David Hockney: 10 zaskakujących faktów o artyście, który do końca uczył się patrzeć
12.06.2026
Magazyn
Kiedy odchodzi wielki artysta, zwykle zostają po nim obrazy i rekordy aukcyjne. W przypadku Davida Hockneya wspominano kalifornijskie baseny, intensywne kolory i jednego z najwybitniejszych malarzy współczesności. A przecież Hockney był znacznie ciekawszy niż własna legenda. Przez ponad sześć dekad nieustannie zmieniał narzędzia i metody pracy. Eksperymentował z fotografią, kopiarką, faksem, komputerem, iPhonem i iPadem. Gdy inni bronili granic między tradycją a nowoczesnością, on sprawdzał, jak daleko można przesunąć samo pojęcie obrazu. Był malarzem, ale również badaczem widzenia. Interesowało go nie tylko to, co widzimy, lecz także jak widzimy. Właśnie dlatego wiele z jego najciekawszych pomysłów pozostaje niemal nieznanych szerokiej publiczności. Oto 10 zaskakujących faktów o artyście:
1. Przez lata tworzył dzieła, których nie dało się powiesić w galerii
To może być najbardziej niezwykły projekt w całej jego karierze. W latach 90. zapraszał przyjaciół na samochodowe wyprawy przez góry Kalifornii. Nie były to jednak zwykłe przejażdżki. Każdy szczegół został wcześniej zaplanowany: trasa, pora wyjazdu, tempo jazdy, miejsce, w którym droga otwierała się na widok zachodzącego słońca, a nawet moment wejścia kolejnych fragmentów muzyki Richarda Wagnera. Hockney godzinami dopracowywał relację między krajobrazem a dźwiękiem. Potrafił wielokrotnie pokonywać tę samą trasę, aby idealnie zsynchronizować muzyczny finał z konkretnym widokiem. Dziełem stawało się samo doświadczenie. Górska droga, zmieniające się światło, muzyka i ruch samochodu układały się w rodzaj opery rozgrywającej się poza teatrem. Badacze nazwali te wydarzenia „Wagner Drives”. Dziś należą do najmniej znanych i najbardziej zagadkowych przedsięwzięć Hockneya.

David Hockney, wystawa retrospektywna „David Hockney 25”, Fondation Louis Vuitton, Paryż, 2025. Fot. M.M., dzięki uprzejmości autorki. Publikacja za zgodą M.M. dla Rynekisztuka.pl
2. Rozwinął własną metodę tworzenia fotograficznych kolaży
Na początku lat 80. zaczął robić coś, co początkowo wyglądało jak zabawa Polaroidem. Fotografował ten sam obiekt dziesiątki razy, z różnych miejsc i pod różnymi kątami, a następnie łączył zdjęcia w jedną kompozycję. Powstawały obrazy przypominające układanki, w których nic nie było idealnie dopasowane. Tak właśnie miało być. Hockney uważał, że fotografia fałszuje nasze doświadczenie widzenia. Pokazuje świat z jednego miejsca i w jednej chwili. Człowiek patrzy inaczej. Przesuwa wzrok, obraca głowę, wraca do szczegółów, zapamiętuje fragmenty obrazu. Fotograficzne kolaże miały oddać ten proces. Nie interesowała go fotografia jako zapis rzeczywistości. Interesowało go to, jak rzeczywistość układa się w naszej świadomości.
3. Twierdził, że aparat fotograficzny widzi gorzej niż człowiek
To jedna z najbardziej prowokacyjnych tez, jakie stawiał. Większość ludzi uważa fotografię za wierny zapis rzeczywistości. Hockney był przekonany, że jest odwrotnie. Jego zdaniem aparat pokazuje świat w sposób uproszczony. Fotografia rejestruje jedną chwilę z jednego miejsca. Człowiek nigdy tak nie patrzy. W czasie rozmowy wzrok nieustannie się przemieszcza. Zatrzymuje się na twarzy, dłoniach, otoczeniu, po czym wraca do twarzy. Doświadczenie widzenia obejmuje zarówno przestrzeń, jak i czas. Przez większą część życia Hockney próbował przywrócić obrazowi właśnie to, czego fotografia nie potrafi uchwycić: ruch spojrzenia, pamięć i upływ czasu.

David Hockney, wystawa retrospektywna „David Hockney 25”, Fondation Louis Vuitton, Paryż, 2025. Fot. M.M., dzięki uprzejmości autorki. Publikacja za zgodą M.M. dla Rynekisztuka.pl
4. Tak naprawdę nie malował krajobrazów
Brzmi to paradoksalnie. Przecież przez całe życie malował drzewa, wzgórza, drogi, pola i ogrody. Sam Hockney powiedziałby jednak, że nie one były najważniejsze. Interesował go moment spotkania człowieka z krajobrazem. To, jak wzrok przemieszcza się między szczegółami, jak światło zmienia kolory i jak pamięć miesza się z tym, co widzimy właśnie teraz. Jego pejzaże są więc mniej obrazami natury, a bardziej obrazami patrzenia. Badacze zwracają uwagę, że nawet na płótnach pozbawionych postaci głównym bohaterem pozostaje człowiek. Nie ten przedstawiony na obrazie, lecz ten, który stoi przed nim.
5. Po siedemdziesiątce zakochał się w iPhonie
Większość artystów jego pokolenia traktowała smartfony jak technologiczną ciekawostkę. Hockney dostrzegł w nich nowe medium. Kiedy odkrył możliwość rysowania na ekranie iPhone’a, zaczął codziennie wysyłać znajomym cyfrowe bukiety kwiatów. Zamiast kupować kwiaty, rysował je własnoręcznie i przesyłał na drugi koniec świata. Później przeniósł się na iPada. Tworzył na nim pejzaże, portrety i całe cykle prac trafiające do muzeów oraz galerii. Nie widział powodu, by ekran traktować inaczej niż kartkę papieru czy płótno. Technologia nigdy nie była dla niego zagrożeniem dla sztuki. Stanowiła kolejne narzędzie pozwalające patrzeć uważniej.

David Hockney, wystawa retrospektywna „David Hockney 25”, Fondation Louis Vuitton, Paryż, 2025. Fot. M.M., dzięki uprzejmości autorki. Publikacja za zgodą M.M. dla Rynekisztuka.pl
6. Namalował krajobraz tak wielki, że musiał pomagać sobie fotografią
Podczas pracy nad monumentalnym obrazem „Bigger Trees Near Warter” szybko zorientował się, że ma problem. Dzieło składało się z kilkudziesięciu płócien. Było tak ogromne, że stojąc przed jednym fragmentem, nie był w stanie zobaczyć całości. Większość malarzy uznałaby to za przeszkodę. Hockney potraktował to jako kolejne wyzwanie. Jego asystent regularnie fotografował ukończone części obrazu. Dzięki temu artysta mógł kontrolować całą kompozycję i sprawdzać, czy zachowuje równowagę. To bardzo charakterystyczne dla Hockneya. Nie przeciwstawiał technologii malarstwu. Jeśli nowe narzędzie pomagało zrealizować pomysł, korzystał z niego bez wahania.

David Hockney, wystawa retrospektywna „David Hockney 25”, Fondation Louis Vuitton, Paryż, 2025. Fot. M.M., dzięki uprzejmości autorki. Publikacja za zgodą M.M. dla Rynekisztuka.pl
7. Chińscy malarze przekonali go, że Europa patrzy tylko w jeden sposób
Przez stulecia zachodnia sztuka opierała się na założeniu, że obraz powinien przedstawiać świat z jednego punktu widzenia. Hockney także uważał to za coś naturalnego. Wszystko zmieniło się, gdy zaczął studiować tradycyjne chińskie malowidła na zwojach. Odkrył, że tam przestrzeń funkcjonuje inaczej. Wędrując wzrokiem po rozwijanym zwoju, oglądamy krajobraz z wielu miejsc jednocześnie. Nie stoimy nieruchomo. Przemieszczamy się przez obraz. Było to dla niego prawdziwe olśnienie. Zrozumiał, że renesansowa perspektywa, uznawana w Europie za szczyt realizmu, jest tylko jedną z wielu możliwych metod przedstawiania świata.
8. Przez pół życia udowadniał, że malarstwo nie umarło
W 1972 roku zobaczył wystawę poświęconą narodzinom fotografii, której przesłanie można było streścić jednym zdaniem: od tej chwili malarstwo jest martwe. Wiele osób uważało wtedy, że fotografia ostatecznie przejęła funkcję przedstawiania rzeczywistości. Skoro aparat robi to szybciej i dokładniej, po co jeszcze malować? Hockney odrzucał taki sposób myślenia. Twierdził, że aparat rejestruje świat, ale nie pokazuje, jak człowiek go doświadcza. Nie zapisuje pamięci, czasu ani ruchu spojrzenia. Jego obrazy, kolaże fotograficzne i eksperymenty technologiczne były przez kolejne dekady odpowiedzią na jedno pytanie: czy malarstwo wciąż może powiedzieć o świecie coś, czego nie potrafi powiedzieć fotografia? Był przekonany, że tak.
9. Jedna z pierwszych podróży zaprowadziła go aż do Las Vegas
Kiedy po raz pierwszy przyjechał do Kalifornii w 1964 roku, niemal natychmiast zakochał się w samochodach. Zrobił prawo jazdy, kupił auto i ruszył w drogę. Podczas jednej z pierwszych samodzielnych przejażdżek wjechał na autostradę i nie miał odwagi zmienić pasa ruchu. Jechał więc dalej. Minął San Bernardino. Potem zobaczył drogowskaz na Las Vegas. Uznał, że na pustyni będzie mógł spokojnie poćwiczyć prowadzenie samochodu. I pojechał. Ta historia wiele mówi o jego charakterze. Ciekawość zwykle wygrywała u niego z ostrożnością. Świat najlepiej poznawał w ruchu. Nic dziwnego, że motyw drogi i podróży powracał w jego sztuce przez kolejne dekady.

David Hockney, wystawa retrospektywna „David Hockney 25”, Fondation Louis Vuitton, Paryż, 2025. Fot. M.M., dzięki uprzejmości autorki. Publikacja za zgodą M.M. dla Rynekisztuka.pl
10. Nigdy nie oglądał się za siebie
Większość wielkich artystów prędzej czy później zaczyna porządkować własną legendę. Wraca do dawnych sukcesów, wspomina przełomowe wystawy i podsumowuje dorobek życia.Hockney był pod tym względem wyjątkowy. Pracując nad monumentalną publikacją prezentującą ponad sześćdziesiąt lat twórczości, przyznał, że dopiero wtedy uświadomił sobie skalę własnego dorobku. Znajomi i współpracownicy wielokrotnie podkreślali, że znacznie bardziej interesował go kolejny pomysł niż wcześniejsze osiągnięcia. Nawet po osiemdziesiątce eksperymentował z nowymi technologiami i rozpoczynał kolejne projekty. Być może właśnie dlatego tak długo zachował twórczą świeżość. Nieustannie zaczynał od nowa. Nie zamykał się w jednej technice, jednym stylu ani jednej definicji sztuki. Gdy miał osiemdziesiąt lat, eksperymentował z iPadem. Gdy inni bronili granic między sztuką a technologią, on je przekraczał. Gdy świat zachwycał się możliwościami fotografii, pytał, czy naprawdę pokazuje ona to, co widzi człowiek. Po Hockneyu pozostaną tysiące obrazów, rysunków i fotografii. Być może jednak jego najważniejsze dziedzictwo jest mniej materialne. Przypominał, że patrzenie nie jest czynnością automatyczną. To umiejętność, którą można rozwijać przez całe życie.
fot (góra). David Hockney, Portrait of an Artist (Pool with Two Figures), 1972| źródło: Art Gallery of New South Wales / Jenni Carter
Aleksandra Adamczewska



