szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU

“Miasta są wizualną manifestacją mojej duchowości”. Wywiad z Arturem Przebindowskim

25.09.2020

Aktualności, Wywiady

Miasta, które maluje są gęste, żyjące, oddychające. W jego obrazach widać przemyślaną konstrukcję, a wielopłaszczyznowość dzieł jest intrygująca. Malarz Artur Przebindowski w wywiadzie z Anną Niemczycką-Gottfried opowiedział m.in. jak wpłynęła na niego pandemia, czym jest dla niego miasto oraz dlaczego pracuje nad kilkoma obrazami jednocześnie. Przypomnijmy, że do 24 października obrazy artysty można podziwiać w Galerii Miejskiej we Wrocławiu. 

Anna Niemczycka-Gottfried: Muszę przyznać, że patrząc teraz na Twoje obrazy, szczególnie te z cyklu ,,Constraction’’ i ,,Megalopilis’’, odbieram je zupełnie inaczej po sytuacji związanej z pandemią. Żywa, pełna napięć tkanka miejska, trochę zwolniła. Zauważyłam, że przez wymuszoną izolację wiele osób miało okazję spojrzeć na swoje życie z boku, z dystansem, być może wyciągnąć wnioski. Czy u Ciebie również się coś przewartościowało? Zmieniła się perspektywa? 

Artur Przebindowski: Rzeczywiście, nagle dotarło do mnie, że system zakazów i nakazów administracyjnych, może spowodować zupełnie nową, w istocie absurdalną sytuację. Dodatkowo spirala strachu wywołana przez doniesienia medialne, których przecież nie jestem w stanie zweryfikować, a wiem doskonale, że media mogą być źródłem nie tylko rzetelnej informacji… No i przede wszystkim wspomniane decyzje rządzących, które z dnia na dzień pozbawiają nas podstawowej swobody poruszania się w mieście, a nawet poza nim. Jestem z pokolenia, które pamięta stan wojenny i pamiętam, że ograniczenia związane z rokiem 1981 (miałem wtedy 14 lat) były niczym w porównaniu z tym co jest teraz. 

Z drugiej strony, są też pozytywne zjawiska. Mam na myśli pewien rodzaj ciszy, spokoju, braku ruchu ulicznego, puste centrum Krakowa na wiosnę, to było naprawdę niezwykłe. Idę o ósmej rano ulicą świętej Anny i nie widzę nikogo. To było jak Inscenizacja filmowa. Rozmawiałem wtedy z moim przyjacielem Szymonem Parafiniakiem, który zadzwonił do mnie i wymienialiśmy się spostrzeżeniami na ten temat. I właśnie wtedy powstał pomysł projektu pod tytułem „Życie” – wystawy realizowanej w technologii 3D, której punktem odniesienia jest właśnie afirmacja życia. Życie jako Uniwersum, jako wartość, do której odnosi się wszystko inne, ponieważ pozostałe rzeczy to tylko zmiana dekoracji. 

Doświadczam tego właśnie teraz, kiedy często jesteśmy zmuszani do zmiany swoich koncepcji i planów. Jeśli chodzi o moją perspektywę, to ona zmieniała się jakieś trzynaście lat temu, mniej więcej koło czterdziestki. To był taki moment, kiedy po raz pierwszy spojrzałem na swoje życie z poziomu upływającego czasu. Jednak, metryka i to wszystko co się z tym wiąże, to jest tylko kwestia systemu mentalnego, jak pisze Hawkins. Staram się, aby te parametry mnie nie dotykały, albo przynajmniej jak najmniej. Sam jestem architektem swojego ciała i umysłu. 

Choć rynek sztuki ma się bardzo dobrze, to sami artyści są podzieleni w opiniach jak wpłynęła na nich izolacja. A jak było u Ciebie? Cała sytuacja zadziałała na Ciebie wyzwalająco i twórczo czy wręcz przeciwnie? 

AP: W pierwszej chwili poczułem się zagrożony, a przede wszystkim zmanipulowany, ale ta refleksja przyszła dopiero później. Jeszcze później miałem poczucie bezsilności i irytacji. Dokładnie tak to wyglądało. Byłem zirytowany, że nie podaje się rzetelnej informacji, a przede wszystkim, że nie traktuje się podmiotowo ludzi. Jednym słowem kompletna samowolka władz i demontaż ekonomiczny głównie prywatnych przedsiębiorstw. 

Artur Przebindowski malarstwo rynekisztuka.pl

Artur Przebindowski

Moja znajoma lekarka przebywająca na Tajwanie, która ma możliwość widzenia tego zjawiska z innej perspektywy powiedziała mi wprost “Artur to jest kompletna mistyfikacja mająca na celu stworzenie alibi dla potężnego kryzysu ekonomicznego, który nadciąga w skali globalnej”. Dodatkowo fatalne jest to, że ta sytuacja tak bardzo podzieliła ludzi, sam tego doświadczyłem. Widzę te podziały w społeczeństwie, dwa sposoby myślenia, kompletna polaryzacja i zastanawiam się komu na tym zależy? O co w tym wszystkim chodzi? I nie są to żadne teorie spiskowe, raczej zastanawia mnie fakt, jak dalece jesteśmy sterowani jako społeczeństwo. 

Tak zwany niewidzialny wróg jakim jest pandemia lub kreacja medialna na temat pandemii. Nie dotyczy to oczywiście tylko i wyłącznie Polski, to zjawisko globalne jak wiemy. Parametry podawane nieustannie przez media odnośnie Covid-u, systematycznie i z tendencją do zastraszenia ludzi, o czym mówi wyraźnie znany amerykański biolog Bruce Lipton, mianowicie poddajesz ludzi permanentnemu stresowi nakręcając spiralę strachu, co osłabia system immunologiczny nie tylko jednostki, ale całych społeczeństw. Przy czym kompletnie milczy się o równolegle występujących o wiele groźniejszych zjawiskach i chorobach. Dodatkowo: „keep the dystans”, “dwa metry”, kompletne rozbicie struktury społecznej, zasłonięte twarze, brak identyfikacji – Orwell by tego nawet nie wymyślił. Kilka dni temu Robert Kennedy Jr na manifestacji w Berlinie wypowiedział znamienne słowa: pandemia jest wygodnym alibi dla rządzących by kontrolować społeczeństwo, w tym stwierdzeniu zawiera się cała istota tego zjawiska. 

Miasto to dosłowny komunikat, który jednak wyraża niewypowiedziane i nienazwane meandry duszy. Czym jest dla Ciebie ta, na pierwszy rzut oka, monolityczna bryła? 

AP: Miasto to zorganizowana forma, wynik rozwoju cywilizacji. Zauważ, że na wschód od Dniepru w ptolemejskiej koncepcji granic Europy, miasta były rzadkością, głównie zamieszkiwały ludy koczownicze. Miasto to zachodnia koncepcja cywilizacyjna, mam na myśli oczywiście basen Morza Śródziemnego, oto jest trochę takie spojrzenie na miasto od strony antropologii kulturowej. Miasto jest rodzajem zorganizowania przestrzeni i identyfikacji z nią, wyodrębnieniem obszaru sacrum, jak w greckich miastach polis, święty obszar zwany temenos i w opozycji Agora miejska jako przestrzeń do użytku codziennego. Kiedyś miasto stanowiło swoisty mikrokosmos mający swoją specyficzną miarę przestrzeni i czasu. 

Natomiast dla mnie jako malarza miasto jest żywiołem równolegle współistniejących dwóch porządków, a nawet wzajemnie się znoszących, porządku: instytucjonalnego i spontanicznego, ludzkiego – obydwa współtworzą fenomen miasta i to właśnie najbardziej mnie fascynuje. 

Moje miasto jest kompozycją otwartą, fragmentem kosmosu, manifestacją przerażającej i cudownej zarazem ludzkiej energii i świadomości. A sięgając jeszcze dalej w wymiar bardziej osobisty moje miasta są wizualną manifestacją mojej duchowości i konstrukcji emocjonalnej. Bo w gruncie rzeczy sztuka jest w swoim podstawowym wymiarze manifestacją konstrukcji i kondycji każdego artysty. 

Twoje miasta nie są idealne, brudne. Dla mnie są też mozaiką ludzkich przeżyć. Co Cię inspiruje? Konkretne miejsca, historie, osoby, architektura? 

AP: Wiesz jak to jest, artysta jest sam dla siebie zagadką, a to co nazywasz inspiracją w moim przekonaniu jest to raczej jakiś filtr mentalny, sposób myślenia, a nawet bardziej rodzaj odczuwania intuicyjnego niż konkretne zdarzenia, miejsca. 

Niesamowite, że wielkie miasta malowałeś już od dzieciństwa. Pamiętasz jak to się zaczęło? 

AP: Wszystko malowałem, nie tylko miasta, zaczęło się to bardzo wcześnie gdzieś w okolicach 6. roku życia, siedziałem z mamą w kuchni, ona mi coś opowiadała, a ja rysowałem. Pamiętam nawet, że pozwalała mi rysować kredkami po meblach kuchennych, po wewnętrznej stronie szafek. Fascynuje mnie to, że nikt mnie kompletnie dobrego nie nakłaniał i w momentach największego kryzysu, który miałem, było to zawsze dla mnie świadectwo prawdy i punkt odniesienia, który upewniał mnie w tym, że dostałem wielki dar, z którego rozliczam się teraz. 

Powiedziałeś, kiedyś, że wychowałeś się w “szorstkim świecie”. Czy to miało wpływ na Twoją twórczość? 

AP: Kiedyś się tego wstydziłem, ale dzisiaj jestem dumny że pochodzę z Jaworzna małego górniczego miasta, z robotniczej rodziny. Czuję że to zbudowało w specyficzny sposób moją duchowość i dało mi pewien rys mentalny związany z metodą i dyscypliną pracy. 

Wspomniana przez Ciebie szorstkość wiąże się z obserwacją mężczyzn ze środowiska, w którym wyrosłem, jakiś rodzaj hemingway’owskiego etosu, męskiego sposobu organizowania życia, pracy i podejmowania wyzwań. Teraz po latach mam wielki sentyment do atmosfery tego miejsca, mojego ojca, jego braci, prostych bezpretensjonalnych ludzi i bardzo prostych i pięknych form życia, osadzonych w rytualnej codzienności. Mój ojciec był sportowcem, konkretnie trenował boks, a jednocześnie był górnikiem i pracował w kopalni.W tym wymiarze była to dla mnie egzemplifikacja mężczyzny silnego, który miał swój odrębny świat. 

W pewnym momencie swojego życia zrezygnowałeś z tworzenia obrazów. Spełniałeś się jako grafik. Co sprawiło, że przestałeś malować, a co spowodowało powrót? 

AP: Nie znajdowałem w sobie powodu żeby malować obrazy, a ściślej mówiąc nie znajdowałem w tamtym czasie takich rozwiązań, które jakoś mogły rezonować głębiej ze mną. Wróciłem, ponieważ ten głód malowania ciągle mi doskwierał, nawet nie chodzi o samą czynność, ale tęsknotę za kreacją jaką jest obraz. 

W jednym z wywiadów powiedziałeś: “Podziwiam takich malarzy, którzy uciekli w formy nieprzedstawiające”. Ty jak mówiłeś, nie czujesz w takich formach swobodnie, wolisz uniwersalne komunikaty. Wiesz z czego to wynika? 

AP: Wynika to z mojej potrzeby odczuwania gruntu pod nogami w postaci impulsu obserwacji świata i zjawisk, fenomenu świata widzialnego, który za każdym razem mnie zaskakuje. 

Mógłbyś powiedzieć od czego zaczynasz pracę? Wiem, że przygotowujesz wstępne notatki, jak one wyglądają? Nadal potrafisz pracować nad kilkoma obrazami jednocześnie? 

AP: Rzeczywiście pracuje nad kilkoma obrazami jednocześnie. Wynika to z tego, że często jest mi trudno prowadzić jeden obraz od początku do końca, tak jakby wymuszał on na mnie pewien proces nasiąkanie tą rzeczywistością, w której uczestniczę podczas pracy nad obrazem. 

Jeśli chodzi o metodę pracy, to za każdym razem jest to ciekawość uzyskania specyficznego klimatu i najbardziej sugestywnej atmosfery, a jedynym narzędziem jest odniesienie się do własnego instynktu. To jest jedyne narzędzie malarza, które decyduje o być albo nie być i to jest właśnie największy wysiłek i największy wydatek energetyczny, w mojej pracy wszystko temu podporządkowuje. Wywołanie owego stanu emocjonalnego jest głównym, a nawet jedynym powodem i w moim przekonaniu jedynym warunkiem do namalowania dobrego obrazu. Wyjście z poziomu myślenia i wkroczenie w poziom intuicji, która daje szanse na przekroczenie własnych utrwalonych schematów myślowych. 

Mógłbyś powiedzieć więcej o swojej technice? 

AP: Staram się używać możliwie najprostszych metod i środków, używam tylko tego co jest absolutnie niezbędne, bo mam takie przekonanie, również moje doświadczenie na to wskazuje, że wszystko co jest “ponad” zaciemnia obraz sytuacji. Powoduje efekt odwrotny do zamierzonego. 

Właśnie ta metoda selekcji i wyboru tego co konieczne, stanowi o sile moich obrazów. Może jest to nieco paradoksalna odpowiedź na Twoje pytanie, bo moje obrazy są jednak manifestacją życia, witalności, ale właśnie ta umiejętność dokonywania wyborów i rezygnacji jest dla mnie kluczowa w mojej metodzie pracy. Jak wiesz, cisza jest najbardziej przejmującą muzyką. 

Jak ważne w Twoich pracach są kolory i światło? 

AP: To właśnie kolor jest podstawowym nośnikiem emocji, tworzywem moich obrazów. Podobnie jak u Marka Rothko i wielu innych. Ważne są również duże formaty moich prac, bo one stanowią o intensywności. 

Czy możemy gdzieś aktualnie podziwiać Twoje prace? Co planujesz? 

AP: Obecnie jak wiesz jest wystawa w miejskiej Galerii Sztuki we Wrocławiu, dałem jej paradoksalny tytuł – „Drzewo Mondriana”, ponieważ chciałem przekierować uwagę ludzi na sam proces, zmienić optykę postrzegania moich obrazów, nastawioną najczęściej  na tak zwaną semantykę opisową jaką jest sam motyw miasta.  Druga rzecz to jakieś podobieństwo duchowe z Pietem Mondrian’em w obszarze metodyki pracy, postrzegania rzeczywistości i sposobu jej przetwarzania, która później z czasem staje się autonomiczną kreacją malarską. Co do reszty, nie chcę tego na razie ujawniać, ponieważ jak radzi Stanley Block, staram się minimalizować bodźce i próbuje żyć tu i teraz.

Wystawa obrazów Artura Przebindowskiego potrwa od 11.09.2020 do 24.10.2020. Widzowie, jak podaje Galeria Miejska we Wrocławiu będą mogli przekonać się, “w jaki sposób podczas dekady ewoluowały twórcze strategie artysty”. 

Artur Przebindowski – urodzony w 1967 roku, malarz, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jest laureatem Grand Prix w konkursie malarskim „Prysznic – narodziny przyjemności” w Bad Zwischenahn w Niemczech w 1998 roku, zdobywcą Grand Prix Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na XXIII Festiwalu Polskiego Malarstwa Współczesnego w Szczecinie w 2010 roku, oraz wyróżnienia na 40. Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2011. Od 1995 regularnie prezentuje swoje prace na wystawach w Polsce i za granicą. Cechą charakterystyczną tego malarstwa jest przemyślana konstrukcja obrazu, wielopłaszczyznowość, przenikanie się i dopełnianie wielu perspektyw i planów.

Rynek i Sztuka - logotyp

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Czytaj najnowszy numer Magazynu RiSZ online.

Kup magazyn Zobacz inne nasze publikacje

Zapisz się do naszego newslettera

Zapisując się na newsletter zgadzasz się z regulaminem portalu rynekisztuka.pl Administratorem danych osobowych jest Media&Work Agencja Komunikacji Medialnej (ul. Buforowa 4e, p. 1, p-2-5, 52-131 Wrocław). Podanie danych jest dobrowolne. Zgoda na otrzymywanie informacji handlowych może zostać wycofana w każdym czasie. Więcej informacji na temat danych osobowych znajduje się w Polityce prywatności.