szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU

„Czerń nie zawsze jest tak głęboko czarna, a szarość ma przecież wiele odcieni” – wywiad z Magdaleną Daniec

28.04.2016

Aktualności, Wywiady

20 maja w warszawskiej Pragalerii otwarta zostanie wystawa prac pochodzącej z Krakowa artystki Magdaleny Daniec. Dlaczego artystka postanowiła swoją najnowszą wystawę zatytułować „Częściowa anhedonia”, gdzie anhedonia oznacza brak zdolności odczuwania przyjemności i jest jednym z objawów depresji? W jakim kierunku przez lata ewoluował styl Magdaleny Daniec? I jaki wpływ na jej twórczość miały ofiarowane artystce po śmierci jej dziadka stare zdjęcia nieznanych przodków? Malarka odpowiada na te (i inne) pytania w rozmowie z portalem rynekisztuka.pl 

Rynek i Sztuka: Jeszcze kilka lat temu Twoje malarstwo zwykło się określać mianem „dekoracyjnego”, mocno kolorystycznego. Tak było chociażby w przypadku prac z cyklu „Atlantyda”. Natomiast od jakiegoś czasu obrazy, które tworzysz można opisywać raczej jako mroczne, niepokojące…

Magdalena Daniec, Niebezpieczny książę, 2013, 100x70, olej na płótnie

Magdalena Daniec, Niebezpieczny książę, 2013, 100×70, olej na płótnie

Magdalena Daniec: Atlantyda, o której wspomniałaś, była chyba rzeczywiście moim najbardziej „barwnym” cyklem. Pamiętam okoliczności w jakich powstawał, nie zawsze były one takie „kolorowe”, ale dla mnie był to ważny okres w twórczości i życiu. Po pierwsze, wyprowadziłam się wówczas z Krakowa, zamieszkałam na wsi, urodziłam dziecko. Dom, w którym zamieszkaliśmy był pierwszym własnym mieszkaniem. Do tego własny kawałek zieleni… Ale było też sporo minusów związanych z tą kompletną zmianą otoczenia. Wielu znajomych, których „okupowało” nasze wynajęte 35 m. w centrum Krakowa, nie potrafiło jakoś dotrzeć do tej wsi pod Wieliczką, więc część życia towarzyskiego się skończyła, a ja poczułam się jak na wyspie, na tej zaginionej „Atlantydzie” pod Krakowem. Ale wszystko to, co mnie otaczało: drzewa, niebo, zwierzęta, było nowe i kolorowe. W tamtym okresie współpracowałam też z krakowską Space Gallery, która miała wyłączność na sprzedaż moich obrazów. Oczekiwania galerii też miały wpływ na twórczość z tamtego okresu – to odpowiedź na Twoje pytanie związane z „dekoracyjnością”. Ale ta „dekoracyjność” wypływała też bezpośrednio z doświadczeń mojego pierwszego cyklu „Ikonostas”. Obrazy, w których dominowały złoto i czerwień, zbudowane z mniejszych i większych scen, podporządkowanych formalnie mocnym geometrycznym podziałom, odbierane były jako dekoracyjne. Natomiast obrazy, które maluję od jakiegoś czasu, maluję wyłącznie dla zaspokojenia własnych potrzeb twórczych. Może niektóre są mroczne, ale czerń nie zawsze jest tak głęboko czarna, a szarość ma przecież wiele odcieni…

W warszawskiej Pragalerii, w ramach wystawy, która otwarta zostanie 20 maja, pokażesz jednak serię obrazów w ciemnej tonacji. Do tego tytuł wystawy to „Częściowa anhedonia”. Anhedonia to jeden z objawów depresji i oznacza brak lub utratę zdolności odczuwania przyjemności. Czy ta definicja w jakiś sposób stanowi klucz do odbioru Twojego najnowszego cyklu obrazów, czy jest to tylko językowa prowokacja?

Magdalena Daniec, Zdumiewająca prognoza pogody, 2013, 100x70, olej na płótnie

Magdalena Daniec, Zdumiewająca prognoza pogody, 2013, 100×70, olej na płótnie

Dla mnie anhedonia to raczej brak odczuwania radości, bez radości nie ma mowy o jakiejkolwiek przyjemności. Ale zwróć uwagę, że ta anhedonia jest „częściowa”, to znaczy, że nie zobaczysz w tych obrazach głębokiej depresji, nie maluję w bezdennej rozpaczy. W takiej prawdziwej „anhedonii” jakakolwiek twórczość jest zwyczajnie niemożliwa. Wracając do tytułu wystawy, otóż nie planowałam pokazywania niektórych obrazów, nie zamierzałam tworzyć cyklu o „smutku”. Równolegle pracuję nad zupełnie innymi obrazami, które właśnie mają być takim zaplanowanym cyklem od A do Z. Natomiast prace, które pokażę w Pragalerii są różne. Pochodzą z kilku lat, choć w większości to nowe obrazy. W większości są też bardzo osobiste, więc ta wystawa ma dla mnie wyjątkowo duże znaczenie. Bynajmniej nie uważam, że wszystkie są tak mroczne i niepokojące, jak zasugerowałaś na początku naszej rozmowy. Tytuł wystawy to tytuł jednego z moich ulubionych obrazów. Co do językowej prowokacji, to raczej unikam takowych, ale od jakiegoś czasu ,”czarno” widzę przyszłość instytucji kultury w Polsce (i częściowo nie odczuwam radości ani przyjemności z tego powodu).

W serii „Ikonostas” po raz pierwszy pojawił się w Twoim malarstwie wątek sacrum i cały czas powraca…

W cyklu „Ikonostas” poszukiwałam harmonii. W tamtym czasie tęskniłam za czymś, co by było w jakimś stopniu dla mnie „święte”, stanowiło jakąś wartość nadrzędną. Byłam wtedy osobą zbuntowaną przeciwko religijności, jaką wyniosłam z domu. Musiałam znaleźć swoje „sacrum” sama. I nie znalazłam go tak szybko. Malując „Ikonostas”, byłam dopiero na początku moich poszukiwań.

Przyglądając się Twoim pracom, oprócz czytelnych fascynacji metafizyką, odnajduję w nich refleksję na temat pamięci, historii i czasu. Można odnieść wrażenie, że to tematy, które przepracowujesz od początku swojej drogi twórczej. Świadczą o tym nie tylko przedstawiane przez ciebie wizerunki, ale także dobór środków wyrazu i materiałów. Kiedyś było to ponadczasowe złoto, dziś są pożółkłe kartki, zapisane fragmenty notatników, podniszczone zdjęcia, ale też taki sposób malowania, który daje efekt jakby celowego patynowania płótna…

To prawda, fascynuje mnie przeszłość, zwłaszcza ta, która w jakiś sposób dotyczy mnie samej, mojej rodziny. Dałam temu szczególny wyraz w cyklu „Oni”. Albo też właściwie „Kim są Oni” – bo były to obrazy przedstawiające bliskich „nieznajomych z przeszłości”, jak ich nazwałam. Po śmierci dziadka otrzymałam od mamy album starych zdjęć rodzinnych, pamiętniki dziadka z lat 30-tych, zeszyty z poradami jak dbać o urodę z lat 60-tych, zeszyty z ulubionymi piosenkami mojej mamy, gdy była nastolatką i wiele innych. Ale szczególnie zafascynowało mnie pudełko pełne zdjęć osób, których moja mama nie znała, a jedyne osoby, które mogłyby mi coś o tych „nieznajomych” powiedzieć, mój dziadek i babcia, odeszły. Jedne zdjęcia podniszczone, inne piękne, na eleganckich tekturkach, z pieczątkami atelier… Fascynujące. Większość wizerunków starałam się w miarę wiernie przenieść na płótno. Tych zdjęć nie przyklejałam do obrazów, wciąż je mam w tym specjalnym pudełku. Natomiast chętnie korzystam w swoich kolażach z notatników mojej mamy, ze starych czasopism, wklejam drobne, zniszczone przedmioty i tekturki, które z jakichś powodów uznaję za „szczególnie” piękne. Poza tym jestem wielka fanką recyklingu, więc nie lubię wyrzucać, ani marnować niczego, co uznam za wystarczająco „ładne”, by można było z tego zrobić coś nowego. Na wystawie w Pragalerii pokażę jedyny obraz z cyklu „Oni”, który jeszcze posiadam. Jest to obraz szczególny, bo jako jedyny z tej serii nie przedstawia bliskich „nieznajomych”, ale moją mamę jako małą dziewczynkę, przytuloną do swojej dostojnej babci. Oprócz obrazów olejnych pokażę także kilka najnowszych kolaży, z serii „Recykling” i „Bombonierki”. Zapraszam do Pragalerii.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Fotografia (góra): Magdalena Daniec, Częściowa anhedonia 2, 2015, 49×72 cm, technika mieszana na płótnie

LOGO RiSi

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Magazyn

Kursy online

Odwiedź sklep Rynku i Sztuki

Zobacz nasze kursy Zobacz warsztaty o sztuce

Zapisz się do naszego newslettera

Zapisując się na newsletter zgadzasz się z regulaminem portalu rynekisztuka.pl Administratorem danych osobowych jest Media&Work Agencja Komunikacji Medialnej (ul. Buforowa 4e, p. 1, p-2-5, 52-131 Wrocław). Podanie danych jest dobrowolne. Zgoda na otrzymywanie informacji handlowych może zostać wycofana w każdym czasie. Więcej informacji na temat danych osobowych znajduje się w Polityce prywatności.