szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
Magazyn RiSZ

Oswajanie zła. Rozmowa z malarzem, Maciejem Cieślą

01.09.2017

Aktualności, Wywiady

Artystów od wieków intrygowała możliwość przedstawiania zła za pomocą wizualnego języka.  Od wieków też to, co mroczne, nikczemne i wywołujące strach lokowane było w pod postacią konkretnych figur przeniesionych wprost z Biblii, rozmaitych mitologii czy ludowych przekazów na grunt sztuki. W tym kontekście tym ciekawsza wydaje się twórczość Macieja Cieśli, który malowanym przez siebie demonom, faunom czy lichom nadaje ironiczny, czasem wręcz żartobliwy charakter. Jaki jest sposób młodego artysty na oswajanie zła?

Powtarzającymi się postaciami na Pana obrazach są między innymi czarty, fauny, demony, psy, kobiety, przy pomocy których formuje Pan swój wizualny świat. Jak przebiegał proces konstruowania tej alternatywnej, malarskiej rzeczywistości?

Maciej Cieśla, Nieśmiały faun zabawia rusałki, w lesie zbliża się zmierzch, źródło: dzięki uprzejmości artysty

Maciej Cieśla: Jak każdy proces twórczy, sam początek budowania mojej symboliki zaczął się od sprawy prozaicznej i przyziemniej, a mianowicie od aktów oraz przedstawień psa. Kilka lat temu zapoczątkowałem cykl kobiecych aktów. Uważam, że człowiek, a w szczególności piękno kobiecego ciała jest jednym z tematów najbliższych ludzkiemu poczuciu estetyki. Jest to również motyw, za pomocą którego można lawirować wokół wielu działań twórczych. Następnie, realizując różnego rodzaju szkice, stworzyłem szybki geometryczny rysunek psa – bardziej symbol niż szkic. Od tego czasu wplatałem go w różne kompozycje, także te wchodzące w skład serii „Po alkoholu’’. Właśnie wtedy pies zaczął ewoluować w różnego rodzaju istoty, a moje postaci, które najpierw były barowymi zawadiakami, szybko zaczęły nabierać cech symbolicznych i mitologicznych z silnym odniesieniem do folkloru. Zazwyczaj towarzyszy im pożądana i zdystansowana kobieta. Ten świat wewnętrzny ewoluuje samoczynnie. Towarzyszy mi on na co dzień, gdyż nawet, kiedy nie maluję, staram się kreślić różnego rodzaju szkice i wymyślać nowe historie. Istotną inspiracją są dla mnie góry i natura, natomiast samotne spędzanie czasu na łonie przyrody generuje we mnie niewyczerpaną ilość pomysłów.

Diabły, demony, licha – wszystkie te postaci posiadają negatywny wydźwięk, wzbudzają strach. Jednakże na Pana obrazach zło jest oswojone. Dlaczego zdecydował się Pan na taki zabieg?

Maciej Cieśla, Z serii kompozycja z kobietą i martwą naturą, Poszukiwania formy, źródło: dzięki uprzejmości artysty

MC: Po pierwsze, zły diabeł to straszna nuda – jest po prostu oczywisty. Pewna przekora oraz umiejętne poddawanie w wątpliwość odczuć odbiorcy, dają twórcy znacznie większy wachlarz możliwości. Postaci, które stworzyłem bardziej psocą, niż czynią zło. Kto powiedział że istota kojarzona negatywnie musi być koniecznie zła? Dobrym przykładem podobnego łączenia tego typu sprzeczności, a zarazem jedną z moich inspiracji jest Hejdasz. W polskiej mitologii jest to niewinny, plotący wianki i beztrosko cieszący się życiem na łonie natury, diabełek. Sądzę także, że obserwowanie życia czortów, leśnych faunów i dziewczyn, którym one ulegają, jest po prostu kuszące. Warto skorzystać z możliwości wejścia do zakazanego świata i potowarzyszenia ich fantasmagorycznemu życiu. Wszystkie te postaci są wynikiem połączenia mojej wyobraźni i specyficznej wrażliwości, wyrażanej w indywidualnej technice malarskiej. Sądzę, że dzięki temu prezentowane przeze mnie historie wciągają widza w bardzo autorską przestrzeń.

Maciej Cieśla, Leśne licha, źródło: dzięki uprzejmości artysty

W jaki sposób w realizowanym przez Pana zabiegu ironicznego kreowania zła na obrazie pomaga forma, którą się Pan posługuje?

MC: Uważam że technika, w tym forma, powinna dawać możliwość jak najszczerszego wyrazu, autorską kompozycję, która bezpośrednio oddaje nasze odczucia. Forma, którą się posługuję bierze swój początek w szybkim, spontanicznym szkicu. Ten ekspresywny sposób kreślenia staram się utrzymać już do końca procesu twórczego, tak, aby nie przekłamać indywidualnego wyrazu zbyt natrętnym działaniem w kierunku estetyki. W tym wszystkim zawiera się także żartobliwe, czasami ironiczne podejście do specyfiki moich postaci. Forma, która nie jest dosłowna, daje możliwość gry z odbiorcą na zasadzie kolorowy czort – czerwony pies, itd.

Maciej Cieśla, Dziewczyna i czort na polu, chmury burzowe, źródło: dzięki uprzejmości artysty

Kim jest symboliczna, naga kobieta z Pana obrazów, której towarzyszą niepokojące stworzenia? Co ma ona za zadanie powiedzieć widzowi?

MC: Kobieta w moich obrazach zawsze jest adorowana – w seriach  „Po alkoholu” przez biesiadujące towarzystwo, w innych natomiast kompozycjach przez fauny. Dziewczyna, której niestraszne są licha i czorty, jest symbolem pożądania, piękna, niezależności. Obserwując moje prace można zauważyć, że zawsze jest ona, co najwyżej nieśmiało muskana palcami lub oparta o czyjeś ramię. To postać zdystansowana,  nieulegającą pożądającym jej adoratorom. Najczęściej powtarzanym wzorem kobiety w moich obrazach jest  „Jagoda”, bohaterka kilku wczesnych realizacji, dla których inspiracją była Szklarska Poręba. Zazwyczaj ma ona długi warkocz i pojawia się na obrazach w towarzystwie czortów i faunów. Zdarza się również, że postać kobieca jest wpisana w przestrzeń malarską jako rusałka, duch. Jak już wspominałem, uważam, że akt kobiecy stanowi istotny symbol, daje mnogość zastosowań tematycznych oraz jest bliski naturze człowieka. Co ma ona za zadanie powiedzieć widzowi?  To zależy od kontekstu obrazu. Na przykład w serii prac z psem – czortem pt. „Psy i kobiety” ma ona charakter lekko melancholijny. Innym razem stanowi centrum uwagi i obiekt pożądania. Czasami też drwi i bawi się swoimi towarzyszami.

W Pańskiej sztuce w dużym stopniu pojawia się także natura. Czy wynika to z Pana osobistej miłości do niej, czy może z ustalonej konwencji prezentowania postaci w otoczeniu dzikiej, nieprzyjaznej natury, gdzie według legend żyją mityczne stworzenia takie, jak diabły czy licha?

MC: Natura jest dla mnie bardzo istotną inspiracją. Duży wpływ na moją sztukę mają przede wszystkim samotne wyprawy w góry. Widać to coraz bardziej w sposobie kształtowania moich kompozycji. Zapewne nie wpisuje się to w standardy turystyczne, ale bardzo lubię podróże w góry i ogólnie przyrodę jesienią. Można wtedy pogrążyć się we własnym życiu wewnętrznym, odczuć samotność i surową atmosferę nieprzyjaznego krajobrazu. Uważam, że szczerość w malarstwie jest jedyną drogą do stworzenia indywidualnej estetyki, a ponieważ natura jest mi bliska, towarzyszy mi także w malarstwie.

Maciej Cieśla, Jagoda z koleżankami upiła Fauny i prowadzi ich w Karkonosze, źródło: dzięki uprzejmości artysty

Pomimo posługiwania się elementami krajobrazowymi, ich forma pozostaje jednak daleka od natury, kolorystyką nawiązując raczej do dokonań fowistów, zaś sposobem kreacji na płótnie po części do założeń kubistów, a po części do sztuki niemieckich ekspresjonistów. Dlaczego zdecydował się Pan na taki sposób przedstawiania?

MC: Moja technika ewoluowała wraz z myśleniem malarskim. To absolutnie nie był świadomy zabieg na zasadzie: „będę malował w określonym stylu”. Takie podejście do sztuki to zabójstwo kreatywności i indywidualizmu, które są dla mnie bardzo ważne. Z biegiem lat doszedłem do własnej stylistyki, która rzeczywiście bliska jest dokonaniom fowistów. Wynika to z wielu czynników. Maluję bardzo dynamicznie, często na szybkim, ekspresywnym szkicu. Tworzę tylko i wyłącznie z wyobraźni, na zasadzie skojarzeń i inspiracji tematycznych. Malując pejzaże, podobnie jak postaci czy elementy nieprzedstawiające, kieruję się odczuciami i emocjami związanymi na przykład z danym szlakiem górskim lub ostatnią wyprawą w plener. Nie korzystam ze zdjęć, a kolor i forma stanowią dla mnie środek wyrazu. W taki więc sposób pejzaż często staję się dla mnie rodzajem emocjonalnej notatki.

Maciej Cieśla Górski strumień 2, źródło: dzięki uprzejmości artysty

Jakie znaczenie posiada dla Pańskiego malarstwa światło?

MC: Często pierwszy plan moich obrazów jest zbudowany na zupełnie innym świetle niż pejzaż czy dalsze fragmenty kompozycji. Światło działa wówczas trochę tak, jak przyćmiony reflektor w miejscu obserwatora. Nadaje to bardzo intymnego charakteru, jaki często odczuwa się w teatrze, zaś moje kompozycje często są nieco teatralne. Taki zabieg, choć charakterystyczny dla mojego malarstwa, rzadko dostrzegalny jest na pierwszy rzut oka. Dzięki zastosowaniu światła punktowego w zderzeniu z pejzażem pierwszy plan wyciągany jest do przodu, ku widzowi.

Polski Thomas, Materia 15 Mózg maszynowy 4, ekspresja w płaszczyźnie, źródło: dzięki uprzejmości artysty

Skąd wynika rozróżnienie pomiędzy sztuką Macieja Cieśli a twórczością Polskiego Thomasa, którego to pseudonimu używa Pan do działań malarskich innego rodzaju?

MC: Dwoistość ta wynika z kategorycznej różnicy warsztatu i tematu. Około dwa lata temu dokonałem eksperymentu technicznego, tworząc kompozycję na bazie wydruków, działań z płótnem lnianym i technik ilustracyjnych. Pomysł spodobał mi się na tyle, że postanowiłem zachować go jako element pracy artystycznej. Technika ta była jednak tak różna od mojej standardowej twórczości, że podpisując się pod tego rodzaju obrazami, wprowadzałbym moich odbiorców i klientów w błąd. Postanowiłem więc tworzyć pod pseudonimem, który wtedy dotyczył poruszanego przeze mnie tematu polskich miast i ulic. Z czasem jednak zarówno technika, jak i temat zaczęły mnie ograniczać, wobec tego przeszedłem na estetykę abstrakcyjną, która daje rozległe pole twórcze i przy tej formie pozostałem, działając pod pseudonimem. Jako Polski Thomas poruszam temat mikroświata i fantastyki naukowej w ujęciu abstrakcyjnej płaszczyzny.

fot. (góra) Maciej Cieśla, Fauny w plenerze, Wiosenne zaloty faunów, źródło: dzięki uprzejmości artysty

Rynekisztuka.pl

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2016
MENU: