szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU
prezenty

Czy naprawdę wiesz, co lubisz? Gdy gust staje się złudzeniem

08.09.2025

Aktualności, Ciekawostki

„Nie znam się na sztuce, ale wiem, co lubię”- ten frazes ma w sobie coś z zaklęcia. Wypowiadany na wernisażach, w muzeach czy podczas prywatnych rozmów brzmi pewnie i świadomie: ja mam własny gust, nie muszę się znać. Ale ta formuła częściej bywa obroną niż szczerym wyznaniem. Chroni przed niepewnością, przed przyznaniem się do niewiedzy, przed koniecznością zmierzenia się z czymś, co burzy poczucie stabilności.

W gruncie rzeczy mówi mniej o naszych prawdziwych upodobaniach, a więcej o potrzebie poczucia kontroli. Gust bywa więc nie tyle dowodem samowiedzy, co scenariuszem, który odgrywamy przed sobą i przed innymi.

​Gust jako mit samowiedzy

Czy rzeczywiście wiemy, co nam się podoba, i dlaczego? Psychologia estetyki pokazuje, że nasza percepcja sztuki jest jak miękka glina: łatwo daje się kształtować przez kontekst. Wystarczy zmienić ramę, oświetlenie czy podpis kuratorski, a dzieło zaczyna wywoływać zupełnie inne emocje.

To nie przypadek, że eksperymenty, w których to samo płótno pokazywano raz jako „pracę uznanego artysty”, a innym razem jako „dzieło anonimowego studenta ASP”, dawały diametralnie różne wyniki. Publiczność zachwycała się jednym i obojętnie przechodziła obok drugiego, choć była to ta sama rzecz.

Kupujemy więc obrazy „do salonu”, nie dlatego, że je kochamy, lecz dlatego, że dobrze wpisują się w kolor ścian. Bijemy brawo na performance, choć nie rozumiemy jego sensu, bo inni klaszczą. Oglądamy sztukę współczesną, czując znużenie, ale udajemy fascynację, bo tak wypada. W efekcie nasz gust staje się nie tyle osobistym kompasem, ile lustrzanym odbiciem tego, co otoczenie podsuwa jako wartościowe.

gust w sztuceGust jako narzędzie autoprezentacji

Żyjemy w epoce, w której „lubię to” ma wymiar publiczny. Instagram zamienił smak w wizytówkę. To, co wybieramy, jest komunikatem o przynależności do pewnej grupy, o wykształceniu, o statusie.

Zdjęcie przy dziele sztuki bywa dziś ważniejsze niż samo spotkanie z nim. Niejedna wystawa staje się tłem dla selfie, a nie przestrzenią przeżycia. To, co kiedyś było prywatnym doświadczeniem, nagłym zachwytem, ciszą, czasem irytacją, zostało wystawione na widok publiczny i poddane ocenie innych.

Dawniej wystarczyła wiedza o impresjonizmie, by uchodzić za osobę obytą. Dziś punkty zdobywa się, mówiąc o sztuce krytycznej albo instalacjach site-specific. Liczy się nie tyle autentyczna emocja, ile znak: należę do świata, który wie, co jest modne.

Smak jako przygoda

Czy to znaczy, że powinniśmy zrezygnować z pojęcia gustu? Wcale nie. Problemem nie jest sam smak, lecz jego powierzchowne traktowanie. Autentyczne życie estetyczne zaczyna się tam, gdzie pozwalamy sobie na niepewność. To, co nas porusza, nie musi być spójne, elegancko ułożone ani zgodne z trendami. Możemy jednocześnie wzruszać się przy ikonie średniowiecznej i zachwycać instalacją z neonów. Możemy czuć tę samą intensywność emocji, patrząc na obraz dawnych mistrzów i na dziecięcy rysunek kredką.

Smak jest przygodą. To droga pełna niespodzianek, w której zamiast powtarzać: „wiem, co lubię”, lepiej powiedzieć: „chcę zobaczyć, co jeszcze mogę odkryć”.

Gdzie zaczyna się autentyczność?

Autentyczność nie polega na pozwoleniu sobie na dezorientację. Smak rodzi się w tym krótkim momencie zawahania, kiedy przyznajemy: „nie rozumiem, ale coś mnie tu zatrzymuje”. To przestrzeń, w której sztuka może nas naprawdę poruszyć, jako doświadczenie, które zostawia ślad.

Może więc największą odwagą nie jest powtarzanie, że „wiemy, co lubimy”, ale przyznanie, że dopiero uczymy się smakować.

Aleksandra Adamczewska

Rynekisztuka.pl

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

prezenty

Akademia Rynku Sztuki

Odkryj Akademię Rynku Sztuki – wiedza, która inspiruje!

Ucz się od ekspertów rynku sztuki! Konsultacje z praktykami rynku sztuki