szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
Auxioner Artekspozycje

„Łączy nas konsekwencja, ale rozumiana w szczególny sposób” – rozmowa z Urszulą Wilk i Eugeniuszem Mincielem

09.02.2018

Aktualności, Wywiady

Do 25 lutego we wrocławskim Muzeum Architektury można zobaczyć wystawę Urszuli Wilk i Eugeniusza Minciela. Rozmawiamy z artystami o tym, czy coś łączy ich sztukę i o procesie tworzenia wystawy „Malując”.

Oboje Państwo żyjecie pod jednym dachem, malujecie i całkiem sporo wystawiacie na całym świecie. Oboje jesteście abstrakcjonistami – jeśli w ogóle używać tak szerokiej kategorii. A to pierwsza Państwa wspólna wystawa? Wcześniej nie było okazji? Kto jest pomysłodawcą wystawy?

fot. Agata Piątkowska na zlecenie Galerii Miejskiej we Wrocławiu

Urszula Wilk: Mirosław Jasiński Dyrektor Galerii Miejskiej we Wrocławiu zaproponował nam wystawę, myślę że było to ponad rok temu, następnie ta propozycja zaczęła przybierać „realistyczna formę” i rozpoczęły się przygotowania. O tym, jaki kształt będzie miała wystawa, jakie prace zostaną na niej pokazane, jak podzielimy przestrzeń – to już było nasza decyzja.

Eugeniusz Minciel: To nie była pierwsza propozycja naszej wspólnej wystawy, która zaproponował nam Mirosław Jasiński, ale pierwsza która udało nam się zrealizować. Wcześniej też chyba my nie mieliśmy takiej potrzeby, żeby wystawiać się razem.

UW: I jest to rzeczywiście nasza pierwsza wspólna prezentacja. Oczywiście wielokrotnie nasze prace spotkały się na wystawach zbiorowych, ale tak dużych indywidualnych prezentacji w jednej przestrzeni wystawienniczej nie mieliśmy. To też dlatego, że propozycja Jasińskiego była nie do odrzucenia. Możliwość zrealizowania moich Bluemetrii na transparentnym materiale, wspaniałe wnętrze Muzeum Architektury, pełna pomoc logistyczna przy realizacji projektu – to wyjątkowa sytuacja dla artysty.

Oboje też jesteście artystami bardzo płodnymi twórczo, stąd decyzja pokazania prac w przestrzeniach Muzeum Architektury – domyślam się jednak, że mimo to wybór nie był prosty – dlaczego zdecydowali się Państwo pokazać akurat te dzieła – konkretne obrazy, całe serie?

fot. Agata Piątkowska na zlecenie Galerii Miejskiej we Wrocławiu

UW: W trakcie przygotowań do wystawy okazało się, że przestrzeń Muzeum jest duża i piękna, ale niestety niewystarczająca  i musieliśmy zrezygnować z wielu prac. Nawet w trakcie rozmów o wystawie, żartowaliśmy że może zrobimy losowanie, kto zrezygnuje z wystawy i będzie to duża wystawa jednego artysty.

EM: Aranżacja wystawy była dużym wyzwaniem. Zależało nam na tym, żeby to były dwie odrębne, indywidualne prezentacje w jednej przestrzeni. Ja zdecydowałem się zestawić prace z różnych okresów z najnowszymi obrazami. Dla mnie samego była to ciekawa konfrontacja tym bardziej, że niektóre wątki, tematy powracają i przewijają się przez lata.

No właśnie, a przecież nie chciał Pan, aby wystawa była retrospektywą, ale zdecydował się na pokazanie prac z przeszłości. Dlatego akurat te prace zostały wybrane na tę „współczesną” wystawę? Dlaczego podkreślone są w niej pewne motywy (np takie jak ogień czy topografia)?

EM: Do prac prezentowanych na wystawie dołączyłem kilka prac z bardzo wczesnego okresu, znalazła się wśród nich również praca z dyplomu „Gdy płoną krzesła”. Obraz „Samopodpalenie” to jeden z najważniejszych moich obrazów, a temat ten pojawił się jeszcze kilkakrotnie w moich pracach np. w „Tym, co spłonęli na stosie” z 2010 r czy w pracy „5 PALCÓW TO NIE ” z tego samego roku. Jest również cała seria prac związanych z miejscami – „Deam City” czy „5 Dni Jońskich”. Żeby zmienić trochę optykę oglądania, tym wielkoformatowym pracom towarzyszą niewielkie prace z serii „EUrotyki” . Prezentację zamyka seria najnowszych prac czarno-białych, które całkowicie, jak to powiedziała Urszula , „są odporne na narrację”. No cóż, na wystawie jest kilkadziesiąt obrazów – wystawę trzeba po prostu zobaczyć.

fot. Agata Piątkowska na zlecenie Galerii Miejskiej we Wrocławiu

Jaką historię chcieliście opowiedzieć swoimi pracami?

UW: Dla mnie najważniejsze były Bluemetrie, zarówno te na klasycznym podłożu-płótnie, jak i te najnowsze, przygotowane specjalnie na tę prezentację na transparentnym materiale. Prezbiterium było na nie idealnym miejscem, tak więc tak więc było oczywiste, że ta przestrzeń będzie należała do mnie. Pokazałam również prace z serii Linie, które powstały w 2012 roku w Chinach i były prezentowane w Shang Youan Museum w Pekinie. Przez te kilka lat ulegały one transformacji, obecna forma to kilkadziesiąt modułów 165 x 165 z których mogę budować wielkoformatowe prace. Tak więc moja cześć wystawy to prace najnowsze z lat 2015-2017.

Dla mnie bardzo ważna w moich pracach jest dynamika. Jest ona nie tylko związana ze strukturą obrazu ale również z procesem tworzenia. Ale w tej dynamice nie ma przypadku. Tak, w moich obrazach nie ma przypadku. Wszystkie elementy, które mogą wydawać się przypadkowe są wynikiem 3 składowych – żywiołowości, siły witalnej i niezależności – materii malarskiej, siły grawitacji, która pozwala obrazowi zaistnieć w materialnej postaci i mojej intencji, obecności i udziału w procesie malowania. Wszystkie te 3 siły tworzą obraz nie pozostawiając miejsca na przypadek. Żaden czynnik nie jest dominujący. Każdy element musi zaistnieć, by powstał obraz. Może dawniej myślałam, że to jest przypadek. Teraz natomiast wydaje mi się, że jest to rodzaj żywej materii malarskiej, która istnieje w przestrzeni, w powietrzu, i w którymś momencie obraz po prostu „spływa”, pojawia się na płótnie. Podobnie jest z muzyką. Niektórzy twierdzą, że muzyka jest w powietrzu i wystarczy tylko pewien rodzaj wrażliwości, żeby to usłyszeć, zapisać i pokazać innym.

fot. Agata Piątkowska na zlecenie Galerii Miejskiej we Wrocławiu

Coraz mniej interesuje mnie pojedynczy obraz. Pracuję nad seriami, które potem grupują się w cykle. Takie obrazy modułowe są przestrzenią malarską, zbudowaną z kilkunastu, kilkudziesięciu elementów. Końcowy efekt jest jednocześnie świadectwem tego czym obraz (przestrzeń malarska) – miał być a tego – czym jest w istocie. Czasami te wartości pokrywają się ze sobą, ale czasami rozmijają się. Dla mnie Obraz zawsze będzie śladem określonego zamierzenia twórczego.

Czy Wasze prace dialogują na tej wystawie czy przeciwnie, czują Państwo, że nie mają na siebie wpływu, są dwiema wystawami dwóch twórców powieszonymi w jednej przestrzeni?

UW: Myślę, że nasze prace dialogują – oczywiście poprzez przestrzeń, w której się znalazły. Ale może nie tylko? Ta wystawa pokazuje, co nas łączy w myśleniu o malarstwie i jak bardzo różnimy się.

No więc, co Was łączy, co dzieli?

UW: To, co nas łączy to jest na pewno konsekwencja, ale rozumiana w szczególny sposób. Chętnie, aby to oddać posłużę się słowami Jana Berdyszka, który powiedział w jakimś wywiadzie, parafrazując, że jest to „długo czasowe poczucie”, rodzaj konsekwencji która nie jest projektowana; jest tym, co powraca i na co jednocześnie nakładają się dodatkowe wartości; jakimś rodzajem wyczekiwania, chęcią osiągnięcia celu, ale bez chęci czy możności zaplanowania do końca, toczący się przez lata proces – myślę że oboje możemy podpisać się pod tym słowami…

fot. Agata Piątkowska na zlecenie Galerii Miejskiej we Wrocławiu

EM: W 2012 roku zrobiliśmy wspólnie z artystami Grażyną Jaskierską i Maćkiem Albrzykowskim wystawę zatytułowaną przewrotnie ” Pochwała niekonsekwencji „- tytuł nawiązywał do eseju Leszka Kołakowskiego o tym samym tytule. O niekonsekwencji w konsekwencji i konsekwencji w niekonsekwencji.  A co nas dzieli ? (śmiech) dzielą nas nasze pracownie, ilości farb i pędzli.

UW: To prawda , najbardziej dzielą nas materialne sprawy, Minciel zawsze ma więcej farb, czystych pędzli i blejtramów, ma większą pracownię, ale zimną.
Wracając do wystawy, myślę ze to co jest dla mnie najważniejsze w malarstwie to „ niepodatność, odporność’ na narrację. Takie malarstwo, które nie pozwala ‚ językowi literackiemu, mówionemu” wstępu w sztuki wizualne. U Minciela ta narracja czasami pojawia się.

EM: Tak szczególnie w starszych pracach. Na wystawie znalazły się również (poza klasycznymi pracami  na płótnie) prace z początku lat 80-tych rok 1981-82 z serii „Topografie”. Na znalezionych w koszu na śmieci kliszach fotograficznych-negatywach map fałszowałem rzeczywistość, nanosząc fikcyjne drogi, punkty strategiczne, przemarsze wojsk, ataki itp. Szczególne czasy stanu wojennego i bardzo mocno związane z nimi prace. Tej serii prac na wystawie towarzyszą prace z 2016 roku Mapowanie „Realne – Nierealne, Nierealne-Realne”, które są dosłownym odbiciem fragmentów realnej przestrzeni w skali 1:1 – ta dosłowność również zakłamuje rzeczywistość i nie pozwala nam się w niej odnaleźć.

Czym jest zatem tytułowe „Malując”?

EM: Autorem tytułu wystawy jest Mirek Jasiński.

UW: I tym tytułem pogodził nas, bo z nazwaniem wystawy mieliśmy mały problem. Zarówno ja jak i Minciel – mieliśmy kilka propozycji, ale każda z nich pasowała do indywidualnej wystawy mojej albo Minciela. I pojawiła się patowa sytuacja. Propozycja Jasińskiego była strzałem w dziesiątkę. Malując nawiązuje do książki Józefa Czapskiego “Patrząc”.

 

fot. (góra)  Agata Piątkowska na zlecenie Galerii Miejskiej we Wrocławiu

Rynekisztuka.pl

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: