szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
Allegro 1

Sztuka w płomieniach

23.07.2019

Magazyn, Techniki malarskie i rysunkowe

Zacznijmy delikatnie, na razie wystarczy nam żar od świecy. Pierwszy raz w ten sposób użył jej austriacki malarz Wolfgang Paalen – na chwilę przyłożył ją do płótna. Powierzchnia zwęgliła się i powstał mglisty, eteryczny kształt, o zwiewności niemożliwej do osiągnięcia w żaden inny sposób. Żaden rodzaj farby, ołówka czy węgla nie byłby w stanie dorównać ulotności płomienia. Tak powstał fumage – najsubtelniejsza z technik malowania ogniem.

Muśnięcie

Amorficzne formy z sadzy pojawiały się nie tylko u Paalena, który dzięki nim zapraszał odbiorcę do sennego świata widziadeł i halucynacji – również innym malarzom zdarzyło się użyć dymu, chociażby Salvadorowi Dalemu w celu namalowania chmur w swoim dziele zatytułowanym Jesienny kanibalizm. Fumage pozostaje praktykowany aż do dziś, a surrealiści znaleźli wielu kontynuatorów. Najpopularniejszy z nich, Steven Spazuk, publikuje w internecie nagrania, na których zaobserwować możemy jak wprawnymi ruchami świecy kreśli twarze, rozwiewa bujne, kobiece włosy, nadaje pozoru ruchu ptasim skrzydłom. Jego ręka trzymająca płonące narzędzie działa szybko, zwrotnie, dynamicznie. W przypadku fumage’u ma to ogromne znaczenie – dym błyskawicznie osadza się na kartce, tony ciemnieją w mgnieniu oka, ułamek sekundy i efekt różnić się będzie od zaplanowanego. Dwa ułamki sekundy i przebijemy kartkę, zadamy jej rozżarzone na krawędziach rany otwarte. Jeśli zatem zamierzamy wyszkolić się w technice fumage’u i ujarzmić dziki płomień wystarczająco by słuchał nas i współpracował przy tworzeniu własnego dzieła – przygotujmy się na długą drogę do celu oraz działanie metodą prób i błędów.

Autumnal Cannibalism 1936 Salvador Dal? 1904-1989 Purchased 1975 http://www.tate.org.uk/art/work/T01978

Salvador Dali, Jesienny kanibalizm, 1936; źr. Tate

Natarcie

Yves Klein, francuski artysta połowy XX wieku zdecydował się natomiast na oddalenie od klasycznego fumage’u i do malowania dymem podszedł już w mniej łagodny sposób. Znacznie mniej – zamiast używać finezyjnej świecy sięgnął po miotacz ognia.

Ogień jest dla mnie przyszłością bez zapomnienia przeszłości. Jest pamięcią natury1

Brutalność wysokiego niekiedy nawet na 3 metry słupa ognia nie odstraszała malarza. Płomień był bowiem zniszczeniem, ale nie unicestwieniem – pozwalał się odradzać, stanowił drogę od dawnego ku nowemu. Zapisując spontaniczną ścieżkę płomienia mocnymi, ale zatartymi językami żaru, Yves Klein opowiadał o rozwoju cywilizacji ludzkiej, o tym, jak ognisko od wieków karmiło i ogrzewało człowieka. Dla innego Francuza, niedawno zmarłego Berdarda Aubertina płótno stanowiło wstęp do działań performatywnych, efektownego podpalenia tablicy usianej wbitymi w nią zapałkami. Po tym niewielkim pożarze na obrazie i ścianie galerii pozostawała zwęglona smuga, a w widzach zdumienie i niepokój pomieszane z zachwytem.

Yves Klein, Untitled Fire Painting (F 67), 1962; źr. yvesklein.com

Yves Klein, Untitled Fire Painting (F 67), 1962; źr. yvesklein.com

Ostrzał

Można też dzieło zaatakować inaczej, równie żywiołowo, lecz w całkowicie odmiennym porywie gorącej ekspresji. Cai Guo-Qiang stosuje ofensywę zupełnie inną, finezyjną mimo swojej gwałtowności. Jego sztuka mocno zakorzeniona jest w kulturze Chin – intrygujące rozpryski o nieprzewidywalnych, nakładających się na siebie trajektoriach artysta tworzy przy pomocy prochu strzelniczego, jednego z najważniejszych wynalazków jego dalekowschodniej ojczyzny. Chińczyk umieszcza ładunek na podkładzie i podpala lont. W taki sposób pojawia się tam całe uniwersum kształtów – eksplodujące gwiazdy, rozdrapane wstęgi, poprzecierane smugi. Oglądając dzieła Caia słyszymy niemal huk, z jakim przychodziły na świat.

Krzywda

Pień potrzebuje około kwadransa żeby zająć się ogniem. Grubsza gałązka – minuty. Ile czasu minie zanim przepalimy papier?

Nie wszyscy artyści podążają drogą pętania czy ujarzmiania tego, co fizyczne, materialne, organiczne. O ile przy wybuchach czy gwałtownych pożogach pewien rodzaj okiełznania niezbędny jest dla naszego bezpieczeństwa, tak w nieco mniejszej skali możemy pokusić się o odejście od niego. Donna Ruff, Ula Einsten oraz kilku innych artystów zamiast starać się opanować siły natury by zachować integralność kartki, postawiło na wyeksponowanie nieuchronnego – faktu, że papier może kiedyś pęknąć pod naporem żaru. Usiali oni swoje dzieła siecią wypalonych dziurek, małych otworków składających się na filigranowe ornamenty. To samo robi Karen Margolis, Amerykanka, która spiętrzając warstwy ażurowych, prześwidrowanych arkuszy igra z przestrzenią, kreuje wielopoziomowe dzieła, w których pełnie przeplatają się z pustkami. Powstaje struktura niemal tkankowa, przywodząca na myśl coś biologicznego i pierwotnego.

Twórcy ci nie walczą więc z kruchością kartki – oni ją eksponują; dziurawią i ranią papier, tworząc w ten sposób estetykę opartą na uroku ubytków, braków. Estetykę mówiącą, że i w bólu odnaleźć potrafimy piękno. Przypominającą, że czasami feniks, który obudzi się na pogorzelisku podniesie się silniejszy i bardziej urodziwy mimo skrzydeł zabrudzonych popiołem.


  1. „Fire for me is the future without forgetting the past. It is the memory of nature.”
    Yves Klein, fragment z « Lecture at The Sorbonne », 1959, Overcoming the problematics of Art -The writings of Yves Klein, Spring Publications, 2007; tłumaczenie cytatu: M.Nawrocka

Magdalena Nawrocka

Rynek i Sztuka - logotyp

 

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: