szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU
warsztaty dla artystów prezenty

Alfred Lenica. Partytura ruchu

19.11.2025

Aktualności, Magazyn

warsztaty dla artystów

W historii polskiej sztuki XX wieku są nazwiska, które poruszają się na granicy kilku dziedzin, jakby nie mieściły się w jednym medium. Alfred Lenica należy do tego rzadkiego grona. Choć zapisał się jako pionier abstrakcji i jeden z najważniejszych przedstawicieli taszyzmu w Polsce, to źródła jego twórczości sięgają znacznie głębiej, do świata dźwięku, rytmu i muzycznej dyscypliny. Zanim został malarzem, był skrzypkiem, a pamięć ruchu ręki prowadzącej smyczek pozostała w jego malarskich gestach już na zawsze.

Lenica tworzył obrazy, które nie tyle „są”, ile „się dzieją”. Jego malarstwo jest w ciągłym ruchu – pulsujące, dynamiczne, nieustannie napięte między przypadkowością a kontrolą. Nic dziwnego, że krytyka często zestawiała go z Jacksonem Pollockiem. Obydwaj artyści traktowali płótno jak pole zdarzeń, miejsce, w którym energia malarska ma szansę wybuchnąć.

Artykuł partnerski

Muzyka jako fundament malarstwa

Alfred Lenica urodził się w 1899 roku w Pabianicach. W 1922 roku rozpoczął studia na Uniwersytecie Poznańskim, wybierając kierunek prawno-ekonomiczny. Dość szybko jednak jego zainteresowania skierowały go ku sztuce. Już rok później podjął naukę w poznańskim Konserwatorium Muzycznym, gdzie kształcił się w klasie instrumentów smyczkowych. W 1925 roku rozpoczął kolejny etap artystycznej drogi – studia malarskie w Prywatnym Instytucie Sztuk Pięknych pod kierunkiem Adama Hanytkiewicza i J. Kubowicza.

Alfred Lenica w pracowni

Alfred Lenica w swojej pracowni|źródło: Wikipedia

Okres II wojny światowej spędził z rodziną w Krakowie. To właśnie wtedy doszło do kluczowego spotkania z malarzem Jerzym Kujawskim, które otworzyło go na idee surrealizmu. Za jego pośrednictwem Lenica zbliżył się także do środowiska krakowskiej awangardy skupionej wokół Tadeusza Kantora – kręgu, który wywarł znaczący wpływ na rozwój jego stylu.

Doświadczenia wyniesione z edukacji muzycznej pozostały dla niego równie ważne, jak te malarskie. Studiując grę na skrzypcach, ćwiczył skalę, rytm, czystość dźwięku – wszystko to, co wymaga równowagi między dyscypliną a intuicyjnym zestrojeniem ciała z instrumentem. Kto kiedykolwiek grał na skrzypcach, wie, że ruch ręki nie może być wymuszony: drży, przyspiesza, zwalnia, reaguje na najdrobniejsze napięcia mięśni. Ta pamięć ruchu i rytmu powróci później w jego malarstwie, stając się jednym z najważniejszych elementów jego języka.

Ten rodzaj wyczulenia na gest przeniósł się wprost do malarstwa Lenicy. W jego pracach z lat 50. i 60., często uznawanych za najpełniejsze, widoczna jest ta niezwykła zdolność: ręka nie rysuje konturów, ale prowadzi dźwięk. Linie są sekwencjami fraz, plamy koloru – akordami, które wchodzą w relacje tonalne. Malarstwo staje się partyturą ruchu, zapisem energii, a nie jej ilustracją.

Nie bez powodu mówi się, że Lenica malował „na oddechu”. Jego obrazy nie są efektem chłodnej konstrukcji. One wyrastają z rytmicznego napięcia między impulsem a decyzją. Ten sposób pracy sytuował go bliżej awangardowych tendencji światowych, nawet jeśli działał w warunkach Polski powojennej, dalekiej od ośrodków abstrakcyjnego ekspresjonizmu.

Taszyzm i narodziny malarstwa gestu u Lenicy

Za jedno z najważniejszych przełomów w twórczości Alfreda Lenicy uważa się rok 1949, kiedy powstała praca Farba w ruchu,  uznawana za pierwszy w polskiej sztuce przykład taszyzmu. Obraz ten, wykonany techniką bliską drippingowi, powstał ze swobodnie spływającej farby, której zastygłe ścieki ułożyły się w dynamiczny układ linii. Nie była to jednak czysta spontaniczność; raczej świadome współdziałanie z żywiołem materii, której Lenica pozwalał działać, a jednocześnie nadawał kierunek i rytm.

Z cyklu: Dekalkomanie l. 50. XX w. gwasz, papier; 30 x 42 cm; sygn. p. d.: Lenica

Alfred Lenica, Z cyklu: Dekalkomanie l. 50. XX w., gwasz, papier; 30 x 42 cm

Bożena Kowalska, jedna z najważniejszych badaczek polskiej abstrakcji, podkreślała, że przejście Lenicy ku taszyzmowi nie było prostym naśladownictwem zachodnich tendencji. Jej zdaniem to właśnie wcześniejsze eksperymenty z dekalkomanią – techniką opartą na kontrolowanym przypadku, doprowadziły artystę do odkrycia nowego języka. Co istotne, Kowalska wyraźnie akcentuje, że proces ten przebiegał niezależnie od doświadczeń Jacksona Pollocka czy Wolsa. W jej interpretacji był to przykład konwergencji: równoległego, autonomicznego dochodzenia do podobnych rezultatów w różnych częściach świata.

Alfred Lenica, "Skorupiaki w porywie I",1962 olej, płótno; 134 x 89 cm

Alfred Lenica, Skorupiaki w porywie I,1962
olej, płótno; 134 x 89 cm

Choć Lenicę często zestawia się z Pollockiem – obydwaj zmagali się z materią farby, obydwaj traktowali płótno jak pole zdarzeń, to ich sztuka rozwijała się w odmiennych kierunkach. Pollock koncentrował się na samym akcie malowania, na czystej energii gestu. Lenica, choć również operował ruchem i przypadkowością, nasycał swoje obrazy dodatkowymi sensami, sugerowanymi zarówno tytułami, jak i układami form.

Wystarczy przywołać takie prace jak Gniazda górskich ptaków, Kwiecień. Mistyfikator czy Interwały w krajobrazie – tytuły, które wyraźnie odsyłają do świata natury, metafory, atmosfery. U Lenicy spontaniczny gest zawsze pozostaje w dialogu z treścią. Abstrakcja nie jest czystym zapisem ruchu; jest również zapisem doświadczenia, emocji i skojarzeń. To właśnie ta wielowarstwowość sprawia, że jego taszystowskie kompozycje wyróżniają się na tle europejskiego malarstwa powojennego, a jednocześnie pozostają niezwykle aktualne.

Abstrakcja jako zapis życia

W dojrzałych pracach Alfreda Lenicy pojawia się jeszcze jedna cecha, która jest często niedostrzegana: jego obrazy są głęboko zakorzenione w doświadczeniu egzystencjalnym. Nie są czystą estetyką, lecz reakcją na świat, jego napięcia, konflikty, lęki i przemiany. Malarstwo taszystowskie Europejczyków było znacznie bardziej uwrażliwione na doświadczenia wojny i traumy niż ekspresjonizm amerykański. W pracach Lenicy czuć tę podskórną energię.

Z cyklu: Dekalkomanie l. 50. XX w. gwasz, papier; 30 x 42 cm; sygn. p. d.: Lenica

Z cyklu: Dekalkomanie l. 50. XX w.
gwasz, papier; 30 x 42 cm;
sygn. p. d.: Lenica

Jego płótna są zapisem wewnętrznej dynamiki świata, zawsze na granicy niepokoju. Czasem linie rozrywają powierzchnię, czasem plama rozszerza się jak wydech, innym razem rytm przyspiesza, jakby obraz miał za chwilę wybuchnąć.

W tym sensie malarstwo Lenicy jest abstrakcją organiczną – taką, która nie ucieka od rzeczywistości, ale przenosi ją na poziom drżenia.

„Partytura ruchu” w WALLSPACE: obraz jako zdarzenie

Właśnie ta organiczno-muzyczna logika staje się osią wystawy „Alfred Lenica. Partytura ruchu”. WALLSPACE nie prezentuje Lenicy jako ikony czy „ojca taszyzmu”. Pokazuje go jako twórcę procesualnego – artystę, który nieustannie badał, czym może być farba w ruchu.

Jednym z najbardziej sugestywnych przykładów tego, jak muzyczne doświadczenie Lenicy przenika jego malarstwo, jest praca W zieleni. Gęsta, rozedrgana struktura obrazu, złożona z nakładanych warstw, gestów i pulsujących akcentów barwnych, przypomina wizualną transpozycję rytmu.

To właśnie w takich kompozycjach widać, jak artysta wykorzystuje farbę podobnie jak muzyk dźwięk – pozwalając jej płynąć, wzmacniać się, nakładać i wybrzmiewać w kolejnych „fraza­ch” malarskiego zapisu. „W zieleni” można więc traktować jako przykład obrazu, który funkcjonuje jak partytura ruchu: zapis drżenia, impulsu i energii, a nie przedstawienie świata zewnętrznego.

Wystawa zestawia prace powstałe w różnych momentach, ale nie buduje narracji chronologicznej. Zamiast tego pozwala widzowi „wejść” w strukturę obrazu i poczuć jego wewnętrzny rytm. 

Partytura ruchu odsłania Lenicę jako artystę dialogującego z energią świata – nie ilustratora, lecz erudycyjnego „kompozytora obrazów”. W zestawieniu prac łatwo uchwycić różne „tempo” obrazów: są płótna szybkie, nerwowe, niemal drapieżne; są też te o rytmie wolniejszym, gęstszym, bardziej medytacyjnym. Całość działa jak koncert: swobodny, nieoczywisty, pełen pauz i akcentów.

Lenica dziś: dlaczego jego sztuka wraca?

Współczesna kultura wizualna na nowo odkrywa proces, improwizację, gest. Sztuka, która nie jest zamknięta, lecz pozostaje w ruchu, z każdym rokiem zyskuje na znaczeniu. W tym kontekście Alfred Lenica okazuje się twórcą wyjątkowo aktualnym.

Alfred Lenica, Nowy środek 52 1961 gwasz, papier milimetrowy; 41 x 51,5 cm

Alfred Lenica, Nowy środek 52, 1961, gwasz, papier milimetrowy; 41 x 51,5 cm

Po pierwsze – jego malarstwo jest głęboko cielesne.
Gest pozostaje zapisany w obrazie jak echo. To rodzaj malarstwa, który angażuje widza kinestetycznie – patrzymy i niemal czujemy ruch ręki.

Po drugie – jest intuicyjnie współczesny.
Taszyzm znów powraca w praktykach artystów, którzy pracują z ruchem, płynną materią, rozlewaniem farby czy działaniem przypadku. Lenica robił to kilkadziesiąt lat wcześniej.

Po trzecie – jego prace są emocjonalnie szczere.
Nie ukrywają procesu, wahań, przypadkowości. Są transparentne, a jednocześnie pełne napięcia.

Po czwarte – łączą intelekt z gestem.
To szczególnie ważne dziś, gdy sztuka często waha się między konceptem a ekspresją. U Lenicy te dwa bieguny nigdy się nie wykluczają – żyją równolegle.

I wreszcie:

Lenica jest jednym z niewielu polskich artystów, których można wpisać w globalną historię abstrakcji bez kompleksów.
Nie był epigonem Pollocka. Nie kopiował tendencji. Szukał własnego języka, wyprowadzając go z muzyki, z ciała, z energii.

Alfred Lenica wystawa, Wallspace Gallery

Alfred Lenica wystawa, Wallspace Gallery

W obrazach Lenicy jest coś, co wykracza poza formalną analizę. Jego płótna działają jak utwory muzyczne – nie da się ich „zrozumieć”, nie uruchamiając jednocześnie emocji. Farba drży, kolory wibrują, gesty wchodzą ze sobą w dialog. To malarstwo, które się wydarza, zawsze między obrazem a widzem.

W tym sensie „Partytura ruchu” nie jest jedynie wystawą. To zaproszenie, by patrzeć inaczej: nie tylko na sztukę Lenicy, ale na sam proces tworzenia. Na energię, która nigdy nie znika – tylko zmienia formę.

Fot. u góry: Alfred Lenica, Wielbiciele, 1960, olej, płyta; 36,5 x 49 cm

Aleksandra Okupna

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

to cię powinno jeszcze zainteresować:

12.11.2025 / Aktualności, Magazyn

Dodaj komentarz:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

warsztaty dla artystów

Akademia Rynku Sztuki

Odkryj Akademię Rynku Sztuki – wiedza, która inspiruje!

Ucz się od ekspertów rynku sztuki! Konsultacje z praktykami rynku sztuki