Reklama

Kultura w szarej strefie ma się nieźle

Kultura w szarej strefie ma się nieźle

Według większości badań szeroko pojęte uczestnictwo Polaków w kulturze sprowadza się raczej do biernych form konsumpcji,  głównie do oglądania telewizji, a w tzw. kulturę wysoką i sztukę angażuje się niewielka część społeczeństwa. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest co najmniej kilka, a większość z nich wiąże się z tym, że nasz rodzimy rynek kultury jest wciąż bardzo młody i nie do końca ukształtowany. To w młodości jednak – a ściśle rzecz biorąc z młodym wieku odbiorców – kryje się największy kulturalny potencjał naszego społeczeństwa, a sprawy kultury wbrew katastroficznym prognozom przyjmują dobry obrót. Dziwne? Nie, ponieważ czasem nie wszystko jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka.

Dwa światy kultury

Dla wielu Polaków największą barierą w korzystaniu z kultury wciąż pozostają finanse. Kultura bowiem jak wiemy, zalicza się do tzw. potrzeb wyższego rzędu, które zaspokajamy w dalszej kolejności, co a zgodnie z tą ideą oznacza, ze jeśli nas na nią nie stać, nie dążymy do jej partycypacji. Co zaskakujące, najnowsze badania uczestnictwa w kulturze takie jak raport „Obieg Kultury. Społeczna cyrkulacja treści” przeprowadzony przez badaczy z Centrum Cyfrowego Projekt Polska udowadniają, że Polacy w znacznej mierze partycypują w kulturze bez ponoszenia kosztów poprzez uczestniczenie w tzw. nieformalnym obiegu kultury. Nieformalny obieg kultury, jak się okazuje stanowi lwią część naszego kontaktu z artystyczną twórczością, a nie jest w żaden sposób ujmowany w tradycyjnych badaniach uczestnictwa bazujących przede wszystkim na wydatkach ponoszonych na kulturę, lub częstotliwości uczęszczania do instytucji kultury. Co więcej, nie oznacza on „zubożenia” życia kulturalnego, a wręcz przeciwnie – przyczynia się do ogólnego wzrostu zainteresowania twórczością i do – wzrostu wydatków z nią związanych.

 Świat się zmienia szybko… i kultura też

Jak podają autorzy badania, pomijając telewizję Polacy aż trzykrotnie częściej korzystają z kultury w sposób nieformalny niż formalny (39% i 13%), tzn. pożyczają książki, oglądają filmy i słuchają muzyki online, pobierają treści z sieci w postaci różnego rodzaju plików. Wydawać by się więc mogło – tak jak jest to często powtarzane – że Internet „spłyca” kulturalne uczestnictwo i jest przede wszystkim przestrzenią, gdzie okrada się artystów. A tymczasem okazuje się, że „internetowi piraci” to jednocześnie najlepsi klienci kultury. Jak piszą autorzy badań, osoby, które są najbardziej aktywne pod względem pozyskiwania treści również najczęściej kupują książki w księgarni, są najczęstszymi bywalcami kin, oraz  klientami sklepów muzycznych. Przeciętny Internauta w porównaniu z osobami niekorzystającymi z sieci trzykrotnie częściej kupuje książki i filmy, aż siedmiokrotnie częściej kupuje muzykę. Natomiast według innych badań, zrealizowanych przez ArtBazaar na bywalcach galerii sztuk pięknych, to Internet jest najważniejszym źródłem wiedzy o sztuce, aukcjach, wystawach, artystach. W szybkim tempie rośnie sprzedaż dzieł sztuki za pośrednictwem sieci. Tzw. „aktywni Internauci” to najaktywniejsi konsumenci kultury, którym sieć daje przede wszystkim większe możliwości wyboru i zapewnia większą aktualność.

Autorzy raportu stawiają wręcz tezę, zgodnie z którą obieg nieformalny – niekoniecznie nielegalny – jest podstawowym sposobem, w jaki Polacy uczestniczą w kulturze. Biorąc pod uwagę różne formy nieodpłatnego pożyczania treści na nośnikach fizycznych, okazuje się, że obieg kultury jest trzykrotnie większy, niż jego rynkowy wymiar. Jednocześnie szacuje się, że aż jedna czwarta Polaków korzysta z różnych treści kulturowych, ale nie kupuje książek, płyt ani biletów. Idąc dalej można wyciągnąć wniosek, że obraz kulturowego życia Polaków jest znacznie bardziej skomplikowany i złożony, niż ten, który znamy z tradycyjnych badań. Jak więc naprawdę wygląda? Może jednak nie jesteśmy takimi kulturowymi neandertalczykami, jak to się często powtarza?

Upowszechnienie się Internetu nie morduje kultury, a daje nowe możliwości jej rozpowszechniania. Najważniejszą kwestią w problemie jakości życia kulturalnego jest edukacja: zwykle sprowadza się to do tego, że lubimy to, co mamy i to, co znamy. Niestety, telewizja publiczna i publiczne radio rzadko wywiązują dobrze się ze swojej misji edukowania kulturalnego Polaków.

 Ach ta dzisiejsza młodzież…

Chociaż poziom uczestnictwa w życiu kulturalnym wciąż pozostawia sporo do życzenia (według raportu aż 62% Polaków nie uczestniczy w żadnych obiegach treści kulturowych), można zaobserwować trend polegający na samodzielnym i świadomym poszukiwaniu form uczestnictwa kulturalnego za pośrednictwem Internetu. Podstawową różnicą między Internetem, a tzw. tradycyjnymi środkami przekazu jest jego interaktywność: tutaj użytkownik jest nie tylko odbiorcą, ale staje się także redystrybutorem treści. Według raportu, największa część badanych jednocześnie kupujących i korzystających z sieci znajduje się w grupie wiekowej 15-24 lata. Dla porównania, okazuje się, że dla zdecydowanej większości Polaków po 40. roku życia jedyną formą uczestnictwa w kulturze jest telewizja. Wyłania się obraz najaktywniejszych uczestników życia kulturalnego – ludzi młodych, dobrze wykształconych i mających stały dostęp do Internetu.

Nowe technologie zmieniają szeroko pojęte wzory konsumpcji w kulturze zapewniając dostęp do różnorodnych treści oraz nieograniczone możliwości wyboru. Faktem jest, że na rynku wciąż najlepiej radzą sobie zwykle treści mocno promowane także w tych tradycyjnych mediach, jednak można powiedzieć, że w młodych odbiorcach kultury kształtuje się nawyk samodzielnego zaspokajania sowich gustów i preferencji, a nie tylko biernego odbioru, lub co gorsza ignorancji. Dla kultury i sztuki to dobre wieści, biorąc pod uwagę fakt, ze tzw. „gust” aby był na wysokim poziomie, musi się nieustannie kształtować. Wbrew temu co niektórzy myślą – z tym przecież się nikt nie rodzi.

Autor: Katarzyna Brdak

Źródło: Portal Rynek Sztuki

Reklama