Niedzielny poranek w Luwrze przejdzie do historii francuskich muzeów. Z sali Galerie d’Apollon, jednej z najbardziej reprezentacyjnych części muzeum, zniknęły bezcenne klejnoty koronne – biżuteria, która przez wieki symbolizowała splendor dynastii Bonaparte.
Według ustaleń mediów, sprawcy dostali się do budynku przez okno na drugim piętrze, wykorzystując podnośnik ustawiony od strony Sekwany. W ciągu zaledwie siedmiu minut rozbili zabezpieczenia gablot, zabrali klejnoty i uciekli skuterami w kierunku centrum miasta. Nikt z obecnych w muzeum nie odniósł obrażeń.
Zaginęło osiem obiektów o wyjątkowym znaczeniu historycznym, w tym diamentowo-szmaragdowa tiara cesarzowej Eugénie, brosze i naszyjniki z epoki Napoleona I i Napoleona III. Straty określane są jako niepoliczalne – nie tylko z powodu ich wartości rynkowej, ale przede wszystkim symbolicznej.
Galerie d’Apollon została natychmiast zamknięta. To miejsce szczególne w historii Luwru – przestrzeń, w której od XIX wieku prezentowane są królewskie i cesarskie skarby Francji. Kradzież, przeprowadzona z chirurgiczną precyzją, uderza w samo serce francuskiego dziedzictwa kulturowego.
Śledztwo prowadzi specjalna jednostka policji zajmująca się przestępczością zorganizowaną. Władze zapowiadają „bezprecedensową mobilizację służb” i kontrolę wszystkich kanałów przerzutu dóbr luksusowych.

Sprawa wywołała falę komentarzy w świecie kultury i muzealnictwa. Związki zawodowe Luwru od dawna ostrzegały przed niedoborami kadrowymi i przeciążeniem ochrony. Jak zauważa „Le Monde”, napad obnażył słabości systemu bezpieczeństwa w jednej z najważniejszych instytucji kultury na świecie.
Choć incydent wydarzył się w Paryżu, jego echo sięga dalej. W dobie rosnącej wartości dóbr kultury i rosnącego rynku kolekcjonerskiego pytania o bezpieczeństwo zbiorów stają się coraz bardziej aktualne – także w kontekście polskich muzeów, galerii i prywatnych kolekcji. Kradzież w Luwrze to przypomnienie, że nawet najcenniejsze symbole historii mogą zniknąć w kilka minut.
A.O


