Kradzież z miłości. Historia obrazu „Plaża w Pourville” Claude’a Moneta
18.07.2025
Aktualności, Cykle, Historia jednego obrazu
Czy można ukraść obraz nie dla zysku, ale z miłości? W Polsce – raz, i to Moneta.
Plaża w Pourville to jedyny obraz Claude’a Moneta znajdujący się w polskich zbiorach muzealnych – i być może najdziwniejszy bohater kryminalnej historii, jaka kiedykolwiek rozegrała się na styku sztuki i prawa. Choć przedstawia spokojne wybrzeże Normandii i słońce ślizgające się po falach, jego losy były pełne zwrotów akcji, ucieczek, ukryć i powrotów. Zakończenie tej opowieści zaskakuje niemal tak samo, jak sam motyw zuchwałej kradzieży.
Świetlisty pejzaż, burzliwe dzieje
Plaża w Pourville powstała w 1882 roku i należy do cyklu widoków z Pourville – francuskiej miejscowości, którą Monet pokochał za światło, przestrzeń i zmienność pogody. Obok takich dzieł jak Sieci rybackie w Pourville czy Spacer po klifie w Pourville, to właśnie ta scena – widziana z wysokiego brzegu, z maleńką sylwetką postaci i rytmem fal – uchodzi za jedno z najbardziej lirycznych ujęć impresjonizmu. Monet uchwycił moment przejściowy – zmierzch czy poranek – który rozgrywa się w kolorach, a nie w słowach. Obraz niemal tętni światłem.
Pierwszym właścicielem dzieła był Paul Durand-Ruel, paryski marszand i orędownik impresjonistów. W 1906 roku „Plażę…” zaprezentowano w Kaiser Friedrich Museum w ówczesnym Poznaniu. Wystawa dzieł impresjonistów cieszyła się dużym zainteresowaniem – a Niemieckie Towarzystwo Artystyczne zakupiło obraz za 7 tysięcy marek, przekazując go muzeum w depozyt.
Po zwycięskim Powstaniu Wielkopolskim w 1918 roku obraz pozostał w Poznaniu. W 1919 roku włączono go do zbiorów nowo powstałego Muzeum Wielkopolskiego. Przez dekady był chlubą kolekcji – aż do II wojny światowej, kiedy to, obawiając się bombardowań, Niemcy ewakuowali najcenniejsze eksponaty. Obraz ukryto w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym, potem wywieziono do Niemiec. W 1945 roku odnalazła go Armia Czerwona. Trafił do Leningradu, potem do Moskwy. Przez dziesięć lat był poza zasięgiem polskich muzealników.
Dopiero w 1956 roku – w drugiej fali rewindykacji – dzieło wróciło do Polski. Przez lata prezentowano je w pałacu w Rogalinie, aż w latach 90. zapadła decyzja: Plaża w Pourville zasługuje, by wrócić do Poznania, miasta, które przez tyle dekad było jej domem.
Zniknięcie, które obiegło świat
19 września 2000 roku w poniedziałkowy poranek jedna z pracownic Muzeum Narodowego w Poznaniu zauważyła, że z ramy wystaje coś dziwnego. Podeszła bliżej – i zamarła. W ramie nie było obrazu Moneta. Zamiast niego znajdowała się kartonowa kopia przyklejona do szyby. Dobrze podrobiona, ale martwa. Brakowało oryginalnych błękitów, delikatności światła, życia.
Z ustaleń wynikało, że kradzieży dokonano dwa dni wcześniej – w niedzielę, 17 września. Złodziej działał metodycznie. Przedstawił się jako student malarstwa, który uzyskał zgodę na szkicowanie dzieła w sali ekspozycyjnej. Zamiast rysować, wycinał ostrożnie płótno z ramy. Dźwięk obcasów pracownicy muzeum dawał mu sygnał, by przerywać i nie zostać przyłapanym. W poniedziałki muzeum było zamknięte – więc miał całą dobę, by zniknąć.
Policja wszczęła śledztwo. Sprawa szybko zyskała miano „skoku stulecia”. Media w Polsce i Europie pisały o kradzieży jedynego Moneta w kraju. Wartość dzieła oszacowano na 7 milionów dolarów. Nie był ubezpieczony. Nie miał alarmu. Śledczy rozważali udział zorganizowanej grupy przestępczej. Sporządzono portret pamięciowy. Znaleziono odciski palców – i nic więcej. Rok później śledztwo zostało umorzone.
Trop po latach
Przełom przyszedł w sposób zupełnie nieoczekiwany -i całkowicie przyziemny. W 2006 roku do bazy danych AFIS – nowoczesnego systemu porównującego odciski palców – trafiły dane Roberta Z. z Olkusza. Został wówczas zatrzymany za… niepłacenie alimentów.
W 2009 roku podinspektor z Laboratorium Kryminalistycznego w Poznaniu trafił na zbieżność – odciski z muzeum i te z Olkusza były identyczne. Policja wiedziała już, kogo szuka.
12 stycznia 2010 roku funkcjonariusze weszli do skromnego mieszkania Roberta Z. Za podwójną ścianką szafy, wśród książek i rupieci, odnaleziono dzieło Moneta. Płótno było starannie ukryte, ale w zaskakująco dobrym stanie.
Konserwatorzy z Muzeum Narodowego badali je w ciszy. Wreszcie ktoś powiedział: „To autentyk”.
Wyrok dla zakochanego złodzieja
Proces trwał jeden dzień. Robert Z. został skazany na trzy lata więzienia i grzywnę w wysokości 28 tysięcy złotych – pokrycie kosztów konserwacji. Jednak wyrok nie był zwyczajny. Sąd wziął pod uwagę motyw przestępstwa. Robert Z. nie chciał pieniędzy. Nie planował sprzedaży. Przez dziesięć lat nikt poza nim nie oglądał dzieła – nikt nie wiedział, gdzie jest.
Zrobił to z fascynacji. Ukradł obraz, bo zakochał się w błękitach, w świetle, w tej jednej chwili na normandzkim wybrzeżu.
Nie był kolekcjonerem. Był zakochanym złodziejem z Olkusza.
Epilog: między światłem a cieniem
Dziś Plaża w Pourville znów wisi w Muzeum Narodowym w Poznaniu – ale nie jest już tylko obrazem impresjonisty. Stała się symbolem tęsknoty, nieroztropności, wrażliwości i obsesji. Pokazuje, że sztuka potrafi wywoływać uczucia tak silne, że czasem wymykają się zdrowemu rozsądkowi.
Bo choć Claude Monet malował światło, to jego obraz przeżył prawdziwe zejście do cienia.
Aleksandra Okupna


