szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
ASW – FaceToFaceArt

W labiryncie kolekcjonowania sztuki współczesnej

14.03.2019

Magazyn, Wywiady

Sztuka współczesna to jeden z największych segmentów rynku sztuki. Choć jej kolekcjonowanie uchodzi za skomplikowane hobby dla znawców, to zakup prac młodych artystów jest jedną z najlepszych inwestycji.

Jak kolekcjonować i co kolekcjonować? Jak odnaleźć się w meandrach tej zawiłej sztuki i na co zwracać uwagę podczas zakupu? O tym opowiada Anna Niemczycka-Gottfried, wydawca oraz redaktor naczelny portalu rynekisztuka.pl, manager w ramach programu Artist Management oraz CCR.

W ostatnim czasie rynek sztuki współczesnej dynamicznie się rozwija, a jego wartość nieustannie wzrasta. To chyba dobra tendencja?

Rynek sztuki współczesnej zdaje się wypełniać pewną lukę… Dzieła sztuki dawnej znalazły już swoje stałe miejsce w muzeach, zaś sztuka powojenna z pracami o statusie klasyków czy pionierów w swej dziedzinie nieustannie uzupełnia zbiory muzealne i prywatne. Poza tymi obszarami znajduje swoje miejsce sztuka współczesna, z ostatniego dwudziesto, może trzydziestolecia. Jest ona dostępna, pełna nowości i, co ważne, ma nabywców w postaci wciąż nowopowstających muzeów współczesnych oraz młodych koneserów sztuki.

Sprzedaż na rynku sztuki kojarzy się jednak głównie z ogromnymi rekordami cenowymi. Kto zatem może inwestować w sztukę współczesną? Czy jest to zarezerwowane tylko dla najbogatszych?

Nie ma co ukrywać – zasobność portfela jest ważnym czynnikiem. Rekordy biją te dzieła, których autor ma pewną renomę w świecie sztuki i to o nich najczęściej słyszymy. Natomiast sztukę może kupić każdy, a wartościowe dzieło, aktywnego artysty może kosztować mniej niż inne dobra, które kupujemy do domu i traktujemy jako rzecz pozornie niezbędną: samochód albo najnowszy smartfon. W przeciwieństwie do tych przedmiotów, które z czasem tracą wartość, wartość materialna dzieła sztuki wzrasta lub utrzymuje się na stałym poziomie. Niesie też ze sobą wartość niematerialną, której nie sposób wycenić.

Podejście do sztuki współczesnej często wiąże się z lękiem wśród odbiorców. Skąd bierze się takie nastawienie?

Problem ten ma wiele źródeł. W Polsce leży on trochę w systemie edukacji: w szkolnym programie brakuje miejsca na edukację związaną z estetyką czy wrażliwością artystyczną. Istotny jest też kontekst historyczny i społeczny: przez wiele lat sztukę, szczególnie awangardową, łączono przecież z burżuazją. Poza tym bycie świadomym odbiorcą sztuki – i zaznaczam nie chodzi tylko o kupca – wymaga odrobiny czasu, pójścia do galerii, posłuchania lub przeczytania tekstu kuratorskiego, który przybliży nam problem. Jest to sprawa poświęcenia czasu sztuce, chęci do związanej z nią refleksji.

Jak zmienić taki stan rzeczy?

Sztuka stara się czasami własnymi środkami zainteresować potencjalnego odbiorcę. Jest o niej głośno z powodu sensacji – jak w przypadku Banksy’ego lub Mariny Abramović. W dobie informacji wizualnej sztuka staje się coraz bardziej efektowna, modnie jest mieć zdjęcie przy jakimś powszechnie znanym obiekcie…

Wyobraźmy sobie w takim razie taką sytuację, że idziemy ze znajomymi do galerii sztuki i tam naszą uwagę zwracają prace jednego z artystów. Próbujemy bezskutecznie znaleźć o nim informacje poza galerią. Co decyduje, że ktoś staje się sławny, a jego dzieła cieszą się zainteresowaniem?

Gdy jest to młody lub żyjący artysta średniego pokolenia, to nie przejmowałabym się aż tak tym, że nie można o nim usłyszeć w szerszym kontekście czy też znaleźć informacji w Internecie. To są ludzie, którzy dopiero “budują swoją historię”, być może brakuje im jeszcze portfolio lub informacji prasowych. Oczywiście, artyści, o których jest głośno, są w pewien sposób bardziej dostępni, wiemy co i gdzie wystawiali, a im głośniejsza wystawa i w znaczącym miejscu, tym większe zainteresowanie. Moim zadaniem jako artist managera jest dbanie o to, aby artysta mógł się skupić tylko na tworzeniu. Ja odpowiadam za resztę działań, wykorzystując przy tym przede wszystkim ogromny potencjał nowych sposobów docierania do odbiorców. Nie chodzi przy tym o to, aby działania promocyjne kreowały sztuczną modę, ale umożliwiały artystom dotarcie do szerszego grona zainteresowanych.

Zatem prace którego polskiego artysty warto mieć w domu?

Najlepiej każdego (!). Kupując prace początkujących twórców, tak naprawdę pozwalamy się im rozwijać. Inwestowanie w nich jest trochę jak giełdowa akcja dla firm. Pomijając zaś kwestie finansowe, możemy uznać, że po prostu pomagamy artyście, który porusza tematy nam bliskie i umie w sposób twórczy przekazywać emocje. Sztuka współczesna jest pełna różnorodnych rozwiązań i artystycznych koncepcji, każdy znajdzie więc coś dla siebie.

Inwestowanie w sztukę staje się coraz bardziej popularne nie tylko jako alternatywna forma lokaty kapitału, ale także jako część kultury. Czym powinniśmy się więc kierować podczas wyboru dzieł sztuki?

To zależy jak chcemy z tej sztuki korzystać. Jeżeli traktujemy ją tylko jako kapitał, to polecam najpierw dogłębne zapoznanie się z rynkiem i zrozumienie, jakie schematy nim kierują oraz z tym na jaką stopę zwrotu i w jakim czasie możemy liczyć. Uważałabym na boomy i pewne szaleństwa rynkowe. W innym przypadku kierujmy się po prostu sercem.

A jak to wygląda z drugiej strony kurtyny (czy też galeryjnej ściany)? Jak artysta powinien wyceniać swoje prace, czym ma się kierować?

Wartość dzieła sztuki w dużej mierze zależy od artysty – nie tylko chodzi o to, ile włożył w samą pracę, ale także o to, czy ma na to dzieło koncepcję, czy chciałby je pokazać, w jakiej galerii i w jakim kontekście. Z praktycznego punktu widzenia praca kosztuje tyle, ile jego produkcja. Artysta powinien uwzględnić koszty materiałów – bywa, że dzieło jest tańsze niż krosno, płótno i farby. Ponadto musi wycenić własną pracę – i tutaj zaczynają się schody. Trzeba uważać, żeby nie przeszacować i nie sugerować się aukcyjnymi rekordami kolegów po fachu. Ważniejsze jest poszukiwanie swoich odbiorców, bo to oni zaprocentują.

W takim razie czy nadal potrzebujemy ekspertów na rynku sztuki i na czym obecnie polega ich rola?

Eksperci na rynku sztuki: marszandzi, antykwariusze czy pracownicy muzealni są nadal ważni, ponieważ ich zawodowa praca odciąża kolekcjonerów w poszukiwaniach. Marszand stale uczy się swojego artysty i powinien o nim wiedzieć, jeśli nie wszystko, to bardzo dużo. Jeżeli więc zwrócimy się do niego z pytaniem o pracę, która zwróciła naszą uwagę, powinniśmy dostać w pigułce informacje o jego najważniejszych wystawach czy osiągnięciach. Ważne jednak abyśmy słuchali osoby, której ufamy. Taką rolę pełnią również artist managerowie, którzy, oprócz tego, że towarzyszą artyście w jego ścieżce kariery, to sami ją tworzą. Przygotowują lub załatwiają udział w wystawach, targach, kontaktują się z mediami oraz odpowiadają za ich wizerunek w sieci. Artysta w pełni oddany pracy twórczej nie jest w stanie sam zajmować się tymi wszystkimi zadaniami.

Dziękuję za rozmowę.


szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: