Kolońskie Art Cologne od lat należą do wydarzeń, które wyznaczają rytm niemieckiego rynku sztuki. Tegoroczna, 58. edycja tylko potwierdziła ich mocną pozycję. W halach Koelnmesse pojawiło się około 45 tysięcy odwiedzających, a 167 galerii z 25 krajów zaprezentowało szerokie spektrum sztuki XX i XXI wieku. Od prac za kilka tysięcy euro po wielomilionowe transakcje – przekrój był imponujący.
Już przy wejściu uwagę gości przyciągał monumentalny, odlewany z brązu orzeł Stefana Strumbela. Zamiast triumfalnej postawy artysta pokazał ptaka zasłaniającego oczy skrzydłem – przypomnienie, że nawet symbolom warto się krytycznie przyglądać. To mocne otwarcie trafnie oddało ducha tegorocznej edycji: Kolonia postawiła na jakość, wyraziste gesty i dialog z rzeczywistością.
W czterech sektorach – „Galleries”, „Neumarkt”, „Collaborations” i „Art+Object” – można było zobaczyć zarówno uznane nazwiska, jak i świeże talenty. Program „New Positions”, wspierany przez BVDG, uwidocznił potencjał młodej sceny, a szczególnie ciekawie wypadła sekcja „Art+Object”, łącząca sztukę z designem i kulturą materialną.
- Photo: Koelnmesse / ART COLOGNE / Stand: Zaza, Halle 11.2
- Photo: Koelnmesse / ART COLOGNE / Stand: nouveaux deuxdeux, Neumarkt, Halle 11.2
- Photo: Koelnmesse / ART COLOGNE / Stand: Galerie lange + pult, Halle 11.2
Sprzedaż ruszyła błyskawicznie. Galeria Thaddaeus Ropac poinformowała o transakcjach od kilkudziesięciu tysięcy euro do 2,75 mln za obraz Georga Baselitza. Sprüth Magers sprzedała nową fotografię Andreasa Gursky’ego za milion euro. Prace Gerharda Richtera ponownie znalazły się wśród najdroższych. W ofertach pojawili się Klimt, Twombly, Lichtenstein, Giacometti, Warhol, Fontana, Bourgeois – a także polscy twórcy: Fangor, Elsner oraz młodsze artystki, m.in. Zuzanna Bartoszek, Zuzanna Czebatul i Joanna Piotrowska.
Silnie wyczuwalna była energia młodych galerii i zwrot ku bardziej inkluzywnym, różnorodnym programom. Szczególnie mocnym akcentem okazał się niezależny projekt Neu Cöln, który w dawnej przestrzeni handlowej zaprezentował nową generację twórców i galerii.

ART COLOGNE 2025, NEUMARKT, Halle 11.2
Kolonia pokazała, że nadal pozostaje ważnym punktem na mapie europejskiego rynku. Ale by zrozumieć jej dzisiejszą pozycję, trzeba spojrzeć szerzej, bo o sile targów decyduje nie tylko to, co dzieje się w halach, lecz także historia, strategie i decyzje, które ukształtowały współczesny układ sił.
Dwie stolice, dwie strategie
Gdyby historię rynku sztuki opisać jak powieść, byłaby to opowieść o dwóch miastach: Kolonii i Bazylei.
Kolonia – ambitna, wspierana przez miasto, głęboko zakorzeniona w historii niemieckiego środowiska artystycznego.
Bazylea – mniejsza, bardziej elastyczna, od początku z międzynarodowym zacięciem.
Wszyscy wiedzą, które z tych miast wygrało. Art Basel stało się globalną marką. Art Cologne – pionierem, który nie wykorzystał przewagi.

Photo: Koelnmesse / ART COLOGNE / Stand: Werner, Halle 11.2
Art Cologne powstały w 1967 roku. Miały wszystko: wiernych kolekcjonerów, silną pozycję galerii regionu i świetną lokalizację w Nadrenii. Dlaczego więc nie Kolonia została stolicą światowego rynku sztuki?
Ekonomia, zaufanie i polityka
Szwajcaria lat 70. była finansowym magnesem: stabilność, zaufanie, brak dodatkowych opłat przy odsprzedaży dzieł, silny sektor bankowy. Niemcy – przeciwnie. Po wojnie wielu żydowskich kolekcjonerów unikało kupowania sztuki w kraju, którego traumatyczna historia wciąż była żywa. Ernst Beyeler mówił o tym wprost.

Photo: Koelnmesse / ART COLOGNE /Stand: Nagel Draxler, Halle 11.2
Zaufanie było po stronie Szwajcarii. To fundament, którego Kolonia nie mogła odbudować jednym ruchem.
Błąd organizacyjny, który zdecydował o przyszłości
Art Cologne od początku było imprezą środowiskową, zarządzaną przez stowarzyszenie niemieckich marszandów VPDK. Brzmiało to profesjonalnie, ale w praktyce prowadziło do hermetyczności. Galerzyści wybierali siebie nawzajem, wzmacniali lokalne interesy, blokowali konkurencję i rzadko otwierali się na nowe rynki.
- Photo: Koelnmesse / ART COLOGNE /Stand: Pietro Atchgarry, Halle 11.2
- Photo: Koelnmesse / ART COLOGNE /Stand: Samuelis Baumgarte, Halle 11.2
- Photo: Koelnmesse / ART COLOGNE /Stand: Kadel Wilborn, Halle 11.2
Symboliczny był protest Josepha Beuysa i Wolfa Vostella w 1970 roku – artyści domagali się większej otwartości rynku i zmian w strukturze targów.
W tym czasie Art Basel działała zupełnie inaczej: profesjonalizacja, partnerskie relacje z galeriami, stała współpraca międzynarodowa, perfekcyjnie dobrany kalendarz (m.in. dogodny termin dla galerii z USA). Kolonia natomiast działała zbyt zmiennie i zbyt lokalnie, by wyjść poza Niemcy.
Wizja, która zadecydowała o wszystkim
Największy problem Kolonii polegał na braku szerokiej wizji. Art Cologne było mocne w sztuce współczesnej, ale brakowało mu opowieści obejmującej modernizm, powojenne awangardy, instalacje, dialog między epokami.
- Photo: Koelnmesse / ART COLOGNE / Stand: Greve, Halle 11.2
- Photo: Koelnmesse / ART COLOGNE / Stand: Samuelis Baumgarte, Halle 11.1
- Photo: Koelnmesse / ART COLOGNE / Stand: Kornfeld, Halle 11.2
Basel od początku tworzyła panoramę całego rynku. Kuratorzy, galerzyści i kolekcjonerzy w Bazylei widzieli pełny obraz – nie jego fragment. To właśnie tam zaczęto tworzyć globalne trendy i tam pojawiali się najważniejsi gracze rynku.
Nie wygrywa ten, kto zaczął pierwszy. Wygrywa ten, kto myśli dalej
Art Cologne ma dłuższą historię. Art Basel – skuteczniejszą strategię. To różnica, która zadecydowała o ich przyszłości. Szwajcarzy postawili na konsekwencję, międzynarodową skalę i pełną otwartość. Kolonia przez lata funkcjonowała w modelu, który z czasem przestał odpowiadać rynkowi. Tegoroczna edycja pokazała jednak coś ważnego: Kolonia wciąż potrafi opowiadać o rynku w sposób wyrazisty. Potrafi przyciągać publiczność, prezentować mocne nazwiska i wyznaczać kierunki w Niemczech. Pozostaje pionierem, którego warto obserwować. Ale to Bazylea ustala zasady gry.
Fot. u góry: Koelnmesse / ART COLOGNE
Aleksandra Adamczewska











