szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
Allegro 1

O kondycji rynku sztuki – rozmowa z Zofią Olesińską

19.10.2012

Wywiady

Przy okazji Przeglądu Młodej Sztuki Świeża Krew w Galerii Socato udało nam się porozmawiać także o rynku sztuki, problemach galerii komercyjnej, a także planach na przyszłość.

W tym roku odbyła się już druga edycja Przeglądu Sztuki pt. Świeża krew. Inicjatywa ta – pomimo, że za cel przyjmuje promocję sztuki najmłodszej – to z punktu widzenia galerii prywatnej powinna mieć także jakikolwiek oddźwięk komercyjny. Biorąc jednak pod uwagę warunki finansowania przedsięwzięć organizowanych przez galerie prywatne, chciałabym się dowiedzieć czy przygotowanie takiego wydarzenia jest opłacalne i czy nawet jeśli nie przyniesie efektu sprzedażowego, który by was zadowolił, to konkurs ten będzie powtarzany w przyszłości?

Myślę, że tak.. że idea konkursu będzie powtarzana w przyszłości. Uważamy bowiem, że wszystko co jest powtarzalne lepiej zapada w pamięć odbiorcy i z czasem publiczność przyzwyczaja się do tego typu przedsięwzięć, dzięki czemu jest w stanie odbierać je w głębszy sposób. Zapewne także dlatego, powtarzalne inicjatywy – właśnie takie, jak konkurs – dla galerii są po prostu dobre. Poza tym nasza działalność jest przede wszystkim nastawiona na promocję sztuki, a nie na czysto komercyjny aspekt. Jest to możliwe głównie dzięki wsparciu, jakie otrzymujemy od mecenasa galerii.

Ekspozycja, Galeria Socato, fot. Kama Wróbel

Ekspozycja, Galeria Socato, fot. Kama Wróbel

Tego typu mecenat stały pozwala zachować galerii niezmienny poziom, a także od czasu do czasu organizować inicjatywy nie mające bezpośredniego związku z komercyjną działalnością. Jeśli chodzi zaś o samą organizację tego typu przeglądu to oczywiście jest to skomplikowany proces, który wymaga dużego zaangażowania, wspólnej pracy, a także nakładów finansowych. Dzięki zeszłorocznym staraniom udało nam się pozyskać sponsora nagrody publiczności, który towarzyszy nam także w tym roku. Trudniej jest niestety w przypadku nagrody Grand Prix. I tu muszę przyznać, że miałyśmy prawdziwe problemy ze znalezieniem firmy prywatnej, która chciałaby promować się poprzez wspieranie sztuki. W tym roku nasza propozycja spotykała się z zainteresowaniem i nie od razu zamykano nam drzwi. Jednak ostatecznie nie udało się nam znaleźć firmy zewnętrznej, która chciałabym się w ten sposób promować. Chciałyśmy bowiem aby dana firma wspierając Przegląd Młodej Sztuki ufundowała nagrodę Grad Prix, a więc zakupiła zwycięską pracę do swej istniejącej już kolekcji lub rozpoczęła od tej właśnie pracy takową budować. I niestety nie udało nam się kogoś takiego znaleźć.

A jak jest ze sponsoringiem i mecenatem?

Jest ciężko. Wiadomo też, że galerii niewielkiej i stosunkowo młodej, która ma nieduże przełożenie na media jest zdecydowanie trudniej znaleźć wsparcie z zewnątrz. Tak naprawdę, szukając sponsorów często odbijamy od rozbudowanych działów PR i marketingu, które mają swoje odgórne podstawowe założenia, np. – w jakim miejscu będzie pokazane logo czy też w ilu egzemplarzach będzie ono powielane. Można powiedzieć, że jeśli chodzi o działania artystyczne to trzeba trafić na takie firmy, które po pierwsze mogą i chcą pozwolić sobie na mecenat, a pod drugie osoba decyzyjna jest faktycznie rodzajem pasjonata sztuki, dla którego nie będzie liczył się jedynie czysty zysk czy promocja marki, a wsparcie, jakie ofiarował artystom.

Ekspozycja, Galeria Socato, fot. Kama Wróbel

Ekspozycja, Galeria Socato, fot. Kama Wróbel

Jakie w Twoim odczuciu są największe bolączki galerii sztuki prywatnej?

Cóż, tutaj na pewno jest wiele wątków, które warto poruszyć. Przede wszystkim galeria jest w Polsce takim miejscem trochę jeszcze nieznanym dla zwykłej publiczności. Zazwyczaj gości galerii można podzielić na sztywne, określone grupy, które zawsze będą miały większą, bądź mniejszą styczność ze sztuką. Dlatego też do stałych bywalców galerii możemy zaliczyć artystów, studentów ASP, historyków sztuki, kulturoznawców, kuratorów, pracowników innych galerii czy po prostu ludzi zainteresowanych – z tym, że ta ostatnia grupa to zaledwie garstka. Więc dla zwyczajnego mieszkańca danego miasta czy miasteczka galeria w dalszym ciągu jest przestrzenią obcą – być może dlatego też, że wiele osób do przestrzeni tej po prostu boi się wejść. Z punktu widzenia galerii komercyjnej osoby, które mają tzw. siłę nabywczą są z osoby z tzw. klasy średniej. W dużej mierze osoby te są dobrze wykształcone i dobrze znają się na swoich branżach. Są w jakiś sposób podziwiane, odniosły sukces życiowy, mają swoje firmy albo są zatrudnione w dużych korporacjach na wysokich stanowiskach. Takie osoby mają silą nabywczą – z tym, że często brakuje im obycia ze sztuką i podstawowej wiedzy w tym zakresie, co jest jak najbardziej zrozumiałe. Edukacja plastyczna w Polsce w dalszym ciągu jest jeszcze na bardzo słabym poziomie – w zasadzie nie ma jej wcale – rzadko też wiedza tego typu wynoszona jest z domu. Zatem taka osoba wchodząc do galerii zdaje sobie sprawę z własnej niekompetencji – co nie jest uczuciem przyjemnym – i nawet jeśli faktycznie zainteresowana jest nabyciem pracy, to nie do końca wie jak ma się zachować, czy o co pytać. Jednocześnie, wchodząc do galerii np. w przypadku wernisaży, człowiek taki nagle znajduje się w bardzo hermetycznym środowisku, tzn. jak wejdzie tam osoba z zewnątrz to widzi grupki znajomych, które rozmawiają między sobą.

Ekspozycja, Galeria Socato, fot. Kama Wróbel

Ekspozycja, Galeria Socato, fot. Kama Wróbel

Dlatego właśnie w Socato staramy się podchodzić do nowo przybyłych osób i zachęcać do rozmowy o wystawie. W przeciwnym razie taka osoba będąc w galerii czuje się bardzo obco. Może oczywiście posłuchać przywitania artysty, poczym wychodzi, bo też nie ma za bardzo o czym z takim artystą porozmawiać. Sam artysta też często nie do końca chce być pytanym, bo boi się pytań i nie lubi wystąpień publicznych. Więc może to jest jeden z problemów – że galeria nie jest jeszcze przestrzenią oswojoną.Po drugie galeria kojarzy się z miejscem, gdzie można przepłacić. W mentalności ludzi istnieje przekonanie, że galeria służy wyłącznie galerzyście. Prywatna galeria kojarzy się głównie z tym, że została stworzona aby dać wysoki przychód właścicielowi, który zdobywany jest także kosztem nabywcy. A ponieważ trudno jest określić realną wartość dzieła, bo są to głównie unikaty i nie można w łatwy sposób porównać gotowych cen, to nie wiadomo czy tak naprawdę w takiej galerii się nie przepłaca. Nikt jednak nie zwraca uwagi na to, że galeria jest pośrednikiem pomiędzy artystą a nabywcą. Galerzysta bowiem ustala cenę z artystą, jednocześnie pilnując realnej ceny dla klienta. Dba o dobro odbiorcy, o to aby kupił on dobry obraz np. najlepszy z pracowni artysty, dobrze zakonserwowany, oprawiony w odpowiedni sposób. Osoba pracująca w galerii pilnuje także aby sam artysta uzyskał odpowiednią, ale właśnie realną cenę, czyli też potrafi powiedzieć mu jaka kwota jest adekwatna do danej pracy i za ile jest w stanie dane dzieło sprzedać. Ale niestety, to jest właśnie jest bolączka… że ludzie się boją, boją się że przepłacą. A przecież ceny dzieł można także negocjować. Poza tym jest jeszcze kwestia potrzeb społeczeństwa. Tak naprawdę dzieło sztuki jest.. Czy jest w ogóle na liście potrzeb? Wydaje mi się, że potrzeba ta musi dopiero zostać uświadomiona. Bardzo często ten proces uświadamiania polega na tym, że potencjalny nabywca zobaczy, że ktoś inny ma oryginalny obraz, a nie reprodukcję. Chyba właśnie to najbardziej działa – to, jak zobaczy się u kogoś obraz na ścianie, to że wnętrze ożywa i całkiem się zmienia, szlachetnieje. Nawet w przestrzeni galerii nie ma takiego wrażenia, bo każda praca potrzebuje miejsca dla siebie by całkowicie wybrzmieć. W galerii często obrazy są nieco stłoczone, przez co bardziej działają na siebie, czasem nieco się zwalczając nawzajem. W zasadzie ludzie nie odczuwają potrzeby wchodzenia galerii. Do Socato na przykład z ulicy wchodzi więcej obcokrajowców czy turystów niż Wrocławian.

 

Zofia Olesińska, Galeria Socato, fot. Kama Wróbel

Zofia Olesińska, Galeria Socato, fot. Kama Wróbel

Kolejna bolączka. Prywatna galeria musi mieć finansowanie z zewnątrz – przeważnie jest to mecenas. Rzadko kiedy zdarza się, że jakikolwiek podmiot miejski jest w stanie udzielić wsparcie inicjatywie prywatnej, która organizuje nawet najbardziej niekomercyjnym działanie. Czy macie doświadczenia związane z dotacjami?

