szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU

Polski New Look. Ceramika użytkowa lat 50. i 60.

17.01.2012

Magazyn

W Europie sztuka użytkowa i design tego czasu funkcjonuje pod historycznym już szyldem „New Look”, który po raz pierwszy użyto jako hasła promującego debiutancką kolekcję Christiana Diora w 1947 roku. Do Polski nowe tendencje dotarły na krótko przed czasami politycznej „odwilży” 1956 roku. Niezwykle istotną rolę w propagowaniu „nowoczesności” i pojęcia „dobrego wzoru” odegrał założony przez Wandę Telakowską Instytut Wzornictwa w Warszawie.

Polski New Look. Ceramika użytkowa lat 50. i 60.

Polski New Look. Ceramika użytkowa lat 50. i 60.

Jak podkreśla dr Barbara Banaś ceramiczny design lat 50. i 60. w Polsce to jednak nie tylko projekty powstające w pracowniach Zakładu Ceramiki i Szkła IWP, to bogata i dotąd rzadko prezentowana oferta polskich wytwórni porcelany, porcelitu i fajansu. W albumie „Polski New Look” w osobnych rozdziałach przedstawiono historię i dokonania poszczególnych Ośrodków Wzorcujących (fabryk w Wałbrzychu, Jaworzynie Śl., Chodzieży, Ćmielowie, Pruszkowie, Tułowicach, Bogucicach, Włocławku, Mirostowicach), wytwórniach prywatnych (Steatyt) i zakładach związanych z Cepelią (Kadyny, Bolesławice, Włocławek).

Polski New Look. Ceramika użytkowa lat 50. i 60.

Polski New Look. Ceramika użytkowa lat 50. i 60.

Polska sztuka użytkowa lat 50. i 60. XX wieku wzbudza dzisiaj coraz większe zainteresowanie rzeszy kolekcjonerów i miłośników designu, którzy odkrywają urodę zapominanych, zepchniętych do lamusa przedmiotów. To oni przypomnieli określenie „pikasy”, które niegdyś w obrębie wspomnianych dekadach przeszło „emocjonalną metamorfozę” od pojęcia o zabarwieniu pozytywnym do ironicznego określenia służącego krytyce ówczesnego modelu aranżowania mieszkań i wnętrz użyteczności społecznej – od kawiarń i restauracji po dzielnicowe biblioteki, kluby zakładowe, na wiejskich świetlicach kończąc. W powojennej polskiej rzeczywistości był to bodaj jedyny tak wyrazisty i skrystalizowany, lansowany i rzeczywiście adaptowany „styl”.

Polski New Look. Ceramika użytkowa lat 50. i 60.

Polski New Look. Ceramika użytkowa lat 50. i 60.

 Czasy Peerelu są wciąż obecne zarówno w pamięci Polaków, jak i w dyskursach badawczych. Dziś jednak coraz częściej w popularnym odbiorze oglądane są przez sentymentalny filtr. Minione realia chętnie przypominamy w prześmiewczych obrazach, opatrując je nutą nostalgicznych wspomnień – pamiętamy uliczne saturatory, niezastąpione popularne samochody – syreny i pojemne małe fiaty, zdobyczny laur z rolek papieru toaletowego. Czy coś naprawdę wartościowego pozostawił czas „odwilży” i okres „małej stabilizacji” w obszarze wzorniczych kreacji? Czy dziś to już jedynie barwne ikony, wyciągnięte z lamusa, odświeżone, ale jednak „obciachowe” przedmioty? Który z tych projektów przetrwał próbę czasu?

Polski New Look. Ceramika użytkowa lat 50. i 60.

Polski New Look. Ceramika użytkowa lat 50. i 60.

FRAGMENTY WSPOMNIEŃ PROJEKTANTÓW

Lucyna Kowalska

projektantka w Zakładzie Porcelitu „Tułowice” w Tułowicach

 Pierwszym naszym fasonem wdrożonym w Tułowicach była „Ewa”. Modelem wyjściowym był mój serwis dyplomowy, którego formę mąż dostosował do wymogów porcelitu i warunków produkcyjnych w Tułowicach. Dopracował wielkości, parametry. Nowością tego wzoru było odejście od symetrii, od formy walca, korpus dzbanka był miękko prowadzony, asymetryczny, nieregularny – wybrzuszony. „Ewę” na początku ręcznie zdobiono, potem także w natrysku. Szkliwo zasadnicze było transparentne, na nie nakładano malaturę – farby sprowadzano chyba z Zachodu, z Niemiec.

Z natryskiem – to było tak, że ludzie nie wiedzieli, co to jest, i nawet dyrekcja nie była tym zainteresowana. Dopiero potem, kiedy okazało się, że to chwyciło, podoba się klientom, wtedy zaczęto natrysk stosować na większą skalę. Myśmy każdą rzecz robili na próbę, ciągle się eksperymentowało, dochodziło po kroku do efektów. Do natrysku najpierw ręcznie ucieraliśmy farby w moździerzu, potem dodając szpachelką terpentynę i olejek anyżowy. Na produkcji robili to już w młynkach kulowych i przygotowanie farby należało do Działu Technologii. Na początku dekoracje natryskowe wykonywały pracownice Ośrodka Wzorcującego – specjalnie dobrane panie, uzdolnione, które dobrze sobie radziły.

 Wit Płażewski

projektant w Zakładach Fajansu im. Rewolucji Październikowej 1905 we Włocławku

Na tzw. Komisje Selekcyjne jeździliśmy co miesiąc. Zabieraliśmy wszystkie wzory – w komisjach siedzieli głównie plastycy z IWP. Czy ja wiem, czy oni byli od nas lepsi, to znaczy lepiej zorientowani w problemach wzornictwa w zakładzie? Niekiedy przyczepiali się do drobiazgów, i chyba oceniali według własnego widzimisię. Niekiedy było naprawdę śmiesznie. Miałem wazon i komisja mówi: no tak, nawet dobre, ale może byłoby lepiej, gdyby był trochę niższy, a gdyby był trochę wyższy, mogłoby być bardzo dobrze. Na następny raz przygotowałem wysoki i niski – komisja niby chwali, ale mówią: tak, ale chyba lepszy byłby wyższy – więc ja sięgam do torby i wyciągam wyższy. No i akceptowali. Takie to były historie. Skład komisji się zmieniał. To byli znani plastycy: pani Koch, pan Gaczyński – bardzo sympatyczny, pani Manteuffel, ale generalnie ludzie starsi, już koło emerytury.

 Józef Wrzesień

projektant w Zakładach Porcelitu i Porcelany w Chodzieży

 Zajmowałem się przygotowaniem form – wszystko robiłem sam. Najpierw projekt na papierze, potem gipsowy model, potem wszystko, co wiąże się z wprowadzeniem do produkcji – odlew, matryca, itd. Nie dawałem tego innym pracownikom, bo źle to robili, czasem nawet złośliwie i trwało długo. A myśmy robili pod targi i trzeba było zdążyć. To było kupę roboty. Na przykład pierwszy duży serwis obiadowy „Aldona” składał się z iluś tam elementów. Ja musiałem sam je wytoczyć, wystrugać, zrobić formy, zrobić próby, potem poprawki. Naprawdę często robotnicy torpedowali te nowe projekty w rozmaity sposób. Woleli robić stare, bo już wszystko wiedzieli, co i jak, i to było łatwe. Na przykład w czajniku z tej „Aldony” – po odlewie formy czekały na wypał, wystarczyło trącić deskę, na której stały, żeby w sposób niewidoczny dla oka naruszyć strukturę masy. Wychodziło to w piecu i naczynie się deformowało. Także człowiek się tam niekiedy namęczył i nadenerwował. Nie miałem swojego pomieszczenia, pracowałem na modelarni z innymi modelarzami. Było ich pięciu czy sześciu, ale wnętrze było duże, miejsca dość. Jednym z najbardziej udanych moich projektów dla chodzieskich zakładów był wspomniany fason „Aldona”. Spodobał się odbiorcom – jak to mówiono „załapał rynek” – i produkcja szła bardzo dobrze. Chyba największe partie eksportowano do Włoch

 Gabriela Hoffmann-Śleżewska

projektantka w Zakładach Porcelitu „Pruszków” w Pruszkowie

Mój pierwszy zestaw to serwis do kawy „Primo”, który zyskał pochlebne opinie. Wtedy mieliśmy pierwsze zamówienie eksportowe do Jugosławii. Potem, proszę sobie wyobrazić, mieliśmy nawet zamówienia z krajów skandynawskich, a tam była przecież duża konkurencja. Ale nasze wzory podobały się, chwalono je. Oni mieli wspaniałe tradycje wzornictwa i swój własny styl. Myśmy też chcieli mieć swój styl. Ośrodek bardzo dobrze współpracował z laboratorium zakładowym – z panią Werner, z panem Modrzejewskim. Myśmy chyba byli wtedy fanatykami, bo pracowaliśmy przecież nie dla pieniędzy, nawet nie dla sławy, tylko w przekonaniu, że możemy i musimy doprowadzić do odrodzenia po wojnie naszego własnego wzornictwa.

O AUTORCE

Barbara Banaś, dr historii sztuki, kustosz Działu Ceramiki i Szkła Współczesnego Muzeum Narodowego we Wrocławiu, adiunkt w Instytucie Kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego; zajmuje się zagadnieniami rzemiosła artystycznego XX wieku i współczesnego designu. Współautorka publikacji poświęconych historii polskiego wzornictwa m.in. „Rzeczy Pospolite. Polskie wyroby 1899-1999” (Wyd. Bosz, 2001), „Poradnik polskiego kolekcjonera” (Wyd. Kluszczyński, 2003), „Out of ordinary” (IAM, 2011); autorka monografii: Krystyna Cybińska (2008), Zbigniew Horbowy (2009), Secesja wrocławska (wspólnie z fotografem Leszkiem Szurkowskim, 2009). Kolekcjonerka polskiej ceramiki lat 50. i 60. XX w.

Polski New Look. Ceramika użytkowa lat 50. i 60.

Polski New Look. Ceramika użytkowa lat 50. i 60.

Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Wystawa: Polski New Look. Ceramika użytkowa lat 50. i 60.  

27 lutego – 1 kwietnia 2012

Kameralna wystawa ukazująca polską ceramikę użytkową okresu „odwilży”, odkrywaną dziś na nowo przez kolekcjonerów i miłośników designu. Pokazanych zostanie kilkadziesiąt modeli serwisów do kawy o charakterystycznych dla tego okresu kształtach i dekoracjach, można będzie zobaczyć również tzw. figurki iwupowskie (projektowane w warszawskim Instytucie Wzornictwa Przemysłowego), dekoracyjne talerze oraz nowoczesne wrocławskie fajanse.

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Jeden komentarz do “Polski New Look. Ceramika użytkowa lat 50. i 60.”

  1. GRAMOFONIA

    Sztuka użytkowa lata 60 i 70

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Czytaj najnowszy numer Magazynu RiSZ online.

Kup magazyn Zobacz inne nasze publikacje

Zapisz się do naszego newslettera

Zapisując się na newsletter zgadzasz się z regulaminem portalu rynekisztuka.pl Administratorem danych osobowych jest Media&Work Agencja Komunikacji Medialnej (ul. Buforowa 4e, p. 1, p-2-5, 52-131 Wrocław). Podanie danych jest dobrowolne. Zgoda na otrzymywanie informacji handlowych może zostać wycofana w każdym czasie. Więcej informacji na temat danych osobowych znajduje się w Polityce prywatności.