szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU
KURSY ONLINE DUŻY

Julia Medyńska: szukam harmonii między pięknem i mrokiem. Wywiad z artystką

26.11.2020

Wywiady

Idea maski społecznej to częsty motyw jej dzieł. Postaci na płótnach wyłaniają się z ciemności. Są intrygujące, przyciągające. Piękno i mrok to pierwszy zauważalny kontrast w styczności z obrazami Julii Medyńskiej. Skuszeni barokową atmosferą, podchodzimy bliżej i poznajemy drugą twarz obrazu – makabreskę. W rozmowie z redakcją portalu Rynek i Sztuka malarka opowiedziała m.in. o inspiracji filmem i teatrem, powrocie do Polski i doświadczeniach, które ukształtowały ją jako artystę. 

Kontrastowość Twoich obrazów – piękna a zarazem mroczna atmosfera – oraz brak klarowności przedstawień, sprawia, że nie tylko widzimy bohaterów Twoich dzieł, ale zaczynamy się im naprawdę przyglądać. Nie upiększasz postaci, ale odkrywasz ich, często mroczne tajemnice. Co chcesz ukazać takim zabiegiem?

Julia Medyńska w pracowni

Julia Medyńska

Od lat szukam harmonii pomiędzy pięknem i mrokiem, (pięknem – potocznie rozumianym jako jasna strona mocy :–). To dla mnie naturalne i oczywiste, gdy zaczynam pracę z obrazem. Namalować coś co uwodzi pięknem, a w bliższym kontakcie zaraz odsłania cienie tajemnicy. To w dużym, technicznym, uproszczeniu. (Uśmiech.) Łatwo się mówi..

Łączenie kontrastów, łączenie kontrastujących ze sobą światów? Intrygujące od kiedy tylko uświadomiłam sobie, że człowiek to.. takie opakowanie, może szuflada, albo szafa dla przeróżności! Wykluczających się a jednak współistniejących sprzeczności. Cech charakterów i ‚charakterków’. Pełna pudru i brudów. Kostiumów, rekwizytów, masek. Tyle możliwości! Tylko PRZEBIERAĆ SIĘ! Dla dziecka naturalne wspaniałe wyzwanie! Także PODGLĄDAĆ! Przez dziurkę, przez szparkę. Zaglądać do okien, co jest tam? Co jest ZA! Na pewno jakiś inny świat, inna prawda. Czy ta piękna uśmiechnięta kobieta w metrze to ta sama piękna uśmiechnięta kobieta? To pytanie, gdy już byłam trochę starsza.

Wszystko to uwodziło w filmie, w teatrze. Moje pierwsze inspiracje. Piękno aktorów, światła, scenografii, muzyki. Idylla jasności i dramat mroku mogą być tak przejmujące i dotykalne. Tak, ale zaraz.. Przecież to dzięki trwaniu w czasie, ruchowi, wsparciu fabułą. Jak to zamknąć w jednej ramce kadru. Były zatem pierwsze eksperymenty. Sprawdzanie cech i właściwości samej farby. Koloru. Siły krycia, natężenia by stworzyć światło, a potem mrok. Całą atmosferę. Widzę siebie jak gram, to znów reżyseruję i ustawiam wszystkie „klocki” narracji. Czasem nawet możesz nie wiedzieć czy to piękno brzydoty czy światłowstręt. Czy to już zdjęte kotary i maski czy trzeba je założyć albo twarze rozmazać. Niech ścieknie farba..

Gra świateł jest bardzo ważna w Twoich obrazach. Widzimy jak bohaterowie niejako wyłaniają się z ciemności, aby ujawnić się na płótnie. Możesz opowiedzieć o tym coś więcej?

Lubię przyglądać się obrazom barokowym, w nich szukać recepty na swoją nową tajemnicę. Zaczynam ogarniać obraz od kompletnej czerni mokrego płótna. Farba musi być świeża. Z pomocą terpentyny – dłonią, rękawiczką, szmatką, dużym pędzlem, czym się tylko da – wybieram, wymywam, wycieram czerń. Czerń, która była całą i pełną tajemnicą stopniowo zaczyna odsłaniać fakty. Powstaje światło. Od samego początku dobieram jego moc. Decyduję co i na ile odkryć a co pozostawić na zawsze w mroku. Potem zaczynam pracę z kolorami, warstwowe ich dodawanie. Nieraz zdarza się jednak, że już odkryłam zbyt wiele. Równowaga czerni i bieli, tajemnicy i oczywistości została naruszona. Obraz utracił swoją tajemnicę a ja zainteresowanie. Zabrakło czaru, który tak podniecał. To chyba największa część mojej walki w pracowni. Znaleźć właściwe proporcje dla podziału informacji.

Twoją główną inspiracją jest barok. Co najbardziej pociąga Cię w tym stylu? Powiedziałaś kiedyś: “Często zaczynam moje obrazy patrząc na barokowy pejzaż, który powoli przekształcam, dodając od siebie nowy podtekst”. Przedstawiasz swoje wersje obrazów dawnych mistrzów: Caravaggio, Rubensa czy Rembrandta, skupiając się jedynie na określonym elemencie dzieła.  

Fascynujące dla mnie w barokowych obrazach jest przedstawianie dramatycznego ruchu ciała bohaterów. Ich przesadne, patetyczne pozy, gesty aktów walki, przemocy, gwałtu. Do tego to intensywne światło, które przypomina mi świat teatru czy filmu. Kiedy patrzę na obraz barokowy widzę aktorów na teatralnej scenie. Może to jeszcze jest nawet próba, ćwiczenie póz? Zaczynam już snuć nowe narracje, gdy niektóre z tych postaci przeniosę w świat swoich obrazów. Może spróbuję też zabrać to sugestywne światło co tak precyzyjnie potrafi prowadzić wzrok. Potem, w trakcie malowania, emocje, intuicja, podświadomość albo czort wie co podpowiada jeszcze swoją opowieść, obraz się przekształca, zaczyna żyć swoim nowym życiem. Płynność farby i inne środki warsztatu, stają się dodatkowym elementem, aktorem i kolejną warstwą narracji. Nieraz bohaterów z różnych obrazów układam w nowe konstelacje. A one tworzą znów swój nowy kontekst. To też są takie moje (może i dla odbiorcy) konwersacje z historią sztuki.

Inspirują Cię konkretne osoby, historie?

Jak powiedziałam, najpierw był to sam układ ciał, ruch i światło. Najmniej jakaś konkretna historia czy przedstawiana osoba. Jednak ostatnio postać kobiety i dziecka inspirują mnie szczególnie. Relacja matka – dziecko, przez miłość, ale i poprzez siłę, wpływ i władzę. Matka Boska trzymająca Jezusa często jest punktem wyjściowym. Też sceny mitologiczne z nagimi boginiami i amorkami (najchętniej Rubensa!) są moimi faworytami. Codziennie przy porannej kawie czytam i odkrywam nowe wspaniałe dzieła, tych mniej znanych malarzy baroku.

Jako mała dziewczynka uciekłaś z rodziną do Berlina Zachodniego. Jak podkreślasz, całe wydarzenie bardzo na Ciebie wpłynęło. Nagła zmiana otoczenia, próba odnalezienia się jako emigrantki. Jednak bardzo szybko ukojenie i zrozumienie odnalazłaś w sztuce. Możesz opowiedzieć jak to się zaczęło?

Tak, każde dziecko na swój sposób intensywnie przeżywa zmiany otoczenia. Sama silnie odczułam moją izolację w Niemczech, naszego domu, jak i mnie samej wśród swoich znajomych. Chodziłam w Berlinie do prestiżowej prywatnej szkoły z tzw. wysokim poziomem nauczania. Mimo iż nie było tam raczej obcokrajowców ani dzieci z biednych rodzin, nikt nie dał mi odczuć, że jestem inna czy gorsza. Wręcz przeciwnie. Jednak ta izolacja ‘wylewała’ się wprost ze mnie samej, z mojego poczucia wstydu bycia inną, gorszą. No bo nie było się czym pochwalić, ani dobrą znajomością języka niemieckiego, ani mieszkankiem w gorszej części miasta, ani dyplomem niemieckiego uniwersytetu, ani jakąś karierą etc. Od Babci usłyszałam, że prawdę lepiej schować. (Jak tu się wychować w dumie bycia Polką?). To wszystko nie jest łatwe dla dziecka, ale dziecko też łatwo się nie poddaje, nie wymięka.. Gra pozorów, wielość twarzy. Znowu sprawdzały się maski. Radziłam sobie. Przecież ‘łatwe’ nie fascynuje, nie kręci, nie wciąga. Puzzle, kostka Rubika, wspaniałe baśnie, plany, mapy, niebo, wszystkie przygody i zagadki świata są też trudne i skomplikowane; a prosty to jest kij od miotły.

Oprócz malarstwa w Twoim życiu obecny jest również teatr. Studiowałaś aktorstwo w Nowym Jorku. Jak bardzo to wpłynęło Twoją twórczość? 

Wyjechałam do Nowego Jorku zaraz po maturze. Potrzebowałam ucieczki, ucieczki do jakiegoś wielkiego początku, najlepiej w jeszcze większym mieście. Nowy Jork poznałam jeszcze na rok przed maturą, przeglądałam różne opcje na studia. Dlaczego nie aktorstwo? Jak grać – to już na całego! (śmiech). A miasto, od pierwszego momentu zostało moim domem. Wszyscy są tu skądś. Różni, połączeni pasją. Szkoła aktorska dla osoby chcącej żyć twórczo i to twórczo całą sobą, jest idealna. Budowanie postaci, psychologiczne analizy bohaterów, rozpracowywanie ich masek, ukrytych tajemnic było przecież od dawna ze mną. To moja gra, mój temat. Dramat ale na bezpiecznej scenie, w ekstremalnym świetle.. Prawdziwe wyzwolenie. Jednak dopiero profesjonalne, intensywne studia aktorskie pokazały mi jeszcze dużo więcej, i dlaczego ta forma sztuki tak może pociągać. Wspaniałe doświadczenie. Ważny etap w moim życiu.

Tamte doświadczenia nie przestały mnie inspirować. Wielką część tamtego świata przeniosłam do obrazów, bo to jednak malarstwo zamiast aktorstwa, stało się moją jeszcze większą ucieczką i nowym początkiem, w sensie zawodowym. / To w wielkim skrócie  :-)

W połowie listopada tego roku miała się odbyć pierwsza od dwóch lat wystawa Twoich prac w Polsce pod nazwą “Maskarada”. Została jednak przeniesiona na rok 2021 z powodu koronawirusa. Wiem, że również w przyszłym roku przygotowujesz się do indywidualnej wystawy w Londynie. Czego możemy spodziewać się podczas tych wydarzeń?

Tak, jestem ogromnie podekscytowana. Obrazy z ostatnich dwóch lat będą wisiały w wyjątkowych, historycznych wnętrzach muzeum Ziemi Międzyrzeckiej. Jestem zachwycona i bardzo wdzięczna Muzeum, bo rzadko można znaleźć miejsce, które jest tak doskonale dopasowane do prac twórcy. Wielkie podziemne hale z łukami dodadzą obrazom niezwykły nastrój. Pracuję jeszcze nad oświetleniem. To może być prawdziwy “spektakl”. Do tego wszystkiego, co chyba najważniejsze i niespodziewane, powstało dziś nowe znaczenie dla maski. Maski w moich obrazach pojawiły się już pod koniec 2016. Portretowane postacie często ubrane są w maski. Teatralne, medyczne, psychologiczne. Nie miały wtedy nic wspólnego z obecną pandemią. Co za zaskakujący nowy kontekst. Dodajmy do tego jeszcze zamaskowanych widzów, oglądających obrazy. Czy to prawda, jakiś dokument czy spektakl? Namacalne przekroczenie bariery między sztuką a życiem. Może nawet już niesmaczna gra, zabawa? Na pewno ktoś też powie – artystyczne proroctwo! (gorzki uśmiech, teraz to prawie już przez łzy).

Co do wystawy w Londynie – miała odbyć się w styczniu 2021 w School Gallery. Przez pandemię zostanie przeniesiona prawdopodobnie na kwiecień 2021. Wystawy, które nie odbyły się w 2020 r. mają startować, w swojej kolejności, od początku 2021. Plan był i jest taki, by pokazać portrety medyczne z roku 2019. Do tego ma zostać wydany katalog, “artist book”, który będzie dokumentacją mojej współpracy z Michael Hall, dyrektorem galerii – to tradycja School Gallery przy każdej wystawie.

Zmiany w funkcjonowaniu galerii, to jedna namacalnych zmian związanych z pandemią. Jak cała sytuacja wpłynęła na Ciebie jako artystkę? 

Dla naszej rodziny były to ogromne zmiany. Przez ostatnie dwa lata mieszkaliśmy i pracowaliśmy w Londynie. Miałam pracownię, dzieci w szkole i męża na scenie w National Theatre. Pandemia wszystko zmieniła. Teatr został zamknięty. Trzeba było się skonfrontować z finansową rzeczywistością. W marcu, w ostatnim momencie przed zamknięciem granic, przyjechaliśmy do mojej rodziny w Polsce. To była dobra decyzja. Zwłaszcza  dla naszych małych dzieci, miejsce przy lesie i jeziorze jest chyba najlepszym rozwiązaniem w czasie izolacji. W garażu mogłam zorganizować pracownię. Maluję i to w domu. Nie czuję zamknięcia. Plus jeszcze teraz ta szczęśliwa możliwość współpracy z Muzeum i wystawa obrazów w Międzyrzeczu. Będąc tak blisko, mogę być bezpośrednio zaangażowana w całe przedsięwzięcie, zadbać o detale.

 

Julia Medyńska

Julia Medyńska – urodzona w 1981 roku w Gdańsku, malarka, ilustratorka i aktorka. W 1985 roku, jako mała dziewczynka uciekła wraz z rodziną do Berlina Zachodniego. Ujście emocji odnalazła w sztuce – zajęcia artystyczne nauczyły ją przelewać spostrzeżenia na płótno. Po ukończeniu szkoły średniej artystka przeprowadziła się do Nowego Jorku, aby studiować aktorstwo w Lee Strasberg Theatre Institute oraz The Neighborhood Playhouse. W teatrze obserwowała ruch, pozy i gesty, które mają odzwierciedlenie w dynamicznych kadrach dzieł malarki. Występowała na OFF-Broadway Manhattan Ensemble Theatre. W 2009 roku podjęła studia sztuk wizualnych w Columbia University, zdobywając tytuł magistra. Jest stypendystką fundacji Elizabest Greenshields. Brała udział w siedmiu wystawach zbiorowych, a obecnie przygotowuje się do pierwszej wystawy indywidualnej w School Gallery w Londynie (2021).

http://www.juliamedynska.com/

fot.(góra) Julia Medyńska w pracowni

Rynek i Sztuka - logotyp

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

to cię powinno jeszcze zainteresować:

“Ciągle jestem zafascynowany malowaniem człowieka”. Rozmowa z Marcinem Telegą

06.10.2020 / Aktualności, Wywiady

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Czytaj najnowszy numer Magazynu RiSZ online.

Kup magazyn Zobacz inne nasze publikacje

Zapisz się do naszego newslettera

Zapisując się na newsletter zgadzasz się z regulaminem portalu rynekisztuka.pl Administratorem danych osobowych jest Media&Work Agencja Komunikacji Medialnej (ul. Buforowa 4e, p. 1, p-2-5, 52-131 Wrocław). Podanie danych jest dobrowolne. Zgoda na otrzymywanie informacji handlowych może zostać wycofana w każdym czasie. Więcej informacji na temat danych osobowych znajduje się w Polityce prywatności.