Zastanawiałyśmy się nad tym, ale tak na dobrą sprawę nie ma żadnego programu skierowanego do galerii komercyjnych. Istnieją głównie programy przeznaczone dla fundacji czy innych organizacji pożytku publicznego, które w żaden sposób nie dotyczą inicjatyw prywatnych. Ale przyznam, że nie starałyśmy się jakoś bardzo. Pamiętam, że przy wystawie Re:WUWA Marii Kiesner, udało nam się uzyskać patronat Prezydenta Wrocławia. Również inicjatywa ESK2016 daje jakieś pole do popisu – tutaj, co prawda jeszcze nie dostałyśmy wsparcia, ale wiemy, że inicjatywy prywatne również mogą składać swoje aplikacje.

Czy nie masz wrażenia, że galerie komercyjne są marginalizowane?

Są marginalizowane. Bo są czymś na pograniczu. W dalszy ciągu postrzegane są jako coś pomiędzy sklepem a galerią typu BWA i tak na dobrą sprawę nie wiadomo co to jest tak naprawdę. Dla instytucji państwowych, galerie komercyjne są tylko komercją. Oczywiście są galerie, którym po latach ciężkiej pracy udało się wybić, jednak we Wrocławiu nie ma takiej galerii, bo też nie ma takiego środowiska. A mówię o takich galeriach, chociażby warszawskich czy niektórych krakowskich, które mają duże przełożenie na media branżowe, które założone zostały przez historyków sztuki i osoby, które doskonale wiedziały czego chcą i prężnie działają na rynku sztuki.

Ekspozycja, Galeria Socato, fot. Kama Wróbel

Ekspozycja, Galeria Socato, fot. Kama Wróbel

Prowadziliście kiedyś wydarzenia dodatkowe, wykłady o inwestowaniu itp. Czy zamierzacie tego typu działalność popularyzatorską kontynuować?

Oczywiście jesteśmy na to otwarte, bo dzięki nieustannej praktyce i wiedzę na ten temat mamy coraz większą. Ale jednocześnie nie możemy robić wszystkiego, co byśmy chciały – mamy mały zespół. Ponieważ jesteśmy galerią komercyjną, nie mamy takiego zespołu, jak galerie państwowe, gdzie powołanych jest kilka działów, w których pracują ludzie zajmujący się konkretnymi problemami. Dział marketingu, dział finansowy, dział promocji czy techniczny – my ze wszystkim musimy poradzić sobie we trzy osoby. I tak jest raczej w przypadku każdej galerii prywatnej. Zatem trudno byłoby nam realizować wszystko to, co byśmy chciały. Ale jeśli pojawi się zamysł jakiegoś projektu i wiemy, że jesteśmy w stanie zrealizować go najlepiej jak potrafimy – to pewnie.

Zofia Olesińska, Galeria Socato, fot. Kama Wróbel

Zofia Olesińska, Galeria Socato, fot. Kama Wróbel

Czy uważasz, ze we Wrocławiu istniałaby możliwość zorganizowania wspólnego dla galerii wydarzenia coś na wzór warszawskiego Ground Art czy Warsaw Gallery Weekend?

 Myślę, że tak, chociaż z pewnością taka idea musi jeszcze dojrzeć. Wynika to z tego, że we Wrocławiu tak naprawdę nie było galerii komercyjnych z prawdziwego zdarzenia do 2010 roku. My, co prawda, byłyśmy trochę wcześniej, jednak nie miałyśmy swojego lokalu – więc w zasadzie nie istniałyśmy w lokalnej świadomości. I dopiero właśnie w 2010 pojawiło się kilka galerii, które traktowały się trochę jako konkurencję, co oczywiście uważam za naturalne. Były to nowe, prywatne inicjatywy, które musiały pilnować swojego zakresu działań i stopniowo budować bazę klientów. Więc myślę, że na tym etapie początkowym wszystkie galerie skierowane były na własne, czasochłonne działania i raczej nie myślały o żadnej formie wspólnych pokazów. Uważam, że z czasem dojrzewa taka myśl – w nas na pewno – że jeśli w pewnym momencie galerie się nie zjednoczą na jednym terenie, to nie będą w stanie oddziaływać mocniej na publiczność. Wydaje mi się, że warszawskie galerie to zrozumiały, szczególnie, że w mieście tym dość mocno wkroczyły aukcje sztuki młodej, co w pewien sposób zagroziło sprzedaży galeryjnej. Eventy tego typu dają większą siłę przebicia chociażby do mediów. Poza tym przy zorganizowanej, większej imprezie rozlewającej się na całe miasto łatwiej jest ruszyć ludzi. Zatem w momencie, kiedy we Wrocławiu powstaje coraz więcej galerii, wydarzenie tego typu wydaje się coraz bardziej realne.

Ekspozycja, Galeria Socato, fot. Kama Wróbel

Ekspozycja, Galeria Socato, fot. Kama Wróbel

 

Z Zofią Olesińską rozmawiała Kama Wróbel 

Portal Rynek i Sztuka

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: