szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU
Cracow Art Week Krakers

„Ta droga była mi potrzebna” – wywiad z Eweliną Skowrońską

13.04.2023

Aktualności, Wywiady

Ewelina Skowrońska ukończyła z wyróżnieniem University of The Arts London, jej prace były wystawiane w Londynie, Irlandii, USA, Kanadzie, Polsce, Danii i Japonii. W 2017 roku otrzymała nagrodę Print Prize przyznawaną przez ST Bridge Foundation, a w 2018 roku znalazła się na krótkiej liście do Ashurst Emerging Artist Prize 2018. Jej grafiki znajdują się w kolekcji VA Museum London; Spiral Wacoal Art Foundation, Tokio, Japonia; Muzeum Grafiki Guanlan, Chiny. Obecnie mieszka w Japonii, gdzie jest aktywną uczestniczką tokijskiej sceny artystycznej.

Paulina Świerczyńska-Brzezińska: Jak to się w ogóle stało, że zostałaś artystką? Studia artystyczne nie były przecież twoimi pierwszymi studiami?

Ewelina Skowrońska

Ewelina Skowrońska w pracowni, fot. Maciej Komorowski

Ewelina Skowrońska: Jak to zwykle bywa, nic się nie dzieje nagle. Moja droga artystyczna była inna od klasycznie przyjętego stylu edukacji. Przyznam się, że zaraz po maturze zdawałam na ASP we Wrocławiu. Zdecydowałam się na to dosłownie pół roku przed egzaminami. Wcześniej nie rysowałam zbyt dużo. Byłam w szkole sportowej, grałam profesjonalnie w piłkę ręczną. To był czas, w którym kreowała się przede mną zupełnie inna wizja kariery. W pewnym momencie poczułam jednak, że nie chcę iść w tę stronę. Moi rodzice nie byli zadowoleni z tego pomysłu. Kiedy się nie dostałam, a na ASP egzaminy były wcześniej niż na większości uczelni, miałam czas zdawać jeszcze na inny kierunek. Ponieważ byłam zawsze dobrą humanistką i zdawałam też historię na maturze, wybrałam nauki polityczne. Bardzo ucieszyło to moich rodziców. Później na studiach tak dużo się działo, że początkowe plany nie były kontynuowane, niemniej jednak ta chęć robienia czegoś kreatywnego cały czas powracała. Na politologii wybrałam specjalizację marketing polityczny. Wydawało mi się, że będzie to coś twórczego – stąd trafiłam do reklamy. Niemniej chęć, żeby tworzyć, dawać coś od siebie i w jakiś sposób spróbować się wyrazić w formie wizualnej, bardzo mocno we mnie tkwiła. Uczestniczyłam w wielu kursach: rysunku, malarstwa czy architektury wnętrz. Już jako dorosła, 33-letnia kobieta, zdecydowałam, że nie chcę w ten sposób żyć – nie chcę pracować w reklamie, w korporacji, lecz potrzebuję czegoś innego. Moje ciało potrzebowało czegoś innego. Miałam wielką potrzebę wyrażania siebie. Dlatego postawiłam wszystko na jedna kartę.

Nie wybrałaś jednak uczelni w Polsce, ukończyłaś z wyróżnieniem Sztuki Wizualne na University of The Arts London.

Nie wyobrażałam sobie, że przechodzę teraz przez ten cały system egzaminów w Polsce i szukałam jakiegoś alternatywnego sposobu edukacji – bo też czułam, że chcę wrócić do szkoły. Miałam już tytuł magistra, więc nie musiałam przechodzić tej drogi od początku. W Wielkiej Brytanii, gdzie studiowałam, system jest inny. Jeżeli ma się mocne portfolio, to od razu można wskoczyć na wyższy poziom. Tak naprawdę wtedy zdecydowałam się na ilustrację. Dzięki pracy w reklamie wiele rozumiałam z tego obszaru, co znacznie ułatwiło sprawę. Już wtedy robiłam ilustracje dla magazynów i gazet. To też był proces dojrzewania do decyzji, że teraz albo nigdy. Musiałam spróbować, bo inaczej żałowałabym do końca życia.

Bardzo odważnie. Jest jakaś rada, którą udzieliłabyś osobom stojącym przed podobnym dylematem?

Nie powiem nic nadzwyczajnego, poza tym, że trzeba podążać za czymś co jest w nas, nie poddawać się i po prostu ufać swojemu instynktowi. Pamiętam, że kiedy zdecydowałam się na tę zmianę, moja mama była przerażona. Nie mogłam jednak dłużej tego ignorować. Zajęło mi to chwilę, ale myślę, że ta droga była mi potrzebna. Uważam, np. że studia na politologii były wspaniałe. To dało mi bardzo dużą wiedzę. Studiowałam filozofię, psychologię i doktryny polityczne – to są rzeczy, z których czerpię dzisiaj. W ogóle nie uważam, że to był stracony czas. Tak po prostu miało być – taka była moja droga. Z drugiej strony myślę też, że jako dorosła osoba, świadoma swoich decyzji, skorzystałam ze studiów w 300%. Wiedziałam, że to jest mój cel.

Ewelina Skowrońska

Ewelina Skowrońska, Hana no fukai, pastel, kredka, akryl i sitodruk

Dzisiaj rozmawiamy przy okazji Twojej wystawy w Pilipczuk Gallery w Danii, a Ty sama znajdujesz się w Japonii, gdzie aktualnie mieszkasz. Większość dotychczasowego życia spędziłaś w Polsce, studiowałaś w Anglii. Które z tych miejsc miało na ciebie największy wpływ? Które określiły najmocniej kierunek twojej twórczości.

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo w każdym momencie mojego życia te miejsca były mi bardzo potrzebne. Oczywiście to, co działo się w Polsce, to taki rodzaj przygotowania do tego, żeby zbudować w sobie siłę, odwagę i niezłomność. Londyn to był moment, w którym wszystko było nowe. Zaczęłam studiować ilustrację, ale zakochałam się grafice warsztatowej i to z niej właściwie zrobiłam swój dyplom. Londyn to też miejsce, w którym odkryłam bardzo wielu artystów. Propozycja kulturalna tego miasta jest fenomenalna. Byłam chłonna jak gąbka. Myślę, że to było bardzo mi potrzebne w tamtym czasie. I później Tokio – to dla mnie czas poszukiwania własnego języka, tego o jakich tematach chcę mówić, co jest dla mnie ważne, w jaki sposób chcę pracować, co chcę tworzyć. W międzyczasie byłam na wielu rezydencjach artystycznych, głownie w Stanach Zjednoczonych, które też bardzo mocno mnie rozwinęły i rozszerzyły horyzonty.  Był to proces, który bardzo mocno na mnie wpłynął i myślę, że to wszystko dalej trwa. Ten proces cały czas się odbywa i mam nadzieje, że nigdy się nie zakończy – że do końca będę czegoś poszukiwać.

Ewelina Skowrońska

Ewelina Skowrońska w pracowni, fot. Maciej Komorowski

Miałaś wystawy już w wielu krajach. Twoje prace pokazywane były na trzech kontynentach. Czy odczuwasz, że są one inaczej odbierane w zależności od miejsca ich prezentowania?

Szczerze mówiąc nie ma poczucia, że w zależności od miejsca na świecie moje prace są inaczej odbierane. Raczej myślę, że osoby, które są wrażliwe na to co robię, maja ze sobą coś wspólnego. Chyba najbardziej poruszający dla mnie jest odbiór moich prac w Japonii, dlatego, że jednak jest to bardzo specyficzna kultura, bardzo hermetyczna. Jest to patriarchalny kraj, w którym zmiany społeczne zachodzą bardzo wolno i myślę, że wiele kobiet nawet nie ma takiej świadomości, że może być inaczej. Nigdy jednak nie myślałam o tworzeniu z myślą o konkretnym rynku czy miejscu, wręcz przeciwnie. Początkowo w Japonii miałam poczucie, że będzie mi trudno tutaj działać, więc bardziej nastawiałam się na to, aby próbować istnieć w różnych miejscach. Podczas moich wystaw w Japonii zszokowało mnie, jak wiele kobiet czuło się bardzo mocno poruszonych. Było wiele kobiet, które dziękowały mi, że zobaczyły coś, co w jakiś sposób je poruszyło, że coś się w nich zadziało, co nie do końca sobie uświadamiały.

Chciałabym zostać jeszcze chwilę przy Japonii. Czy możesz powiedzieć trochę więcej jak wygląda życie artystki tam?

Pilipczuk Gallery

Wystwa „Intuitive Reminiscence in the beginning, women as sun”w Pilipczuk Gallery w Danii

Japonia tak jak wspominałam, to kosmiczne miejsce i zajęło mi trochę czasu, żeby się tu odnaleźć. Myślę, że wszystko zaczęło się układać w całość, kiedy zdecydowałam, że muszę mieć swoje studio. Wcześniej korzystałam z dostępnego studia grafiki warsztatowej. Czułam, że to jest właściwy kierunek, ale brakowało takiej spontaniczności i bezpośredniego kontaktu z materiałem. Wiedziałam, że muszę zacząć troszkę eksperymentować. Stałam się na tyle dobra, szczególnie w sitodruku, że wymyślałam sobie różne wyzwania. Wiedziałam jednak też, że będzie mi trudno to zrobić, jeżeli nie będę miała swojej przestrzeni. Tokio, ogólnie Japonia nie jest miejscem wspierającym artystów. Jest to na pewno ogromny kontrast w porównaniu do tego, co dzieje się np. w Londynie. Poznałam znajomych którzy już mieli na oku jakieś miejsce i wynajęliśmy wspólnie cały budynek. Jest to niewielka przestrzeń we wschodnim Tokio. Moment, w którym stworzyliśmy to miejsce był momentem, w którym poczułam, że to wszystko wygląda tak jak chciałabym. Po pierwsze czuję, że moja praca bardzo mocno się rozwinęła i to też na pewno pozytywnie wpłynęło na moje poczucie własnej wartości i wiary w to, że tak właśnie to jest ten kierunek. Dodatkowo na dole mamy niedużą przestrzeń, która może być galerią, miejscem spotkań. Stwierdziłam, że skoro mam takie miejsce, to chciałabym też dać coś innym dziewczynom – coś czego ja nie miałam, kiedy tu przyjechałam. Stąd wziął się pomysł na stworzenie ONA Project Room, którego celem jest wspieranie kobiet, bądź osób identyfikujących się jako kobiety. Wszystko odbywa się w formie pop-up’owych wystaw organizowanych raz w miesiącu. Za pomocą tego miejsca chcę otwierać pola do dialogu, konwersacji i zadawania pytań. Chcę, aby było to miejsce, w których można czegoś nie wiedzieć – mieć wystawę, nie znając wszystkich odpowiedzi. Gdzie można nabrudzić, bo to jest może też takie specyficzne odnośnie Japonii, że w wielu galeriach nie można, np. wiercić dziur w ścianach. Ogólnie bardzo wielu rzeczy nie można robić, istnieje mnóstwo ograniczeń. Dlatego cieszę się, że mogę współtworzyć przestrzeń, która jest właśnie odwrotnością tego zjawiska – pozwala na dyskurs i spontaniczność. Czuję, że jestem we właściwym miejscu. Mam przestrzeń, gdzie mogę się rozwijać i tworzyć, ale również wspierać inne artystki.

Ewelina Skowrońska

Ewelina Skowrońska w pracowni, fot. Maciej Komorowski

Twój najnowszy cykl, prezentowany aktualnie w Pilipczuk Gallery, jest zainspirowany japońską literaturą. Czy możesz rozwinąć nam wątek twoich inspiracji w ogóle?

Jest to mix różnych rzeczy, które czytam. Rzeczywiście, rzeczy pisane mają na mnie bardzo mocny wpływ – jest to zarówno literatura, poezja, jak i eseje. Nie jestem żadnym japonofilem, ale sam fakt obecności w tym miejscu sprawia, że tutejsze wątki są mi bliższe. Są po prostu bardziej zrozumiałe, a przez to interesujące. Wcześniej miałam wystawę, która była w ogóle inspirowana japońską mitologią i tutejszym mitem stworzenia świata. Fascynuje mnie wyciąganie różnych wątków z tego, co dzieje się wokół mnie. Są to głównie tematy które gdzieś przełamują stereotypowy sposób myślenia. Myślę, że właśnie mitologia czy poezja to doskonałe przykłady na to, jak nic nie jest czarnobiałe. Mitologia jako sposób opisywania świata, kreowania różnych postaci na bazie ludzi, pokazuje jacy jesteśmy wielowymiarowi i -w zależności od różnych sytuacji – po prostu się zmieniamy. Więc to są na pewno takie tematy, które są dla mnie mocno bliskie i automatycznie zbliżają mnie mocno do natury, z jej ciągłą zmianą i specyficzną energią.

Ewelina Skowrońska

Ewelina Skowrońska, Ryo no onna, 2022, pastel, kredka, akryl i sitodruk

A jeżeli chodzi o sztuki plastyczne to czy masz artystę, który jest dla ciebie szczególnie ważny?

Nie mam takich artystów, którymi się inspiruję, ale nie zapomnę, gdy pierwszy raz zobaczyłam prace Louise Bourgeois i jak bardzo mocno mnie poruszyły. Poza tym ważna dla mnie jest twórczość Marlene Dumas i Tracey Emin. Z artystów japońskich z kolei: Ikko Tanaka i Tadanori Yokoo. No i oczywiście Hilma af Klint.

Patrząc na Twoje prace z ostatnich lat, można zauważyć pewną tendencję zbliżającą je do założeń abstrakcji organicznej. Czy to jest kierunek, w którym chcesz teraz iść?

Tak. Zdecydowanie. To też jakiś element mojej transformacji – bardzo mocnego zwrócenie uwagi na to, co się dzieje dookoła. Tak jakbym się już nasyciłam tym wszystkim wewnątrz, otworzyła nagle oczy i zobaczyła jak bardzo jesteśmy częścią natury, która dla mnie jest bardzo mocno połączona z ciałem. Z jednej strony ciało jest piękne, ale z drugiej – obrzydliwe. Tak samo jest z naturą – jest piękna, ale i okrutna, zabija i tworzy. W ostatnim czasie zaczęłam też eksperymentować z barwnikami z roślin. Jest dla mnie niesamowite, ile rzeczy, których nie znamy jest w naturze. Rzeczy, które już zapomnieliśmy, to ogromna skarbnica wiedzy. To spektrum kolorów może być naprawdę bardzo duże, nie używając żadnych chemikaliów, żadnych toksycznych rzeczy. Jestem tym zafascynowana – takim wręcz intymnym kontaktem z przyrodą.

Ewelina Skowrońska

Ewelina Skowrońska, Bolts of Silk, 2022, pastel, kredka, akryl i sitodruk

Rozwińmy temat techniki twoich prac. Nie da się jej zamknąć w konkretnych ramach – jest tam zarówno malarstwo, rysunek, jak i – być może przede wszystkim – grafika warsztatowa.

Pilipczuk Gallery

Wystwa „Intuitive Reminiscence in the beginning, women as sun”w Pilipczuk Gallery w Danii

Myślę, że mix technik dokładnie odzwierciedla moje podejście do życia i mój sposób widzenia świata. Tego, że właśnie nie jesteśmy jednowymiarowi. Długo uczyłam się postrzegać to nie jako wadę, lecz jako atut. W świecie sztuki – pewnie tak, jak i w każdej dziedzinie – lubimy szufladkować, nadawać etykiety, że ktoś jest malarzem, ktoś rzeźbiarzem, a ktoś inny zajmuje grafiką. Nasz mózg lubi po prostu wszystko upraszczać, więc ten sposób jest dla mnie taką pełnią mnie. Jest wykorzystaniem tych wszystkich rzeczy, których się nauczyłam, z którymi dobrze się czuję i które wydają mi się interesujące. Próbuję połączyć elementy grafiki warsztatowej z malowaniem, rysowaniem czy wykorzystywaniem aerografu. Jest to jakiś rodzaj poszukiwania mojego własnego głosu, indywidualnego sposobu pracy. Bardzo lubię tworzyć na papierze, co pewnie wynika też z tego, że mój background jest w grafice warsztatowej. Papier jest dla mnie czymś, co otwiera ogromne możliwości. Są różne rodzaje papierów. Mają różne tekstury, które inaczej zachowują się pod wpływem ludzkiego działania. To jest jak rozmowa z materiałem i wyciąganie z niego tego, co najbardziej intrygujące. Sitodruk wykorzystuję głównie do drukowania tła, uzyskiwania gradacji, którą bardzo często stosuję w swoich pracach. To relacja pomiędzy tym co płaskie, wręcz idealne, a tym co ręcznie namalowane. W tym wszystkim widać charakter tych technik, które się łączą – lubią albo i nie. To właśnie bardzo mnie interesuje oraz sprawia, że mam ochotę eksperymentować i próbować.

Wybierając taki sposób tworzenia musisz mieć chyba wszystko doskonale zaplanowane? Nie ma tutaj miejsca na przypadek – jak wygląda sam proces planowania?

Wbrew pozorom grafika warsztatowa daje pole do niepewności i niewiedzy. Jeżeli chodzi o sposób mojej pracy, to jest takie 50/50. Pomysły zaczynam w szkicowniku. Są to bardzo luźne, wręcz brzydkie szkice. Tworzę je szybko, wykorzystując głównie akwarelę. Tam zaczynają się moje pomysły. Dopiero później zastanawiam się nad kolejnością i nad tym, jaki chcę uzyskać efekt. Wszystkie elementy wycinam ręcznie, co też daje jakieś takie elementy niedokładności. Następnie nakładam te rzeczy po kolei. Komputer wykorzystuję jako wsparcie decyzji kolorystycznych i czasami kompozycyjnych. Traktuję to jako szybkie narzędzie do sprawdzania. Duże znaczenie ma też to, czy drukuje na papierze, który jest np. biały czy na materiale, który ma jakiś kolor. To oczywiście wpływa na finalny efekt, ponieważ mam już zaplanowane te kształty, które narzuca Sitodruk. Wtedy wiem, w których miejscach wejdę już aerografem a skończę pastelami albo kredkami.

Pilipczuk Gallery

Wystwa „Intuitive Reminiscence in the beginning, women as sun”w Pilipczuk Gallery w Danii

A jakie są twoje najbliższe plany?

Staram się tak funkcjonować i żyć tak, aby czuć, że cały czas się rozwijam. Wcześniej dużo pracowałam z ceramiką, ale w okresie pandemii było to niemożliwe. Teraz wracam do tego. Moim marzeniem jest po prostu mieć swój piec i swoje miejsce do robienia ceramiki, żeby móc jeszcze bardziej zagłębić się też w ten temat. To niesamowita, bardzo pociągająca wiedza i coś, czym chciałabym się zająć i poświęcić temu więcej czasu. Generalnie chciałabym mieć takie środowisko, aby móc tworzyć, aby mieć szansę dalej brać udział w różnych projektach i ciągle się rozwijać.

Rynek i Sztuka - logotyp

Zdj. góra: Ewelina Skowrońska w pracowni, fot. Maciej Komorowski

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Rynek i Sztuka - logotyp

Dodaj komentarz:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Magazyn

Kursy online

Odwiedź sklep Rynku i Sztuki

Zobacz nasze kursy Zobacz konsultacje dla artystów

Zapisz się do naszego newslettera

Zapisując się na newsletter zgadzasz się z regulaminem portalu rynekisztuka.pl Administratorem danych osobowych jest Media&Work Agencja Komunikacji Medialnej (ul. Buforowa 4e, p. 1, p-2-5, 52-131 Wrocław). Podanie danych jest dobrowolne. Zgoda na otrzymywanie informacji handlowych może zostać wycofana w każdym czasie. Więcej informacji na temat danych osobowych znajduje się w Polityce prywatności.