szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU
MIĘDZYNARODOWY RYNEK SZTUKI

Czy świat sztuki traci swój prestiż?

05.03.2014

Inwestowanie w sztukę

Obrót dziełami sztuki coraz częściej zaczyna przypominać hazard, tracąc swój głęboko zakorzeniony prestiż. Zachowania kolekcjonerów różnią się od tych, które charakteryzują koneserów z pasją. Wspomniane aspekty prowadzą do rosnącej na rynku sztuki „bańki”– do tej pory zarezerwowanej dla tradycyjnego rynku finansowego. 

Od wieków sztuka postrzegana jest, jako dziedzina prestiżowa. Pojęcie mecenatów, czy koneserstwa prężnie rozwijało się w czasach Imperium Rzymskiego. Protektorat bogatych i wpływowych ludzi nad artystami obejmował niezobowiązujące wsparcie ideologiczne oraz pieniężne. Obecnie wspomniane wyżej zjawiska wchodzą w skład inwestowania w dzieła sztuki lecz bez wątpienia nabrały zupełnie innego znaczenia.

Przez wiele tysiącleci wśród opinii publicznej i samych zainteresowanych nabywanie sztuki było sposobem na wyróżnienie się spośród nobilitowanych ze względu na posiadany majątek. Sztuka stała się narzędziem wyrażania swojego gustu i wywyższenia ponad szarą masę. Ten, kto inwestuje w sztukę nie tylko musi mieć wystarczającą ilość aktywów, ale także zostaje naznaczony splendorem, który adresowany jest dla nielicznych.

Pomimo tego że przykłady takiego rozumowania widoczne były podczas Golden Age, ówcześnie dzięki nowym finansowym możliwościom są jak najbardziej aktualne. Istnieje jednak grupa bogatych koneserów – amatorów, którzy z pasją wydają swoje ostatnie grosze na pasujące do ich kolekcji dzieła.  Później decydują się na oddanie jej pod opiekę instytucjom kulturalnym. Doskonałym odzwierciedleniem takiego zachowania była postawa Leonarda Laudera, który zdecydował się na przekazanie pierwszej klasy zestawienia 78 kubistycznych dzieł – wartego ok. 1 miliarda dolarów – w ręce Metropolitan Museum of Art.

Prawda jest jednak, że gro kolekcjonerów nie ma nic wspólnego z filantropami, pomimo tego, że pragną być za takich postrzegani. Eksperci z przykrością stwierdzają, iż świat sztuki coraz częściej porównywany jest do tradycyjnych form inwestowania na giełdzie, a niejednokrotnie ociera się po prostu o hazard. Raz po raz słyszymy o rekordowych wynikach największych domów aukcyjnych Christie’s i Sotheby’s. Rosnące zyski z licytacji można porównywać z galopującymi podczas hossy wskaźnikami giełdowymi. Wśród inwestorów można spotkać takich, którzy licytując z zapartym tchem w głowie mają jedynie marże ze sprzedaży danego elementu, takich, którzy jedynie „przerzucają” kolejnego Warhola za 57 mln. dolarów oraz tych podstawionych, którzy siedząc na sali aukcyjnej wykonują jedynie polecenia ludzi ukrytych za lustrem weneckim.  Wszyscy jednak samozwańczo nazywają się koneserami.

 Francis Bacon, Three Studies of Lucian Freud, 1969, triptych, Christie’s

Francis Bacon, Three Studies of Lucian Freud, 1969, triptych, Christie’s

Rekord obrazu Francisa Bacona  “Three-part study of Lucian Freud” sprzedanego za ok. 142 mln. dolarów był nie tyle zaskoczeniem, ale wywołał wiele kontrowersji. Niepokojące jest to jak szybko rośnie rynek sztuki i jakie kwoty wchodzą w grę. Bańka rośnie jak na każdym rynku finansowym.

Potężne zyski nie są już iluzją. Pomimo tego że inwestycje w wartościową sztukę cały czas należą do tych długotrwałych, według uśrednionych statystyk nie niosą za sobą możliwości straty. Z tego względu są tak atrakcyjne dla kolekcjonerów nastawionych na zysk. Powtarzalne mechanizmy sprawiły, że świat sztuki wysokiej traci swoją unikalną atmosferę. To, co kiedyś wywoływało rumieniec na policzkach pasjonatów, sprowadzone zostało do kolejnej próby siły. Współcześnie rynek sztuki bardziej niż kiedyś przyjął formę wielkiej niewiadomej. Kolekcjonerzy nie mają obowiązku zdradzać przesłanek, którymi kierowali się przy zakupie danego dzieła. Przyjemność z obserwacji wydarzeń na rynku sztuki, często utożsamiana jest z ciekawością odnalezienia prawdziwego powodu zakupu.

Z reguły obserwując wielomilionowe aukcje, czy udostępnione dla opinii publicznej kwoty sprzedaży indywidualnej odnosi się wrażenie, że tutaj nie chodzi już tylko o sztukę. Tak jak w przypadku rzeczoznawców, nie ma przepisów, które ustabilizowałyby sytuację na rynku sztuki. Jedynym prawem, na którym oparty jest handel dziełami mistrzów to: „dobro jest warte tyle, ile ktoś jest w stanie za nie zapłacić”.

Katarzyna Grzemska

źródło: Christie’s; Huffington Post

Portal Rynek i Sztuka

portal_rs_adres_www_wb

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

2 komentarzy do “Czy świat sztuki traci swój prestiż?”

  1. malgot

    Na pewno nie ma już takiego potencjału. Nie inwestuję w sztukę od dawna, raczej inwestuję środki na forexie, ale pracując dla Maximus Trading bazuję wyłącznie na kapitale firmy, w żaden sposób nie wykładam własnych środków i głównie to sprawia, że tak pozytywnie na tym wychodzę. W momencie kiedy inwestuje się wyłącznie własne środki, chętniej podejmuje się ryzyko…

Dodaj komentarz:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Magazyn

Kursy online

Odwiedź sklep Rynku i Sztuki

Zobacz nasze kursy Zobacz konsultacje dla artystów