szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:

Pomiędzy figuratywnością i abstrakcją – wywiad z Jackiem Sikorą

02.09.2016

Aktualności, Wywiady

Rzeczywistość obrazów Jacka Sikory ma bardzo różne oblicza. Malarz, aktor i podróżnik na przestrzeni lat eksperymentował z figuratywnością i abstrakcją, by ostatecznie skupić się na studiowaniu światła i gęstości materii w przestrzeni obrazu. Akt, motywy mitologiczne, impresja i nadrealność – wszystkie te elementy, uchwycone są przez twórcę w unikalny sposób, co w połączeniu z dużą wiedzą i doświadczeniem, zdobywanym w trakcie egzotycznych podróży, stanowi o intensywności malarstwa Jacka Sikory.

Jesteś aktorem i malarzem z dużym już dorobkiem, a jednak nadal imponuje entuzjazm z jakim tworzysz nowe obrazy. Skąd wzięło się zamiłowanie do sztuki? Pamiętasz swoje artystyczne początki?

Jacek Sikora

Jacek Sikora

Jacek Sikora: Zwykle nie sięgamy pamięcią do samych źródeł naszych zainteresowań, ale kiedy się nad tym zastanawiam, to myślę, że z jednej strony było to naturalne zamiłowanie do rysownia, które moja mama potrafiła zaszczepić i pielęgnować we mnie z niezwykłą wręcz intuicją – w domu wciąż jest pokaźna teczka moich rysunków z czasów kiedy miałem 5-6 lat. Mama zawodowo malowała porcelanę, a także tworzyła delikatne i rozświetlone kompozycje malowane akwarelą, a więc od wczesnego dzieciństwa otoczony byłem twórczą atmosferą. Z drugiej strony na rozwój artystycznych zamiłowań miały wpływ jeszcze dwie kobiety. Moja plastyczka ze szkoły podstawowej, pani Teresa Łyżwa, która wyraźnie wskazywała na moje zdolności plastyczne i często współpracowała z moją mamą w tworzeniu dekoracji na różnego rodzaju szkolne imprezy okolicznościowe. Ta współpraca budziła moją ciekawość i pozwalała na kontakt z twórczością, która przerastała moje dziecięce umiejętności, stając się swego rodzaju pożywką dla rozwoju fascynacji sztuką. Nigdy też nie zapomnę wpływu jaki na mój rozwój miała nauczycielka j. polskiego, pani Jolanta Synowskaj, która w sposób niezrównany rozbudzała nasze uczniowskie zamiłowanie do nauk humanistycznych i sztuki. Zdecydowanie to czas szkoły podstawowej ukształtował moje zainteresowanie pięknem, kolorem i formą, a także pozwolił rozwinąć pod okiem wymienionych tu nauczycieli podstawowe umiejętności, które umożliwiły mi kontynuowanie moich pasji także w późniejszym czasie.

Jacek Sikora (Siccora) REVERS, acrylic on canvas, 30 x 20 cm (2012)

Jacek Sikora (Siccora) REVERS, acrylic on canvas, 30 x 20 cm (2012)

Dopiero wróciłeś z Tajlandii, a już z wielkim trudem udało nam się spotkać w Warszawie. Jesteś w ciągłej drodze, mieszkałeś również w USA, Francji i Wielkiej Brytanii. W jaki sposób podróże wpływają na twoją sztukę?

Jacek Sikora: Przede wszystkim to kwestia asymilacji różnych kultur, rozmaitych gustów i wszelkich wyobrażeń na temat piękna, brzydoty, tego co jest właściwe i tego, co wydaje się niewłaściwe. W ten sposób niemal nieprzerwanie kształtuje się moja otwartość, kwestionowane są wszystkie dogmaty i kruszą się skostniałe wyobrażenia. Innym istotnym elementem rozwoju mojej wrażliwości jest czerpanie pełnymi garściami ze sposobu postrzegania świata przez lokalnych artystów. Ten sam proces towarzyszył formowaniu się impresjonizmu czy kubizmu. Na pierwszy miały wpływ japońskie drzeworyty, które, zanim zostały docenione przez europejskich artystów, docierały na stary kontynent jako papier pakowny. Na drugi natomiast – sztuka afrykańska. Ten sam proces towarzyszy moim poszukiwaniom, a moja fascynacja znajduje źródła w japońskiej kaligrafii i malarstwie tuszem wyrosłym ze sztuki Zen, który praktykuję od prawie 20 lat.

Powiedziałeś kiedyś, że twoją sztukę wyróżnia „umysł początkującego, ponieważ to w nim jest wiele możliwości, zaś ekspert zauważa tylko jedną”. Czy te słowa uważasz za nadal aktualne w odniesieniu do twojej pracy twórczej? Jakich słów użyłbyś, by opisać swoje dzieła?

Jacek Sikora: Jest to cytat z mistrza Zen – Shunriu Suzukiego, ja tylko powołuję się na jego słowa. Niestety nie wiem, czy wciąż można to powiedzieć o moich pracach. Coraz częściej widać w nich wyraźną nutę przewodnią, coraz częściej odwołuję się do jednej palety kolorystycznej i do jednej techniki, a więc świadomie odchodzę od umysłu początkującego i na pewnych polach staję się ekspertem. Z drugiej strony to ograniczenie sprawia, że naprawdę czuję się początkującym adeptem sztuki, zarówno kolor jak i faktura zdają się być jedynie zaczątkiem kierunku, a nie efektem odkrycia jakiejś nadrzędnej prawdy. Ale wracając do opisu – cóż, potrafię wymienić elementy charakterystyczne w moim malarstwie – są nim kolor, faktura, pewien ładunek energii objawiający się w swoistym rozedrganiu przestrzeni, czy zacieraniu się konturów.

Jacek Sikora (Siccora) UNSURPASSABLE, acrylic on canvas, 100 x 70 cm (2014)

Jacek Sikora (Siccora) UNSURPASSABLE, acrylic on canvas, 100 x 70 cm (2014)

Jak powstają twoje obrazy i jak wyglądają kolejne etapy tworzenia dzieła?

Jacek Sikora: Proces jest niezwykle prosty. Zaczyna się gdzieś na poziomie obserwacji, kiedy zauważam inspirujące mnie elementy rzeczywistości. To z kolei pobudza myśl, która ostatecznie krystalizuje się w postaci dzieła malarskiego. To przejście od myśli do jej materializacji porównuję do przejścia nocy w dzień, gdzie jedna cząstka świata zanika na rzecz drugiej, podobnie wizja obrazu staje się rzeczywistością. To odwołanie nie jest przypadkowe, ponieważ w moich obrazach dzień i noc dają o sobie znać z niezwykłą siłą.

Dziś maluję niemal wyłącznie farbami akrylowymi. Są one idealne ze względu na efekt, który staram się osiągnąć. Efekt oraz materiał, narzędzia i myśl, a także otaczający artystę świat są nierozerwalnie ze sobą związane. Nie mógłbym osiągnąć tego samego efektu stosując farby olejne. To świadomy wybór. Fakturę obrazu kształtuję za pomocą szpachelki w dość specyficzny i różny od przyjętego sposób. Obraz powstaje w wielu warstwach, tworząc cienie i światła drgające w wypukłej, niemal trójwymiarowej strukturze. To pozwala na redukcję palety kolorystycznej, co jest bezpośrednim i bardzo osobistym odwołaniem do sumi-e. Ta technika nadaje moim obrazom dużą dynamikę. Jest ona całkowicie unikalna, ale wprawne oko dostrzeże wyraźny hołd, jaki każdym obrazem składam Monetowi i jego „Katedrze w Rouen” czy „Nenufarom”.

Inspirujesz się ludźmi, krajobrazami i codziennymi przedmiotami. Tymczasem twoje obrazy dalekie są od tradycyjnej figuratywności czy realizmu. Jaki jest twój stosunek do fizyczności?

Jacek Sikora: Często powtarzam, że to co widzimy jest jedynie manifestacją naszego umysłu. Takie podejście sprawia, że na życie patrzę jak na sen. Cały widzialny przeze mnie świat powstał w dniu moich narodzin – nie mogłem być jego świadom wcześniej, więc nie mógł on istnieć. Cała ta rzeczywistość zniknie też wraz z moją śmiercią. To oczywiste uproszczenie widzenia sprawia, że sam akt twórczy staje się odbiciem nie tyle realności, co sposobu postrzegania artysty. W moich obrazach przedmiot i model są umowne, są zaledwie inspiracją dla ukazania czegoś nierzeczywistego. Niemal wszystkie moje obrazy traktuję jak abstrakcje, gdzie forma jest jedynie pretekstem, a prawdziwym tematem staje się światło i wibrująca bezforemna materia. Najsilniejszym tego przykładem są akty, które skąpane w błękicie często bardziej przypominają górski potok niż ciało kobiety. W obu obecna jest świeżość i ulotność chwili.

Jacek Sikora (Siccora) MOUNTAIN CREEK, acrylic on canvas, 80 x 100 cm (2016)

Jacek Sikora (Siccora) MOUNTAIN CREEK, acrylic on canvas, 80 x 100 cm (2016)

Pytam o fizyczność, ponieważ to m.in. kobiece akty przyniosły ci popularność. Studium nagości to również najczęstszy motyw w dziejach sztuki. Dlaczego akt? Pracujesz z modelkami, czy może całość powstaje w twojej wyobraźni?

Jacek Sikora: Tak jak wspomniałem, przedmiot i model są jedynie pretekstem. Ludzkie ciało ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. Studiowałem pantomimę, więc gest, ruch, układ ciała zastępowały mi cały wachlarz innych środków ekspresji właściwych aktorowi. Studia pantomimy to także jeden z tych etapów, kiedy zacząłem redukować formy wyrazu. W moich aktach często nie ma twarzy, nie ma rąk, choć przecież nie maluję ciał okaleczonych czy ułomnych. Tematem jest światło i rozedrganie materii w zderzeniu z tym światłem. Nie maluję psychicznych stanów człowieka, nie maluję uczuć, moje akty pozbawione są elementu erotyzmu, ale to właśnie akt fascynuje mnie najbardziej.

Balansujesz między figuracją i abstrakcją, impresją i nadrealizmem. Z jednej strony powracasz do aktu, a z drugiej kontynuujesz cykl krajobrazowy. Jest to twoja strategia artystyczna?

Jacek Sikora: Obydwa tematy są dla mnie równie interesujące. Zarówno na płaszczyźnie aktu, jak i krajobrazu można wyrażać własną fascynację fizycznością, ale nie tą rozumianą dosłownie, widzianą naszymi oczyma, ale fizycznością abstrakcyjną, prawdopodobną, nieokreśloną. Moje akty wskazują bowiem na prawdopodobieństwo kryjącego się za nimi ludzkiego ciała, ale tak naprawdę takiej pewności nie ma. Krajobrazy z kolei są zrytmizowanym układem linii i płaszczyzn, zza których można dopatrzeć się widoku natury i otwartej przestrzeni, ale przecież nie każdy to zauważy.

Jakie emocje i wrażenia starasz się przekazać publiczności?

Jacek Sikora: Nie maluję emocji. Najchętniej powiedziałbym, że maluję pustkę, ale tę przez tysiąclecia próbowano namalować i wciąż jest to nieosiągalne zamierzenie. Maluję myśl, która nawet jeśli się materializuje, to jest delikatna i subtelna. Jeden z moich obrazów nazwałem „Krystaliczna Kruchość Kształtów”. Od tamtego czasu mam wrażenie, że wciąż maluję jeden i ten sam obraz.

Twoje obrazy wyróżnia specyficzna, przestrzenna faktura i nakładany warstwowo kolor. Jest to efekt eksperymentowania z płótnem i farbą czy może stoi za tym jakieś ukryte znaczenie?

Jacek Sikora: Jest to efekt mojej fascynacji niedopowiedzeniem. Staram się jak najmniej odkrywać przed widzem, chcę by temat był pułapką, która odwraca jego uwagę, ponieważ jednak w temacie unikam szczegółów i mnogości detali, temat wydaje się zbyt banalny. Ten pozorny banał prowokuje do głębszych poszukiwń, do zanurzenia się w formę, do oddania się energii, która emanuje z obrazu. W tym procesie nie posuwam się tak daleko jak Pollock, ale podobnie jak on eksperymentuję poszukując idealnego odzwierciedlenia ruchu, energii i światła.

Jacek Sikora (Siccora) NOTHING TO BE UNDERSTOOD, acrylic on canvas, 40 x 60 cm (2014)

Jacek Sikora (Siccora) NOTHING TO BE UNDERSTOOD, acrylic on canvas, 40 x 60 cm (2014)

Na tle twoich abstrakcyjnych płócien ciekawie prezentują się prace w technice malowania tuszem, sumi-e. Skąd wzięło się zainteresowanie tradycyjną sztuką japońską?

Jacek Sikora: Jest taka historia o japońskim mistrzu sumi-e, który na zlecenie miał namalować ptaka. Ustalono dość wysoką, ale adekwatną do renomy i umiejętności mistrza, cenę. Gdy mistrz dostał zapłatę, chwycił pędzel i w kilkanaście sekund namalował zamawiany obraz. Zleceniodawcę oburzyła cena, która wydawała się znacząco zawyżona do nakładu pracy. Mistrz odpowiedział, że cena obrazu nie wynika z nakładu pracy koniecznego do namalowania ptaka, tylko z 25 lat poświęconych na naukę, jak tego ptaka namalować. Przebywając w Stanach Zjednoczonych obserwowałem malujących tą techniką, ich sposób ukazywania światła i cienia. Budowanie form z pozornie bezładnych kształtów miało w sobie coś magicznego, zwłaszcza jeśli cały proces trwał kilkanaście sekund. Nie można było nie ulec urokowi tej techniki. Mój wieloletni nauczyciel Zen Kwong Roshi jest mistrzem kaligrafii, co także nie pozostało bez wpływu na moją twórczość.

Twoje prace trafiają głownie do zagranicznych kolekcji – USA, Wielka Brytania, Francja, Emiraty Arabskie i Japonia. Nadal jednak wracasz do Polski i to tu kontynuujesz swoją pracę. Skąd to przywiązanie? Czy to nad Wisłą odnajdujesz najwięcej inspiracji?

Jacek Sikora: Nie można wyróżnić w mojej twórczości żadnego okresu, który jednoznacznie kojarzyłby się z danym miejscem. We Francji malowałem akwarele z pogranicza surrealizmu i realizmu magicznego. Fascynował mnie wówczas Beksiński, którego paryską galerię odwiedzałem z uporem zadurzonego nastolatka. Dziś te prądy są niemal niezauważalne w mojej twórczości. W Stanach Zjednoczonych malowałem tuszem, starając się zgłębić tajniki sumi-e. W Tajlandii, z braku dostępu do innych materiałów, szkicowałem piórkiem lub długopisem, koncentrując się przede wszystkim na medytacji, co pozwoliło mi na zmianę w sposobie widzenia sztuki. Miejscem, gdzie powstają moje obrazy jest Polska, ale nie odgradzam się od inspiracji docierających do mnie z najdalszych zakątków świata. Pamiętam jak kiedyś w rozmowie z Tadeuszem Kantorem zadałem mu niemal to samo pytanie: dlaczego wciąż wraca do Polski, dlaczego to tu powstają jego spektakle, skoro cała Europa otwiera dla niego swoje podwoje. On z właściwą sobie prostotą i siłą odpowiedział, że „idealne warunki zabijają twórczość, nie ma w nich pożywienia koniecznego artyście”. Ja w moich podróżach szukam więc warunków trudnych, niemal ekstremalnych, bo chyba tylko tak można określić 8 miesięcy medytacji jako buddyjski mnich, wielomiesięczny pobyt w ośrodku zen w Stanach, czy też tygodnie spędzone w zasypanej śniegiem syberyjskiej tajdze, dzięki czemu wciąż pozostaję pod przemożnym wpływem obfitości jej bieli i błękitów.

Jacek Sikora (Siccora) BATHTUBE, acrylic on canvas, 65 x 50 cm (2016)

Jacek Sikora (Siccora) BATHTUBE, acrylic on canvas, 65 x 50 cm (2016)

Jakie znaczenie dla twojego malarstwa posiada faktura i nakładany warstwowo kolor?

Jacek Sikora: Jest to efekt mojej fascynacji tym co niedopowiedziane. Zacieranie granic przedstawianych form, skutkuje brakiem jednoznacznych interpretacji przedmiotu i specyficznym rozedrganiem kolorów, świateł i cieni. Technika, choć charakterystyczna i będąca efektem osobistych poszukiwań, jest tylko drogą prowadzącą do celu, jest jak deszcz tworzący strumień, jak strumień tworzący rzekę, jak rzeka zasilająca ocean. Kiedy patrzymy na ocean rzeka staje się nieistotna, kiedy patrzymy na rzekę, zapominamy o zasilającym ją strumieniu, kiedy patrzymy na strumień, zapominamy o deszczu. Podobnie jest z techniką, to ona daje życie obrazowi i stanowi o jego wyjątkowości, ale zapominamy o niej kiedy obserwujemy ukończone dzieło.

Czy możemy spodziewać się wystawy w Polsce?

Jacek Sikora: Tak, myślę, że jeszcze w tym roku zorganizuję wystawę w Świdnicy – mieście, które obecne jest w moim życiu niemal od narodzin i do którego wciąż powracam. Niewykluczone, że niebawem obrazy trafią również do Warszawy. Na wiosnę 2017 r. otwieram autorską galerię i publiczną pracownię w Świdnicy.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Fot. (góra): Jacek Sikora (Siccora), Crystalline Fragility of Shapes,  akryl na płótnie, 2015

Portal Rynek i Sztuka

LOGO RiSi

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017
MENU: