.

Roman Opałka, Lot Ikara, źródło: Polswiss Art

Roman Opałka, począwszy od 1965 roku, kiedy to namalował swój pierwszy obraz liczony – dziś znajdujące się w Muzeum Sztuki w Łodzi czarne płótno pokryte numerami od 1 do 35327- przez całe swoje życie malował jedno dzieło. Zgodnie z jego słowami: „Nowy obraz jest przede wszystkim następną częścią jednego obrazu. W pojęciu klasycznym jest obrazem, ale jest również częścią całości”[2] . Dlatego też, wszystkie z malarskich obiektów, zwanych „Detalami” i powstałych w ramach artystycznego, trwającego całe życie, programu Opałki, datowane są momentem stworzeniem pierwszego dzieła. O kontynuowanym od 1965 roku przez resztę jego egzystencji malarskim procesie utopijnego dążenia do niemożliwego, a więc bezustannego liczenia do nieskończoności i rejestrowania upływającego czasu na płótnie, malarz mówił w ten sposób: „Sztuka jest moim spacerem w czasie – a czas przyjacielem. Oczywiście złą wiadomością o naszym istnieniu jest to, że musimy umrzeć. Ale u mnie ta świadomość sprawia, że śmiercią definiuję dzieło – dokonam tego, że obraz będzie dziełem skończonym. Dopełni przesłania memento mori po raz pierwszy w historii sztuki. Kiedy postawiłem pierwszą jedynkę na czarnym tle, obraz stał się obecny – w rozumieniu poczęcia. Kiedy umrę, teoretycznie i konceptualnie, dzieło będzie ukończone”[3] .

Roman Opałka, Detal 3 065 461 – 3 083 581 (fragment), 1965, źródło: DESA Unicum

Wylicytowany w grudniu 2016 roku za 2,3 miliony złotych „Detal 3 065 461 – 3 083 581” wydaje się niemal monochromatyczną połacią lśniących, rozwibrowanych tonów bardzo jasnej szarości. O wartości tego na pozór abstrakcyjnego dzieła decyduje jednak głównie jego kontemplacyjny charakter, wynikający z obranego przez Opałkę programu twórczego, będącego wyznacznikiem współczesnego „memento mori”. Dziś stanowi ono nie tylko najdroższy polski obiekt artystyczny wylicytowany w 2016 roku, ale również najdroższą pracę malarską z zakresu sztuki powojennej. Okazuje się że, nieszablonowy sposób Romana Opałki na racjonalistyczne opanowywanie chaotycznego procesu przemijania czasu stał się kolekcjonerom bardzo bliski. Miejmy nadzieję, że sztuka konceptualisty pomimo upływu lat długo pozostanie tak zrozumiała i czytelna.

fot. (góra) Roman Opałka, Detal 3 065 461 – 3 083 581, 1965, źródło: DESA Unicum

Rynekisztuka.pl

[1] Roman Opałka – Spacer w czasie, Zwierciadło.pl, 8.08.2011, [online], [dostęp: 15-02-2017], Dostępny w Internecie: http://zwierciadlo.pl/kultura/kultura-wywiady/roman-opalka-spacer-w-czasie

[2] Śmierć zakończy mój obraz, wywiad Roberta Swaczyńskiego z Romanem Opałką, „Rzeczpospolita”, 7.08.2011

[3] Roman Opałka – Spacer w czasie, Zwierciadło.pl, 8.08.2011, [online], [dostęp: 15-02-2017], Dostępny w Internecie: http://zwierciadlo.pl/kultura/kultura-wywiady/roman-opalka-spacer-w-czasie

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

to cię powinno jeszcze zainteresować:

21.12.2016 / Aktualności, Świat: aukcje

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2016
MENU: