szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:

Przypadek i dreszczyk emocji: dekalkomania

17.07.2019

Techniki malarskie i rysunkowe

Wiele zależy od przypadku – od niezliczonej liczby czynników, rodzaju odciskanego tworzywa, współczynnika tarcia materiału, od niewielkich, ledwo zauważalnych drgnięć dłoni artysty. Nigdy do końca nie wiemy, jaki efekt odsłoni się nam wraz ze zdjęciem wierzchniej warstwy, jaki zarys wyłoni się spod niej. Nigdy do końca nie wiemy, co w owym kształcie dostrzeżemy.

Artysta nie jest jedynym autorem dzieła tworzonego techniką dekalkomanii – nie powstaje ono tylko i wyłącznie jako wynik jego warsztatu, jego umiejętności dostrzeżenia i wykreślenia odpowiedniego kształtu, wyrabianej przez lata mechanice ruchu ręki. Dekalkomania to również, a może przede wszystkim – kreowanie procesu, wprawianie w ruch czegoś, co za chwilę wydarzy się samo. Czym zatem jest dekalkomania?

Szaleństwo losowości

Jak wiele innych technik malarskich wynalezionych przez surrealistów – bardzo dobrze znamy ją z dzieciństwa. Dekalkomania polega na odciskaniu farby między dwiema płaszczyznami, co skutkuje w powstawaniu częściowo tylko możliwych do przewidzenia plam barwnych. Pojęcie to powstało w drugiej połowie wieku XIX ze złożenia francuskiego décalquer (odbijać, kopiować) oraz manie (mania, szaleństwo). Ze względu na sposób pracy jak i unikalność finalnego wzoru, uznaje się ją za metodę bliską monotypii.

Plansza z testu Rorschacha

Plansza z testu Rorschacha

Fakt, że odbijanie skutkuje w stworzeniu losowych kształtów wykorzystany został przez psychologów – szwajcarski psychoanalityk Hermann Rorschach wynalazł, nazwany potem od jego imienia test polegający na przypisywaniu abstrakcyjnym wzorom fizycznych odpowiedników mających świadczyć o naszej psychice. Z dekalkomanii czerpią również matematycy, którzy odnaleźli w niej frapujące zagadnienie badawcze – naukowcy z Yale analizują prace artystów szukając w nich fraktali i innych powtarzalnych tendencji.

Widziadła i fantasmagorie

Już w XVIII wieku za pomocą odciskania wzorów dekorowano ceramikę i pojęcie „dekalkomania” wciąż funkcjonuje równolegle w dziedzinie zdobnictwa naczyń i innych wyrobów z gliny. Na malarstwo przełożył ją Óscar Dominguez, po raz pierwszy w 1936 roku obijając na powierzchni kartki wzory namalowane gwaszem i na ich bazie tworząc, jak na surrealistę przystało, formy dziwaczne – fantastyczne stworzenia i nierealne krajobrazy.

Max Ernst, The Stolen Mirror, 1941; źr. Christies

Max Ernst, The Stolen Mirror, 1941; źr. Christies

W tym okresie również Max Ernst przy pomocy owego zabiegu nadawał swoim sceneriom, postaciom i formom organicznym tajemnicze struktury i niepokojące, fascynujące wypełnienia. Splątane włosy morskich nimf, bujne ptasie pióra, omszałe głazy, wijące się pnącza i kwitnące krzewy przenoszą nas do świata iluzji i metafizyki. Także u Remedios Varo charakterystyczne ślady dekalkomanii dojrzymy na płaszczach jej postaci, na powykręcanych sękach konarów czy fakturach górskich turni. Hans Bellmer natomiast odciskaną farbą uzupełniał tła oraz portretowane twarze – cóż mogłoby lepiej oddać losowo rozłożone bruzdy na obliczach starszych osób niż wędrująca własnymi ścieżkami, odciskana farba?

Przeglądając się w obrazie

Jak stworzyć dekalkomanię? Najczęściej używa się farb bazujących na wodzie lub mocno z nią zmieszanych, takich jak akwarele lub akryle. Nic nie wyklucza jednak stosowania tych bardziej zawiesistych, np. olejnych i nakładania ich nawet prosto z tuby. Bardziej wilgotne mieszanki znacznie łatwiej jednak wysuszyć, szczególnie posiłkując się w tym celu suszarką. Pozwala to na szybkie nakładanie na siebie warstw różnych kolorów bez łączenia ich w inną barwę, co w przypadku dłużej schnących farb nie byłoby możliwe. Oprócz wody i jej ilości należy zwrócić uwagę na rodzaj papieru, jego fakturę, stopień gładkości oraz na dynamikę ręki odklejającej wierzchnią warstwę – wszystkie te parametry wpłyną na ostateczny rezultat.

Yoshitaka Iwamoto, Leaves, 2012; źr.-yoshiiwamoto.com

Yoshitaka Iwamoto, Leaves, 2012; źr.-yoshiiwamoto.com

Nie jesteśmy oczywiście ograniczeni do standardowej płaszczyzny dwóch kartek. Współczesna japońska artystka, Yoshitaka Iwamoto eksperymentuje ze szkłem i wykorzystuje je jako podłoże, dzięki czemu jej prace oglądać możemy pod bardzo różnymi kątami. Paul Kolker natomiast na namalowany chwilę wcześniej obraz na moment nakłada arkusze plastiku. U tego amerykańskiego twórcy zabieg ów otwiera drogę ku eksperymentom psychologicznym i nadaje jego sztuce wymiar hermeneutyczny. Nowojorczyk czerpie z osiągnięć Rorschacha i mówi, że oglądając jego obrazy automatycznie dopisujemy abstrakcyjnym konturom realne kształty i znaczenia, które różnią się w zależności od interpretatora, jego doświadczeń, nastroju, pochodzenia czy wykształcenia. Kontemplując dzieła Paula Kolkera, oprócz poznawania ich samych w sobie, zgłębiamy przede wszystkim naszą percepcję. Nie tyle oglądamy więc obraz – to w obrazie oglądamy samego siebie.

Magdalena Nawrocka

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: