szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:

Opinie: Muzeum w czasach „selfie”

10.11.2014

Magazyn, Na deser

Nie wydaje Wam się, że Mona Lisa powinna być już znudzona falą mijających ją tłumów, tego mnóstwa osób, które przychodzą tylko po to, aby odhaczyć kolejny punkt w podręcznym przewodniku po Paryżu? Nie wydaje Wam się, że Adam z Kaplicy Sykstyńskiej powinien zejść ze sklepienia i wyprosić natrętnych gości, którzy nie pozwalają mu zaznać ani chwili spokoju? Tymczasem odwiedzin przybywa, a kolejki nigdy się nie kończą. Jakże mało jest osób, które miały okazję spojrzeć na te działa nie będąc bezustannie popychanym przez napierający tłum. Szczęściarze!

Eli Broad, filantrop i przedsiębiorca, w Dallas Museum of Art, źródło: Twitter

Eli Broad, filantrop i przedsiębiorca, Dallas Museum of Art, źródło: Twitter

Obserwując od dawna zwiedzających muzeów mogę śmiało stwierdzić, że przeciętny turysta nie ma własnej opinii, ślepo podąża za wskazanym mu przez przewodnik szlakiem. Nie próbuje zrozumieć tego co ogląda, nie ma czasu na zatrzymanie się choćby na moment, na chwilę refleksji. Większości zależy tylko na tym, żeby być, żeby się pojawić i zniknąć. To prawda, że czasami nie mamy innego wyboru, musimy dostosować się do ogółu, do schematu narzuconego przez pracowników muzeum. Ile razy musiałam tłumaczyć, że wcale nie chcę iść zgodnie z ustalonym odgórnie rytmem, że bardziej interesuje mnie to, czy tamte dzieło, ta czy inna kolejność zwiedzania. Że nie muszę oglądać eksponatów w ustalonym porządku chronologicznym. Niestety tylko nieliczne placówki mi na taki „wybryk” pozwalały.

We wszystkich krajach schemat jest podobny. Małe muzea nie mają prawie wcale zwiedzających, podczas gdy „makromuzea” przeżywają ogromny napływ ludzi każdego dnia. Wśród absolutnych zwycięzców znajduje się Luwr z 9,3 milionami zwiedzających w ubiegłym roku. Na kolejnych stopniach podium plasuje się British Museum (6,7 mln) i Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku (6,3 mln). Dalsza część listy to m.in.: National Gallery (6,2 mln), Muzea Watykańskie (5,4 mln), Tate Modern (4,8 mln), paryskie D’Orsay (3,5 mln) i Centre Pompidou (3,7 mln) … słowem, wszystkie najsłynniejsze muzea, znajdujące się we wszystkich najsłynniejszych stolicach sztuki. Czasami kolejkę stwarza jeden artysta, jedna wystawa, czego idealnym przykładem jest zorganizowana przez madryckie muzeum Reina Sofia ekspozycja dzieł Salvadora Dalego. Nazwisko najsłynniejszego surrealisty świata przyciągnęło bowiem 732 tysiące zwiedzających (6,615 dziennie).

W tle "Krzyk" Edwarda Muncha, źródło: museumselfies.tumblr.com

W tle „Krzyk” Edwarda Muncha, źródło: Museum Selfies

Dyrektorzy Luwru, British Museum, czy madryckiego Prado z pewnością zacierają ręce, ale jednocześnie borykają się szeregiem problemów, jakie generuje tłum zwiedzających. Natłok ludzi stwarza zagrożenie dla samych dzieł, wpływa negatywnie nie tylko na ich odbiór, ale także na ich konserwację. Nadmierna ilość osób w tak ograniczonych przestrzeniach sprawia, że utrzymanie odpowiedniej temperatury, wilgotności, oświetlenia staje się zadaniem trudnym do wykonania. Stoimy więc za barierką, oddaleni o półtorej metra od fascynującego nas dzieła, i nie możemy mu się nawet należycie przyjrzeć. W rezultacie osoby naprawdę zainteresowane sztuką wychodzą zawiedzone. Nie po to tutaj przyszły. Większość jednak zadowala się zdjęciem, które ma od teraz w telefonie, i nie prosi o więcej. A przecież powinniśmy się domagać, bo jak mówi Fransisca Hernandez, profesor na Uniwersytecie Complutense w Madrycie: dziedzictwo kulturowe to spadek, który otrzymujemy i musimy zadbać o jego należytą konserwację, ale jednocześnie powinniśmy móc się nim cieszyć. To trudne, zważywszy na fakt, że obok nas w kolejce po bilet stoją osoby, które mają takie same prawa do tego dziedzictwa jak my. Przy czym ograniczenie liczby dziennych wizyt niekoniecznie jest najlepszym rozwiązaniem. Ciężko jest odebrać komuś prawo do zobaczenia konkretnego dzieła sztuki, czy też zakazać mu zrobić pamiątkowe zdjęcie. Szczególnie jeżeli ktoś przybył z daleka, z innego kraju, kontynentu (zaledwie 13,3% zwiedzających Luwr pochodzi z Unii Europejskiej, 4,1% stanowią Japończycy, 3,8% Chińczycy). Prawdą jest jednak fakt, że jako ogół przesadzamy. Turystyczna pogoń za fotograficznymi pamiątkami sprawia, że sama sztuka przestaje się liczyć. Owszem, widzimy obraz, robimy sobie z nim selfie, ale nie mamy zacięcia, aby cokolwiek więcej się o nim dowiedzieć.

Dostęp do kultury jest otwarty dla wszystkich, można śmiało stwierdzić, że sztuka nigdy nie była tak popularna. Niegdyś zarezerwowana dla elit intelektualnych, dzisiaj skupia praktycznie wszystkich. ALE! W całym tym zamieszaniu brakuje edukacji, przekazywania jakiejkolwiek wiedzy, chociażby i podstawowej. Zwiedzający ciągną za tym co modne, słychają się przewodnika, czasami nawet coś przeczytają, ale nie kształtują własnego gustu, nie zastanawiają się nas własnym poczuciem estetyki, nie debatują, nie komentują, nie opiniują. Podążają od jednego dzieła do drugiego, co rusz naciskając przycisk od aparatu. I już nikt im nie powie, że nie byli w Londynie, w Paryżu, czy w Madrycie. Mają dowody.

Konsekwencje turystyki masowej nie są wyłącznym problemem pracowników muzeów. Dotyczą nas wszystkich, otwierają bowiem debatę na temat kultury, na temat wrażliwości społeczeństwa na sztukę, na temat naszego zainteresowania sztuką. Przecież oglądanie dzieł nie wystarczy, każdy z nas powinien wyjść z muzeum bogatszy o nowe doświadczenie. Tak jak po odwiedzeniu restauracji możemy sprawdzić ile przytyliśmy, tak przy każdym muzeum powinna stać waga, która wskazywałaby ile nauczyliśmy się podczas danej wizyty, jak bardzo nas ona zmieniła, na ile wzbogaciła. Pytanie tylko, czy to w ogóle możliwe pośród tych wszędobylskich tłumów i wszechobecnych fleszy.

Milena Rudzińska

Fot. (góra) Olivia Muse, źródło: Museum Selfies

Portal Rynek i Sztuka
LOGO RiSi

 

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

2 komentarzy do “Opinie: Muzeum w czasach „selfie””

  1. Anna K.

    Bardzo rzeczowo ujęty problem. Sztuka sama w sobie i jej postrzeganie zależy w dużej mierze od wielu czynników. Punkt widzenia zmienia się z powódek geograficznych, społecznych, politycznych i przede wszystkim, kulturowych. Tyle opinii ile ludzi. W dzisiejszym świecie, mam wrażenie, że coraz mniej kładzie się nacisk na postrzeganie piękna i delektowanie się nim. Nikt nie ma czasu, chęci na dywagowanie na temat „co autor miał na myśli, co chciał przedstawić i jaką historię ma w sobie dane dzieło”. Świat idzie naprzód, wszystko dzieje się szybciej, posiadamy coraz więcej, żyjemy mocniej, ale czy lepiej? Żyjemy w świecie, gdzie ludzie więcej uwagi poświęcają zdjęciom znajomych, selfie, poddanym wielu obróbkom. Są uzależnieni od oceniania, ale przede wszystkim od uzewnętrzniania się i pokazywania, jacy to są szczęśliwi, piękni i jak dobrze im się powodzi. Może to obrabianie zdjęć milionami filtrów w programach graficznych też ktoś nazwie sztuką, mam jednak wrażenie, że powszechnie generalizując, świat zatracił wrażliwość na sztukę i przede wszystkim, na piękno niektórych wartości.

  2. Watra

    Bywając w muzeach lub na wystawach często mam wrażenie, że wielu obecnych znajduje się tu przypadkowo – myślami są w niewłaściwym miejscu i w niewłaściwym czasie. Toleruję jednak ich zachowanie, bo taka przypadkowa wpadka u wielu może wiele zmienić w dotychczasowym stylu życia.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: