Od niemal dwóch stuleci sztuka malarska co jakiś czas bywa żegnana z teatralnym patosem. Każde pokolenie awangardy ogłaszało jej koniec: najpierw fotografia, potem konceptualizm, następnie sztuka cyfrowa- wszystkie te zjawiska miały rzekomo wyprzeć tradycyjny gest pędzla i płótna. A jednak malarstwo trwa. Co więcej – w wielu wymiarach ma się dziś lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.
Obecnie w dobie szybko rozwijającej się sztucznej inteligencji, malarstwo mogłoby wydawać się przestarzałe – niczym relikt przeszłości. A jednak: to właśnie obrazy biją aktualnie rekordy na aukcjach. Obraz Jacka Malczewskiego Rzeczywistość podczas czerwcowej aukcji został sprzedany za 22,2 miliony złotych. Maj również wyłonił najdroższy obraz żyjącej kobiety- artystki sprzedany na aukcji – Marlene Dumas Miss January. Najdroższe dzieło żyjącego artysty? Obraz Flag Jaspera Johnsa sprzedany za 110 mln dolarów. Czy zatem mamy do czynienia z „szczytem malarstwa”, czy może ten tradycyjny nośnik dopiero nabiera rozpędu?

Marlene Dumas, Miss January | źródło: Fotografia z aukcji Christie’s, materiały udostępniony przez stronę CNN
Dlaczego malarstwo wciąż rządzi rynkiem?
Rynek sztuki nie pozostawia złudzeń: malarstwo nie tylko przetrwało, ale jest dominującą siłą. Przykładem może być Mohammed Sami – iracki malarz mieszkający w Wielkiej Brytanii, którego prace biją rekordy aukcyjne. Obraz Poor Folk II z 2019 roku sprzedano w maju tego roku na aukcji w Sotheby’s za ponad pół miliona dolarów, znacznie powyżej estymacji, dobrym przykładem jest również już wcześniej wspomniany obraz Jacka Malczewskiego, Rzeczywistość sprzedany w poprzednim miesiącu za ponad 22 miliony złotych.
To właśnie zdolność malarstwa do mierzenia się z pamięcią, historią i emocjami sprawia, że medium to pozostaje niezmiennie aktualne. Nawet w epoce multimedialnych narracji i eksperymentalnych formatów, klasyczna technika pędzla okazuje się niezastąpiona – dzięki swojej intensywnej materialności, skupieniu i głębi, które trudno odtworzyć w innych mediach.
Wielu kolekcjonerów i miłośników sztuki niezmiennie ceni również prestiż nazwiska, warsztat i indywidualność twórcy, często nie zwracając uwagi na estetyczne, lecz powierzchowne wytwory AI. Choć te ostatnie bywają coraz trudniejsze do odróżnienia od obrazów wykonanych przez człowieka, nadal brakuje im autentycznego kontekstu, emocjonalnego ciężaru i unikalności procesu twórczego, które decydują o wartości dzieła w sensie kulturowym i rynkowym.
Malarstwo jako zombie – nieumarłe, ale wciąż pulsujące
„Co dwadzieścia, dwadzieścia pięć lat ktoś ogłasza śmierć malarstwa” – zauważa Philippe Van Cauteren, dyrektor SMAK w Gandawie. A jednak malarstwo nigdy naprawdę nie umarło. Wystawa Painting after Painting, prezentowana tam do listopada 2025 roku, pokazuje medium malarskie jako formę wielowarstwową i hybrydyczną – świadomą swojej przeszłości, ale jednocześnie zdolną do jej przekroczenia.
Belgijski artysta Vincent Geyskens określa je mianem „sztuki zombie”- nieumarłej, która miała zniknąć, a jednak uparcie powraca. To powracanie nie jest jednak przejawem nostalgii ani artystycznego konserwatyzmu. Wręcz przeciwnie – malarstwo zdaje się czerpać siłę właśnie z pogłębionej świadomości własnej historyczności. Jego „nieśmiertelność” można dziś interpretować jako zdolność do nieustannej transformacji – medium, które nie tyle przetrwało, co nauczyło się redefiniować samo siebie w zmieniającym się świecie.
W czasach, gdy sztuczna inteligencja potrafi wygenerować pozornie „ładne” obrazy w kilka sekund, malarstwo zyskuje na znaczeniu nie przez estetykę, ale przez autentyczność doświadczenia. Coraz więcej młodych artystów wybiera właśnie malarstwo – nie jako gest konserwatywny, ale jako sposób na fizyczne, emocjonalne i świadome tworzenie. To forma, która wymaga czasu, ciała, uwagi i decyzji – wszystkiego tego, czego AI nie posiada.
Sztuczna inteligencja nie ma wrażliwości, nie nosi w sobie pamięci ani traumy, nie maluje po nieprzespanej nocy ani w odpowiedzi na wydarzenie polityczne czy egzystencjalny niepokój. Nie jest też sposobem na radzenie sobie z rzeczywistością, nie ma potrzeby wyrażania siebie ani budowania relacji ze światem. To właśnie dlatego – mimo technologicznych rewolucji – prawdziwe, namalowane ręką człowieka obrazy nadal poruszają i prowokują, a młode pokolenia twórców nie chcą z nich rezygnować.
W tym sensie malarstwo jest nie tylko „żywe” – jest żywotne, bo wyrasta z cielesności i uważności, której nie da się zaprogramować. Nieśmiertelność tego medium to nie mit, lecz dowód na to, że potrzeba wyrażenia siebie przez obraz nie wygasa – tylko zmienia swoje formy i konteksty.
Obraz jako narzędzie oporu
Szczególnie interesujące jest, jak współczesne malarstwo służy dziś artykulacji narracji, które wcześniej pozostawały marginalizowane. Podczas Biennale w Wenecji w 2024 roku, pod kuratelą Adriano Pedrosy, malarstwo odegrało istotną rolę w opowiadaniu historii rdzennych kultur, queerowych tożsamości i kolonialnej przemocy. Nie chodziło o sentyment do formy – lecz o jej potencjał oporu i rekonfiguracji.
W tym sensie – jak zauważa Sofia Gotti z londyńskiego Courtauld Institute – współczesne malarstwo „nadpisuje” dawne znaczenia, prowadząc coś w rodzaju dialogu z własną przeszłością. Nie chodzi już o ucieczkę od medium, ale o jego świadome, czasem ironiczne, czasem afirmatywne wykorzystanie.

źródło: Unsplash, fot, El Swaggy
W świecie, w którym obrazy generowane przez sztuczną inteligencję stają się coraz trudniejsze do odróżnienia od tych „prawdziwych”, właśnie malarstwo zyskuje nowe znaczenie – jako gest oporu wobec dehumanizacji twórczości. Sztuczna inteligencja może imitować styl, kolor, kompozycję, ale nie niesie w sobie bólu, niepokoju, czułości ani sprzeciwu.
Malarstwo nie jest tylko środkiem wyrazu – jest świadomym wyborem bycia obecnym w świecie, który często próbuje zredukować twórczość do danych i efektów wizualnych. To, co powstaje z ciała, emocji i decyzji, zachowuje swoją niezbywalną wartość – nawet (a może zwłaszcza) wtedy, gdy wszystko wokół ulega cyfrowej symulacji.
Cielesność i żywioł
Dlaczego malarstwo przetrwało wszystkie rewolucje? Odpowiedź może być zaskakująco prosta: bo jest fizyczne. Bo wymaga ciała. Onya McCausland, kierowniczka katedry malarstwa na londyńskiej Slade School of Fine Art, podkreśla, że to właśnie „bliskość” malarstwa – jego materialna nieprzewidywalność, lepkość, cielesność – porusza studentów bardziej niż jakiekolwiek medium cyfrowe.
Dla niektórych artystów malarstwo jest wręcz aktem egzystencjalnym – nie tylko formą ekspresji, ale sposobem bycia w świecie. Proces tworzenia staje się intymnym rytuałem, który pozwala na oswojenie lęku, uporządkowanie chaosu lub zarejestrowanie własnego istnienia w materiale, który trwa. Płótno nie jest tu powierzchnią do pokazania czegoś „na zewnątrz”, lecz miejscem spotkania z sobą samym – świadectwem obecności, ciszy, oporu, a czasem także bólu.
W tym sensie malarstwo stoi w radykalnym kontraście do obrazów generowanych przez sztuczną inteligencję – ulotnych, odklejonych od ciała i procesu, pozbawionych oporu materii. Twory AI są szybkie, przemijalne, łatwo powielalne. Mogą imitować styl, ale nie mają w sobie ani śladu ludzkiego zmęczenia, decyzji, przypadkowego gestu.
Czy to szczyt, czy dopiero początek?
Jeśli dziś rzeczywiście osiągamy „szczyt malarstwa”, to jest to szczyt dynamiczny, ruchomy, otwarty. Nie zwiastuje on końca -raczej nową fazę intensywności. Paradoksalnie, to właśnie w świecie przesyconym technologią i wirtualnością, malarstwo – z jego ciężarem, namacalnością i niemożnością przewidzenia – odzyskuje znaczenie jako gest oporu, obecności i trwania.
Malarstwo – jako rzemiosło – wiąże się z czasem, z ruchem ręki, z fizycznym wysiłkiem. Jego trwanie w przestrzeni i w materii sprawia, że jest odporne na chwilowość trendów i wirtualnych iluzji. To, co powstało w malarskim geście, nie znika z pamięci tak łatwo jak obrazy przewijane na ekranie.
W świecie pełnym symulacji, zautomatyzowanej estetyki i wygenerowanej kreatywności, malarstwo przypomina o tym, że tworzenie może być aktem oporu – nie tylko wobec świata zewnętrznego, ale także wobec utraty kontaktu z własnym ciałem, emocjami i doświadczeniem.
Dlaczego malarstwo może być spokojne w dobie AI
W świecie zdominowanym przez sztuczną inteligencję, automatyzację i natychmiastową produkcję obrazów, malarstwo może pozostać wyjątkowo spokojne – a nawet wyciszone. Dlaczego? Ponieważ malarstwo nie konkuruje z prędkością. Nie próbuje wygrać z algorytmem w wydajności. Wręcz przeciwnie -opiera się na czasie, procesie i obecności.
W epoce, gdy sztuka generatywna tworzy tysiące wariantów obrazu w kilka sekund, gest ręki malarza zyskuje nowe znaczenie – jako akt cielesny, ludzki, intymny. Malarstwo nie musi być spektakularne. Może być ciche, skupione, fizyczne.
Dodatkowo, AI może imitować styl, formę, a nawet ekspresję emocji, ale nie przeżycie. Malarstwo, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się „przeżytkiem”, daje coś, czego algorytm nie potrafi: namacalny ślad czasu i obecności autora. Pociągnięcia pędzla, warstwy farby, niedoskonałości powierzchni – to wszystko mówi o ludzkim istnieniu w sposób, który nie podlega symulacji.
W tym sensie malarstwo może być spokojne, ponieważ nie musi udowadniać swojej aktualności. Jest medium, które przetrwało każdą „śmierć”, każdą rewolucję technologiczną – i nadal trwa, bez hałasu, bez lęku.
Fot. u góry: Pixabay
Aleksandra Okupna

