Barwne, półtransparentne układy, które sprawiają wrażenie nieustannego ruchu. Abstrakcyjne, a jednocześnie zaskakująco bliskie w odbiorze. Tak często opisuje się malarstwo Marii Jaremy, choć każda próba zamknięcia go w kilku zdaniach szybko okazuje się niewystarczająca. Jej twórczość wymyka się prostym definicjom, a jednocześnie od lat funkcjonuje jako jeden z ważniejszych punktów odniesienia dla polskiej sztuki powojennej.
Wystawa Marii Jaremy. Pęknięty modernizm w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie podejmuje próbę uporządkowania tego dorobku. Pokazuje artystkę jako spójną modernistkę, rozwijającą konsekwentnie własny język formalny. Jednocześnie jednak to właśnie w tej uporządkowanej narracji najciekawiej ujawniają się napięcia obecne w jej sztuce.
Artystka między awangardą a własnym językiem
Maria Jarema należy do kluczowych postaci polskiej awangardy XX wieku, choć jej twórczość wymyka się prostym klasyfikacjom. Współzałożycielka Grupy Krakowskiej, związana z przedwojennym i powojennym środowiskiem artystycznym, konsekwentnie rozwijała własny język formalny na styku abstrakcji i doświadczenia cielesności. Po 1945 roku, w warunkach narzuconego socrealizmu, pozostała wierna awangardzie, sięgając m.in. po technikę monotypii, która stała się jednym z najważniejszych narzędzi jej pracy. Monotypia pozwalała jej pracować w obszarze pomiędzy kontrolą a przypadkiem, gdzie obraz nie jest w pełni zaplanowany, lecz wyłania się w procesie odbijania i przesuwania form. Dzięki temu jej kompozycje zyskują charakter niejednoznaczny, pulsujący, jakby wciąż pozostający w ruchu. Jej dorobek, stosunkowo niewielki i przerwany przedwczesną śmiercią, do dziś pozostaje jednym z istotnych punktów odniesienia w refleksji nad powojenną nowoczesnością w Polsce.

Maria Jarema, portret| źródło: MSN, materiały prasowe
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów twórczości Jaremy jest sposób, w jaki traktuje ciało. Jej figury nie są stabilne. Rozszczepiają się, rozciągają, tracą ciężar. Przypominają zapis ruchu bardziej niż jego przedstawienie. To nie tyle obraz postaci, ile ślad jej obecności. W kontekście powojennej Europy taki sposób obrazowania nie jest przypadkowy. Ciało przestaje być spójną formą, a staje się polem napięć. U Jaremy ten proces jest szczególnie wyraźny. Jej prace nie opowiadają historii, nie budują narracji. Działają raczej na poziomie odczucia. Widz nie tyle rozpoznaje, co doświadcza. I właśnie w tym miejscu pojawia się to, co w jej sztuce najbardziej interesujące. Ruch, który miał być wyrazem nieciągłości, z czasem zaczyna się powtarzać. Figury, choć dynamiczne, zaczynają układać się w rozpoznawalny system. To, co było eksperymentem, staje się językiem. A język, jak każdy, dąży do stabilizacji.
Monotypia jako zapis ruchu i niepewności
W twórczości Marii Jaremy monotypia zajmuje miejsce szczególne, nie tylko jako wybór techniki, lecz jako sposób myślenia o obrazie. W przeciwieństwie do tradycyjnych metod malarskich, monotypia nie pozwala na pełną kontrolę nad efektem końcowym. Proces polega na nakładaniu farby na gładką powierzchnię, a następnie odbijaniu jej na papierze lub płótnie. Każdy odcisk jest niepowtarzalny, a ostateczny kształt kompozycji powstaje w wyniku napięcia między gestem artystki a właściwościami materiału.

Maria Jarema, Penetracje I, 1957, tempera, monotypia na papierze przyklejonym na płótnie, Muzeum Sztuki, Łódź
To właśnie ta nieprzewidywalność staje się dla Jaremy kluczowa. Jej monotypie nie są zapisem zamkniętej formy, lecz raczej śladem działania. Linie rozpływają się, przenikają, czasem zanikają, jakby obraz znajdował się w stanie ciągłego przeobrażenia. Figura nie jest tu przedstawiona w sposób stabilny. Ulega fragmentaryzacji, rozszczepieniu, często balansuje na granicy rozpoznawalności. Dobrym przykładem są prace z cyklu „Figury”, w których sylwetki ludzkie zostają sprowadzone do układów dynamicznych plam i linii. Ciało nie ma tu wyraźnego konturu ani ciężaru. Przypomina raczej zapis ruchu niż jego obraz. Podobne napięcie pojawia się w późniejszych kompozycjach, gdzie formy stają się jeszcze bardziej uproszczone i rozproszone, a przestrzeń zaczyna funkcjonować jako pole relacji między elementami, a nie tło dla przedstawienia. Monotypia pozwala Jaremie uniknąć jednoznaczności. Obraz nie daje się łatwo odczytać ani zamknąć w jednej interpretacji. W tym sensie technika ta nie jest jedynie narzędziem formalnym, lecz fundamentem jej języka. To właśnie dzięki niej możliwe staje się utrzymanie napięcia między kontrolą a przypadkiem, między intencją a tym, co wymyka się planowi.

Maria Jarema, Wyrazy, 1954, monotypia i tempera na papierze. Własność Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy
Rzeźba i teatr jako rozszerzenie języka formy
Choć Maria Jarema najczęściej kojarzona jest z malarstwem i monotypią, jej praktyka artystyczna obejmowała również rzeźbę oraz projekty scenograficzne, które pozwalają spojrzeć na jej twórczość w szerszej perspektywie. W obu tych obszarach ujawnia się to samo zainteresowanie ruchem, ciałem i relacją formy do przestrzeni, ale wyrażone w sposób bardziej materialny i bezpośredni.

Maria Jarema, Matka i dziecko, : 1978 (odlew brązowy, oryginał ok. 1932)| źródło: Muzeum Sztuki w Łodzi
Jej rzeźby, często wykonywane z gipsu, metalu czy materiałów o surowej fakturze, nie dążą do klasycznego modelowania bryły. Podobnie jak w monotypiach, forma pozostaje tu otwarta, jakby niedomknięta. Figury są uproszczone, czasem wręcz szkicowe, pozbawione detalu na rzecz ogólnego rytmu i napięcia. Zamiast stabilnej, zamkniętej sylwetki pojawia się struktura, która sugeruje ruch lub jego możliwość. Rzeźba nie tyle przedstawia ciało, ile bada jego obecność w przestrzeni. Jeszcze wyraźniej widać to w jej działalności teatralnej. Jarema współpracowała z teatrem Cricot, tworząc scenografie i kostiumy, które nie były jedynie tłem dla akcji, lecz aktywnym elementem przedstawienia. Jej projekty często operowały uproszczoną formą i silnym znakiem wizualnym, który współgrał z ruchem aktora. Przestrzeń sceniczna stawała się polem napięć, a nie neutralnym miejscem inscenizacji.

Maria Jarema, Wyrazy. Kompozycja abstrakcyjna, 1956, Muzeum Narodowe w Szczecinie
W teatrze jej myślenie o formie nabiera dodatkowego wymiaru. Obraz przestaje być statyczny, a rzeźba przestaje być obiektem. Wszystko zostaje wprowadzone w ruch, podporządkowane działaniu i czasowi. To doświadczenie przekłada się również na jej późniejsze prace, w których figura coraz bardziej oddala się od stabilnego przedstawienia i zaczyna funkcjonować jako ślad gestu.Rzeźby i projekty teatralne Jaremy nie są więc osobnym rozdziałem jej twórczości, lecz jej naturalnym przedłużeniem. Pokazują, że interesowała ją nie tyle forma sama w sobie, ile jej zdolność do zmiany, przekształcenia i istnienia w relacji z przestrzenią i ruchem.
Maria Jarema, Teatr, 1950| źródło: Muzeum Sztuki w Łodzi
Wystawa jako narracja
Ekspozycja w MSN prowadzi widza przez kolejne poziomy tej opowieści. Od pojedynczych figur, przez relacje między ciałami, aż po bardziej rozproszone układy. Ten porządek jest czytelny i konsekwentny. Pozwala zobaczyć rozwój języka Jaremy w uporządkowanej formie.Jednocześnie jednak przestrzeń wystawy ujawnia coś jeszcze. W pewnym momencie powtarzalność form zaczyna być wyraźnie odczuwalna. Figury, mimo swojej dynamiki, zaczynają się do siebie upodabniać. Ruch traci intensywność i przechodzi w estetykę.

Widok wystawy Maria JAREMA, PĘKNIĘTY MODERNIZM, Muzeum Sztuki Nowoczesnej fot. Alicja Szulc
To doświadczenie nie musi być traktowane jako słabość. Może być raczej kluczem do zrozumienia całej praktyki artystki. Jarema nieustannie balansuje między napięciem a jego wizualnym uporządkowaniem. Między ruchem a kompozycją.

Widok wystawy Maria JAREMA, PĘKNIĘTY MODERNIZM, Muzeum Sztuki Nowoczesnej fot. Alicja Szulc
Wystawa wpisuje twórczość Jaremy w ramy modernizmu, podkreślając jej związek z międzynarodowymi tendencjami. To ważne i potrzebne. Jednocześnie jednak taka narracja ma swoją cenę. Wygładza momenty niejednoznaczne. Upraszcza to, co w jej pracach najbardziej kruche. W rzeczywistości Jarema nie jest artystką całkowicie spójną. Jej twórczość zawiera powtórzenia, zawieszenia, a także momenty wyraźnego zatrzymania. Nie wszystko rozwija się linearnie. Nie każdy eksperyment prowadzi do przełomu. I być może właśnie w tym tkwi jej siła. Nie w konsekwencji, lecz w napięciu pomiędzy próbą a jej ograniczeniem.

Widok wystawy Maria JAREMA, PĘKNIĘTY MODERNIZM, Muzeum Sztuki Nowoczesnej fot. Alicja Szulc
To, co ostatecznie zostaje po spotkaniu z pracami Marii Jaremy, nie daje się łatwo nazwać ani uporządkować. Obrazy nie zatrzymują się w jednej interpretacji, lecz pozostają w ruchu – jakby wymykały się próbie ich domknięcia. W tym sensie wystawa Pęknięty modernizm w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie działa podwójnie: z jednej strony porządkuje dorobek artystki i wpisuje go w ramy historii sztuki, z drugiej ujawnia, jak wiele w tej twórczości pozostaje niejednoznaczne i nieoswojone. Być może właśnie w tym napięciu między próbą uporządkowania a nieustannym wymykaniem się sensów kryje się jej siła. Jarema nie zamyka się w gotowej formie, jej sztuka wciąż się wydarza, za każdym razem na nowo.
Aleksandra Okupna


