szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU
KURSY ONLINE DUŻY

Dyskretny urok plakatu: rozmowa z Piotrem Dąbrowskim

20.07.2021

Wywiady

Rozmowa z Piotrem Dąbrowskim. Marszandem, kolekcjonerem, znawcą i właścicielem największej prywatnej kolekcji polskiego plakatu. 

Międzynarodowe Biennale Plakatu w Warszawie jest najstarszą i pierwszą taką imprezą na świecie, do udziału w której w 1966 roku zostali zaproszeni graficy z całego świata przez jej twórcę prof. Józefa Mroszczaka, jednego z czołowych przedstawicieli Polskiej Szkoły Plakatu. Co oznacza ten termin?

To termin, który uważamy za oczywisty i posługujemy się nim cały czas, ale mi termin szkoła kojarzy się z budynkiem, klasami, natomiast tak naprawdę było to kilku wybitnych grafików w Polsce, którzy trafili na moment całkowitej swobody twórczej, pomimo obowiązującej jednak wtedy cenzury. I Polska Szkoła Plakatu to nic innego jak oddziaływanie tych kilku wybitnych osobowości jak Henryk Tomaszewski, Tadeusz Trepkowski, Eryk Lipiński później Jan Lenica, Roman Cieślewicz, Jan Młodożeniec czy Franciszek Strarowieyski oraz krąg ich studentów. Kluczową postacią był Henryk Tomaszewski, który był wykładowcą na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych – wybitny grafik, o którym zrobiło się głośno w Europie po wygranym konkursie – pięć pierwszych nagród zdobytych przez Tomaszewskiego na Międzynarodowej Wystawie Plakatu w Wiedniu w 1948 roku, zapoczątkowało międzynarodowe zainteresowanie polskim plakatem i sukcesy polskich plakacistów. Tomaszewski debiutował jeszcze w czasie studiów przed II wojną światową. W 1939 roku zdobył I Nagrodę w konkursie na projekt do pawilonu przemysłu polskiego na Światowej Wystawie w Nowym Jorku i I nagrodę w konkursie na płaskorzeźbę do fryzu fasady Dworca Głównego w Warszawie. W latach 1952-1985 prowadził pracownię plakatu na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, pracownię, której sława szybko przekroczyła granice Polski. 

Na studia do Tomaszewskiego zaczęli ściągać studenci z całego świata, najwięcej osób przyjeżdżało z Francji, tam wręcz do dobrego tonu należało, odbyć staż u Tomaszewskiego. Jego metoda, polegająca na stawianiu przyszłym plakacistom zadań, którymi były często abstrakcyjne pojęcia, kształtowała przede wszystkim wrażliwość intelektualną, umiejętność logicznego myślenia oraz wyobraźnię. Był nie tylko wybitnym grafikiem, ale i znakomitym pedagogiem, zadawał studentom abstrakcyjne tematy np. „Wielkie nic” , „Małe nic”. Potrafił  nauczyć ludzi zupełnie innego spojrzenia na projektowanie graficzne, jednocześnie nie dopuszczając do tego, aby jego uczniowie wpadali w manierę naśladując jego twórczość, a tworzyli kreując własny styl i  język. Pedagogiczna praktyka Tomaszewskiego, oparta na ćwiczeniu i rozbudzaniu intelektu, poszukiwaniu nowych rozwiązań, przełamywaniu stereotypów, nieuleganiu schematom i nade wszystko podkreślająca własny, indywidualny język projektanta stała się swoistą wykładnią polskiej szkoły plakatu. Pozostawiał ludzi z ich warsztatem, poza tym warto wspomnieć, że był bez wątpienia jednym z kilku najwybitniejszych  twórców plakatu II połowy XX wieku na świecie. Jako już bardzo ceniony i uznany twórca w 1991 roku miał dużą retrospektywną wystawę w Stedelijk Museum w Amsterdamie. Wiem z relacji młodych Holendrów, że ludzie przychodzili obejrzeć wystawę po kilka razy, traktując to jako znakomitą inspirację do swojej twórczości. Mam w swoich zbiorach wiele plakatów Tomaszewskiego i jestem z tego bardzo dumny. Jest to trudna grafika często nie jednoznaczna, możliwa do odczytywania na wiele sposobów. Osobiście wolę te późniejsze plakaty, gdzie temat był niezwykle syntetyczny i niekiedy było to często pozornie kilka kresek ale jak się ogląda te plakaty to widać, że są niesamowicie przemyślane, i okazuje się że milimetr albo dwa miały dla niego znaczenie. Henryk był zresztą szalenie wymagający zarówno wobec siebie, jak i wobec drukarzy i studentów, ale to owocowało znakomitymi realizacjami.

Co sprawiło, że mieliśmy tak wielu znakomitych grafików i polski plakat stał się tak istotny, a wręcz kultowy?

Istotne przeobrażenia w polskim plakacie datuje się na II połowę lat 40-tych  XX wieku głównie za sprawą trzech wybitnych grafików Tadeusza Trepkowskiego, wspomnianego Henryka Tomaszewskiego i Eryka Lipińskiego, którym wówczas zaproponowano projektowanie plakatów do filmów. Wtedy preferowano jeszcze przedwojenny styl projektowania graficznego, portretowo – ilustracyjny często banalny, nawiązujący do stylistyki przedwojennej. Trzej graficy, o których wspomniałem początkowo odrzucali zlecenia kojarzące się z prostym, komercyjnym odwzorowywaniem tematu. W swojej pracy chcieli zaoferować dobrą autorską grafikę.  Przedsiębiorstwo Dystrybucji  Filmów, działające bezpośrednio po wojnie pod nazwą Film Polski, szybko dało im pełną swobodę twórczą. I to był strzał w dziesiątkę, bo nagle okazało się, że można zrobić kompletnie inne, całkowicie autorskie plakaty. Te plakaty nie działały wyłącznie wielkimi twarzami głównych aktorów z filmów do których były projektowane. Tomaszewski czy Trepkowski jeśli posługiwali się portretami to syntetyzowali temat, starając się dokonać psychologicznej analizy postaci. Moim zdaniem najistotniejszą postacią był Tomaszewski i zdobyte przez niego międzynarodowe uznanie. Zapoczątkowało to zainteresowanie polskim plakatem. Eryk Lipiński to znana postać, twórca wielu plakatów, karykaturzysta, postać ciekawa i szeroko znana w polskich kręgach artystycznych.  Nieco zapomnianą wybitną osobowością twórczą jest Tadeusz Trepkowski, który debiutował przed wojną, projektując plakaty turystyczne oraz bardzo interesujący cykl druków dla Instytutu Higieny. Były to plakaty dotyczące Bezpieczeństwa i Higieny bardzo syntetyczne, wręcz ascetyczne, tak nowoczesne, że można było by je drukować także dziś i nie straciły by nic ze swojej siły przekazu. Oni trzej stanowili taką swoistą awangardę, szybko znaleźli kontynuatorów – grafików, którzy także chcieli projektować plakaty oferując swój własny język plastyczny. Paradoksem jest to, że w Polsce od lat 40-tych, wszystkie druki, dzieła plastyczne, czasopisma, gazety także plakaty były cenzurowane, każdy taki obiekt przed drukiem i rozpowszechnianiem musiał otrzymać akceptację cenzury, co było wtedy standardową procedurą, cenzorzy nie ingerowali jednak w artystyczną wizję grafików. Właściwie poza okresem lat 50-tych, graficy mięli pełną swobodę warsztatową i mogli dać upust swojej wyobraźni, dzięki czemu powstawały projekty o różnej stylistyce. Siłą polskiego plakatu było to, że twórcy zazwyczaj nie próbowali schlebiać gustom zleceniodawców – plakat był autorską wizją twórcy. Polskie plakaty zostały szybko docenione przez świat i stały się znakomitym towarem eksportowym. Od lat 60-tych Polacy zaczęli podróżować na Zachód i w pewnych środowiskach plakat stał się typowym suvenirem z Polski. Również obcokrajowcy wybierający się do naszego kraju kupowali plakaty, często będące zalążkami ich kolekcji. Za przysłowiowe grosze można było wielbicielom tej dziedziny sztuki zaproponować coś, co miało juz wielką renomę. W znanym i opiniotwórczym szwajcarskim piśmie „Graphis” poświęconym profesjonalnej grafice polskie plakaty pojawiały się bardzo często i zyskiwały bardzo wysokie oceny. Wiem z różnych relacji, że te polskie plakaty na Zachodzie często zdobiły ściany pracowni architektonicznych,  studiów graficznych  także grywały w filmach, jako element scenografii. Dwa lata temu poszedłem do kina obejrzeć  francuski film z lat siedemdziesiątych Dwaj ludzie z miasta / Deux hommes dans la ville, głównie ze względu na pojawiający się w nim plakat autorstwa Franka Starowieyskiego.

Kiedy zainteresował się Pan plakatem?

Z plakatami zetknąłem się jako uczeń liceum w połowie lat 70-tych. Kultową postacią był wtedy Franciszek Starowieyski. Nie tylko wybitny artysta – rysownik, grafik, malarz, plakacista ale postać ważna, medialna o opinii skandalisty. Jako twórca daleki od wszelkich trendów artystycznych, miał swój odrębny styl, paradoksalnie trochę antyplakatowy. W moim środowisku na zbieranie plakatów była wówczas moda tak jak na czytanie literatury iberoamerykańskiej. Wypadało znać nazwiska kilku grafików. Plakaty niesamowicie przykuwały uwagę. Komunistyczna Polska – szare ulice, szare domy, szarzy ludzie i kolorowe plakaty o zróżnicowanej stylistyce. Myśląc o polskiej szkole plakatu kojarzymy to od razu z pracami o wybitnych walorach artystycznych , ale ukazywało się też dużo druków przeciętnych czy nawet złych pod względem artystycznym. Duża ilość dobrych wynikała z oceny specjalnych komisji w skład których wchodzili najlepsi graficy. Wnikliwie analizowano i dyskutowano projekty zanim skierowano je do druku. Projektanci bardzo poważnie do tego podchodzili, to przekładało się na wysoki poziom tych prac. Pamiętam wypowiedź Franka Starowieyskiego, który jeszcze niedawno na kilka miesięcy przed śmiercią kiedy rozmawialiśmy o plakatach, mówił, że projektowanie plakatów było dla niego i innych grafików szalenie ważne.

Początek kolekcji to…

Pierwszym plakatem, który zapoczątkował moją pasję kolekcjonerską, był surrealistyczny druk do „Dyskretny urok burżuazji” francuskiego filmu z 1972 roku w reżyserii Luisa Binuela. Jego autorem był Franciszek Starowieyski. To nie do końca prawda, bo naprawdę pierwszy plakat miałem będąc małym około 10-letnim chłopcem. W centrum Warszawy przy ówczesnym Placu Dzierżyńskiego była wstrzymana przez 20 lat budowa wieżowca i płot tej budowy przez dziesięciolecia pełnił funkcję swoistej, ulicznej galerii ogłoszeń, obwieszczeń  i plakatów. Po koniec lat 60-tych tak jak wielu Polaków pasjonowałem się Wyścigiem Pokoju. Pamiętam do dziś, jak stojąc za plecami rozlepiacza plakatów, patrzyłem jak rozwiesza plakaty do tej imprezy. Bardzo chciałem taki druk mieć, ale wstydziłem się o niego poprosić. On jakby wyczuwając moje skrywane marzenie odwrócił się nagle i zapytał

 – „Chcesz?”. Kiwnąłem głową, dostałem od niego plakat i szybko pobiegłem do domu, ściskając bezcenną zdobycz. Plakat zdobił przez kilka lat ścianę mojego pokoju, później gdzieś przepadł. Po latach mając okazję do przejrzenia wszystkich plakatów, które powstały do Wyścigu Pokoju, nie byłem w stanie skojarzyć ze 100% pewnością tego, który z nich podarował mi rozlepiacz – pamięć czasem płata figle.

Jakie plakaty Pan kolekcjonuje?

Moje zainteresowanie koncentruje się głównie na plakacie polskim, bardzo chętnie rozbudował bym zbiór plakatów przedwojennych, ale są niezwykle rzadkie, zazwyczaj drogie lub bardzo drogie. Jak jesteśmy już przy przedwojennym plakacie polskim warto powiedzieć, że nie odbiegał on zasadniczo stylistycznie od tego co się ukazywało w innych krajach europejskich. Zdarzały się bardzo ciekawe projekty, bardzo dużo interesujących plakatów w stylu Art Deco zaprojektował Tadeusz Gronowski, było kilka ciekawych plakatów Tadeusza Trepkowskiego. Trzeba powiedzieć, że były w ogóle dwa główne nurty w polskim plakacie przedwojennym. Jeden bardziej malarski związany z Akademiami Sztuk Pięknych w Krakowie i Warszawie, drugi powstał na początku lat 30-tych, nowocześniejszy, bardziej graficzny kreowany przez grafików zawiązanych z Politechniką Warszawską. 

Gdzie kolekcjonerzy szukają plakatów?

Kiedyś w latach 60-tych, w Warszawie w budynku Opery Narodowej  istniał sklep gdzie można było kupić plakaty i to zarówno te wydawane specjalnie na sprzedaż – np. plakaty cyrkowe jak i te, które sklep kupował od wydawców pochodzące z nakładów przeznaczonych do promocji filmów, spektakli teatralnych itp. To były tzw. końcówki czyli egzemplarze nie wykorzystane do do promocji czy reklamy. Było to pierwsze miejsce oferujące do sprzedaży polskie plakaty artystyczne, pózniej powstało kilka wyspecjalizowanych galerii i sklepów. Plakaty pozyskiwało się też często od ich rozlepiaczy – kupując je od nich z niewielkie pieniądze.  Z tej metody, nie do końca legalnej, ale czego nie robi się dla wzbogacenia  kolekcji, korzystało wielu zbieraczy. Najwięcej możliwości stworzył Internet, dzięki niemu nie ma problemu w kontaktach z innymi kolekcjonerami, wymianą, sprzedażą.

Dla Pana kolekcjonowanie plakatów stało się sposobem na życie, jest Pan nie tylko marszandem ale i wybitnym ekspertem w dziedzinie plakatu, blisko zaprzyjaźnionym z wieloma twórcami.

Lubiłem plakaty, kolekcjonowałem je na niewielką skalę od połowy lat siedemdziesiątych ale trochę przypadkowo, w 1980 roku zacząłem pracować w Grafiki Galerii i Plakatu w Warszawie. Nawet wówczas nie sądziłem, że plakat stanie się tak istotną, dominującą składową mojego życia. Galeria zajmowała się wystawiennictwem, promocją i  sprzedażą technik papierowych – plakatów, grafiki warsztatowej czyli tej klasycznej grafiki – sygnowanej i numerowanej. Ja zajmowałem się plakatami i … był to przełomowy moment w moim życiu. Zakładałem, że spędzę tam rok, może dwa, zostałem kilkanaście, najpierw jako pracownik, później po 1990 roku jako współwłaściciel galerii. Była to cudowna możliwość poznania osobiście twórców plakatów oraz  pozyskiwania ich prac do kolekcji. Przez kilkanaście lat pracy poznałem i zaprzyjaźniłem się z większością wybitnych, polskich grafików, część z nich hojnie obdarowywała mnie swoim drukami, powodując szybkie powiększanie się kolekcji. Praca w Galerii dawała mi kontakty, które często przeradzały się w bliskie przyjaźnie, miałem możliwość bywania w pracowniach, oglądania nie zrealizowanych projektów, szkiców do plakatów a także przeglądania archiwów. Kontakty te nie tylko powiększały moją wiedzę, ale powodowały coraz większą sympatie do plakatów. Kolekcja rozrastała się w sposób błyskawiczny. Z kilkudziesięciu plakatów szybko zrobiło się ich kilkaset, potem kilka i kilkanaście tysięcy. Inspirowany przez grafików, kolekcjonerów oraz wielbicieli sztuki plakatu  a po części z chęci dzielenia się tym, zacząłem realizować różne wystawy. I w tej chwili ta działalność stała się moją największą pasją i sposobem na życie. Po odejściu z galerii stworzyłem wirtualną galerię theartofposter.com. Daje to świetny sposób na promocję, nawiązywanie kontaktów oraz stwarzała nowe możliwości do pozyskiwania plakatów.

A jaka tematyka jest Panu najbliższa?

Nigdy nie ograniczałem się do jakiegoś konkretnego tematu. Chociaż najbliższa była mi zawsze tematyka kulturalna, mam w kolekcji bardzo dziwne plakaty, np.: propagandowe czy społeczne. W Polsce propaganda miała szczególny wymiar, ukazywała się ogromna liczba plakatów politycznych – część z nich to wybitne dzieła graficzne. Trepkowski, który współtworzył szkołę polskiego plakatu, zmarł  przedwcześnie w wieku 40 lat, w ostatniej dekadzie swojego życia w latach 1945-54 zaprojektował kilkadziesiąt plakatów wybitnych graficznie i dla mnie odrażających ideowo. Temat nigdy nie determinował moich kolekcjonerskich wyborów. Mam dużo plakatów dotyczących np. bezpieczeństwa pracy, w tym antyalkoholowych. W założeniu zniechęcające do spożywania alkoholu, niekiedy interpretowane au rebours rozbawiały, stając się często przewrotnym prezentem. Powstawały także inne świetne plakaty dotyczące wspomnianego wyżej tematu. Marcin Mroszczak, syn wybitnego grafika prof. Józefa Mroszczaka  – pomysłodawcy Międzynarodowego Biennale Plakatu w Warszawie, zaprojektował cykl druków adresowanych do robotników, który miał przypominać o bezpieczeństwie pracy, np.: o unikaniu przeciążania się ciężarami. Na jednym z jego plakatów jest młoda para – pan młody podnosi pannę młodą i towarzyszy temu podpis – „Nawet najsłodszy ciężar podnoś prawidłowo”. Mam duży zbiór plakatów sportowych czy cyrkowych. Cyrk w plakacie to było w ogóle odrębne zjawisko, bo powstało kilkaset może ponad tysiąc druków o tej tematyce, projektowali  je właściwie wszyscy twórcy, większość z nich jednak nie była nigdy wykorzystana do promocji widowisk cyrkowych. Ogromny państwowy koncern wydawniczy drukował te plakaty, tworząc dla wielu młodych grafików możliwość zaprojektowanie i wydania plakatów. Właściwie bez istotnego uzasadniania. Z czasem te plakaty stały się towarem eksportowym, który był sprzedawany w instytutach polskich za granicą, dla wielu osób na wschodzie i zachodzie synonimem polskiego plakatu jest właśnie plakat cyrkowy. Zazwyczaj kiedy urządzam wystawy za granicą z wielką satysfakcją spotykam się z ludźmi, którzy wcześniej zetknęli się z polska sztuką plakatu.

Jak jest dziś z polskim plakatem?

Świat wokół  nas zmienia się, mniejsze jest zapotrzebowanie na plakaty jako środek przekazu. W Polsce na dużą skalę plakat funkcjonował do lat 90-tych. Jeszcze w latach 80-tych do każdego filmu wprowadzanego na ekrany powstawały plakaty filmowe. Nawet jeśli nie były na najwyższym poziomie, to ta wydawnicza prawidłowość dawała ciągle nadzieję na nowe, ciekawe realizacje. Po 1990 roku nowe firmy dystrybucyjne praktycznie zrezygnowały z autorskiego plakatu graficznego na rzecz banalnych, fotograficznych druków. I tak powojenna historia polskiego plakatu zatoczyła koło, wróciliśmy do plakatu, który informuje o filmie, używając zazwyczaj portretów głównych bohaterów. Nieliczne plakaty filmowe powstają  zazwyczaj do niszowych produkcji rozpowszechnianie są przez małe firmy dystrybucyjne. Drukowane są plakaty teatralne, wystawowe czy społeczne, jest ich znacznie mniej niż kiedyś. Wysokie koszty ich ekspozycji na miejskich nośnikach powodują, że są też rzadziej widywane.

Organizacja jakiej wystawy przyniosła Panu największą satysfakcję?

Organizuję wiele wystaw, jedną z takich bardzo szczególnych ekspozycji była  wystawa, którą przygotowałem z pragnąc włączyć się w obchody uświetniające rok 2010 -ogłoszony Rokiem Chopinowskim. „Chopin w plakacie 1948 – 2001” to wystawa poświęcona wybitnemu polskiemu kompozytorowi Fryderykowie Chopinowi. Wystawa miała charakter przekrojowy – obejmuje prace z lat 1948 – 2010 – prezentując kilkadziesiąt najlepszych oryginalnych druków związanych z tematem chopinowskim. Ich powstanie zawdzięczamy trzem głównym imprezom chopinowskim: warszawskim konkursom, oraz festiwalom  w Antoninie i  Dusznikach-Zdroju. W historii plakatu największy ślad odcisnęła ta ostatnia – Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina. Wraz z nim, zwłaszcza po drugiej wojnie światowej, wzrosła popularność kompozytora i inspirowanymi jego twórczością sztukami. Plakaty chopinowskie projektowało wielu najwybitniejszych twórców Polskiej Szkoły Plakatu: Tadeusz Trepkowski, Henryk Tomaszewski, Roman Cieślewicz, Karol Śliwka, Waldemar Świerzy, Jan Młodożeniec, Jan Sawka, Lech Majewski, Janusz Stanny, Andrzej Pągowski, Rafał Olbiński. Na wystawie zobaczyć też można pojedyncze plakaty wystawowe, reklamowe i filmowe, w tym stworzoną do „Snu o miłości” unikalną pracę Edwarda Guyskiego z 1948 r. Obok dzieł wybitnych plakacistów Rosława Szaybo, Andrzeja Pągowskiego czy Stasysa Eidrigeviciusa znaleźć można skromne afisze o wartości sentymentalnej, a niekoniecznie zaś artystycznej. W całości się bronią, bo tu nie chodzi wyłącznie o dyskusję nad poziomem artystycznym, lecz także o pokazanie, jak na przestrzeni lat ukazywany był Fryderyk Chopin. Ponad to organizuję różne inne wystawy związane z polskich plakatem jazzowym, turystycznym, oraz wystawy indywidualne prezentujące autorski dorobek artystyczny różnych polskich grafików. W ostatnich 2-3 latach zorganizowałem kilkadziesiąt wystaw. Dużych i małych, w miejscach tak prestiżowych jak np. Filharmonia Warszawska, ale także w małych domach kultury, czy kawiarniach. Cieszę się z możliwości eksponowania prac z kolekcji, dzielenia się tym co jest moją wielką pasją. Działania wystawowe pozwalają mi na poznanie ludzi o podobnych zainteresowaniach, zyskuje w nich partnerów do kolejnych działań. 

Organizuje Pan wystawy za granicą?

Współpracuję z wieloma instytucjami w Polsce, ale także z partnerami zagranicznymi. Dobry plakat to artystyczny przekaz pewnej wizji i kreacji artysty tak jak obraz czy rzeźba, jest więc dziełem mogącym zainteresować każdego odbiorcę, bez względu na kraj. Często dla widza nie znającego języka polskiego plakat stanowi swoisty rebus który rozwiązać można łącząc np. nazwisko dramaturga czy reżysera z plastyczą wizją projektanta. Z dużych wystaw które sprawiły mi specjalną satysfakcję wspomnieć mogę np. trzy które zorganizowałem  w The Polish Museum of America w Chicago USA.: Polish Posters 1950 –1970, American Films in Polish Posters, Some Like it Red Polish Political Posters 1945-1990.

Kładzie Pan wielki nacisk na wartość artystyczną, przekaz i formę plakatu. Dlaczego to takie ważne? 

Plakat zawsze odwoływał się do swoich czasów, znakomicie obrazował przemiany społeczne, polityczne, ustrojowe i obyczajowe.  Powinien zwracać uwagę, intrygować, zapraszać – powinien umieć nas na chwile zatrzymać. Jest czymś więcej niż formą przekazu jakieś informacji, idei czy reklamy – jest znakiem, duchem i zapisem czasów w których powstaje – jest ich ikoną. 

 

Rozmawiała Sylwia Krzemianowska

Rynek i Sztuka - logotyp

 

 

2011 – dla miesięcznika „Nowaja Polsza” – wydawca Instytut Książki

Piotr Dąbrowski – kolekcjoner, ekspert w dziedzinie plakatu polskiego, zawodowo związany z tą dziedziną sztuki od 1980 roku, w latach 1981 – 1997 współprowadzący warszawską Galerię Grafiki i Plakatu. Współzałożyciel International Vintage Poster Dealers Assotiation – międzynarodowej organizacji z siedzibą w Nowym Jorku zrzeszającej renomowanych dealerów plakatów. Właściciel największej, istniejącej od 1997 roku internetowej galerii plakatu polskiego www.theartofposter.com oferującej 6500 plakatów z lat 1899 – 2010. Organizator wystaw, wydawca plakatów i katalogów, pasjonat stale uzupełniający i rozwijający kolekcję.

Zdjęcie góra: Budowniczy Soliness, 1971, Waldemar Świerzy

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Rynek i Sztuka - logotyp

Dodaj komentarz:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Magazyn

Magazyn

Czytaj najnowszy numer Magazynu RiSZ online.

Kup magazyn Zobacz inne nasze publikacje

Zapisz się do naszego newslettera

Zapisując się na newsletter zgadzasz się z regulaminem portalu rynekisztuka.pl Administratorem danych osobowych jest Media&Work Agencja Komunikacji Medialnej (ul. Buforowa 4e, p. 1, p-2-5, 52-131 Wrocław). Podanie danych jest dobrowolne. Zgoda na otrzymywanie informacji handlowych może zostać wycofana w każdym czasie. Więcej informacji na temat danych osobowych znajduje się w Polityce prywatności.