szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU

Wywiad z Ewą Mierzejewską i Leną Szwed-Strużyńską – organizatorkami Targów Sztuki Dostępnej

16.12.2019

Wywiady

W dniach 16-17 listopada w warszawskiej Babce do wynajęcia odbyły się targi sztuki dostępnej. To już druga edycja wydarzenia, które stworzono po to, by dać Polakom okazję na zakup sztuki za kwoty dostępne na każdą kieszeń – cena jednej pracy nie może bowiem przekroczyć 5 tysięcy złotych.

Jak oceniają Panie jesienną edycję Targów Sztuki Dostępnej?

Lena Szwed-Strużyńska: Kiedy przygotowywałyśmy pierwszą, wiosenną edycję, nie przypuszczałyśmy, że jeszcze w tym roku będzie druga. Teraz mamy powody do satysfakcji, bo dociera do nas wiele sygnałów z zewnątrz, od naszych wystawców i od osób odwiedzających Targi, że wydarzenie było udane. Ponownie przyciągnęło kilka tysięcy ludzi i ponownie sprzedanych zostało kilkaset prac.

Czym ta edycja różniła się od poprzedniej?

Ewa Mierzejewska: Przede wszystkim liczbą wystawców. Podczas jesiennych targów było ich 125 – dla porównania, na wiosnę było to nieco powyżej osiemdziesięciu. Z tego powodu musiałyśmy powiększyć przestrzeń ekspozycyjną, zwłaszcza, że już w marcu wyraźnie jej brakowało. Dlatego dostawiłyśmy do budynku „Babka do wynajęcia” dwie profesjonalne hale namiotowe. To dało około 400 dodatkowych metrów kwadratowych.
Nowością była też sala konferencyjna, gdzie odbywały się tak zwane spotkania artystyczne, czyli wykłady, dyskusje, pokazy prowadzone przez artystów i ekspertów na tematy związane ze sztuką współczesną. Cieszyły się wielką popularnością, niemal każde wystąpienie miało pełną salę. Wysoka frekwencja świadczy o tym, że ludzie chcą pogłębiać wiedzę na temat sztuki.

Wciąż wielu Polaków nie kwestionuje stereotypu, że sztuka to inwestycja jedynie dla osób o bardzo wysokich zarobkach. Przedsięwzięcie, jakie stanowią targi popularyzuje wiedzę o tym, że obraz lub rzeźbę może kupić każdy; dostarczają możliwości dokonania takiego właśnie zakupu. To duże, mocno nagłośnione wydarzenie. Pierwsza edycja zorganizowana została w marcu, więc zapewne jest zbyt wcześnie o tym mówić, ale czy zaobserwować można już pierwsze jaskółki zmiany myślenia o rynku sztuki spowodowane przez targi? 

Lena Szwed-Strużyńska: Naszym założeniem jest poszerzenie grupy odbiorców sztuki współczesnej. Dlatego tak planujemy całą komunikację związaną z Targami, żeby trafiać z informacją do zupełnie nowych klientów. Efekty są widoczne. Pierwszą i drugą edycję odwiedziło już w sumie ponad siedem tysięcy osób. Nietrudno było zauważyć, że większość z nich to zupełnie nowi klienci, którzy dotychczas nie odwiedzali galerii sztuki. Wielu z nich nabyło oryginalną pracę artysty po raz pierwszy w życiu. Ale zauważyłyśmy też inne, pozytywne zjawisko: wiele osób przyszło na targi marcowe, a potem wróciło w listopadzie.

Ewa Mierzejewska: Zarówno wystawcy, jak i goście wydarzenia bardzo chwalą sobie możliwość bezpośredniego kontaktu. Artyści, marszandzi odbiorcy – wszyscy spotykają się w jednym miejscu i czasie. Mogą porozmawiać i wymienić się wizytówkami. Targi stają się czymś w rodzaju „galerii totalnej”, której żywot trwa wprawdzie tylko dwa dni, ale efekty są odczuwalne dla wszystkich przez kolejne miesiące. Od wystawców wiemy, że mnóstwo transakcji zostaje zawartych już po zakończeniu wydarzenia.

Jak powstał pomysł zorganizowania targów? Skąd brały Panie inspiracje?

Ewa Mierzejewska: Jeśli chodzi o sam pomysł targów sztuki z limitem ceny, to podobne imprezy od dawna odbywają się na świecie. My stworzyłyśmy jednak naszą lokalną, polską formułę takiego wydarzenia. W pewnym momencie obie, pracując w różnych dziedzinach – bo Lena prowadziła galerię, a ja magazyn o wnętrzach – zauważyłyśmy, że pojawiła się nowa potrzeba. Ludzie zaczęli szukać kontaktu ze sztuką, ale nie wiedzieli, jak i gdzie ją kupować.

Jaki jest odbiór Targów Sztuki Dostępnej przez odwiedzających, a jaki przez specjalistów?

Ewa Mierzejewska: Odwiedzający traktują Targi Sztuki Dostępnej jak jedną wielką galerię, gdzie mogą wybierać spośród tysięcy prac wykonanych w różnych technikach i stylach. Mogą poznawać galerie, artystów, a przy okazji spędzić czas z rodziną i spotkać znajomych. Mogą dowiedzieć się czegoś o sztuce i kupić dla siebie dzieło artysty. Większość osób wybiera to, co im się po prostu podoba, co pasuje do nich i do wnętrza ich domu. Każdy czuje się bezpiecznie, bo wie, że wystawiane na sprzedaż prace są już po selekcji, i że na pewno nie kosztują więcej niż pięć tysięcy złotych.

Lena Szwed-Strużyńska: Dla wystawców to doskonała okazja, aby dowiedzieć się, co naprawdę interesuje ludzi, zobaczyć ich autentyczne reakcje, zrozumieć, na czym polega odbiór sztuki przez osoby spoza kręgu znawców i kolekcjonerów. Oczywiście ci ostatni również odwiedzają nasze targi, choćby dla perełek takich jak gwasze Andrzeja Cisowskiego czy pastele Andrzeja Mierzejewskiego. Bo przecież niska cena nie oznacza braku wybitnych artystycznych osobowości. Na drugich Targach Sztuki Dostępnej można było nabyć oryginalne prace na papierze tak znanych artystów jak Maśluszczak, Starowieyski, Olbiński czy Dwurnik.

W jaki sposób selekcjonowane są prace na targi?

Lena Szwed-Strużyńska: Swoją ofertę na targach mogą prezentować zarówno galerie, jak i artyści działający samodzielnie. Jeśli chodzi o galerie, to najchętniej zapraszamy do udziału znane, renomowane placówki. Jesteśmy na przykład bardzo dumne z faktu, że w drugiej edycji pojawiła się galeria Artemis z Krakowa. Ale czasem zgłaszają się też do nas właściciele galerii działających na rynku od niedawna. Wtedy prosimy o przesłanie wykazu artystów, których prace miałyby być pokazywane na Targach. Natomiast jeśli mówimy o wystawcach-artystach indywidualnych, to weryfikacja odbywa się na podstawie przysłanych informacji, linków do stron internetowych lub profili w mediach społecznościowych, oraz na zdjęć przykładowych prac. Sprawdzamy to wszystko i podejmujemy decyzję. Jest to nasz całkowicie subiektywny wybór. Ukończone studia artystyczne, nagrody, osiągnięcia – to jest oczywiście istotne, ale nie stanowi jedynego i głównego kryterium.

Na targach można zauważyć dużą różnorodność wystawianych dzieł, w tym nawet prace z nurtów mniej rozpowszechnionych jeszcze w Polsce, takich jak street art. Czy mogłyby Panie powiedzieć więcej na ten temat?

Ewa Mierzejewska: Zależy nam na różnorodności technik i stylów wystawianych prac. Tymczasem zdecydowanie najwięcej zgłoszeń otrzymujemy od artystów malarzy. Staramy się, by wszystkie dziedziny sztuki były obecne na naszych targach, poczynając od fotografii kolekcjonerskiej, grafiki komputerowej, a kończąc na rzeźbie, tkaninie, szkle artystycznym. Bardzo cenimy sobie obecność artystów związanych z Brain Damage Gallery. To jedna z najlepszych w Europie galerii specjalizujących się w szeroko pojętym nurcie street art. Mało kto wie, że polscy przedstawiciele tego nurtu są dobrze znani na świecie. Ich prace osiągają coraz wyższe ceny w Wielkiej Brytanii, USA czy Japonii, gdzie sztuka ulicy już dawno weszła do najznakomitszych galerii i prywatnych kolekcji.

Kiedy możemy spodziewać się kolejnej edycji targów?

Ewa Mierzejewska: Późną wiosną, prawdopodobnie na przełomie maja i czerwca. Chciałybyśmy ogłosić datę już w styczniu. Warto zaglądać na naszą stronę www.targisztukidostepnej.pl oraz na nasze profile Targów na Facebooku i Instagramie. Tam publikować będziemy wszystkie informacje.

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017