szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU:
White Space Auction

Czy polski rynek sztuki musi pozostawać w cieniu?

26.10.2012

Dla galerzystów, Kolekcjonowanie, Magazyn

Niedawno zakończyła się dziesiąta, jubileuszowa edycja Warszawskich Targów Sztuki i obserwując ich proces rozwoju, mam wrażenie, że impreza ta – pomimo, że najbardziej prestiżowa w Polsce – stoi w miejscu. Dlaczego tak się dzieje?

Mam wrażenie, że na pytanie to jest kilka odpowiedzi, które na pewnym etapie się przeplatają. Czasem także jedna przyczyna generuje drugą, tworząc w efekcie system mocnych powiązań, które powodują, iż w Polsce impreza typu jak tragi sztuki, przez długi jeszcze czas będzie wybitnie niedoceniana, a powolnie rozkręcający się rynek aukcyjny długo jeszcze pozostanie na szarym końcu.

Abstrahując od naszej historii, która – bądź, co bądź – wprowadziła znaczne spustoszenie intelektualne w narodzie, to zastanawiający jest fakt, dlaczego współcześnie działające domy aukcyjne, jak i mające długą tradycję Warszawskie Targi Sztuki przez wszystkie te lata nie były w stanie rozwinąć się na tyle, by przynajmniej być zauważalnymi poza granicami naszego kraju?

Postaram się chociaż w minimalnym stopniu rozważyć ten skomplikowany i wielopłaszczyznowy problem z nadzieją, że być może przedstawiciele niektórych instytucji pomyślą nad wprowadzeniem kilku zmian.

Zacznijmy jednak od tego, że w naszym kraju posiadamy już ugruntowane marki – zarówno w przypadku domów aukcyjnych, jak i galerii. Jednakże nieustannie odnosi się wrażenie, że wszystkie te instytucje są skostniałe i nie umieją w żaden sposób skostnienia tego przełamać.  Brak otwartości na nowe i pewien zauważalny konwencjonalizm powoduje, że chyba – niestety – przez długi czas nie ulegnie to zmianie.

Mam wrażenie, że wiodące domy aukcyjne czy chociażby jedyne, liczące się targi sztuki w Polsce powinny zmienić nieco podejście do działań marketingowo-promocyjnych, jak i w końcu zatrudnić do działów tych wykwalifikowanych specjalistów. I nie chodzi mi tutaj o niespełnionych artystów, historyków sztuki czy kulturoznawców – tylko faktycznych marketingowców, którzy mają otwarte oczy na wszelkie nowinki i atrakcyjne sposoby przekazu. Nie od dziś bowiem wiadomo, że czasy się zmieniają i poprzez nieustający rozwój technologiczny wymagane od przedsiębiorców są zupełnie nowe sposoby reklamowania się, a także dostosowanie starych programów do nowych zasad. Odnoszę wrażenie, że większość z naszych branżowych gigantów spoczęła na laurach, uznając, że – co tak często jest powtarzane – nie muszą się reklamować, bo są już wystarczająco uznani na rynku. A i owszem nawet jeśli są, to kojarzą się z instytucjami konserwatywnymi, skostniałymi i niedostępnymi. A gdzie polityka przyciągania młodych? Atrakcyjny design stron internetowych fascynujący nowatorskością, dynamiką i przystępnością?

Zaryzykuję stwierdzenie, że prawdopodobnie wynika to z mentalności ludzi zajmujących się sztuką, którzy w dalszym ciągu myślami są w latach 90., kiedy to obrót dziełem sztuki był na tyle elitarną sprawą, że dotyczył tylko nielicznych ludzi, a oni sami stawali się przez to wybrańcami narodu, którym z zasady należał się powszechny szacunek. I faktycznie – należał się głównie dlatego, że rozpoczęli oni żmudny proces ukulturalniana kraju, który w dużym stopniu wyjałowiony był z potrzeby obcowania z tzw. kulturą wysoką, w pewnym momencie jednak zamykając się na tzw. pospolitego odbiorcę.

Wydaje się, że tu zaczyna się problem, dzięki któremu pospolity odbiorca, nie mający na co dzień kontaktu ze sztuką, bojący się wejść do galerii nigdy nie będzie nabywcą i nigdy też nie odwiedzi domu aukcyjnego czy targów sztuki. Przez długie lata odbiorca ten był zapomniany – fakt, faktem w latach 90. zajmował się pomnażaniem swego kapitału – przez co zapomniał on też o kulturze.  Warto jednak zaznaczyć, że w chwili obecnej, konsument jest już gotowy na przyjęcie sztuki i włączenie jej do grupy potrzeb. Wymaga to jednak pracy instytucji kultury, które staną się mu bardziej przychylne.

Do tej pory przecież wchodząc do niektórych galerii spotykamy się z wymowną niechęcią, która powodowana jest albo przez wygląd – który mówi, że nic nie kupimy – albo przez przerwanie galerzyście rozmyślań o swej egzystencji nad kubkiem kawy. Wszyscy Ci ludzie, bardzo często nie posiadając młodych pracowników, nie są wstanie dostosować się do nowych wymagań, jakie stawiają przed nimi czasy, w których żyjemy. A wymagają dużo. Po pierwsze zmiany w traktowaniu klienta. To nie klient ma być dla galerii, tylko galeria dla klienta. Ma oferować ona pełną gamę usług z największym profesjonalizmem. Nie może być tak, że pan galerzysta lub pani galerzystka robi wielką łaskę, gdy kupujący zadaje dużo pytań lub chce spędzić pół dnia w galerii na przeglądaniu obrazów. Nie powinno być tak, że nie zwraca się uwagi na wchodzącą do galerii młodzież, która z zasady nic nie kupi, bo przecież nie ma się pewności, czy ci młodzi ludzie nie będą nabywcami w przyszłości.

Wydaje się także, że powinna narodzić się w nas uważniejsza obserwacja tego, co dzieje się poza granicami naszego kraju, dzięki czemu możliwe będzie pojawienie się atrakcyjniejszej formy działań i odważniejszych pomysłów, które nie będą od razu negowane przez zarząd. Być może też, dzięki zmianie mentalności i nie powoływaniu się nieustannie na brak funduszy, brak edukacji i inne narodowe mity uda się w końcu wyjść na arenę międzynarodową i tym samym pokazać światu, że też mamy dużo do zaoferowania.

Kama Wróbel
Portal Rynek i Sztuka
Portal Rynek i Sztuka 

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

3 komentarzy do “Czy polski rynek sztuki musi pozostawać w cieniu?”

  1. Andrzej

    Przykładem takiej nieprzyjaznej galerii jest DESA UNICUM w Warszawie. Zaglądam tam czasami jako klient z ulicy, który bardziej chciałby popatrzeć na dzieła sztuki niż cokolwiek kupić, bo zwyczajnie nie stać mnie na większość dzieł tam eksponowanych. Mam co prawda kilka prac /Zucker, Wywiórski, Hofman, Dwurnik, Erb i kilka NN/, ale nie jest to żadna kolekcja tematyczna, ani nie są to prace z „górnej półki”.Stanowią element dekoracyjny mieszkania uzupełniając jego wyposażenie. Nabycie każdej z tych prac, powoduje sięgnięcie do bibliografii artysty, przegląd jego twórczości, zapoznanie się mimochodem z twórczością innych artystów.
    Moje wejście do DESY UNICUM nie powoduje  przeważnie żadnej reakcji personelu. Za wyjątkiem jednej z młodych kobiet, nie zdarzyło się jeszcze, aby ktoś odpowiedział dzień dobry. Wszyscy zaaferowani wielkimi sprawami niedostępnymi dla przeciętnego człowieka. Można sobie chodzić, oglądać, wyjść – nikt tego nawet nie zauważy. Strach kogoś o cokolwiek spytać – męka w oczach, odburknięcie i w tył zwrot. Stałem kiedyś kilka minut przed biurkiem, za którym pani  coś  oglądała w komputerze. Czekałem aż skończy i mnie zauważy. Skończyła, wstała i poszła na zaplecze traktując mnie jak powietrze.
    Sztuka to może w tej galerii to jest, ale kultury na pewno nie ma.
    Żeby nie było tak tragicznie – czasami trafiam na miłą, młodą sympatyczną osobę siedzącą po prawej stronie od wejścia. Gdyby nie ona, raczej bym tam nie zaglądał.

    1. Kama_w

      W takim razie i my pozdrawiamy przyjemną Panią z DESY, dzięki której w dalszym ciągu odwiedza Pan to miejsce. Takich ludzi właśnie potrzeba, szczególnie w tego typu skostniałych instytucjach. Swoją drogą jest to interesujące, skąd bierze się ten brak reakcji personelu? Przecież do obowiązków pracowniczych należy zajęcie się potencjalnym klientem. Przykre jest to, co Pan napisał. 

  2. Marek

    Świetny przykład a poza tym mają złodziejską prowizje bo aż 40% zabierają biednym artystom.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rabort Rynek i Sztuka

Raport Rynek Sztuki 2016

Szósta edycja Raportu Rynek Sztuki, przygotowana przez redakcję największego serwisu dla kolekcjonerów i inwestorów – Rynekisztuka.pl

Zobacz więcej Pobierz (pdf)
MENU: