szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU
KURSY ONLINE NOWA EDYCJA JESIEŃ

Lubię siebie, to jest podstawa. Bez tego nie malowałbym obrazów. Wywiad z Mariuszem Mikołajkiem 

09.06.2022

Aktualności, Wywiady

 “Tym, co uruchamia machinę sztuki, która w swojej istocie jest doskonała, jest uczciwość. Brzmi to może naiwnie. Setki, tysiące, miliony uczciwych, a więc poszukujących decyzji twórczych, które dzieją się w pracowniach, miejscach działań twórczych, są jądrem i jednocześnie spoiwem sztuki”. Buntownik i malarz – Mariusz Mikołajek jest jedną z najbardziej wyrazistych postaci polskiej sztuki współczesnej. W rozmowie z Anną Niemczycką-Gottfried odkrywamy jak zmienił się sam artysta i co najważniejsze – jak zmieniła się jego sztuka.

Mówisz,  że „[…] w sztuce mogą być – w sztuce są – miliony prawd. I to wcale jej nie osłabia” Jak to rozumiesz?

Mariusz Mikołajek

Anna Niemczycka-Gottfried, w pracowni Mariusza Mikołajka, zdj.  rynekisztuka.pl

Jest to związane z moim naiwnym wyznaniem o uczciwości. Uważam, że jest ona tlenem dla pracy twórczej. Uczciwość nie dotyczy tylko sytuacji z życia. Mam na myśli przede wszystkim uczciwość w pracowni. Twórca powinien dźwigać uczciwość jako swój bagaż. Czasami jest to trudne. Czasami wymaga wyrzeczeń. Mamy różne impulsy. Do czegokolwiek doszlibyśmy w uczciwy sposób w pracowni jest to prawdą. Każdy człowiek poszukuje. Ja mogę powiedzieć, że poszukiwałem i w sferze wiary odnalazłem, ale trudno jest mi myśleć, że wszyscy muszą działać tak samo. Jak się poszukuje to odnajduje się różne drogi. I to wcale nie osłabia mojej wiary tylko wzmacnia ją jeszcze bardziej. 

Wspominasz o różnych drogach. Z jednej strony sztuka zaangażowana o społecznym wymiarze, a z drugiej tematyka sakralna, głęboka duchowość i metafizyka – to wszystko składa się na ciekawy, pełen pozornych sprzeczności, Twój portret jako artysty. Którą stronę siebie bardziej lubisz?

Mariusz Mikołajek

Mariusz Mikołajek, Anna Niemczycka-Gottfried, w pracowni artysty, zdj.  rynekisztuka.pl

Lubię siebie, to jest podstawa. Bez tego nie malowałbym obrazów. Lubię siebie, kocham, akceptuje takim jakim jestem. Pytasz o stronę…w wieku trzydziestu lat miałem dylemat stron. Wiedziałem, na czym mogę zarobić najwięcej pieniędzy. Jednak byłem świadomy tego, że jeśli chcę być malarzem, muszę utrzymać się z malarstwa, a nie z czegoś pochodnego. To jest pierwsze ryzyko sztuki – stwierdzenie, które bardzo mi się podoba. Ryzyko, które zawsze powinno towarzyszyć sztuce. To jest świadoma decyzja młodego człowieka. Byłem rocznikiem niesłychanie bogatym w zdolnych artystów i ludzi nieutalentowanych zdarzały się dosłownie jednostki.

Z czego to wynika?

Selekcja. Szkoła była kilkanaście razy mniejsza… ale selekcja jest również dzisiaj jak człowiek kończy studia i musi stanąć na własne nogi. Żyjemy w kraju, w którym w latach 90. mecenasów sztuki tak naprawdę nie było. Nawet obecnie jest stosunkowo mało ludzi świadomie poruszających się w obszarze sztuki. To o czym mówię dotyczy artystów, jednak żyjemy w świecie, w którym artysta sam siebie nie wypromuje. Jeżeli twórca spędza czas w pracowni w uczciwości wobec tego, co robi, to podejmuje decyzje na całe życie. Dlatego udało mi się przeżyć kilkadziesiąt lat zarabiając obrazami na moją bardzo liczną rodzinę (mamy z Madzią siedmioro dzieci). Starałem się robić tak, żeby malarstwem zarabiać na wszystko. Dlatego na początku miałem dylemat. Myślałem: co jest moją sztuką? Czy chcę malować pejzaże, martwe natury i portrety? Zarabiałem na tym, ale jak ktoś kupił ten mój “ważny” obraz to bardzo mnie to cieszyło (a zdarzały się takie osoby).

Sam przyznajesz, że bycie szczerym w stosunku do tego, co się tworzy jest trudną drogą. Co musiałeś poświęcić dla sztuki?

Mariusz Mikołajek

Pracownia Mariusza Mikołajka, zdj.  rynekisztuka.pl

Udało mi się nie poświęcić tego, co ludzie zazwyczaj poświęcają – najbliższej rodziny. Jest to odruch młodego człowieka, który nie do końca ma te sprawy poukładane wewnętrznie. Chociażby temat wolności. Czym ona jest? Wielokrotnie byłem pytany o to, jak to jest, że nie przeszkadza mi rodzina. Dwójka dzieci, trójka, siódemka… Musiałem zarobić na rachunki naprawdę dużo pieniędzy, przeżyć te kilkadziesiąt lat, dać dzieciom normalne życie, edukację. Udało mi się. Nie położyłem rodziny na stos. Nie mogłem. Od początku moje malarstwo odnosiło się do człowieka. Wiedziałem całym sobą, że rodzina jest najważniejszą wartością jaką w życiu mam i to mocno przeniosło się na moje wyjście do ludzi. Odniesienie do człowieka jest dla mnie podstawą w życiu i w pracy twórczej. Uważam, że od każdego dzieła (jak światło na nie pada) coś daje cień. Cieniem jest sylwetka człowieka. I to jest sztuka. Ona zawsze odnosi się do człowieka. To jest przesłanie, którego doświadczyłem. Dochodzenie do wiary było dla mnie dochodzeniem do człowieczeństwa. Podczas dynamicznych protestów, w których brałem udział, sylwetka ludzka stała się dla mnie bardzo istotna. Wszyscy byliśmy internowani. Wszyscy czuliśmy się jak zamknięci. To wtedy w obrazy wszedł ruch. Została najprostsza konstrukcja – pion i poziom (bo każdy budynek powinien mieć przecinające się kierunki). Kierunki i ludzie zostali. To było moje pierwsze spotkanie ze znakiem krzyża. Rozumiem teraz, że zacząłem wtedy siebie samego poznawać i rozumieć. Dotykać siebie i swoich problemów na poważnie. To bardzo pomogło mi w życiu. Moment wiary był momentem metafizycznym. Tak jak św. Paweł spadł z konia i przestał widzieć. Ja akurat jechałem pociągiem  do Warszawy. Wiozłem trzy grafiki – tryptyk poświęcony księdzu Popiełuszce. Miałem siebie dość. Wcześniej wyrzucili mnie z uczelni, bo wyzwałem publicznie jednego pułkownika. Wszyscy byli internowani, tylko nie ja, chociaż byłem przewodniczącym strajku, więc zaczęli rozpowiadać, że jestem kapusiem. Przywieźli pułkownika, do dziś pamiętam to spotkanie. Przyszedłem, a on poprosił, żeby zadawać pytania. Pierwszy wstał Paweł Jarodzki i powiedział: “co pan je na śniadanie?” A on odpowiedział: “cztery jajka”. Był śmiech na sali, bo wtedy jajka były nieosiągalnym towarem. Nie wytrzymałem i powiedziałem kilka brzydkich słów. Na drugi dzień zostałem wezwany do rektora i zabrano mi indeks. Ale moi profesorowie byli odważni i jakoś udało mi się skończyć te studia. Choć później próbowano odebrać mi dyplom.

Mariusz Mikołajek

Pracownia Mariusza Mikołajka, zdj. rynekisztuka.pl

Twoja wystawa dyplomowa prezentowana w kościele Świętego Krzyża na Ostrowie Tumskim wywołała wówczas sporo kontrowersji. Jak to zmieniło twoje myślenie o sztuce, o roli artysty wtedy?

Mariusz Mikołajek

Anna Niemczycka-Gottfried, w pracowni Mariusza Mikołajka, zdj.  rynekisztuka.pl

Zrobiłem tą wystawę, bo malowałem wspominane już obrazy, na których były krzyże. Wymyśliłem, że zrobię wystawę w kościele, ale nie spodziewałem się, że większość ubeków w Polsce będzie tym tak poruszona. Myślałem o jednym – dużej przestrzeni dotkniętej znakiem, którego jeszcze nie znałem. Skończyłem studia w 84 roku tą wystawą. Dopiero w 85 roku jadąc do Warszawy uwierzyłem. Jak mnie to zmieniło? Mój profesor Konrad Jarodzki mówił, że byłem odważnym studentem. Jak coś robiłem, to bezkompromisowo. To była niesamowita przygoda. Jak poszedłem do sióstr i opowiedziałem, co chcę zrobić, powiedziały “dobrze”. Jak przyszedłem wieszać obrazy, dostałem pierwszą lekcję tego: czym jest malowanie, a czym wyeksponowanie obrazu. Przestrzeń zaczęła pomagać obrazom, stało się coś fantastycznego. Jedna praca nazywała się “Apokalipsa”. Była na niej sylwetka ludzka, nad którą było jasno, a wszędzie indziej ciemno. Zrozumiałem, że muszę wziąć odpowiedzialność za wszystko, co robię w życiu. Jest dobro, zło i nie ma nic pomiędzy. Moja przygoda z dużą ekspozycją zaczęła się podczas tej pierwszej wystawy i trwa do dziś. Jak robiłem wystawę w Browarze Mieszczańskim we Wrocławiu, ogromne przestrzenie wymusiły na mnie to, że zacząłem malować obrazy na jeansie i robić formy przestrzenne. Robiłem to, co w tej chwili nazywa się instalacją, a co ja nazywam malarstwem przestrzeni. Podobnie było z wideo. Namalowałem mnóstwo świetnych prac na podstawie materiału, który nagrałem w pracowni z moim przyjacielem, artystą pantomimy, Mariuszem Sikorskim. Powiedział, że chce mi pokazać jak widzi moje malarstwo poprzez ruch. Zainspirował mnie. Ten ruch nie był teatrem, to było coś więcej. I to wszystko zostało wplątane w moje malarstwo na jeansie. Całe jego ciało było bijącym sercem. To dało życie mojemu malarstwu. Dzięki tej inspiracji powstało też moje pierwsze wideo i narodziła się idea wystawy Windows, która niestety nie doszła do skutku. ,

“[…] wszystkie moje aktywności wpływają na siebie i wzajemnie się uzupełniają. Przemiany przestrzeni, w której ludzie żyją, przez wspólne realizowanie murali jest dla mnie równie fascynującym doświadczeniem, jak tworzenie obrazów i wystaw. Ta przemiana dotyczy również mnie jako artysty i człowieka” Czy to jest według Ciebie esencja prawdziwej drogi twórczej?

Mariusz Mikołajek

Pracownia Mariusza Mikołajka, zdj. M.M, rynekisztuka.pl

Tak. Twórczość dzieje się także, kiedy myślę o obrazie, czy o tym, co chcę zrobić. Ale myślenie musi być ubrane w robienie. Trzeba zostawić ślad. Tak to zostało skonstruowane. Dlatego ubolewam, że kiedy przyjechał do Wrocławia pan z Anglii (w związku z Europejską Stolicą Kultury) i powstał np. projekt mostów, na który zostały wydane pieniądze, a także odbyło się ileś akcji, to teraz nie ma po tym śladu. Jak robimy jedyne w swoim rodzaju działanie (w naszym pokoleniu się raczej nie powtórzy), to warto byłoby na tym moście znaleźć jakieś rozwiązanie plastyczne, które zaznaczyły, że odbył się tam happening. Uważam, że sztuka polega na zostawianiu śladów i te ślady coś mówią. 

Jak to jest, to jest dla Ciebie rodzaj eksperymentu, czy to jest właśnie to wyjście poza pracownię, czy zostawianie śladów? 

Mariusz Mikołajek

Mariusz Mikołajek, Anna Niemczycka-Gottfried, w pracowni artysty, zdj. M.M, rynekisztuka.pl

Powiedziałem wcześniej, że lubię siebie. Akceptuję i lubię też innych ludzi. Pamiętam jak zaczynałem projekt na pierwszym podwórku. Jako indywidualny artysta nie mogłem starać się o środki z miasta. Dyrektor kultury Jarek Broda namówił mnie na stworzenie fundacji, którą założyłem z  Witkiem Liszkowskim i Janem Mikołajkiem, moim synem. Tak powstało “OK! art”. Wystartowaliśmy na ul. Roosevelta. Przyszliśmy na podwórko i kilkadziesiąt osób patrzyło na nas z okien. Rewelacja, nie można znaleźć lepszego miejsca dla działań w kulturze. Należy mieć obserwatora i wzbudzać jego zainteresowanie. Złożyliśmy papiery, wygraliśmy konkurs i przez pierwszy rok prowadziliśmy warsztaty. Budżet ponad 170 tysięcy. Wymyśliłem, że ma być więcej artystów. Stanęło na tym, że zaangażowaliśmy dziesięć młodych osób i nagle zarabialiśmy po tysiąc złotych na miesiąc. To była praca charytatywna. Ale chcieliśmy to robić. Ludzie nas polubili. Powiem Ci dlaczego. Po wygraniu konkursu dwa miesiące czekaliśmy na klucze. Uznałem, że zanim je dostaniemy, będziemy chodzić na podwórka trzy razy w tygodniu i malować lub fotografować ludzi. Malowaliśmy całe podwórko. Ja sam zrobiłem chyba 50 portretów akwarelą. Powstał kapitalny materiał. Oddawaliśmy portrety ludziom i mówiliśmy, że miasto za dwa miesiące przekaże nam klucze i wtedy zrobimy otwarcie, na które przyjdzie pan prezydent. Znaliśmy datę. Mówiłem ludziom: odnieście portrety dwa tygodnie wcześniej, bo muszę je oprawić. Chciałem zobaczyć ile osób je przyniesie. Jeśli odniosą to znaczy, że jesteśmy w relacji i to są ludzie, z którymi mogę działać w obszarze kultury. Nie wszyscy będą malować czy rzeźbić, ale każdy zaangażuje się w jakiś sposób. Osiemdziesiąt pięć procent ludzi odniosło portrety. Przyszedł prezydent i kto był najważniejszy? Ludzie. Od początku byli najważniejsi i właśnie to czuli. Otwartość artysty polega na wchodzeniu na poziom zero i autentycznym wyjściu do drugiego człowieka. Na tym to polega. Wtedy feedback  jest sto razy większy niż myśleliśmy. Tytuł “Malarstwo jest źródłem” to… tak właśnie jest! Sztuka może być źródłem życia. Kapitalną terapią, w którą wchodzimy. Terapią od samych siebie, ale też dla samych siebie.

Co Cię inspiruje? Czy sztuka kogoś z artystów żyjących? Z czego czerpiesz? 

Sztuka innych twórców mnie inspiruje, ale to życie powoduje, że chcę malować. Jako młodzi artyści spotykaliśmy się, chodziliśmy po domach, pokazywaliśmy sobie ostatni namalowany obraz i jeśli był świetny (a czasami taki był) to wszyscy pozostali od razu biegli do domu i malowali dalej. To jest najcenniejsze w oglądaniu dobrej sztuki – mobilizacja do własnej, uczciwej pracy. Inspiracja bierze się z podglądania autentyczności u innych artystów. To jest dla mnie kluczowe. Kiedy w obrazie widzimy siłę autentyczności. 

Od buntu do religii, od obrazów do murali, od twórczego indywidualizmu do sztuki partycypacyjnej. Inspiruje Cię miasto, ludzie z różnych środowisk. Potrafisz odnaleźć się wszędzie. Podobnie jak Twoja sztuka.

Jeśli tak jest, to rewelacja. Maluję sam na sam i to jest najważniejsze. Jest mnóstwo bodźców z zewnątrz, ale należy żyć tak, żeby odsunąć te wpływy na bok. Ja nie byłem w stanie całkowicie tego zrobić, bo musiałem zarabiać na dzieci, ale to była jedyna motywacja, która nadawała tego typu działaniom sens. Nigdy nie przedkładałem pieniędzy i posiadania ponad to, co robię. Malowanie jest dla mnie naturalne. Jest moim źródłem.

 

 

Zdjęcia: Maria Majchrowska, rynekisztuka.pl

Rynek i Sztuka - logotyp

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Rynek i Sztuka - logotyp

to cię powinno jeszcze zainteresować:

Roman Kaczkowski

28.07.2022 / Aktualności, Analiza rynku sztuki, Kolekcjonowanie

5 komentarzy do “Lubię siebie, to jest podstawa. Bez tego nie malowałbym obrazów. Wywiad z Mariuszem Mikołajkiem ”

  1. Tomek

    Artysta zawsze potrzebuje odbiorcy, pierwszym jest on sam. Jeśli tego nie robi uczciwie, zapomną o nim, nie wspomną, a teraz mamy miliony artystow. I tu problem. Nie słyszałem nigdy o p. Mariuszu, choć oglądam menu tego świata.

  2. Zbigniew Rybicki

    Obrazy duże i kolorowe mało oryginalne ponieważ jest to rżnięcie z twórczości francisa Bacona.oryginalność to polega na tym co się daje z duszy a nie na tym co się przemalowuje

    1. Gionni

      Zbigniew, bzdety gadasz. Proste. Bacona sztuka zasadza się na innych zasadach, właśnie na dawaniu czegoś innego zduszą. Ale skoro gadasz takie bzdety, skąd możesz to wiedzieć. Malarstwo z ekstraklasy. Pozdrawiam

  3. Jan

    Świetny malarz. Mam przyjemność posiadać jego obrazy. To „żywe” malarstwo.

  4. Agnieszka

    Obrazy są doskonale!Każde pociągnięcie uzasadnione i wręcz niezbędne.Uczciwość tego malarstwa jest maksymalnie energetyczna, oszałamiająca.Cielesność wobec świata ,wyzwalanie się z niej to temat , który artysta doprowadza do perfekcji skojarzeń.Oglądając obrazy Mariusza Mikołajka Odbiorca balansuje na granicy transcendencji.Zostaje niemalże wciągnięty w przestrzeń blejtramu, ogarnięty,przywłaszczony , uniesiony i wypluty do realnego życia z powrotem.Na tym polega siła i wyjątkowość tego malarstwa.Jest do bólu prawdziwe!Nie ma się co dziwić bo Artysta nim Jest!

Dodaj komentarz:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Magazyn

Kursy online

Odwiedź sklep Rynku i Sztuki

Zobacz nasze kursy Zobacz warsztaty o sztuce

Zapisz się do naszego newslettera

Zapisując się na newsletter zgadzasz się z regulaminem portalu rynekisztuka.pl Administratorem danych osobowych jest Media&Work Agencja Komunikacji Medialnej (ul. Buforowa 4e, p. 1, p-2-5, 52-131 Wrocław). Podanie danych jest dobrowolne. Zgoda na otrzymywanie informacji handlowych może zostać wycofana w każdym czasie. Więcej informacji na temat danych osobowych znajduje się w Polityce prywatności.