Reklama

Olśnienia i powroty Kasi Banaś

Olśnienia i powroty Kasi Banaś
Kasia Banaś na wernisażu w Duńskim Instytucie Kultury, fot. dik.org.pl

Kasia Banaś na wernisażu w Duńskim Instytucie Kultury, fot. dik.org.pl

Kasia Banaś, absolwentka wrocławskiej ASP. Studiowała na Wydziale Malarstwa, Grafiki i Rzeźby. Dyplom obroniła w 1997 roku w pracowni profesora Józefa Hałasa. Na co dzień zajmuje się malarstwem i projektowaniem graficznym. W 2008 roku wraz z duńskim poetą Clausem Juelem wydała książkę pt. Perfekte Brudstykker (Idealne Fragmenty). W 2010 roku namalowała cykl obrazów inspirowanych poezją Henrika Nordbrandta, które prezentowane były na wystawie w Polsce, Danii i Hiszpanii. Mieszka i pracuje we Wrocławiu. 

Dlaczego wybrałaś sztukę? Czy w Twojej rodzinie tradycja artystyczna była zakorzeniona?

Trudno powiedzieć, żeby malarstwo było dla mnie wyborem, jest raczej koniecznością, czymś naturalnym, jak oddychanie. Od kiedy pamiętam malowanie sprawiało mi radość, w dzieciństwie to były takie bardzo ekspresyjne, kolorowe obrazki – opowieści. Mimo, że w mojej rodzinie nie było artystów – wszyscy to umysły ścisłe, od dziecka byłam otoczona albumami o sztuce, które uwielbiałam oglądać, podróżowałam, zwiedzałam muzea, wystawy. Pamiętam, że na samym początku fascynowali mnie impresjoniści – przede wszystkim Sisley, ale także inni malarze jak Brueghel, Bonnard, Matisse. Moją ulubioną książką był album z malarstwem Piotra Potworowskiego, pięknie wydany, z fragmentami listów artysty do Zdzisława Kępińskiego. Nie rozumiałam tego malarstwa, ale pamiętam dokładnie moment, gdy patrząc na okładkę, na której był obraz „Niebieski pokój” nagle wszystko mi się ułożyło jak puzzle i bardzo mocno odczułam siłę tego malarstwa. Dużo później, czytając listy Potworowskiego utwierdziłam się w przekonaniu, że moje odczucia względem malarstwa były bardzo zbliżone do jego przemyśleń – do dzisiaj jego sztuka jest mi niezwykle bliska. Na studiach świadomie wybrałam pracownię Józefa Hałasa, ponieważ znałam wcześniej i ceniłam jego twórczość. Byłam wtedy pod wrażeniem sztuki kolorystów - Nachta-Samborskiego, Potworowskiego, Tadeusza Dominika, jego ucznia Leona Tarasewicza i czułam, że chcę w swoim malowaniu tę linię kontynuować.

Kasia Banaś, Majowe popołudnie, olej na płótnie, 120x150cm, fot. dzięki uprzejmości artystki

Kasia Banaś, Majowe popołudnie, olej na płótnie, 120x150cm, fot. dzięki uprzejmości artystki

Co kształtowało Cię jako artystkę?  Jakie były i są Twoje inspiracje, zainteresowania i pasje?

Moje malarstwo ma dwa źródła inspiracji, pierwszym jest pejzaż, drugim poezja – często oba przenikają się podczas pracy nad różnymi projektami artystycznymi. Posługuję się językiem abstrakcji, jednak u podstaw moich obrazów leży zawsze głębokie przeżycie natury. Żywa tkanka pejzażu, nieustannie zmieniające się światło, kolor, przestrzeń są dla mnie zawsze wielkim wyzwaniem. Fascynuje mnie również bliskość twórczości poetyckiej i malarskiej – komponowanie obrazów za pomocą różnych mediów (słowa i rytmu, formy i koloru). Ogromny wpływ na kształtowanie się mojej wrażliwości, prócz sztuk wizualnych, ma literatura, zwłaszcza poezja, min. Rilke, Neruda, Pessoa, Larkin, Cummings, Nordbrandt, Tranströmer, a z polskich poetów szczególnie cenię Dehnela, Świetlickiego, Woźniaka. Zwłaszcza twórczość Nordbrandta i Tranströmera fascynuje mnie od lat. Marzy mi się, żeby moje obrazy miały tak silny emocjonalny ładunek, a jednocześnie były równie klarowne w formie. Choćby taki fragment z wiersza Tranströmera „Wytchnienie lipiec”, który ma dla mnie siłę obrazu, niezwykły klimat i wewnętrzne napięcie:

„Ten co płynie cały dzień otwartą łodzią

przez rozmigotane zatoki

uśnie w końcu wewnątrz błękitnej lampy

a wyspy jak wielkie ćmy będą łazić po szkle.”

 [tłum. M. Wasilewska-Chmura]

Kasia Banaś, Grudniowy poranek, olej na płótnie, fot.  Dzięki uprzejmości artystki

Kasia Banaś, Grudniowy poranek, olej na płótnie, fot. Dzięki uprzejmości artystki

Dlaczego wybrałaś  kolor, żywą, witalną plamę barwną?

To plama barwna wybrała mnie. Myślę, że w sztuce bardzo ważna jest szczerość. Dla mnie kolor w malarstwie jest niezwykle istotny, to jak słowa w poezji – budulec emocji. Taką mam konstrukcję psychiczną, że patrząc na otoczenie, zwracam uwagę na kolory, w naturze najbardziej porusza mnie  barwa i światło, i to znajduje odbicie w moich obrazach. Przypomniała mi się historyjka z czasów studiów, z pleneru, na którym byliśmy z Józefem Hałasem i jego ówczesnym asystentem Januszem Merklem. Szliśmy polną drogą i Merkel, robiąc rękami takie „okienko” powiedział: „Zobacz, wydaje się, że to taka zwykła szara droga, a jak się przyjrzeć z bliska wycinkowi – ile tu jest kolorów, jak one na siebie działają!”. Wydaje się banalne, ale to we mnie zostało, taki najprostszy zachwyt jest czymś, czego nie chciałabym nigdy utracić.

Dusk in Odde Naturpark , 80x100 cm, fot. Dzięki uprzejmości artystki

Dusk in Odde Naturpark , 80×100 cm, fot. Dzięki uprzejmości artystki

Jednym z Twoich mistrzów, który miał znaczący wpływ na Twoją osobę był Józef Hałas. Jego twórczość jest raczej uporządkowana, uspokojona niejako. Twoja z kolei to potęga koloru i ekspresja. Jaki wobec tego był wpływ Hałasa, a jaki innych mentorów?

Rzeczywiście na pierwszy rzut oka malarstwo Hałasa to ład, asceza, klarowność przekazu, ale nie jest to jednak sztuka wydedukowana, wyabstrahowana z rzeczywistości. Przeciwnie, jest nierozerwalnie związana z życiem, naturą, uczuciami, obserwacją. Z całą pewnością Hałas jako nauczyciel dał mi podstawę, bagaż na artystyczne życie, który jest dla mnie bardzo cenny i do którego wciąż wracam. Mam poczucie, że idę już swoją własną drogą, ale często wracają do mnie jego przemyślenia, uwagi o sztuce. Szczególnie lubię tą: „Malarstwa się nie wymyśla, do malarstwa się dochodzi”, myślę, że w tym tkwi sedno sztuki prawdziwej, wartościowej – jeśli jest autentyczna, poprzedzona przemyśleniami i pracą, a nie obliczona na efekt. Pytałaś o ekspresję w moim malarstwie. Prawdopodobnie wynika ona po prostu z mojego charakteru, jest dla mnie naturalnym sposobem wypowiedzi. Najlepiej się czuję malując duże płótna, szerokim gestem, lubię się napracować przy obrazie, także fizycznie. Może jest tu też widoczny wpływ kolejnego z moich nauczycieli, Zdzisława Nitki. Byłam pod wielkim wrażeniem jego ostatniej dużej wystawy „Malarz Nitka” w muzeum w Ratuszu – znakomite, żywe malarstwo. Z artystów współczesnych, których bardzo cenię i którzy mają wpływ na moje postrzeganie sztuki, poza wcześniej wspomnianymi, wymieniłabym jeszcze nazwiska: Olafur Eliasson, Peter Doig, David Hockney, René Holm, Per Adolfsen, Tomasz Domański, Peter Ejlerskov. Berlińska wystawa Eliassona w Martin-Gropius-Bau była chyba jedną z najlepszych, jakie widziałam. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie jedna z instalacji – pokoje wypełnione mgłą i bardzo intensywnym światłem w różnych barwach. To było uczucie wejścia w głąb koloru, bycie w samym jego centrum – przeżycie niemal mistyczne. Niezwykłe było też jej oddziaływanie na zwiedzających – ludzie po wejściu nieświadomie zaczynali poruszać się w zwolnionym tempie, mówić szeptem. Przepiękna jest też jego praca „Your black horizon”, która była prezentowana na Biennale w Wenecji w 2005 roku.

November mood in Skagen, 2007, olej na płótnie, fot. Dzięki uprzejmości artystki

November mood in Skagen, 2007, olej na płótnie, fot. Dzięki uprzejmości artystki

 Jaka myśl przyświeca Ci przy tworzeniu? Co chcesz przekazać?

W swoich projektach artystycznych wciąż ponawiam próbę stworzenia malarstwa pejzażu posługującego się kodem abstrakcji a jednocześnie pełnego wewnętrznej emocji, intuicyjnego. Wybieram nie tyle dokładną obserwację, ile emocjonalne wchłanianie w siebie świata, próbuję ogarnąć dany pejzaż jako całość aby następnie te najbardziej osobiste wrażenia, przeżycia sprowadzić do znaku, syntezy, które w świadomości uważnego odbiorcy stają się znów emocją, prawdą doświadczenia malarskiego. W moich obrazach zawsze jest jakiś ślad, trop prowadzący do konkretnego miejsca, pejzażu, ale to miejsce jest jedynie pretekstem. Z jego pomocą pragnę odtworzyć emocję, która towarzyszyła mi w danym momencie. Chcę, aby mój obraz nie był aktualny, lecz uniwersalny, nie osadzony w kontekście, lecz taki, w którym odbiorca może zobaczyć swoje własne przeżycie. W poezji tkanką jest słowo, tu kolor, ale w obu przypadkach chodzi o przekazanie emocji. Istota tkwi w nieustannym napięciu uwagi, w czułej obserwacji i w „malarskim” patrzeniu na świat. Później staram się odrzucić wszystkie zbędne, nieistotne szczegóły tak, aby pozostała esencja przeżycia – obraz. Syntetyczna forma ma być nośnikiem silnego ładunku emocjonalnego. Obraz traktuję jako przedmiot kontemplacji – przekaz zaszyfrowany, za którym można podążać. Przeżywając naturę myślę obrazem i chcę, żeby moje malarstwo było kwintesencją doznanych olśnień, próbą dotarcia do sedna przeżycia. Przypominam sobie słowa Potworowskiego: „Jeżeli obraz nie ma w sobie miłości to jest do niczego, precz z nim!”. Zawsze myślę o tym, żeby uchwycić syntetyczny „portret” miejsca, który zawierałby w sobie najważniejsze elementy, pamięć przeżycia wizualnego i emocjonalnego. Czapski pisał, że „sztuka jest językiem zagęszczonego przekazu przeżyć” i to jest to, co mnie w niej najbardziej interesuje. Malowanie jest dla mnie szansą autentycznego dotarcia w głąb natury.

Z cyklu Anatomia Melancholii, olej na płótnie, 120x200 cm (dyptyk), 2012, fot. Dzięki uprzejmości artystki

Z cyklu Anatomia Melancholii, olej na płótnie, 120×200 cm (dyptyk), 2012, fot. Dzięki uprzejmości artystki

Dlaczego fascynują Cię kraje skandynawskie? Jakie i czy w ogóle istnieje odniesienie do nich w twoich płótnach?

Fascynacja Skandynawią zaczęła się od propozycji współpracy z jedną z duńskich galerii – Galerie Bram, w której wystawiałam. Dania  zachwyciła mnie przede wszystkim surowym pejzażem, otaczającym ją ze wszystkich stron morzem, innym światłem i szerokim horyzontem. Jest w tym kraju jakaś melancholia, której nie potrafię wytłumaczyć, ale staram się ją przekazać w obrazach. Z oczarowania duńskim krajobrazem, światłem w naturalny sposób przeszłam do fascynacji duńską sztuką, filmem, literarturą i językiem. Wkrótce nawiązałam współpracę z  duńskimi twórcami. W 2008, wraz z poetą Clausem Juelem, opublikowałam w Danii książkę artystyczną „Perfekte Brudstykker” („Idealne Fragmenty”). Wystawy związane z tym projektem prezentowane były w Polsce, Danii, Anglii i Hiszpanii. Kolejnym, bardzo dla mnie ważnym, poetycko-malarskim projektem był cykl obrazów „Lata świetlne”, inspirowany twórczością jednego z największych duńskich poetów Henrika Nordbrandta. Zainteresowała mnie poezja Nordbrandta, ponieważ w bardzo sugestywny, wręcz malarski sposób opisuje rzeczywistość i najsilniejsze, najgłębsze ludzkie emocje. Często w jego wierszach pojawia się, znaczący także dla mnie, motyw pejzażu. Wystawom cyklu „Lata świetlne” towarzyszył album prezentujący obrazy i wybór kilkunastu wierszy Nordbrandta w oryginale (w języku duńskim) oraz w polskim tłumaczeniu. Przez ostatni rok pracowałam nad cyklem obrazów „Olśnienia i powroty” który był efektem współpracy z duńskim poetą Jensem Fink-Jensenem. Utwory Fink-Jensena stały się punktem wyjściowym dla moich obrazów. Nasza wspólna wystawa w Galerii Miejskiej, pod honorowym patronatem  Konsulatu Królestwa Danii, była częścią festiwalu Noc Muzeów we Wrocławiu 2012. Tworząc obrazy inspirowane poezją chodzi mi o pojęcie a nie o ilustrowanie. Obrazy te mają służyć kontemplacji, intuicyjnemu odbieraniu odczuć i wrażeń. Często rozmawialiśmy z Jensem na ten temat, dochodząc do wniosku, że oddziaływanie malarstwa i poezji jest podobne – kilka zwięzłych zdań w wyobraźni czytającego buduje całą bogatą sytuację, ze wszystkimi bodźcami – wrażeniami zmysłowymi i określonym stanem psychicznym. Zawsze wybieram do współpracy poetów, którzy mają szczególną wrażliwość na kolor, myślą obrazami, właściwie mogę powiedzieć, że „malują” swoje wiersze.

Wystawa "Light years"Galeria Zamkowa, Lubin, 2010, fot. Dzięki uprzejmości artystki

Wystawa „Light years”Galeria Zamkowa, Lubin, 2010, fot. Dzięki uprzejmości artystki

A jakie masz plany na przyszłość?

Najbliższe plany artystyczne to udział w Warszawskich Targach Sztuki i wspólna wystawa z poetą Jensem Fink-Jensenem w Duńskim Instytucie Kultury w Warszawie. W przyszłym roku czeka mnie indywidualna wystawa w Galerii Platon we Wrocławiu oraz wystawy i targi sztuki w Danii. Planuję też kontynuować rozpoczętą pracę nad cyklami obrazów inspirowanych wierszami Jensa, pracując jednocześnie nad tłumaczeniami jego utworów na język polski. Współpracuję z Kołem Naukowym Tłumaczy Języka Duńskiego przy Uniwersytecie Wrocławskim i na rok 2013 planowane jest wydanie kolejnego tomiku jego wierszy z moimi ilustracjami. W lecie przyszłego roku mam też zaplanowaną wspólną wystawę z moim mężem Andrzejem Borkowskim w Niemczech, na wyspie Sylt. A jeśli chodzi o marzenia to oczywiście dalsze podróże, marzy mi się Islandia, Wyspy Owcze i  Azory. Takie miejsca na obrzeżach, otoczone jedynie morzem i horyzontem w jakiś szczególny sposób mnie pociągają.

01.10.2012

Kama Wróbel  
Portal Rynek i Sztuka

Portal Rynek i Sztuka

Reklama