szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
Artekspozycje

Post-nowoczesna definicja galerii sztuki- na podstawie rozmowy z Joe Kennedy’m z Unit London

27.04.2018

Aktualności, Ciekawostki

Rozmowa z założycielami Unit London destabilizuje konstrukcję wyobrażeń o highlifowym art biznesie. Dziwne, bo Unit, obecnie zmieniająca lokację z centrum Soho na większe powierzchnie w Covent Garden oraz przepastną halę w Myfair, to jedna z najprężniej rozwijających się współczesnych galerii sztuki w Londynie.

Stephan Doitschinoff, O Diabo (Busto), 2015, źródło: Unit London

Unit jest zaskakującym, budowanym od zera, niemal szalonym dziełem dwóch młodych artystów, Johny’ego Burta i Joe Kennedy’ego. Miejsce to jest też rezultatem zderzenia romantycznej wizji na temat instytucji sztuki i funkcji, jaką ta powinna pełnić z rzeczywistością, w której komercyjna galeria jest po prostu miejscem transferu przedmiotu o charakterze artystycznym za maksymalną możliwą cenę. Pierwotne zetknięcie się Kennedy’ego i Burta z londyńskim światem galerii sztuki doświadczane z pozycji artystów odegrało fundamentalną rolę w kształtowaniu idei i strategii Unit. Joe Kennedy mówi o tym w ten sposób: „Nie jesteśmy finansistami, tak naprawdę jesteśmy parą artystów. Na początku próbowaliśmy sprzedawać własne prace, zazwyczaj za około 300-400 funtów. Wtedy wydawało nam się to wygórowaną ceną za obraz. Kiedy podjęliśmy decyzję o rozruszaniu własnej galerii, początki nie były łatwe. Pracowaliśmy praktycznie bez przerwy, bez weekendów, szukając i kontaktując się z artystami, którzy chcieliby z nami współpracować, ale przede wszystkim, planując strategię galerii. Na początku pracowaliśmy we dwójkę: para 22-latków w małym pokoju. Musieliśmy zbudować galerię od podstaw: jej założenia, profil, strategię, strukturę, wziąć pod uwagę potrzeby rynku i w jakiś sposób na nie odpowiedzieć. Zaczynając pracę nad Unit, mieliśmy za sobą konfrontację się z komercyjnym rynkiem sztuki. Prawdę mówiąc, to nie były zbyt dobre doświadczenia. Odwiedzając komercyjne galerie nigdy nie czuliśmy się tam komfortowo, prawdę mówiąc– nigdy mile widziani. Mieliśmy raczej wrażenie, że wkraczamy w przestrzeń skoncentrowanych na sprzedaży sklepów, gdzie „wypada” coś kupić. Rzadko kiedy był tam ktokolwiek, żeby nas oprowadzić.”

Peter Gronquist Baboon, 2015, źródło: Unit London

Hermetyzm świata sztuki jest raczej stereotypem niż tabu. Oczywistym jest fakt, że stawiając pierwsze kroki na rynku sztuki, młodzi twórcy, jeszcze nieznani i niezaangażowani w żaden z galeryjnych układów ani systemów rekomendacji, mają przed sobą twardy i gorzki orzech do zgryzienia. Trudno więc dziwić się buntowniczemu i anarchistycznemu nastawieniu Burta i Kennedy’ego wobec elitaryzmu instytucyjnych sieci powiązań. Zwłaszcza, że pejzaż artystycznego rynku stolicy Wielkiej Brytanii stanowią często bliźniacze przestrzenie White Cube i o tyle różnią się od ekskluzywnego sklepu, że wizycie w nich towarzyszy wrażenie ciszy i anonimowości obsługi. Według Kennedy’ego jest to naturalna konsekwencja komercjalizowania sztuki: „Myślę, że obecny stan rzeczy to naturalna konsekwencja dążenia do skomercjalizowania sztuki. To, na czym nam zależało, to to, aby stworzyć w Londynie przestrzeń sztuki, gdzie można wejść i poczuć się swobodnie, porozmawiać o sztuce, spędzić czas, cieszyć się współczesną sztuką. Wydaje mi się, że komercyjny sektor w zarodku wyrasta z chęci cieszenia się, celebrowania sztuki.”

Peter Doyle, Calypso Musician Sitting on a Red Bench, 2017, źródło: Unit London

Zapewnienie klientowi intymnego, naturalnego, a zarazem odświętnego kontaktu ze sztuką to jedna z pozytywnych wartości strategii Unit. Nie ukrywajmy jednak, że nie wystarczyłaby ona do wypromowania galerii w tak energetycznej przestrzeni jaką jest Londyn. Dlatego założyciele galerii obrali za cel organizację „radykalnych i ambitnych wystaw”. Ten manifest tłumaczy regularną obecność wydarzeń, które są dosyć niekonwencjonalne, jak na, wydawałoby się, stricte komercyjną galerię. W 2015 roku Unit zorganizował event „Paintguide”, wystawę malarstwa sześćdziesięciu twórców z całego świata zaproszonych do udziału za pomocą… Instagrama. Jak przyznaje Joe Kennedy: „Paintguide” łączyła bardzo zróżnicowane narracje wizualne. Dwie dekady temu trudno byłoby stworzyć wydarzenie konfrontujące tak wielu różnych artystów z całego świata, których wcześniej nie spotkaliśmy. Siła mediów społecznościowych, jak Instagram, leży w tym, że możemy sięgać niezwykle daleko. Wystawa była istotna, bo stanowiła swoisty manifest galerii obecnej tu i teraz.”

Jake Wood-Evans, Portrait of a Woman in a White Silk Dress, after Reynolds, 2016, źródło: Unit London

Oprawa wizualna imprezy silnie akcentowała udział social mediów. Stąd wrażenie, że Instagram był równie istotny, co pokazane malarstwo. „Paintguide” wyglądała raczej jak świadomy, post-nowoczesny manifest artystycznej instytucji niż klasyczna prezentacja malarstwa. „Radical Presence” (2016) to następna w kolejce wystawa, która odpowiadała bardziej kuratorskiej wystawie artystycznej aniżeli komercyjnej promocji: „Radical Presence” miała za zadanie prowokować pytania o to, jak ludzie odbierają sztukę w zdigitalizowanej, społecznej rzeczywistości. Mniej reklamowała prezentowane na niej prace i raczej zmuszała do myślenia, skupiała uwagę na temacie sztuk wizualnych, co nie jest wcale takie oczywiste i proste w dynamicznej, współczesnej rzeczywistości, kiedy nasze zmysły ulegają stępieniu w wyniku nieustannej konfrontacji z potokiem wizualnych informacji. I tu właśnie jest miejsce na rolę galerii sztuki, która powinna prowokować ludzi do zatrzymania się, spojrzenia i refleksji.”

Pojawiający się lejtmotyw wirtualności i social networks w wystawach Unit nie jest przypadkowy. Social media są kluczowym narzędziem galerii i chyba to jeden z mocniejszych jej punktów. Podczas gdy wiele instytucji obstaje przy wysyłaniu mailowo newsletterów i stosunkowo oszczędnych stronach internetowych, Unit korzysta z szerokiej gamy nowych mediów i możliwości, jakie daje aktywność w sieci, nie tylko w celu brandingu i promocji, ale hołdując swoim wartościom transparentności oraz bliskości sztuki. Jak przyznaje Kennedy: „Staramy się stworzyć profil reprezentowanego przez nas artysty, przedstawić jego sylwetkę w mediach społecznościowych. Publikujemy krótkie video rejestrujące proces twórczy oraz wywiady z twórcami tak, aby odbiorca był świadomy wymiaru ich pracy. To ważne, bo audiowizualny materiał pozwala odbiorcy poznać artystę, usłyszeć, w jaki sposób ten mówi, jak się zachowuje. Naszym zadaniem jest zniwelować barierę między twórcą, a odbiorcą. Robimy to za pomocą dostępnych współcześnie narzędzi: Internetu, mediów społecznościowych, wystaw. Staramy się, żeby dzieło sztuki było tak przystępne, jak to tylko możliwe.”

Will Martyr, It’s Been A Long Time Coming, 2017, źródło: Unit London

W tym punkcie unaocznia się nietuzinkowość Unit. Galeria zdaje się balansować pomiędzy komercją, a skupioną na artystycznej wypowiedzi i adresowaną do indywidualnego odbiorcy inicjatywą kuratorską. Z jednej strony Unit buduje wizerunek instytucji super-współczesnej, swobodnie operującej wirtualną i medialną promocją, która z warholowską bezkompromisowością przyjmuje trendy z raczej niedopuszczanej do świata rynku sztuki przestrzeni popularnych portali typu Vimeo, Instagram czy Tumbrl. Z drugiej strony, galeria sprzedaje i promuje twórców twardo argumentujących swoją twórczość wybitnymi wręcz zdolnościami technicznymi, którzy pracują w bardzo klasycznych technikach malarskich i rzeźbiarskich, jak Richard Orlinski, Johan Van Mullem, Nick Veasey czy Cecile Plaisance. Równolegle Unit organizuje ekspozycje, które zdają się łączyć oba światy i bardziej niż prezentacją sztuki na sprzedaż, są świadomym manifestem artystycznym instytucji. Na pytanie, gdzie właściwie jest miejsce Unit London, Kennedy odpowiada: „Prawdopodobnie zawsze będziemy istnieć na granicy pomiędzy komercyjnymi i niekomercyjnymi galeriami sztuki. Z jednej strony mamy galerie stricte komercyjne, które potrafią wyglądem przypominać XIX-wieczne salony sztuki adresujące swoją sprzedaż do różnych konsumentów. Wielu z nabywców decyduje się na zakup, bo szuka przedmiotów o wartości dekoracyjnej, niekoniecznie są zainteresowani wejściem w świat sztuki. Z drugiej strony są nabywcy mocno zaangażowani w karierę poszczególnych twórców, którzy często znają się osobiście z ulubionymi autorami. Między tymi dwiema grupami jest duża różnica. Myślę, że Unit plasuje się gdzieś pomiędzy. Wystawy, które organizujemy, wykraczają poza kanon komercyjnych ekspozycji. Nazwałbym to podejście non-profit, bo wymaga od nas dużych nakładów pracy, ale nie dąży przy tym wyłącznie do sprzedaży prac, niekoniecznie jest finansowo dochodowe. Prace, które na co dzień promujemy manifestują się techniczną doskonałością i wysokimi walorami estetycznymi. W powszechnym rozumieniu, takie dzieła różnią się od „niekomercyjnej” sztuki, która nie wymaga estetyki ani często nawet materialności obiektu. Nie sądzę, żeby tak naprawdę istniała potrzeba takiego podziału. Zwłaszcza, że jako galeria, skupiamy się na artystach, których twórczość jest oparta o pracę studyjną oraz jest zakorzeniona w tradycji sztuki i przyjętych za „klasyczne” media, jak malarstwo czy rzeźba. To jednak nie zmienia faktu, że są twórcami współczesnymi i we współczesny sposób posługują się danymi technikami.”

Peter Gronquist, Rose, 2017, źródło: Unit London

Specyficzna formuła działalności powoduje, że obecnie ewoluująca Unit jest zdecydowanie ciekawym punktem do obserwacji na mapie młodych galerii sztuki. Podczas gdy nowoczesna strategia wyróżnia ją spośród wielu współczesnych galerii, Unit zdaje się reprezentować raczej klasyczne media i stawiać na, prawdopodobnie w kontekście rynkowym jedyny, pewny aspekt dzieła sztuki: na techniczne mistrzostwo. Ponadto, oparta na headhuntingu strategia poszukiwania artystów zapewnia Unit możliwość nieustannego zaskakiwania widzów. Jednocześnie galeria komponuje kolekcję, która dedykowana jest bardzo szerokiemu gronu odbiorców:„Jesteśmy zainteresowani promocją artystów, których praca oparta jest na działaniu w studio i którzy jeszcze nie zaprezentowali się szerszej publiczności. Głównie prowadzimy poszukiwania online, co jest bardzo czasochłonne. Nie ignorujemy przy tym mediów społecznościowych, portali typu Tumbrl, blogów, etc. Portale internetowe to dżungla, gdzie naprawdę można znaleźć niesamowite talenty.”

Gwoździem do trumny galeryjnego elitaryzmu i środowiskowego hermetyzmu, który tak zapiekle piętnują dyrektorzy Unit, jest absolutny brak kodu selekcji klientów. Cenowy profil galerii nie zawęża grupy potencjalnych klientów: „Galeria jest dostępna zarówno dla entuzjastów, którzy stawiają swoje pierwsze kroki w świecie sztuki i dopiero budują swoje preferencje, jak i dla świadomych kolekcjonerów pragnących nabyć dzieła młodych, współczesnych twórców. Chcemy, żeby wszyscy mieli równy dostęp do sztuki i równe szanse na poznanie sylwetek reprezentowanych przez nas twórców oraz możliwość pełnego zrozumienia ich pracy. Ceny stanowią część tej polityki i sięgają zazwyczaj od 300 do 150 000 funtów. Chcemy, żeby galeria była dostępna dla jak najszerszego grona konsumentów. Czego nie tolerujemy w świecie sztuki to elitaryzmu i pretensjonalności. Robimy co w naszej mocy, żeby tego uniknąć. Każdy powinien móc mieć dostęp do sztuki i, nawet jeśli jego finansowy status nie pozwala na zakup pracy, jest mile widziany w galerii, gdzie może podziwiać dzieła, rozmawiać o nich, cieszyć się nimi.”

SCHOONY, Prismatic Bruiser, 2017, źródło: Unit London

Romantyczne nastawienie i anarchistyczna, w kontekście rynku sztuki, strategia może nastręczać Unit tyle środowiskowej krytyki, co zewnętrznego zainteresowania. Niemniej, jak do tej pory, postawa ta daje zaskakująco dobre efekty. Trudno pozbyć się wrażenia, że Unit spełnia humanistyczny paradygmat egalitaryzmu, dążąc do udostępnienia sztuki dla wszystkich zainteresowanych i łamie w ten sposób konwencjonalizm, w jaki obrósł rynek sztuki. Sukces Unit polega jednak nie na idei, ale na byciu niezwykle współczesną, wygodną i w pełni transparentną platformą spotkań między nabywcą a artystą wykorzystującą szeroki asortyment informacji oraz promocji wizualnej i wirtualnej. Znając początki galerii tworzonej w centrum Londynu w 2013 roku przez dwóch, pozbawionych doświadczenia w kuratorstwie, krytyce artystycznej czy chociażby marketingu 22-letnich artystów, trudno uwierzyć w dzisiejszy sukces Unit. A zgodnie z deklaracją Kennedy’ego, plany Unit na przyszłość są jeszcze ambitniejsze: „Jesteśmy niezwykle szczęśliwi, mogąc otworzyć nowe miejsce w Myfair, największej przestrzeni wystawienniczej w Londynie, gdzie z dużym rozmachem będziemy mogli organizować współczesne, ambitne wystawy. Otwieramy również drugą galerię w Covent Garden, gdzie zamierzamy prezentować dedykowane sprzedaży kolekcjonerskiej prace. Wkrótce będziemy również prezentować nowych twórców, których zaprosiliśmy do współpracy w nowym sezonie.”

Do tej pory galeria Unit w londyńskim Soho gościła zarówno wystawy indywidualnych, obecnie cieszących się dużym powodzeniem rynkowym twórców, jak i ciekawe koncepcyjnie ekspozycje zbiorowe. Unit nieustannie zaskakuje swoim doborem twórców i kolejnymi prezentacjami. Biorąc pod uwagę dynamiczny rozwój galerii, nie pozostaje więc wiele więcej, niż śledzić dalsze losy Londyńczyków i dawać się zaskakiwać ich kolejnymi, brawurowymi pomysłami.

Agata Wieczorek

fot. (góra) Peter Gronquist, Self Portrait, 2013, źródło: Unit London

Rynekisztuka.pl,

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: