szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
Auxioner – Plewiński Aukcja Dzieł Sztuki – Piękna Gallery

Mit, a kit: o obrazach-celebrytach i obrazach-gwiazdach

14.09.2018

Na deser

Pytanie skąd wzięła się sława Mony Lisy rzadko uzyskuje poprawną odpowiedz. Uzasadnienia zazwyczaj szukamy w zaaplikowaniu perspektywy powietrznej w tle obrazu, sprawnie namalowanym sfumato, albo w mistyczności domniemanie zagadkowego uśmiechu Giocondy. Natomiast prawda jest nieco mniej związana z wyrazem artystycznym obrazu. Mona Lisa niewątpliwie należy do najlepiej wypromowanych przez media dzieł i można śmiało nazwać ją pierwszą celebrytką świata sztuki.

„Czarny PR”

Obraz zyskał międzynarodowy rozgłos nieco ponad sto lat temu, kiedy został ukradziony w 1911 roku przez pracownika Louvru, Vincenzo Perggio’a. Przed kradzieżą, portret uchodził oczywiście za cenny, jednak w równym stopniu obdzielane względami publiki co inne wysokiej klasy malarskiej dzieła epoki. Mając na uwadze fakt, że historia rozgrywa się w epoce grubo przed Internetem, fakt, że Luwr rozesłał za Moną Lisą list gończy niemal w każdy zakątek Ziemi, można porównać do skutecznego publikowania wyjątkowo popularnego postu w sieci.

O obrazie da Vinciego dowiedzieli się więc w dosyć krótkim czasie niemal wszyscy i niemal wszędzie. Zaś wybór złodzieja wydawał się tak przypadkowy, że uzasadnienia jego decyzji można było szukać jedynie w niewielkim formacie obrazu, dzięki któremu ten był łatwy do wyniesienia pod pracowniczym fartuchem. Oczywiście spekulacje o mesmeryzującej mocy zagadkowego uśmiechu Mony Lisy były dla mediów zdecydowanie bardziej atrakcyjne.

Reżyserzy-malarze

Młyn i Krzyż, reż. Lech Majewski, 2011

Młyn i Krzyż, reż. Lech Majewski, 2011

Obecność Mony Lisy w mediach dała podatny grunt pod jej powstający kult. Rozbudowywanie sławy Giocondy miało swój dalszy ciąg w mas-produkcji gadżetów, ozdób, wzorów i memów z jej wizerunkiem, a także obecności obrazu w kinie. Wśród malarzy i filmowców zdarza się tendencja wzajemnego uznawania swoich dziedzin za najwyższe ze sztuk. Marzeniem Jerzego Skolimowskiego czy Wima Wendersa było stać się malarzem, z kolei malarstwo od impresjonizmu czerpało garściami inspiracje z fotografii i kina. Z kolei cytowanie malarstwa przez kino jest już bardzo powszechnym zabiegiem, budującym symboliczne znaczenie scen, pomagającym widzowi szybsze wejście w przestrzeń filmu przez skojarzenie z opatrzonym już wizerunkiem malarskim, czy po prostu kluczowym rekwizytem, wręcz – aktorem. Pytanie, co z tego mają obrazy? Gdyby, tropem W.J.T. Mitchella, potraktować obrazy jako podmiot, odpowiedz wydaje się prosta: zyskują sławę, potwierdzają swoją wartość i odciskają się w pamięci widzów. Przede wszystkim jednak obraz filmowy ugruntowuje ich rolę przedmiotu o konkretnej wartości. Realizacji filmowych jak Młyn i Krzyż (2011), które tworzą prawdziwą apoteozę obrazu malarskiego, jest względnie niewiele. Lech Majewski w swoim filmie traktuje obraz Pietera Breugla Starszego wręcz panteistycznie, traktując go nie tylko jako przestrzeń świata przedstawionego ale wręcz jako byt, główny bohater. Młyn i Krzyż posługuje się dialektyką obrazu malarskiego, nie filmowego, przez co staje się traktatem wizualnym w miejsce pełnej akcji narracji. I raczej trudno uznać go za prostą reklamę dzieła sztuki. Obraz malarski w kinematografii jest często obecny nawiązując dialog filmu i malarstwa. Jako element scenografii zauważany jest raczej przez nielicznych, o ile nie gra innej roli – pierwszoplanowej i gwiazdorskiej. Malarstwo jest w dużej mierze kształtowane przez kino jako obiekt kosztownej i elitarnej pasji, wymagającej elegancji, klasy i pieniędzy. Koneser (reż. Giuseppe Tornatore, 2013), skąd inąd znakomity pod względem gry aktorskiej, eksploatuje właśnie takie oblicze sztuki: niezwykle kosztownej, a jednocześnie idącej w parze z pasją i obsesją. W Koneserze malarstwo jest metaforą femme fatal, podobnie jak przyroda w Lewiatanie Andrieja Zwiagincewa (2014) symbolizuje zło, toczące jak mityczny potwór cały kraj. Jednak przestrzeń narracyjna, jaką tworzy sztuka w Koneserze, opiera się na najbardziej podstawowych skojarzeniach z rynkiem sztuki i kolekcjonerstwem: z pożądaniem i niebagatelnie wysoką ceną.

Historia wokół obrazu

Dziewczyny z Perłą, reż. Peter Webber, 2003

Dziewczyny z Perłą, reż. Peter Webber, 2003

Całkiem podobnie dzieje się w przypadku takich filmów jak Vinci (powrót do motywu Mony Lisy) w reżyserii Juliusza Machulskiego z 2004 roku, czy Dziewczyny z Perłą (reż. Peter Webber). W obu wypadkach posługiwanie się danym obrazem pozwala zbudować narrację – dzieło gra swoją własną rolę słynnego obrazu. Wokół niego i dzięki temu, że widz już jest z nim dobrze zapoznany, możliwe jest utkanie kolejno akcji afery kryminalnej i zawiłego dramatu historycznego. Uganianie się szwadronu policji za skradzioną Damą z Łasiczką jest w pełni wiarygodnym scenariuszem, bo wszyscy doskonale wiemy, że Dama z Łasiczką jest, a właściwie była, najcenniejszym dziełem w polskich kolekcjach. Z kolei Dziewczyna z Perłą potwierdza status arcydzieła, godnego, by zatrudnić w rolach głównych Collina Firtha i Scarlett Johansson i przeprowadzić opowieść wokół powstania portretu. Thomas Crown Affair z 1999 roku (reż. John McTiernan) to kolejna filmowa produkcja, która wtłacza dzieła sztuki w aferę kryminalną. Obrazy znów spełniają rolę figur retorycznych: niepozorny pejzaż Wheatstacks Claude Moneta gra rolę pretekstu, gdy prawdziwym celem kradzieży jest gwiazda: Monetowski Zachód słońca nad San Giorgio Maggiore, a rolę tajemniczego pomocnika-agenta kradzieży gra Son of a Man Rene Magritte’a. W przypadku Thomas Crown Affair personifikacja obrazów jako aktorów nie jest trudne. Porównanie dzieł do gwiazd kina ujawnia wpływ, jaki na obraz ma wielki ekran. Obraz zyskuje popularność, staje się rozpoznawalny. A promocja jest zwłaszcza lukratywna, bo działa obustronnie: kontekst sztuki ma wzbogacić kulturalnie przestrzeń filmu, a ludzkie gwiazdy wielkiego ekranu stawiają obrazy na równi siebie.

Z płótna na taśmę…

Shirley, reż. Gustave Deutsch, 2013

Shirley, reż. Gustave Deutsch, 2013

Przeglądając filmy z udziałem dzieł sztuki, rzadko pojawiają się dzieła, które nie są tak znane, że nie stanowią przedmiotu kolekcji lub zakupu. Mona Lisa, Son of a Man czy San Giorgio Maggiore Moneta nie są na sprzedaż należąc do kolekcji muzeów narodowych. Czy już słynne obrazy mogą stać się jeszcze słynniejsze niż już są? Cóż, i tak i nie. Trudno nie zgodzić się, że, choć krótkotrwały, ale jednak intensywny szum medialny, po sprzedaży Damy z Łasiczką przez Czartoryskiego, powstał między innymi przez to, że dzieło jest znane w kulturze popularnej przez film fabularny, dzięki czemu jest znane powszechnie. Podobnie dzieje się w przypadku twórczości Dennisa Hoppera; jakkolwiek dobrze znany środowisku artystycznemu, malarstwo Hoppera nie jest przedmiotem globalnego kultu wizerunku artystycznego jakim jest np. Mona Lisa. Kinowy film Shirley (reż. Gustave Deutsch) zdecydowanie wprowadził stylistykę malarstwa Hoppera do powszechnej świadomości, nie tylko tych, których udziałem jest świat sztuki.

…i z taśmy do muzeum

Z kolei odpowiedz twierdzącą daje inny przykład. Angaż w filmie dla znanego dzieła jest jedynie wisienką na torcie, ostatecznym potwierdzeniem jego wielkości i famy. Ale dla mniej znanego dzieła może okazać się fundamentalną szansą. I tak stało się w przypadku obrazu Roberta Berény pt. Śpiąca kobieta. Obraz, datowany na lata 20-istych XX wieku, zaginął w latach 40-tych, najpewniej wywieziony z rodzimych Węgier zagranicę podczas zawieruchy wojennej. W pierwszej dekadzie XXI-ego wieku został jednak zauważony przez historyka sztuki w dalszym planie familijnego filmu Stuart Malutki. Dociekliwy naukowiec dotarł do pionu scenograficznego filmu i dowiedział się, że wiszący w salonie Stuartów obraz został zakupiony za mniej niż 500 dolarów w antykwariacie przez jedną z asystentek. Ekspertyza obrazu potwierdziła jego autentyczność i w 2014 obraz został zlicytowany w galerii Virág Judit za 230 tysięcy euro, ponad dwukrotność ceny wywoławczej.

Stutart Malutki, reż. Rob Minkoff, 1999

Stutart Malutki, reż. Rob Minkoff, 1999

Angaż w filmie opłaca się obrazom. Użyty sprawnie, potrafi zagrać równie dobrze, co występujący z nim w scenie znakomity aktor, jak dzieje się to w scenie High Rise (reż. Ben Wheatley, 2016) z Sabatem Czarownic Francesco Goyi. Za pomocą filmu, słynny obraz może stać się znany jak celebryta- rozpoznawalny dla odbiorcy spoza artystycznej branży. Kinematografia ugruntowuje też niepodważalny status arcydzieła obrazu lub kontynuuje budowę kultowości artysty. Mając to w pamięci, warto być wyczulonym na obecność sztuki w filmie, zwłaszcza w przypadku mniej znanych dzieł sztuki. Kto wie, czy tylny plan kolejnej familijnej komedii nie dostarczy uważnemu obserwatorowi kolejnego, wielkiego odkrycia.

Agata Wieczorek

fot. (góra) Mona Liza

Rynekisztuka.pl

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: