szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
Auxioner Artekspozycje

„Nigdy nie miałam wątpliwości, że chcę robić to, co robię”- rozmowa z Rachel Lachowicz

06.04.2018

Aktualności, Wywiady

Rachel Lachowicz jest amerykańską artystką znaną przede wszystkim z reinterpretacji stworzonych przez mężczyzn, kanonicznych dzieł z historii sztuki nowoczesnej (np. Carla Andre czy Andy’ego Warhola) poprzez pokrywanie ich warstwą kosmetyków- szminki czy cieni do powiek. O feministycznym wydźwięku jej prac, udziale w nowojorskim The Armory Show czy swoich rodzinnych powiązaniach z Polską artystka rozmawia z Katarzyną Morawską.

Rachel Lachowicz, Home (Toward Self-Organization), 2017, źródło: dzięki uprzejmości artystki

Kasia Morawska: Jak wyglądała Twoja droga do zostania artystką?

Rachel Lachowicz: Moja mama była artystką, więc już od najmłodszych lat obserwowałam różne praktyki artystyczne i uczestniczyłam w wystawach sztuki współczesnej. Kiedy nadszedł czas na wybór studiów, zorientowałam się, że podczas gdy piętnaście godzin spędzam na rysowaniu, tylko cztery poświęcam nauce do egzaminu z biologii. Moja skłonność do sztuki była więc czymś oczywistym. Potem, zaraz po szkole artystycznej, zaczęłam wystawiać swoje prace oraz nauczać. I nigdy nie miałam wątpliwości, że chcę robić to, co robię.

KM: Określiłabyś swoje prace mianem kobiecych czy feministycznych? Czy próba ich podporządkowania którejś z kategorii ma dla Ciebie w ogóle znaczenie?

RL: To dobre pytanie. Myślę, że oba te przymiotniki dobrze określają moją sztukę. Elementem mojej twórczej działalności jest wskazanie na fakt, iż wiele przypisywanych kobietom i kobiecości zagadnień wciąż jest marginalizowanych. Tutaj, za pośrednictwem mojej sztuki, staram się zgiąć symboliczny kobiecy muskuł. Niektóre z moich prac posiadają otwarcie feministyczny wydźwięk i stanowią swoisty manifest równości, inne natomiast nie dotykają bezpośrednio kwestii feministycznych czy nawet kobiecych, poza oczywistym faktem, ża sama jako autorka jestem kobietą.

Rachel Lachowicz, Tantamount, 2015, źródło: dzięki uprzejmości artystki

KM: Wiele spośród Twoich prac uderza widza mocnym, odważnym komunikatem. Szczególnie duży na niego wpływ wydaje się mieć kolor i materiał Twoich dzieł . Jak odniosłabyś się do tego stwierdzenia?

RL: Od początku mojej działalności zainteresowana byłam różnorodnymi materiałami twórczymi oraz odważnym, bezpośrednim przekazem. Gdy byłam młodsza pewien art dealer powiedział, że artystki unikają w sztuce śmiałych ruchów. Chciałam zatem udowodnić, że jest inaczej. Nie zawsze w swoich obiektach używam mocnych kolorów i kosmetyków jako materiału artystycznego, jednakże właśnie te z moich prac są obecnie najbardziej znane i znajdują się w muzealnych kolekcjach. Dla mnie kosmetyki- szminka czy cień do powiek- nie są ani kobiece ani męskie. W naszej współczesnej kulturze zakodowane są one jako kobiece- pomimo powszechnej wiedzy, że w Europie sprzed czasów rewolucji francuskiej mężczyźni używali make-upu. Właśnie to, że obecnie kosmetyki postrzega się jako kobiece, sprawia, że, używane w mojej sztuce jako tworzywo, mają tak wyraźny wydźwięk. W ten sposób stają się one jedną z moich artystycznych strategii działania na rzecz równości kobiet. Wciąż jednak jestem zaskoczona, że niekiedy szminkę lub cień do powiek traktuje się jako niezwykły, odważny czy wręcz kontrowersyjny materiał, podczas gdy tworzywa te nie różnią się znacznie od farby olejnej ze spoiwem.

KM: Twoja twórczość oparta jest na konceptualistycznych ideach, które z pewnością nie każdy odbiorca jest w stanie odczytać. Jakie znaczenie ma dla Ciebie to, aby Twoje prace zostały zrozumiane? Czy zwykłaś objaśniać widzom koncepcję swoich dzieł? Czy może pozostawiasz im dowolność interpretacyjną? Czy ważne jest dla Ciebie to, aby odbiorcy utożsamiali się z tym, co chcesz im powiedzieć za pośrdnictwem swojej sztuki? Czy może wolisz, gdy Twoje dzieła wzbudzają dyskusję?

RL: Lubię takie dyskusje, które uświadamiają odbiorcy ceniącemu moje prace, że ich interpretacja może być wielowarstwowa. Wierzę w pewien czar moich obiektów i cieszę się, gdy widzowie po prostu lubią na nie patrzeć i z nimi obcować. Moją sztukę odczytywać można na wiele sposobów, jednak zawsze w jakiś sposób odnosi się ona do walki o prawa kobiet.

Rachel Lachowicz, Compound, 1996, źródło: dzięki uprzejmości artystki

KM: Poza aktywnością artystyczną i wystawienniczą przewodniczysz również Claremont Graduate University. Jak oddzielasz od siebie te dwa pola działalności?

RL: Rzeczywiście, chociaż uważam te obszary działalności za ściśle związane ze sobą, często rywalizują one o mój czas. Pomiędzy nauczaniem kolejnych pokoleń artystów sztuki współczesnej oraz kontynuowaniem własnej pracy twórczej istnieje jednak duża synergia. Uważam też, że dla młodych ludzi dobrym zjawiskiem jest możliwość obserwowania kobiety w roli lidera.

KM: Twoja twórczość jest częścią ważnych kolekcji sztuki. Czy utrzymujesz kontakty z ludźmi kolekcjonującymi Twoje prace? Lubisz wiedzieć w czyich zbiorach znajdują się Twoje dzieła?

RL: Wszystko zależy od kolekcjonera. Wiele osób lubi osobiście poznać artystę, którego sztukę kupuje. Jednak nie jest to reguła. Mam szczęście, że utrzymuję świetne kontakty z moim art dealerem, Shoshaną Wayne, i dzięki temu wielu spośród kolekcjonerów moich prac stało się moimi bliskimi przyjaciółmi.

KM: Czy kiedykolwiek powracałaś do swoich dawnych artystycznych pomysłów? Czy może z każdym kolejnym dziełem realizujesz nowe twórcze idee?

RL: Najczęściej z każdą nową pracą staram się eksplorować nowe obszary, chociaż tak naprawdę zawsze istnieje pewien wątek zespalający całość mojej sztuki. Czasami mam jednak chęć powrócić w swojej twórczości do tematów niegdyś już podejmowanych. Dzieje się tak, ponieważ nierzadko obecny stan wiedzy na dany temat rzuca nowe światło na dawne idee, dzięki czemu można spojrzeć na nie z innej perspektywy. Często też poruszam już wcześniej podejmowane przeze mnie wątki, jednak na zasadzie kontynuacji przeszłych działań, nie natomiast powrotu do nich.

KM: Wiem, że przez długi okres współpracowałaś z galerią sztuki. Obecnie wielu artystów kwestie promocji i reprezentacji własnej sztuki pozostawia jednak samym sobie, skupiając się na wystawianiu twórczości oraz budowaniu sieci ważnych kontaktów. Jak Ty postrzegasz rolę galerii we współczesnym artystycznym świecie?

RL: Moja współpraca z Shohsana Wayne Gallery jest jedną z najdłuższych, jakie kiedykolwiek łączyły mnie z którąkolwiek galerią i jest dla mnie bardzo ważna. Myślę, że w dzisiejszym świecie istnieje wiele modeli promocji sztuki, dzięki którym artysta może zdobyć popularność. Ten, który wybrałam ja może być postrzegany jako bardziej tradycyjny. W moim przypadku jednak sprawdza się on bardzo dobrze. Art dealerzy stanowią obecnie bardzo ważną część artystycznego świata. Równocześnie jednak funkcjonuje wiele rodzajów relacji, jakie artyści mogą z nimi nawiązać.

Rachel Lachowicz, Home, 2017, źródło: dzięki uprzejmości artystki

KM: Niedawno brałaś udział w Armory Show. Które z Twoich prac publiczność mogła podziwiać podczas nowojorskiej wystawy?

RL: Bardzo się cieszę, że Shohsana Wayne Gallery zdecydowała się zaprezentować jeden z moich budynków podczas wystawy. Nie jest to jednak mój debiut na Armory. W 1996 roku zaprezentowałam podczas imprezy serię cyfrowych odbitek pochodzących z filmu Clinta Eastwooda z 1973 roku pt. „Mściciel”, które stanowiły wizualny wstęp do mojej artystycznej praktyki polegającej na pokrywaniu przedmiotów czerwoną szminką w celu zmiany ich znaczenia. Z tyłu głowy zawsze myślałam o budowaniu tego typu struktur i pokrywaniu ich szminką. Polityczny klimat 2016 roku tym bardziej skłonił mnie do realizacji tych artystycznych planów- zreplikowałam wówczas trzy budynki, na które złożyły się: kościół, posterunek policji oraz ramowa konstrukcja domu. Do Nowego Jorku przyjechał posterunek policji wraz z kilkoma pracami wykonanymi przy użyciu cieni do powiek, a także z odbitkami z 1996 roku.

Rachel Lachowicz, Lay Back and Enjoy It, 2017, źródło: dzięki uprzejmości artystki

KM: Czy kiedykolwiek wystawiałaś swoją Twórczość w Europie?

RL: Tak, miałam wystawy we Włoszech, Belgii, Niemczech, Portugalii i Rosji, a także w Azji, Ameryce Łacińskiej, na Bliskim Wschodzie. Międzynarodowa perspektywa jest dla mnie bardzo ważna. To interesujące, ponieważ na całym świecie postrzegamy siebie nawzajem jako ludzi pochodzących z innych krajów, jednak obecnie coraz bardziej stajemy się jednym ciałem, przede wszystkim dzięki urządzeniom takim, jak telefony komórkowe. W XXI wieku osobiste spotkania są jednak szczególnie ważne, ponieważ uzupełniają nasze cyfrowe kontakty.

KM: Twoje rodzinne korzenie sięgają Europy Wschodniej. Czy chciałabyś ją odwiedzić? Czy uważasz odnajdywanie własnych korzeni za istotne?

RL: Oczywiście. Rodzina mojego ojca pochodzi z Polski. Ja natomiast zaliczam się już do drugiego pokolenia żyjącego w Stanach Zjednoczonych. Kiedy byłam mała wraz z moim kuzynem udawaliśmy, że gdzieś w Polsce znajduje się zamek Lachowiczów, ale obciążony jest on zbyt wieloma zaległymi opłatami, abyśmy mogli do niego wrócić. Obecnie jestem w związku z kimś, którego mama urodziła się w tym samym mieście, z którego pochodził mój dziadek, a więc we Lwowie. Ja mam korzenie polskie, on- ukraińskie. Jednak nasze rodziny są do siebie bardzo podobne. Odkąd się poznaliśmy, pragniemy odwiedzić Polskę i Ukrainę.

Wywiad z artystką przeprowadziła Katarzyna Morawska- artystka, absolwentka Royal College of Art na wydziale rzeźby w Londynie w 1999 roku. Kreatorka galerii Unit 24 w Londynie (www.unit24.info), obecnie konsultantka w firmie Jacobs and Morawska Fine Art Consultancy. Mieszka i pracuje w Los Angeles.

fot. (góra) Rachel Lachowicz, The Sheriff/Barbershop, 2017, źródło: dzięki uprzejmości artystki

Rynekisztuka.pl

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: