szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:

Post-Internet – miniona moda, czy sztuka wciąż aktualna?

26.10.2018

Magazyn

Do XXI wieku najbardziej podstawowa klasyfikacja historii sztuki odbywała się z pomocą izmów. Izmy, od impresję po dada, „izmy” porządkowały dzieje sztuki europejskiej aż do początku nowego millenium. Panowanie znamiennej końcówki trwało więc stosunkowo do niedawna, kiedy teoria postanowiła zamienić ją na przedrostek: post. I tak zostaliśmy uświadomieni, że naszym udziałem jest post-historia i że najnowsza sztuka jest sztuką post-współczesną, utkaną post-etnograficznymi perspektywami, post-humanizmem i wielu innymi schyłkami tendencji kulturowo-historycznych oraz wypraktykowanymi działaniami artystycznymi. Największy boom w nowej nomenklaturze zdawał się wywołać kilka lat temu Post-Internet, nurt o którym ostatnio trochę mniej się słyszy i trochę mniej rozmawia. Pytanie, czy powodem jest to, że post-internet był efemeryczną modą, czy może po prostu… Internet wcale nie jest „post”.

Kluczowe hasło podczas IX biennale w Berlinie, niezwykle modne i nośne wśród studentów uczelni artystycznych, przez jakiś czas było synonimem tego co fajne. Sztuka Post-Internetu cytowała popularne dla Internetu zjawiska, absolutnie niebrane pod uwagę przez „sztukę wysoką”: memy, amatorskie clipy video, glitche. Surowa, pozwalająca na wszystko antyestetyka Internetu wyglądała modnie i świeżo – a także całkiem nieźle – prezentowała się w galeriach sztuki. Postulaty Post-Internetu oscylowały wokół tematu rzeki: kondycji ludzkiej w zetknięciu z Internetem, zmiany globalnej świadomości człowieka, transformacji społecznych, estetycznych oraz kulturowych, a także nowych rozterek post-współczesnych twórców, itd. Innym słowy mówiąc, Post-Internet był fajny, uniwersalny i podejmował jak najbardziej realne zagadnienia.

Jednak, podczas gdy koncepcja post-historii Arthura Danto jest uzasadniona uargumentowaną przez niego perspektywą historyczną, mówienie o przestrzeni wirtualnej w kontekście „Post” okazało się raczej efemerycznym eksperymentem. Ukucie samego terminu miało o tyle sens, że podsumowywało osiągnięcie stanu pełnej świadomości czym Internet jest oraz ogłaszało gotowość krytyki artystycznej do zajęcia się nim w ramach swoich praktyk i dyskursu. Post-internetowy twórca był, zgodnie z określeniem Guthrie Lonergana Internet aware (świadomy Internetu).

IX Berlin Biennale - źr. materiały organizatora, fot. Galya Feierman - rynekisztuka.pl

IX Berlin Biennale – źr. materiały organizatora, fot. Galya Feierman

Ciekawym wobec tego stanowiska jest nieco odmienna perspektywa manifestu „I AM INTERNET”, tytułu i hasłowego postulatu tegorocznego festiwalu poświęconego sztuce w kontekście Internetu. I AM INTERNET Festival w Barcelonie to ciekawe wydarzenie artystyczne, które łączy sympozja, wystawy i panele dyskusyjne. Wydarzenia odbywające się w ramach I AM INTERNET prezentują wyjście z perspektywy „z zewnątrz” (Post-Internet) i rozpoczyna dialog wewnątrz rzeczywistości, której globalna przestrzeń wirtualna jest immanentnym elementem.

Tymczasem I AM INTERNET daleki jest od każdego z artystycznych Biennale i Gallery Weekendów. Większość programu zajmują nie wystawy, a dyskusje, panele i prezentacje gości, którzy tworzą amalgamat pisarzy, autorów, działaczy, producentów i kuratorów. Śledząc program imprezy odnosi się wrażenie, że jest to miks równoważny informacyjnej bombie jaką jest sam Internet. Z kolei organizatorzy I AM INTERNET definiują wydarzenie inaczej: The platform connecting the futures of media, learning & the arts, cultivating the randomness of internet cultures (“platforma łącząca przyszłość mediów, nauki i sztuki, kultywująca przypadkowości Internetowych kultur”). Nie sposób zaprzeczyć jednej perspektywie widocznej już w postulacie wydarzenia: niezależnie od tego, czy jesteśmy twórcą, kolekcjonerem, krytykiem czy kuratorem, funkcjonujemy w świecie sztuki, który jest silnie zależny od Internetu. Przez sam ten fakt wszyscy jesteśmy skazani na pewną przypadkowość informacji, które do nas docierają za sprawą FB, Twittera czy Instagrama. Dowiadujemy się wiele, naraz i mniej więcej zgodnie ze swoimi preferencjami zainteresowań.

IAM x Form&: Micro Utopias, I AM INTERNET - rynekisztuka.pl

IAM x Form&: Micro Utopias, I AM INTERNET

Ciekawym punktem w całości jest jeszcze jeden aspekt: obecność. Internet nie wymaga naszej realnej obecności w galeriach i muzeach. Co więcej, obecność nie jest już więcej potrzebna, żeby zobaczyć i dowiedzieć się o danym artyście, bo w dużej mierze od musu bycia i zobaczenia na własne oczy odciążają nas portale typu Artsy, Saatchi Online, Art News Portal, Mischmsach, czy Art Bureau. Taką perspektywę eksploatuje La Turbo Avedon, jedna z enigmatycznych postaci wirtualnego świata sztuki. La Turbo Avedon desygnuje się jako artysta (lub artystka) i kurator. Funkcjonuje wyłącznie jako wirtualny awatar i zgodnie ze swoją naturą nie wykracza poza przestrzeń Internetu. Co ciekawe, jej twórczość ma więcej wspólnego z tym, co zwykliśmy utożsamiać z artystyczną promocją, która opiera się na publikowaniu swoich prac w Internecie, niż z samą twórczością artystyczną. Artystka funkcjonuje tylko w Internecie, wystawie wyłącznie w sieci i jak ognia unika jakiejkolwiek fizycznej formy ekspozycji swoich prac. Facebook, Twitter, Instagram, Tumblr, Pinterest i Vine są dla niej jak Tate, MoMA, Biennale w Wenecji czy Myfair dla każdego artysty: La Turbo traktuje portale społecznościowe jak platformy wystawiennicze, które dosięgają maksymalnej możliwej liczby widzów. Tyle, że portale społecznościowe pod tym względem akurat mają znaczną przewagę nad nawet światowej famy instytucjami i, gdyby zbadać statystki odwiedzania wystaw, artysta-awatar miałaby pewnie sporo większą liczbę odbiorców niż wystawiający w Tate Modern artysta.

La Turbo Avedon nie jest jedyną postacią na post-współczesnej artystycznej scenie, która poddaje pod dyskusję sposób i przestrzeń, w jakiej ta funkcjonuje. Whats’ Wrong Biennale to kolejna inicjatywa rozgrywająca się wyłącznie w przestrzeni Internetu. What’s Wrong wystartowało z inicjatywy fundatora, David Quiles Guilló, fundator i jest moderowane z Alicante. Sam David Quiles Guilló w wywiadzie dla The New York Times przyznaje I’m not a specialist in digital art, I’m a specialist in making structures to support art („Nie jestem znawcą sztuki cyfrowej, jestem specjalistą od tworzenia struktur, które taką sztukę wspierają”). Trudno o lepsze uzasadnienie przyjęcia Internetu za środowisko, w którym rozgrywa się Biennale w miejscu tradycyjnych lokacji galerii sztuki. Jakkolwiek sztuka digitalna jest trudnym do orzechem do zgryzienia dla tradycyjnego świata galerii i kolekcji, choć wcale nie stoi do niego w kontrze. Posiada też już swoje kluczowe nazwiska i programowe artystyczne postawy. What’s Wrong prezentowało takich artystów jak Elisa Giardina Papa, wspomniana już Marisa Olson czy Lorna Mills, których prace należą, dla przykładu, do stałej kolekcji Whitney Museum of American Arts.

La Turbo Avedon - rynekisztuka.pl

La Turbo Avedon

Inicjatyw jak What’s Wrong jest więcej. Należy do nich między innymi Super Modern Art Museum (SPAMM). Twór Françoise Aptera (pseud. Ellectra Radikal) i Michaela Borrasa (pseud. Systaime) to obszerny katalog pond 140 artystów i kolektywów oscylujących wokół sztuki Internetu. Podobną funkcję pełni Homeostasis Lab. Ufundowane w Sao Paulo w ramach What’s Wrong Biennale, Homeostasis Lab jest internetową platformą, którą komunikuje i prezentuje działania twórców, kuratorów i teoretyków związanych z digital art’em. Ilość prezentowanych prze Homeostasis Lab artystów może spowodować lekki zawrót głowy. Wiele z prac stanowi meta-narrację, podejmując dialog z widzem o swojej własnej kondycji. Pośród kolekcji znajdują się jednak prace jak martwe natury Santa France, młodej artystki, która w poetycki i inteligentny sposób gra materialnością i wirtualnością przedmiotów. Santa France komponuje w delikatne martwe natury wyrenderowane na wzór realnie istniejących obiekty 3D. Zwykłe, codzienne utensylia to np. pozostałości po rozstaniu – szklanka, pinceta, chustka kiedyś bliskiej osoby pozostawiona w już dłużej nie współdzielonym mieszkaniu. Obiekty są boleśnie prawdziwe, jednocześnie wraz z tym, czego symbolem się stają, należą do nieistniejącej już, wirtualnej sfery przeszłości.

Dla poszukujących podobnie mniej radykalnych prac związanych ze sztuką cyfrową i podejmujących dyskurs o przestrzeni wirtualnej, godna polecenia jest nowojorska Transfer Gallery. Galeria prezentuje twórców działających analogowo, ale podejmujących temat i posługujących się stylistyką Internetu, jak Alexandra Gorczycki czy Bill Miller.

A. Bill Miller, źr. Transfer Gallery - rynekisztuka.pl

A. Bill Miller, źr. Transfer Gallery

Sztuka romansująca z Internetem w mniej postępowym i często pretendującym do bycia „elitarnym” świecie tradycyjnych galerii i kolekcji wydaje się kojarzyć z działaniem anarchistycznym. I na swój sposób jest to prawidłowe skojarzenie, dlatego że wszędzie tam, gdzie pojawia się Internet pojawiają się idee wolności wypowiedzi, prawa do wiedzy i informacji, demokracji, decentralizacji oraz ogólnej dostępności. Stawianie tych idei w kontrze do klasycznych metod wystawienniczych nie ma większego sensu, bo trudno zarzucić postulatom sztuki Internetu negowanie czy piętnowanie sztuki tradycyjnej. Trudno zarzucić jej cokolwiek, prócz totalnej niezależności, choć niewątpliwie jest to raczej jej zdrowy atut, niż mankament, który może okazać się bardzo wartościowym i zdroworozsądkowym argumentem w dyskusji o funkcjonowaniu komercyjnego rynku sztuki.

fot. góra: źr. Transfer Gallery

Agata Wieczorek

Rynek i Sztuka - logotyp

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: