Bielska Jesień. O co naprawdę toczy się spór?
15.11.2025
Analiza rynku sztuki, Magazyn, Młoda sztuka w Polsce, Polska: wydarzenia
Tegoroczna Bielska Jesień wywołała dyskusję, jakiej dawno nie było. Nagrodzone prace Małgorzaty Mycek jednych zachwyciły, innych oburzyły, a debata szybko wymknęła się z galerii do sieci. W tle nie chodzi jednak o jeden werdykt, lecz o głębszy spór o to, czym dziś jest malarstwo, jakich wartości szukamy w sztuce i jak różne języki: artystów, instytucji i odbiorców, próbują opisać ten sam świat.
Po ogłoszeniu wyników 47. Bielskiej Jesieni internet eksplodował. Komentarze były skrajne: od zachwytu po gniew, od obrony jury po oskarżenia o „pato-streaming art”, od nostalgii za dawnym malarstwem po zarzut, że publiczność „nie umie patrzeć”. W pewnym sensie to, co wydarzyło się wokół nagrody Małgorzaty Mycek, odsłoniło więcej niż tylko preferencje tegorocznego jury. Pokazało pęknięcie, które od lat narasta w świecie sztuki. To nie jest zwykła awantura o werdykt. To spór o model wartości, o rolę malarstwa i o to, jak rozmawiamy o sztuce.
Kiedyś liczył się obraz
Słowa jednej z artystek, która przez lata startowała w Bielskiej Jesieni, brzmią jak elegia po dawnym świecie. Malarstwo było przestrzenią spotkania z materią, świadomością koloru, osobistą wizją. Wartością była praca rąk, technika, przygotowanie podłoża, jakość pigmentów. Biennale było miejscem, gdzie uczyło się od innych, a nie walczyło „na komunikaty”. Dziś, jej zdaniem, obraz staje się nośnikiem deklaracji. Liczy się przede wszystkim przekaz i ramy, w jakie wpisuje go instytucja. „Co to znaczy?” wyprzedza pytanie „jak to jest zrobione?”. Wielu twórców czuje, że malarstwo zostało sprowadzone do roli ilustracji dla ideologicznej opowieści kuratorskiej. Inni, że wreszcie zyskało nowy język i nowe grupy reprezentacji.
„Pato-streaming art” i gniew odbiorców
Po werdykcie pojawił się także drugi, ostry biegun krytyki. Sztuka została oskarżona o normalizowanie chaosu, cierpienia, prowokacji i brzydoty. Pojawiło się pojęcie „pato-streamingu art” – sztuki, która rzekomo idzie na łatwy szok i prowadzi młodych odbiorców w stronę nihilizmu zamiast refleksji. Ten głos także nie bierze się znikąd. To reakcja na to, że dla części publiczności współczesna sztuka instytucjonalna stała się hermetyczna, momentami odklejona od jej własnych doświadczeń. Gdy patrzą na nagrodzone prace, często nie wiedzą, jak je czytać i nie znajdują narzędzi, które szkolny system edukacji nigdy im nie dał.
Odpowiedź instytucji: „Nie ulegamy presji ani autocenzurze”
Kuratorka biennale podkreśla, że werdykt nie był przypadkiem. Jury składało się ze specjalistów z wieloletnim doświadczeniem. Przez wiele godzin analizowano prace, rozmawiano o kontekstach, o języku artysty i o sposobach przedstawienia rzeczywistości. Nagrodzona seria została uznana za świeżą, autentyczną i ważną – szczególnie w kontekście współczesnej refleksji nad polską wsią i doświadczeniem osoby nieheteronormatywnej dorastającej poza dużymi ośrodkami. Tu widać napięcie fundamentalne: czy nagradza się przede wszystkim walory malarskie, czy ważność tematu? A może próbę znalezienia nowego sposobu mówienia o rzeczywistości? Instytucja widzi swoją rolę inaczej niż część odbiorców: jako miejsce przekraczania granic i wprowadzania do debaty nowych głosów. Naturalnie budzi to opór, bo każdy przełom, nawet ten artystyczny, zawsze ma swoją cenę.
- Agata Nowosielska, Dziwne uczucie, 2023, olej na płótnie, 140 x 120 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
- Agata Nowosielska, Niebezpieczne zabawy, 2025, olej na płótnie, 150 x 120 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
- Agata Nowosielska, Podążaj za białym królikiem, 2024, olej na płótnie, 140 x 120 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
- Julia Poziomecka, Urodziny przed rozwodem, 2023, technika mieszana, 120 x 120 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
- Julia Poziomecka, Urodziny u babci, 2023, technika mieszana, 117 x 103 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
- Julia Poziomecka, Urodziny w pokoju, 2023, technika mieszana, 105 x 120 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
- Natalia Sara Skorupa, Mycie waginy, 2025, akryl na płótnie, 80 x 100 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
- Natalia Sara Skorupa, Rosół, 2025, akryl na płótnie, 95 x 130 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
- Jakub Sobczyński, Hany Bany, 2024, olej na płótnie, 150 x 200 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
- Jakub Sobczyński, K-Bar Powiśle, 2024, olej na płótnie, 90 x 110 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
- Jakub Sobczyński, Carrefour 24/7, 2024, olej na płótnie, 150 x 200 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
- Kasia Banasiak, Wypatruję zwiastowania, 2024, technika mieszana na płótnie (olej, wosk, oset), 250 x 180 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
- Kasia Banasiak, Robak mnie kocha nie zjada, 2024, technika mieszana na płótnie (olej, wosk, tkanina, włosy), 180 x 140 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
- Karol Bagiński, Przepychanie się, 2025, olej na płótnie i drewnie, 40 x 70 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
- Karol Bagiński, Abym sobie radził, 2023, olej na płótnie i drewnie, 90 x 125 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
- Karol Bagiński, Pirackie życie, 2025, olej na drewnie, 80 x 130 cm, Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2025
„Nikt ich nie nauczył widzieć” – głos praktyka
Najciekawsza część debaty wypłynęła z tekstu długoletniego pracownika galerii, który od 40 lat tłumaczy ludziom, „co właściwie widzą”. Pisze on jasno: większość odbiorców nie odrzuca sztuki dlatego, że jest radykalna, lecz dlatego, że jej nie rozumie, i nie ma do tego narzędzi. To nie jest wyższościowy ton. To opis doświadczenia pracy z ludźmi, którzy podchodzą do obrazu uczciwie, ale po prostu nie wiedzą, gdzie zacząć. Co ważne, podkreśla, że niezrozumienie nie dotyczy tylko „masowej publiczności”. Pod postami krytycznymi pojawiły się komentarze twórców, absolwentów akademii, wykładowców. To znaczy, że konflikt przebiega nie między „świadomymi” i „nieświadomymi”, lecz między różnymi modelami wrażliwości i różnymi oczekiwaniami wobec sztuki.
W dyskusji ścierają się trzy języki:
-język warsztatowy – dla którego liczy się konstrukcja obrazu, jego technika, kolor, światło, materia;
-język teoretyczny – operujący kategoriami reprezentacji, tożsamości, polityki obrazu;
-język emocji – który mówi: „to mnie porusza” albo „to mnie odpycha”.
Te trzy języki funkcjonują równolegle, ale rzadko wchodzą ze sobą w dialog. Biennale otworzyło właśnie to niewygodne miejsce, w którym widać, jak bardzo się od siebie oddaliliśmy.
Dlaczego ten spór jest ważny?
Bo dotyczy istoty:
-co nagradzamy w malarstwie,
-kto ma prawo opowiadać rzeczywistość,
-jaką rolę mają instytucje kultury,
-czy odbiorca musi być przygotowany, czy ma prawo do intuicyjnej oceny,
-czy współczesna sztuka może wciąż być miejscem ciszy i kontemplacji,
-czy musi być komentarzem do polityki, tożsamości i społecznych napięć.
Tu nie ma szybkich odpowiedzi.
To nie jest tylko spór o jedną nagrodę. To spór o kierunek całego pola sztuki.
Co naprawdę pokazuje tegoroczna Bielska Jesień?
Ostatecznie wszystkie strony mówią o tym samym, choć innym językiem: sztuka wymaga otwartości i czasu. Publiczność potrzebuje przestrzeni, w której może zapytać i nie być oceniana. Artyści potrzebują zaufania. Instytucje, spokoju, aby realizować misję, a nie reagować na hejt. A środowisko, sposobu na wyjaśnianie sztuki bez protekcjonalności, ale też bez rezygnowania z ambicji.
Może więc tegoroczna Bielska Jesień przyniosła coś ważniejszego niż werdykt: zmusza nas do przyjrzenia się temu, jak mówimy o sztuce, i do kogo mówimy. Bo dopóki rozmawiamy wyłącznie w bańkach, dopóty każda kolejna edycja będzie wywoływać te same emocje. Sztuka współczesna nie musi być prosta. Ale rozmowa o niej powinna być możliwa.
Anna Niemczycka-Gottfried
Rynekisztuka.pl




















Obawiam się, że to biennale nie jest reprezentowane dla trendów we współczesnym malarstwie, jest raczej anegdotą, wybrykiem na mapie polskiej sztuki
A może motywem tego biennale było: „kto szybciej namaluje coś farbami na płótnie” ?
Na siłę pchanie 'inności’ – szukanie wrażeń po lewej stronie patrzenia na świat, jakby tematyka związana z LGBT miała dotyczyć wszystkich, a dotyka jedynie ułamka ludzi. Reszta ma to w nosie, kto, co z kim. Za to mniejszość próbuje być zauważona, wpychając się w kadry reszty ludzi, którzy nie chcą widzieć tej 'dziwacznej wyjątkowości’, która jest odpychająca i pretensjonalna.
No i inna sprawa… trudno znaleźć coś wyjątkowego, z czym szersza publika może się identyfikować? Aaa, no tak, bo to nie modne, bo nie wspierane przez 'dużych’ graczy na arenie międzynarodowej. Jak dla mnie to degradacja malarstwa.
Ten werdykt to degrengolada kompletna. Czy to już agonia malarstwa?